Janina Bąk, odc.38
Janina Bąk, czyli Janina Daily to najbardziej znana polska statystyczka. Jest influencerką popularyzującą wiedzę na temat właśnie tej dziedziny. Łącznie na facebooku i instagramie obserwuje ją ponad 200 tysięcy osób, a oprócz działalności w Internecie napisała też dwie bestsellerowe książki i prowadzi wykłady, w trakcie których przedstawia między innymi odpowiedź na pytanie "Ile trzeba zjeść czekolady, żeby dostać Nobla?". Poczucie humoru jest niewątpliwie jedną z największych super mocy Janiny Bąk, a w programie Supermocne opowiada między innymi o tym jak odkryła miłość w statystyce i jak została twórczynią internetową. Wyjaśni też dlaczego smok ograłby nas w ruletkę...Emisja na antenie Radia Poznań 18.06.2025Więcej odcinków: https://open.spotify.com/show/0hP2i1iuDejZAJfQqIdslk?si=919e739bd4be463e#poznan #poznań #radiopoznan #supermocne #podcast #kobiety #kobieta #JaninaBąk #JaninaDaily #rozmowa #statystyka #nauka #humor #pyrkon
Supermocne. Inspirujące historie o kobietach, wyborach, spełnianiu marzeń, realizacji i samorealizacji. Na rozmowy z wyjątkowymi kobietami zaprasza Anna Skoczek. Podcast Radia Poznań. Zapraszam na rozmowy z wyjątkowymi kobietami. Kobietami, które często żyją trochę pod prąd, udowadniają, że ograniczenia i limity nie istnieją. Albo właściwie istnieją tylko w naszej głowie. I taka niewątpliwie jest Janina Bąk, znana też jako Janina Daily. Dzień dobry, cześć. Dzień dobry, cześć. Bardzo mi miło jest Ciebie gościć w studiu Radia Poznań przy okazji Pyrkonu. Tak, przy okazji Pyrkonu. Przyjechałam po raz pierwszy na Pyrkon. Bardzo mnie uśmiecha to wydarzenie, wiesz co, bo ja jak lubię myśleć o świecie, to tak przyglądać muszę z kilku różnych stron i jechałam pociągiem i dojechaliśmy do stacji w Poznaniu i wtedy połowa pociągu zaczęła ściągać z bagażowni swoje kołpaki i łuki i skrzydła i pomyślałam sobie, co by było, gdyby taki owcokrajowiec, który totalnie nic nie wie, po prostu jechał tym pociągiem i nagle, wiesz, dojeżdżamy do stacji i połowa Polski, te kołpaki, łuki,
Elfy wysiadają, magowie. Fantastyczne. Jechałaś w pociągu, wiele osób ciebie rozpoznało w tym pociągu? Nie, nie. Czasem jestem rozpoznawana, ale jakoś niezbyt często chyba. 126 tysięcy osób obserwujących twój profil na Facebooku, 111 tysięcy na Instagramie. To są takie spore liczby. No właśnie, czasem muszę sobie przypominać, że spore, bo we współczesnym internecie, wiesz, to te liczby tak rosną. Tam różni TikTokowi twórcy, youtuberzy, to tam od miliona mówi się, że się zaczynają. To też tworzy czasem takie Taką trudną sytuację dla nowych twórców, którzy chcą zacząć tworzyć. Myślą sobie, obserwuje mnie tylko 500, 800, 2000 osób, a ja zawsze mówię, hej, jeśli obserwuje cię 800 osób, to trochę tak jakby cię obserwowała cała sala w Multikinie.
Jeśli cię obserwuję 2000, że jakby próbuję pkać ludziom, żeby sobie wyobrazili, jak dużo to jest i faktycznie jak patrzę na te moje setki tysięcy, to mam po prostu w sobie dużo wdzięczności za to, że są, ale też za to, że są ze mną już od bardzo wielu lat. A te liczby to są coś, co pewnie przemawia do twojej wyobraźni po tysiąckroć, bo... Tylko przypomnę, że jesteś polską statystyczką, blogerką, influencerką, ale także nauczycielką akademicką, a oprócz tego aktywistką społeczną, no i autorką bestsellerowych książek. Także ta statystyka to jest kawał twojego serducha. Tak, znaczy nie jestem już nauczycielką akademicką, było to duża część mojej tożsamości. Ale chyba ostatnio tak, głównie uczę ludzi, że ze statystykami można i należy się zaprzyjaźnić tam, gdzie chcą słuchać, czasem na wykładach, jak na przykład teraz na Pyrkonie.
