Mentionsy Mentionsy
Szafa Melomana
Szafa Melomana

#144 Msza h-moll (1733)

20.12.2024 ·1 godz 23 min · 9 rozdziałów · 1 sponsor

300 lat temu, w 1724 roku, podczas Bożego Narodzenia w Kościele św. Tomasza w Lipsku po raz pierwszy wierni usłyszeli nową kompozycję Jana Sebastiana Bacha – Sanctus na 6 głosów wokalnych. Nikt wówczas nie wiedział, włącznie z samym kompozytorem, że będzie to historycznie pierwszy składnik jednej z najważniejszych kompozycji w dziejach zachodniej muzyki europejskiej – „Mszy h-moll” BWV 232. Bach zaczął ja tak naprawdę pisać 9 lat później i tworzył do końca swojego życia, choć za życia jej w całości nigdy nie usłyszał. Stanowić miała wielką syntezę dotychczasowej sztuki muzycznej. Geniusz Bacha sprawił, że dzieło przekroczyło granice muzyki i stało się także syntezą wiary chrześcijańskiej, a jej kompozytora niektórzy określili mianem piątego Ewangelisty. Na czym polega znaczenie i złożoność monumentalnego utworu? Co zadecydowało, że zostało ono włączone na listę dziedzictwa UNESCO, choć jeszcze w latach 60’ niektórzy badacze uważali, że to dzieło tak naprawdę nie istnieje, a w każdym razie nie w tym kształcie, do którego przywykliśmy? W najnowszym odcinku Szafy przyjrzymy się początkom „Mszy h-moll”, genezie tego dzieła, a także uważnie posłuchamy dwóch pierwszych jego ogniw – „Kyrie i „Gloria”. Zapraszam bardzo serdecznie na ostatni odcinek w 2024 roku!Podcast powstał dzięki Mecenasom Szafy Melomana. Jeśli chcesz stać się jednym z nich i wspierać pierwszy polski podcast o muzyce klasycznej, odwiedź mój profil w serwisie Patronite.pl.Wykonawcy nagrania "Mszy h-moll" użytego w podkaście:Andrzej Kosendiak – dyrygentAldona Bartnik – sopran IBożena Bujnicka – sopran IIJoanna Dobrakowska – altMaciej Gocman – tenorSzymon Komasa – basChór NFMAgnieszka Franków-Żelazny – kierownictwo artystyczne Chóru NFMWrocławska Orkiestra BarokowaJarosław Thiel – kierownictwo artystyczne

1:49 · Początek Mszy h-moll 10

Tymczasem Bach sam wcale nie miał ochoty na tym stanowisku dłużej pracować i coraz częściej snuł plany zmian. W głowie miał wyobrażenie o właściwym dla siebie swojego talentu miejscu pracy. Tym miejscem było Drezno, jego orkiestra dworska uchodząca wówczas za jedną z najlepszych w Europie. Tak, warto pamiętać, że barokowa perła jaką było Drezno miała kulturę na bardzo wysokim poziomie, czego my jako Polacy mamy nieco wykrzywiony obraz. Na dworze w Saksonii panował bowiem August II Mocny, a następnie jego syn, późniejszy król August III. Polska nie potrzebowała wówczas władców starających się o prestiż kulturalny, ale takich, którzy

No zajmą się pilnymi sprawami polityki wewnętrznej, gospodarki czy sprawami ustrojowymi. Jednak polityczne stosunki władców Saksonii z warszawskim dworem i z Polską miały pełne prawo Bacha w ogóle nie interesować. Jego interesowało to, jak miała się w Dreźnie muzyka i jak Wetynowie o nią dbali. Tu zaś było co podziwiać. W sierpniu 1730 roku Bach skierował do Lipskiej Rady Miejskiej memorandum, w którym podkreślił, że nie on jeden, ale wielu niemieckich muzyków pracuje w urągających warunkach, a ich głównym zmartwieniem jest nie muzyka, tylko to co włożyć do gara i jak związać koniec z końcem. Dla kontrastu podał właśnie przykład dworu drezdeńskiego, dworu Augusta II Mocnego.

