27 życiowych prawd (cz.II)
W dzisiejszym odcinku mamy powtórkę z rozrywki, która miała miejsce równo rok temu i dwa lata temu i pogadamy o moich 27 życiowych prawdach. Dlaczego 27? Bo tydzień temu miałam 27 urodziny! W tym odcinku przedstawiam Wam drugą część i 14 rzeczy, którymi kieruje się w moim życiu. Prawdy, które sprawdziły się w wielu sytuacjach przez które przechodziłam i wciąż są obecne w moim życiu i doprowadziły mnie do momentu, w którym jestem teraz. BARDZO edukacyjny odcinek! Have fun, kochani!
Nie uwierzysz. To wasza siostra, przyjaciółka, matka, babcia i fucker na emeryturze. Witajcie. Kochani, wracam do was z drugą częścią moich 27 lekcji życiowych i myślę, że w ogóle ta część będzie jeszcze lepsza. And I love it. Jak przygotowywałam ją, to osierałam, pomyślałam sobie to jest dobre, po prostu to jest dobre. Dlatego trzeba wracać, bo to są nie mówię że to są najlepsze przemyślenia na świecie, ale to są takie chyba, którymi naprawdę, które wyszły mi w ostatnim czasie w moim życiu i powiem wam, sprawdzają się.
I to tak na maksa. Więc rzecz numer jeden. Chcesz lepiej zrozumieć siebie? To posiedź sam ze sobą. To jest czternasta lekcja z 27. I co mam na myśli? Każdy z nas musi przejść w swoim życiu przez okres samotności. Bez relacji, bez przyjaciół, może nawet bez rodziny. Nie mówię, że mamy iść i zamykać się jak mnicha w odosobnieniu, ale bardziej w tym, że jeśli czujesz, że jesteś zagubiona w życiu, to prawdopodobnie za dużo jest dookoła ciebie różnych bodźców, które cię rozpraszają. Czy to social mediów, czy to twoich znajomych, czy to twojej rodziny. I tego po prostu, że każdy mówi ci, jak masz żyć. Albo, że każdy wie, jak masz żyć, ale to nie do końca działa dla ciebie.
Albo działa dla ciebie, ale ty nie wiesz, jak w ogóle to osiągnąć. Wydaje ci się to niemożliwe. Także po prostu wszyscy jesteśmy w tym... w tym takim kole tego, że jest wiele rzeczy, które przychodzą do nas, wiele jakichś opinii i wiele jakichś przekonań dróg, jak powinniśmy żyć, mieć dzieci, nie mieć rzeczy, podróżować, nie podróżować, nie możesz wymagać tego od mężczyzny, mężczyzna jest taki, ty musisz zachowywać tak, whatever, że po prostu w pewnym momencie się gubimy i nie wiemy, czego chcemy i nie wiemy, jak do tego dojść. Moja rada na to? Usiądź ze sobą dziesięć minut dziennie. Weź kartkę Duke Office i po prostu zapisz wszystkie swoje myśli, przemyślenia, posiedź z tym. Zrób to też następnego dnia i następnego i następnego. Potem zrób to przez 15 minut, potem przez 20, przez 30, przez 31 i próbuj po prostu posiedzieć ze sobą, bo wszystkie odpowiedzi są w Tobie, bo nikt nie wie tego, co jest dla Ciebie najlepsze i czego pragniesz i jakie życie jest dla Ciebie bardziej niż to samo.
Dwa. Największą zmianę robią drobne decyzje, których nikt nie widzi. Nie te spektakularne postanowienia, tylko te ciche. Dzisiaj wybiorę inaczej. I kochani, to jest właśnie to. Akurat będę dzisiaj trochę nawiązywać do tematu granic, może dlatego, że po prostu w wybranej cały miesiąc mówimy o granicach i wszystkie skojarzenia teraz mam z granicami, jak stawiamy je innym ludziom. I przypomniała mi się taka sytuacja, która kiedy postawiłam pierwszy raz nie, takie... A może nie pierwszy raz, ale to było jedno z mocniejszych, nie? To było, nie? Do mężczyzny, z którym się spotkałam dwa lata temu. I wiecie co? Był taki, że przekładał mężczyznę spotkania, tu coś, tu coś, tu praca, whatever, nie? I ja byłam taka, nie, mordo, nie. Napisałam wiadomość, nawet chyba nagrałam notatkę głosową po naszym spotkaniu, byłam taka...