No i te książki, które też bardzo mnie uśmiecha, że ludzie tak chętnie je czytali, popularyzowały statystykę, więc taki teoretycznie nie przedmiot, który kogokolwiek ekscytuje. Chciałam się o to spytać, jak ty na to wpadłaś, bo ja studiowałam socjologię, statystykę miałam i pamiętam ten przedmiot jako największą zmorę chyba swoich studiów. A czytając u ciebie na profilu, nagle się okazuje, że to może być całkiem ciekawe. Ja uważam, że statystyka w socjologii, w psychologii to jest najciekawsza rzecz na świecie, bo to jest, to tam masz po prostu takie perełki badań i informacji o nas samych i o świecie dookoła. Jak ja na to wpadłam, no życie za mnie wpadło. Jak dostrzegłaś to piękno Aaa, wiesz co, miałam dobrego mentora.
Miałam na studiach licencjackich, miałam człowieka, który mi szybko pokazał, jak wiele właśnie takich fajnych narzędzi statystycznych mamy do szukania odpowiedzi na niezwykłe pytania. No a później, jak zaczęłam robić doktorat, to uczyłam studentów. No i jak uczyłam studentów tam statystyki, metod ilościowych i metodologii badań, no to bardzo szybko musiałam znaleźć sposób na to, żeby ich jakoś zaciekawić, bo Chciałaś to zrobić, wiesz, nie każdy wykładowca chce. Chciałam, bo też jakby nie miałam żadnego celu w tym, żeby ich tam udręczyć. Wtedy jeszcze nie było tak jak teraz, że naprawdę mamy AI w kieszeni, który znajdzie nam odpowiedź na każde pytanie w 5 sekund, ale już nawet wtedy wiedziałam, że nie muszą znać na pamięć żadnych wzorów, bo jak będą chcieli, to sobie sprawdzą w Google.
Więc bardziej nastawiłam się na to, że bardzo chciałam im pokazać, do czego im się to wszystko może przydać w życiu, że jeśli będą mieć takie, a takie zagwozdki, pytania, to mogą użyć takiego i takiego narzędzia statystycznego. Więc powiem ci, że tak naprawdę jak lata później, 5 lat chyba po tym, jak skończyłam uczyć, zaczęłam pisać tę książkę, To te wszystkie odjechane przykłady tam o tym, ile trzeba zjeść czekolady, żeby dostać Nobla, albo czy żółty ser powoduje koszmarę, albo czy da się zmierzyć siłę tornada za pomocą gofra, ja je już miałam w głowie, bo ja ich już szukałam wtedy, kiedy po prostu uczyłam studentów i bardzo chciałam ich zainteresować tym tematem. No właśnie też wspomniałaś o tych wyjątkowych przykładach i takich sposobach, twoim metodzie na to, żeby
Zakochać innych ludzi, co w tej statystyce. Ostatnio otrzymałaś również nagrodę podczas Influencers Live, nagrodę od More Than Good za mistrzowskie łączenie wiedzy, odwagi, humoru. Bez kompromisów i z pełnym szacunkiem do odbiorców o ten humor chciałam zapytać, bo ten humor to jest coś, co od początku istnienia ciebie jako twórczyni internetowej ściąga do ciebie tę rzeszę fanów. Myślę, że tak. Myślę, że to jest też taki rodzaj humoru, który nie jest dla wszystkich, bo bywa sarkastyczny, ale oprócz tego używam dość barokowych porównań i dziwnych, więc wiem, że sporo osób się od niego odbija i to jest zupełnie okej, ale jak już do kogoś trafi, to myślę, że to jest to, co budzi dość spore poczucie właśnie wspólnoty.
Chyba najbardziej uśmiecha mnie to jak, no jak gdzieś się czasem spotykamy i ktoś do mnie podchodzi i przypomina mi jakiś wpis, o którym ja nawet nie pamiętam, ale ktoś pamięta, bo coś go tam rozbawiło. Potem w miarę jak sobie tak dorastałam internetowo, to zaczęłam też pisać trochę więcej takich poważnych tekstów, ale myślę, że ten humor albo raczej też takie podejście Nie zawsze poważne do świata, wciąż jest mi bliskie i wciąż bardzo mnie cieszy, że tak wiele osób też tak uważa. To znaczy, że my robimy czasem zupełnie absurdalne rzeczy razem w internecie. Nie wiem, mamy jakieś live robienie capybary z makaronu albo koszyków z kabanosów i to jest taka godzinka, podczas której bardzo dorośli, bardzo poważni ludzie typu lekarze zajmują się właśnie tym.