Bach pisał tak. Wystarczy udać się do Drezna i sprawdzić, jak jego wysokość opłaca muzyków. Są oni wolni od trosk o swoje utrzymanie, wolni od zmartwień i każdy z nich zobowiązany jest do grania na jednym tylko instrumencie. Efekt musi być wyborny. Koniec cytatu. Naturalnie przywołanie przykładu Drezna musiało setnie rajców rozbawić. Jak przecież Lipsk miał równać się z ociekającym splendorem dworem królewskim? August II zajmował się muzyką tak samo jak architekturą. Sprowadził najlepszych dostępnych w tamtym czasie artystów, by swoją obecnością świadczyli o jego potędze. Zadanie to otrzymał Flamandzki skrzypek Volumier, któremu król powierzył misję zbudowania zespołu godnego monarszych ambicji.

Volumier sprowadził do Drezna genialnego skrzypka Georga Pizendela, przyjaciela Bacha. Sprowadził Jana Dismasa Zelenkę, który zaczynał w Dreźnie jako muzyk orkiestrowy, dziewiętnastoletniego wówczas Joachima Kwanza, genialnego obojistę i flecistę, twórcę fundamentalnej literatury muzycznej na te instrumenty. Właśnie Kwantz w swojej autobiografii pozostawił nam opis wrażeń, jakie zrobiła na nim orkiestra dworu Augusta II. Takiej finezji, jaką prezentował Volumier i jego orkiestra, nie słyszałem nigdy w życiu. Byłem tak zdumiony, że postanowiłem podwoić wysiłki w moich muzycznych studiach. Chciałem się przygotować, bym sam mógł zostać członkiem tego szacownego grona.

Nie on jeden zapragnął do tej elity dołączyć. Dla Drezna prestiżową ofertę z Wiednia odrzucił Sylvius Leopold Weiss, bodaj najlepszy lutnista w ówczesnej Europie. Grał w Dreźnie do roku 1744 i był tam najwyżej opłacanym instrumentalistą. Zapewne i Bach miał podobnie dobre wrażenia ze swojej pierwszej wizyty nad Łabą w roku 1717. Wówczas orkiestra dworu Augusta II liczyła ponad 30 muzyków, co było jak na tamte czasy w Niemczech liczbą wysoką. Oprócz samych instrumentalistów był kapelmistrz, kompozytorzy, dęciacy, którymi Drezno szczyciło się w całej Europie. Nic dziwnego, że Bach zapragnął, jak wielu muzyków, z tym dworem i z tym zespołem się związać.

Pierwszym ruchem jaki w tym kierunku wykonał było załatwienie 19-letniemu synowi Wilhelmowi Friedmanowi Bachowi, wówczas już muzykowi bardzo zdolnemu, posady organisty w drezdeńskim kościele św. Zofii. Wykorzystał do tego swoje muzyczne kontakty oraz własny talent, dołączając do aplikacji syna dwie własne kompozycje. Tak dla pewności. Ta operacja się udała. Tymczasem 1 lutego 1733 roku zmarł August II. Śmierć monarchy zawsze zwiastowała, że nastąpi nowe rozdanie, nowy początek. Bach uznał, że to właściwy moment, by poprosić o posadę dla siebie, posadę kapelmistrza dworu. Prośbę skierował do następcy Augusta II, czyli Fryderyka Augusta II, którego w Polsce znamy jako króla Augusta III.

Do tej prośby Bach dołączył zupełnie nową kompozycję, dedykowaną elektorowi i skrojoną specjalnie na potrzeby Drezna, jego wielkości i splendoru. Najgodniejsza wydawała się Bachowi forma mszy. Miał wyjątkowo czas, by się takim projektem zająć, gdyż po śmierci Augusta II ogłoszono w kraju trwającą trzy miesiące żałobę, podczas której nie wolno było wykonywać muzyki. Uwolniło to Lipskiemu kantorowi morze czasu, którego do tej pory ciągle mu brakowało. Tu dochodzimy do jednego z najczęściej wymienianych paradoksów w historii mszy h-moll. Bach, ikoniczny kompozytor luterański, zabiera się za pisanie mszy katolickiej.