Nie. Albo jesteś obecny w moim życiu, albo nie. I wiecie, wszystko powiedzenie komuś nie, albo aż powiedzenie komuś nie. I to takie nie skumulowało się z tym, że potem na każdą randkę, na którą szłam, były kolejne nie. Albo kolejne tak. Po prostu moje granice, które się pojawiały. To jest za dużo, to jest okej dla mnie. I te wszystkie nie, które postawiłam, doprowadziły mnie do jednego wielkiego tak. Do relacji, w której jestem. I dlatego o tym mówię, że takie właśnie małe rzeczy, małe decyzje, nie tak spektakularne, kiedy nie wiadomo, co się dzieje, ale to decyzje, że właśnie whatever, dołączacie do nowego kursu, idziecie na terapię albo przeczytacie jedną książkę więcej, przesłuchacie jednego podcastu więcej, zastosujecie jedną rzecz z tego podcastu.
które do mnie napiszą. Jeśli będę czuła, że mam na to przestrzeń, to je przyjmę. Jeśli nie, będę miała full listę, to nie przyjmę. I w tym roku, kochani, taka piękna rzecz się dzieje, że dwa dni temu spotkałam się z dziewczynami właśnie z wybranym. Miałbyśmy spotkanie nasze, grupowe wideo. Dla tych, którzy nie wiedzą, czym jest wybrana, to jest właśnie moja subskrypcja, do której możecie dołączyć. I wszystko jest na stronie internetowej. Nie chcę w to wchodzić, nie o tym jest dzisiaj odcinek. A ja do czego dążę. Jedna z dziewczyn mówi, dobra Oliwia, może byś zrobiła takie spotkanie jeszcze w tygodniu, takie do pogadania po prostu, żebyśmy miały jedno spotkanie i więcej, żebyśmy pracowały więcej nad sobą. I byłam taka... That's amazing. To jest po prostu super pomysł, nie? Bo ja czuję właśnie w swoim życiu, że teraz chcę energię skierować bardziej w takie projekty, właśnie w grupowe rzeczy.
Jest energia wielu osób, gdzie jest super. To nie znaczy, że chcę zrezygnować z konsultacji w 100%. Nie chcę. Wciąż uwielbiam energię, którą prowadzę na konsultacjach. Ale to pokazuje mi, że jest coś nowego, w czym jeszcze lepiej się, wiecie, odnajduję. Nie, że jestem w tym lepsza, ale gdzie czuję po prostu taki, wiecie, duży, duży przypływ energii. Choć kocham konsultacje jeden na jeden, to jest jedna z moich ulubionych naprawdę form. To po prostu... Miałam takie kryzysy, wiecie, to po prostu jest znak, że czasami musimy iść do przodu, że czasami musi coś zmienić, że czasami może musimy być gdzieś mniej, nie? Tak jak ja właśnie mniej na konsultacjach, a więcej w grupie. Bo to jest dla mnie po prostu przyjemność, nie? Gdyby ktoś powiedział, okej, weźmiesz pięć nowych klientek, powiedziałabym, dasz tłumacz, nie? A tutaj jakby to do mnie przypłynęło.
I to właśnie nie jest kryzys, że jesteście w jakiejś pracy, w czymś, że coś wam nie pasuje. To jest właśnie to, że możecie wejść w taką inną totalnie przestrzeń i się też w niej sprawdzić. I musimy się czasami rozpaść, nie musimy przejść takie kryzysy. Zobaczcie, mój podcast ewoluował. Jestem zupełnie inną osobą z początku podcastu, a z teraz... Ta stara wersja mnie musiała odejść. I nie wszystkim się to podobało. Nie wszystkim podobało się to, że już nie ma takich żartów, nie ma już nie wiadomo czego w moim podcaście. Crazy historii. No ale o to chodziło, że ta stara ja trochę się rozpadła i zrobiła miejsce tej nowej. Gdybym ja dzisiaj... przychodziła i opowiadała wam crazy historię, że nie wiem, był chłopak mnie zdradził, albo ja zdradziłam go, to już totalnie ze mną nie współgrało i z tym jaką drogę przeszłam, albo to, że byłam na dziesięciu randkach w tym tygodniu.
Byłam, poszłabym pewnie, gdybym była singielką, ale rozumiecie, kontekst byłby już tego totalnie innym. Cztery. Dorosłość to umiejętność powiedzenia, co jest na mnie za dużo i nie tłumaczenia się z tego. Granice nie potrzebują prezentacji. Granice są bez tłumaczenia się. I to jest bardzo ważne, że my często bardzo się tłumaczymy z rzeczy, bo to jest dla mnie ważne. Bo, bo, bo, bo, bo. Nie, to jest wasza granica. To, czego musimy się nauczyć, to to, że im bardziej, właśnie znowu to jest temat z tego miesiąca, z wybranej, im bardziej my mówimy sobie, dodajemy sobie, dlaczego stawiamy tę granicę i tłumaczymy się z niej, tym słabsza ona jest. tym druga strona ją odbiera słabiej, tym mniej ją szanuje, bo mówi, o, okej, ona ją osprawiedliwia tu tak, tak, tak, okej.