Czyli... Byciem inaczej, byciem kimś innym, przez chwilę po prostu zabawą i to akurat jest mi bardzo bliskie. A jeśli chodzi o te twoje właśnie początki w internecie, czy w ogóle to był taki zmyślny plan, żeby być influencerką, czy to był raczej potrzeba tego, żeby przelać swoje myśli i podzielić się nimi na forum po prostu? Wiesz co, chyba nigdy bym nie wymyśliła, że tak to się skończy. Jakby ktoś mi powiedział, okej dobra, jak to się rozwinie przez te 10 lat, to nigdy w życiu bym nie wymyśliła, że właśnie w tę stronę. Zaczęło się chyba od pisania. Znaczy chciałam prokrastynować, znaczy pracowałam na tej uczelni i bardzo się nudziłam, a trochę też tęskniłam za pisaniem, więc po prostu zaczęłam pisać. I się rozglądać, co z tego może być, ale nie, nigdy bym sobie nie wymyśliła, że tam, bo 11 lat temu, no to, że za mniej więcej dekadę będę tutaj, gdzie jestem, gdzie głównie właśnie zarabiam albo na wykładach, albo na książkach, albo na robieniu jakichś tam fajnych rzeczy z fajnymi markami.
A pamiętasz ten moment, w którym dotarło do ciebie, że o rany, jestem znana w internecie. Wiesz co? Może powinnam? Może powinnam mieć jakiś taki punkt odcięcia? Pamiętam ten moment, kiedy mój pierwszy post stał się viralem. Taki, że z dnia na dzień tam faktycznie zaczęto go czytać po kilkanaście tysięcy razy. To ten pamiętam dokładnie. To powiedz mi o tym poście pierwszym. To był taki post, który napisałam tak, pamiętam, pisałam go w niedzielę rano, on był o tym, że mój mąż chciał zrobić sobie tatuaż na klacie w Pythonie, w pętli Pythona, jest programistą. I ja pisałam ten wpis tak dość na szybko, bo dawno nic nie pisałam na blogu i szczerze mówiąc myślałam, że on się nie poniesie, że jest zbyt...
Że niewiele osób zrozumie, no jednak tam paj, programiści itd. itp. A go upublicznił człowiek, który jest bardzo znany w świecie marketingowym, czyli Paweł Tkaczyk i udostępnił go u siebie tam z adnotacją, że to jest najlepsze, co dzisiaj przeczytacie. Nie znałam wtedy Pawła, ale faktycznie jak on to zrobił, no to zaczęłam dostawać same powiadomienia, że ludzie przychodzili, czytali ten wpis, czytali zeszłe wpisy, więc powstał taki efekt kuli śnieżnej. Czyli był taki jeden dzień. No był taki jeden dzień, który zawsze mnie uśmiecha, nawet ostatnio mieliśmy rocznicę i zawsze za niego Pawłowi dziękuję, no bo nie znaliśmy się kompletnie, ja mu się gdzieś tam po prostu wyświetliłam, a okazało się, że to jedno udostępnienie gdzieś tam no dużo zmieniło.
Supermocne. Słuchają Państwo podcastu Radia Poznań. Chciałabym wrócić do tych początków. Czy to było tak, że Ty jako uczennica, powiedzmy liceum, nie będę sięgać dalej, bo wiadomo, że to chyba na poważnie o przyszłości w swoim życiu nie myślimy na tych wcześniejszych etapach, no ale już powiedzmy to liceum, to faktycznie wiedziałaś, że jesteś umysłem ścisłym i cyfry to będzie Twoja przyszłość? Nie ma czegoś takiego jak umysłu ścisłe i humanistyczne. Bo ty to też włączysz, bo ty piszesz, potrafisz trafiać do ludzi, ale też takim językiem literackim. Całkowicie rozumiem, że lubimy być w takich szufladkach, albo że co najmniej raz każdy z nas został w taką wsadzony, na przykład przez nauczycieli. Ale to, co mam na myśli, mówiąc, nie ma umysłów ścisłych humanistycznych, to to, że jasne, wszyscy mamy różne zdolności i umiejętności zainteresowania, to jest zupełnie okej, ale jeśli rozumiemy ten podział jako to, że ja jestem humanistą, na pewno się tej matematyki nie dam rady nauczyć, albo na odwrót, a ja jestem...