O co tu chodziło? Otóż Drezno było miastem protestanckim, o ogromnych tradycjach. Szczyciło się tym, że pierwsze luterańskie nabożeństwo odprawiono w nim już w roku 1539 i to w Kreuzkirche, czyli głównym kościele miasta. Na dworze drezdeńskim zatrudniony był przed wiekiem, w 1619, jeden z najważniejszych kompozytorów muzyki luterańskiej przed Bachem, Heinrich Schütz. August II również był protestantem. Przeszedł na wiarę katolicką wyłącznie z powodów politycznych. Był to warunek, by mógł w drodze wolnej elekcji zostać wybrany królem Polski. Jednak aż do roku 1708 nie było w mieście ani jednego ośrodka kultu katolickiego. Co więcej, żona Augusta II, Christiana Eberhardyna, pozostała luteranką.

Gdy zmarła w 1727 roku, Bach napisał dla niej Trauerode, jak najbardziej luterańską kantatę wykonaną bodaj w Sofienkirche, czyli tym samym kościele, gdzie organistą został jego syn, również będący oczywiście luterańskiego wyznania. Taki dualizm był możliwy, bo w kraju panowała zasada cuius regio eius religio – wiara jest tego, kto włada. Oczywiście z czasem religia katolicka coraz głębiej przenikała do polityki i do miasta. Następca Augusta II, również wyznania katolickiego, jego syn, w 1737 roku rozpoczął budowę katolickiego hofkirchia, czyli katedry św. Trójcy. Katolicyzm przeniknął jeszcze za czasów jego ojca także do muzyki.

Wszak za muzykę religijną na dworze Augusta II odpowiadał zwany katolickim Bachem Jan Dismas Zelenka, działający w Dreźnie już od 1710 roku. Bachowi jak najbardziej wolno było zabrać się za opracowanie łacińskich tekstów mszalnych, bowiem Marcin Luther nigdy tak naprawdę nie zakazał katolickiego ordinarium missae. Można było wykonywać dowolne z jego pięciu ogniw, ale przyjął się zwyczaj, że w kościołach protestanckich wykonywano często krótką parę Kyrie i Gloria. Problematyczne było credo, w którym wprost padają słowa et unam sanctam catholicam et apostolicam ecclesiam. Choć i tu Luther zaznaczał, że katolikam można rozumieć po prostu jako wspólnotę, a nie bezpośrednie wskazanie na kościół katolicki.

27:33 · Pierwsze Ognia Mszy 1

Pierwszą rzeczą, która z pewnością uderzyła drezdeńskich muzyków była niezmierna powaga i monumentalizm wstępu Kyrie. Odbierali jego wydźwięk podobnie jak Deprofundis, wołanie grzesznika z otchłani ku wybaczającemu wszystko Bogu. Monumentalizm, o którym mówi Gardiner, został osiągnięty przez Bacha na kilka różnych sposobów. Przede wszystkim znając zamiłowanie następcy Augusta II do kultury włoskiej, Bach sięgnął po tzw. mszę kantatową w stylu neapolitańskim. Wielką, szeroko zakrojoną pod względem obsady i używanych form muzycznych, nieco operową w charakterze i innowacyjną w tamtych czasach formę opracowania tekstów mszalnych.

68:53 · Domne Deus i finał 1

Jest hipoteza, która mówi, że msza po raz pierwszy została zagrana już w Lipsku i tam wysłuchał jej August III, gdy przybył odebrać tzw. hołd od miasta. Na to miałoby na przykład wskazywać użycie obojów Damore, jak najbardziej obecnych w Lipsku, a nieobecnych z kolei w kapeli drezdeńskiej już od wielu lat. Inna hipoteza mówi, że Wykonanie pod kierunkiem samego Bacha odbyło się, gdy kompozytor przebywał w lipcu 1733 roku w Dreźnie, że msza prawdopodobnie została zagrana w kościele św. Zofii, gdzie organistą był Wilhelm Friedemann i że odbyło się to pod kierunkiem samego Bacha. To jednak są wyłącznie nasze domysły. Podanie, które Bach skierował do elektora, a już króla Augusta III,

Pokazano wszystkie 12 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.