Ścisłowcem, więc nigdy ta laktura nic mi nie da. To jestem przeciwniczką takiego myślenia, dlatego że po pierwsze mamy badania naukowe. W mojej drugiej książce postanowiłam, że pierwszy rozdział będzie właśnie o tym, że nie ma głąbów matematycznych. Jak patrzymy sobie na badania naukowe o zmyśle matematycznym, czyli o naszej umiejętności szacowania i intuicji liczby, to one pokazują, że one są nas obecne od urodzenia, te umiejętności, niezależne od rozwoju języka nawet, czyli one są tam już nawet, kiedy jeszcze nie mówimy. Nie ma żadnych różnic między płciami, to też myślę, że wciąż musimy powtarzać. Nie ma jednak wątpliwości, że gdzieś tam na drodze tej późniejszej edukacji, no to myślę, że dzieci dostają bardzo dużo łatek. I o ile jest to tylko łatka, jesteś humanistą, no to okej.
Ale często się pojawia, że dziewczynki są raczej humanistycznej książki, a chłopaki to liczby. Albo, że jesteś humanistą, więc nie nadajesz się do matmy, nie będziesz nigdy dobry z tej matmy. I na to trochę nie ma mojej zgody. Ja w liceum, jeśli chodzi o przedmioty, byłam najlepsza z dwóch przedmiotów. To był język polski i matematyka. I do dziś są to te dwie rzeczy, które mnie cieszą, więc myślę, że super by było. Jeśli rozmawiamy na przykład o naszych własnych dzieciach, żeby próbować ich nie wstawiać za szybko w te szufladki, bo wydaje mi się też, że współczesny świat, jak tak sobie patrzę zawodowo, profesjonalnie, potrzebujemy ludzi, którzy myślą interdyscyplinarnie, potrzebujemy ludzi, Którzy no właśnie nie są tylko od literek albo tylko od liczb, ale potrafią jakoś te niezwykłe kompetencje łączyć.
Więc jeśli ktoś kiedykolwiek usłyszał, że jest głąbem matematycznym, to przepraszam, bo uważam, że nikt nie powinien. I jako nauczycielka uważam, że nikt nie powinien. Ja lubię mówić, że nie ma głąbów matematycznych, są tylko źli nauczyciele. I tak to po prostu często bywa. Czyli jeśli ktoś usłyszał, że jest humanistą albo właśnie umysłem ścisłym, to niech nie wierzy w to. No tak, bo moje książki są popularyzujące naukę, więc nie są jakimiś twardymi podręcznikami, ale są jednak o statystyce. I zdaję sobie sprawę, że to jest jakiś tam podstawowy poziom. Jak czytają je tam kilkunastoletnie dzieci, to też rozumieją, im się podoba. Nie jest to jakoś wybitnie skomplikowane, ale przeczytało je ponad 150 tysięcy ludzi. I 150 tysięcy ludzi stwierdziło, hej, no może nie wszyscy stwierdzili, że to jest fajne, ale że jednak gros osób spośród tej grupy wymyślała sobie, o, pierwsza część była fajna, kupię też drugą.
I mam tutaj właśnie na myśli to, że to mnie niesamowicie uśmiechnęło, że lubimy myśleć, że my teraz w internecie to tylko oglądamy, wiesz, koty z chlebem na głowie, głupoty itd. itp. Ale później pojawia się na rynku jakaś książka popularnonaukowa, nie tylko moja, bo na przestrzeni tych lat mieliśmy wiele innych bestsellerów naukowych i okazuje się, że ludzie chcą wiedzieć więcej, chcą się douczyć, chcą nawet sięgać po te tematy trudne, dotyczące statystyki, chemii, czegokolwiek innego. To jest coś poza te algorytmy, które już potem nam wtłaczają i twierdzą, że wiedzą lepiej, co my chcemy na przykład tam oglądać. Na przykład. Więc za każdym razem, jak gdzieś tam w topce sprzedażowej pojawia się jakaś książka popularyzująca naukę, mnie to niesamowicie uśmiecha. Bo dla mnie to jest właśnie dowód na to, że to nie jest tak, jak gazety lubią nas straszyć, że już wszyscy zgłupieliśmy i... Coraz gorzej.
Teraz gorzej już lepiej nie będzie, tylko że faktycznie szkoła wiele w nas zabiła, umówmy się. We mnie też. Ja mam takie przedmioty, z których jestem fatalna i dopiero teraz to nadrabiam i się okazuje, że nie wiem, chemia, fizyka potrafią być fascynujące, tylko gdzieś tam w szkole zapomniano mi o tym powiedzieć. Więc to, że teraz dorośli ludzie mają takie możliwości, żeby właśnie słuchać jakichś podcastów, filmów na YouTubie, czytać książki i to nadrabiać i przede wszystkim, że chcą to zrobić, jest absolutnie cudowne. To wróćmy w takim razie do tego liceum. A co ty myślałaś o swojej ścieżce zawodowej? Co ty myślałaś? Będąc dobra z polskiego i z matmy. Nie, ja miałam marze... Ja wiedziałam od razu, co chcę robić, bo ja chciałam bardzo zmieniać świat, więc postanowiłam iść na resocjalizację.
To jest podspecjalizacja pedagogiki, więc to było dość proste, więc to był mój pierwszy kierunek studiów, resocjalizacja, na którym No świetnie się bawiłam, świetnie się studiowało, powiem ci. Nauczyłam się wiele o życiu, niekoniecznie o nauce, ale gdzieś podczas tych studiów tam znalazłam ogłoszenie o stypendium w Szkocji, gdzie można było wyjechać i zrobić drugi dyplom z innego kierunku i tam zrobiłam socjologię, a później jeszcze w Irlandii właśnie statystykę. Czyli ta statystyka to nie była taka miłość? Ta statystyka pojawiła się późno. To było fajne, w sensie najpierw znalazłam człowieka, który mi pokazał, jaka ta statystyka jest fantastyczna. A jak miałaś na studiach socjologicznych statystykę, to ona była ciekawa? Tak, tam właśnie miałam takiego człowieka.
On niezbyt dobrze potrafił mi jeszcze wyjaśnić cały spektrum możliwości, ale wyjaśnił mi, że to jest ciekawe. Ale później miałam takiego promotora, który znał odpowiedź na każde najciekawsze pytanie tego świata. Potrafił znaleźć odpowiedź statystyczną. Więc tak bym to powiedziała, że nie, to nie była miłość od pierwszego wejrzenia. Była bardzo późna gdzieś tam w moim życiu edukacyjnym i zawodowym. I też nie uważam, żeby to było coś złego. Myślę, że to też jest ważna informacja, że No, bo w sumie zaraz maturzyści, że to jest okej nie wiedzieć w wieku osiemnastu, dziewiętnastu lat, co się chce robić w życiu, albo to jest okej się pomylić, czyli iść na te studia i... I stwierdzić, że to nie to, a nie brnąć dalej w coś, co nas w ogóle nie fascynuje.
Ja jak kończyłam maturę, to jeszcze było, nie wiem jak jest teraz, ale było takie silne ciśnienie, że musisz iść na studia, że w ogóle nie ma opcji, nie ma życia. Nie ma życia bez magisterki. Tak, i że musisz je zrobić natychmiast. Na zachodzie są te takie gapy years, co uważam za super, nie? Że masz rok, gdzie się rozglądasz trochę za życiem. I myślę, że moja droga też to fajnie pokazuje, że ja gdzieś tam się odnalazłam, odnalazłam się bardzo późno. Nie żałuję, że odnalazłam się tak późno, bo te wszystkie i studia w Krakowie i w Szkocji, one mi całe mnóstwo fajnych rzeczy dały, ale wiem już, że to nie musi być tak, że po maturze trafia cię grom z jasnego nieba i wiesz, że to będzie twoja dyscyplina. No bo całe życie już wiesz, w którym kierunku idziesz. Tak.
Wspomniałaś też, że jakby i tak zawsze chciałaś zbawiać świat i trochę zbawiasz. To bardzo miłe. Trochę staram się zmieniać, tak. Gdzieś tam mój kawałek. Zajmując się statystyką przez lata, wróciłaś w pewnym momencie do działalności społecznej i takiej też działalności charytatywnej, bo jako drużyna Janina, piszesz sama na stronie, że lubimy dzielić się pluszem, więc to już jest taka CSR-owa działalność, taka w stu procentach. Mamy tą społeczność, którą faktycznie nazywamy Drużyna Janina. To jest chyba dość niezwykłe, że jest tam setka tysięcy osób, które w dużej mierze myślą podobnie i nie zgadzają się na te same elementy rzeczywistości, które ja, więc faktycznie zawsze mnie uśmiecha, gdy jakiś tam element rzeczywistości mnie irytuje, gdzie widzę jakaś nierówność, niesprawiedliwość i reaguję.
I nie muszę się bać komentarzy pod tymi moimi wpisami, więc teraz na przykład, no mamy miesiąc dumy, też nasz ulubiony miesiąc w roku, mamy dwie platformy na Marszach Równości. Bo ja mam taką myśl, że na moim blogu, jak obrazisz mnie, to jest pół biedy, ale jak taka mi się marzyła ta najmniejsza strona internetu, że absolutnie każdy może przyjść, coś tam poczytać, poczytać komentarze i czuć się bezpiecznie. Czyli nawet jeśli tam jest komentarz, który obraża grupę, do której ja nie należę, to ja nie chcę, żeby ktokolwiek z tej grupy przyszedł i to przeczytał. I wszystkie komentarze dotyczące właśnie np. społeczności LGBTQ+, to że zawsze są wspierające i dobre i że to jest jakiś totalny mikroklimat, że jest taka grupa w tym kraju, gdzie wszyscy mogą czuć się bezpiecznie tu na mojej stronie, ale jestem z tego bardzo dumna.
Czyli mówimy o aktywnej moderacji i na to, że absolutnie nie ma twojej... Żadnej zgody na wolność, w cudzysłowie, wolność słowa, która obraża i ujmuje innym. Jeśli ktoś ma taką potrzebę, to może iść to robić gdzie indziej i czasem od razu usuwam, czasem ukrywam, więc te osoby nawet nie wiedzą, że ich komentarz jest niewidoczny. Myślę, że puszą piórka i... I nie wiedzą, że nikt tego nie czyta, ale myślę, że jasne wiesz, takie hejterskie komentarze dodają tam zasięgów, ale to nie o zasięgi chodzi. To jest taka też ważna rzecz, o której wspominasz, bo wiele osób mówi, że nie będzie aktywnie moderować, bo to jest dużo pracy, a poza tym taki hejt robi właśnie zasięg. Zgadzam się co do tego, że jeśli on staje się bardzo duży, no to może się tak zdarzyć, że przestajesz mieć nad nim kontrolę. To nie jest tak, że nigdy nie przegapiłam jakiegoś komentarza.
Na pewno tak, jeśli chodziło o takie posty, gdzie było ich bardzo dużo. Ale bardzo się staram. Gdyby to się wymknęło spod kontroli, to bym pewnie zamknęła komentarze. No ale na pewno nie, nie. Jakby wiesz, w Internecie mamy tyle bezsensownej agresji i przemocy i przeciągania liny, więc nie chcę być kolejną osobą, która do tego dodaje. I totalnie rozumiem, jeśli ktoś się ze mną nie zgadza albo mój humor nie jest dla niego albo rozczarowałam go, bo kiedyś pisałam tylko o miłych rzeczach, a teraz nagle o społecznych. To ja to totalnie rozumiem i zawsze wtedy mówię, że jasne, że mnie odlajkuj. Jakby jestem gorącą zwolenniczką tworzenia takiej przestrzeni w swoich algorytmach, które nas uśmiechają.
Tylko na chwilę niestety, ale tak bardzo mnie bawi ten glitch rzeczywistości. Wiesz co, bo to jest trochę moja supermoc. Ja, jeśli chodzi o kwestie statystyczne, ja nie jestem najmądrzejsza w Polsce. Ja jakby jestem daleko, daleko poza jakąkolwiek topką. Ale jestem bardzo dobra w opowiadaniu o tym w taki sposób, żeby się tego dobrze słuchało. Więc myślę, że dlatego mam tę łatwość. Oczywiście dzięki również moim studentom, którym ja musiałam wymyślać te przykłady, szukać tych ciekawych badań. Jadwiga Dąbrowska
Pokazano pierwszych 25 dopasowań — doprecyzuj frazę, aby zawęzić wyniki. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.