Czyli to jest taka słaba granica, wiecie o co chodzi. Ona nie jest twarda, w niej zakorzeniona, bo ona musi się z niej tłumaczyć. Nie tłumaczycie się z tego, co jest wasze. Nie tłumaczycie się z tego, że dzisiaj rano wstałyście. To jest naturalne, że wstałyście. Gdybyście zaczęły komuś tłumaczyć, dlaczego wstałyście, to by było dziwne trochę, nie? I tak jest właśnie z granicami. Pięć. Jeśli coś cię ciągnie, idź. Jeśli coś cię wysysa, odejdź. To naprawdę aż tak proste. Tylko my lubimy to komplikować. I tu zawsze odnoszę się do mojej pracy. I w sumie do relacji to są dwie największe rzeczy. Do pracy, bo ja pamiętałam, jak moja poprzednia praca mnie po prostu wysysała. Ja czułam się taka bezużyteczna, wiecie, taka bez celu, taka, że można mnie zastąpić po prostu. I jak zaczęłam robić starą, jak zaczęłam robić to wszystko tutaj, to ja nagle poczułam, że ja jestem w odpowiednim miejscu.
Ja czułam, że mnie ciągnie do ludzi. Ja czułam, że ja lubię rozmawiać. I powiem wam, że to właśnie to jest to, co ostatnio przyszło. Jak zrobiłam webinar pierwszy, to rozmawiałam z kilkoma osobami, mówię, to był mój pierwszy webinar, byłam taka, wiecie, nie wiedziałam, jak to będzie. Nie będę was oszukiwać, zrobiłam prezentację do webinaru, przeczytałam ją, przygotowałam się na zasadzie, po prostu znałam te tematy, więc nie musiałam się aż tak przygotować, uczyć ani nic z tym stąd. Po prostu wiedziałam, co tam będzie, przeczytałam coraz i przyszłam. Bo ja po prostu nie potrafię inaczej. Nie będę was oszukiwać. Jest mi mega ciężko przygotować się jakoś do prezentacji i zabrać sobie całą spontaniczność ze spotkania, z przykładów, które mi przychodzą. To nie jestem ja. Po prostu, nie? I jakby moja wewnętrzna intuicja powiedziała, idź, po prostu idź na żywioł. I potem gadałam z dziewczyną i ona mówiła, nie pomyślałabym, że to był twój pierwszy webinar.
Mój chłopak mówi, w życiu bym tak nie powiedział, nie? I wszyscy moi znajomi, którzy byli na nim. I byłam taka, okej. To znaczy, że właśnie tam, gdzie mnie ciągnęło, powinnam iść. I jak podejmowałam decyzję, to właśnie z tego, że po prostu zapytałam się, gdzie mnie ciągnie. I poszłam w ten kierunku. Sześć. Gdy uzdrawiasz swoje rany, tracisz zainteresowanie tymi, którzy je wywoływali. To nie zemsta, to wzrost. Dużo osób ma coś takiego, że co ja mogę zrobić, żeby mój bóle do mnie wrócił i tak dalej. Moment, w którym zaczynasz leczyć siebie i swoje rany, i ja bardzo często mówię do moich klientek, to zaczyna się od twojej rany, którą masz w sobie. Ta rana przyciąga nieodpowiednie osoby. W trakcie ostatniego roku, ostatnich dwóch lat, gdzie moja praca nad sobą i chyba nad tymi moimi ranami właśnie jest taka najmocniejsza i taka najbardziej spinająca się.
Nie mówię, że skończona. To, że wyszłam w relację nie znaczy, że te rany są w 100% zaleczone. I to też punkt dla Was, że nie muszą być zaleczone. Musicie być ich świadomi. Po prostu nie wchodzić w to, co Was rani. To, co zrozumiałam, to, że właśnie ludzie, którzy byli moim przyjaciół kiedyś i którzy te rany moje rozdrapywali, niedostępne osoby, tak jak mój tata, niedostępne emocjonalnie, zawsze musiałam zabiegać o uwagę i tak dalej. I ci ludzie wrócili parę razy, nie? I ja już nie byłam nimi zainteresowana, czy będąc teraz w relacji z moim chłopakiem, który jest cudowny, więc ciężko przy nim być nimi zainteresowanym, ale nawet kiedy z nim byłam, kiedy go jeszcze nie znałam w zeszłym roku i kiedy te osoby wracały do mojego ojcieca, to byłam taka nie, nie, nie, nie. Może odpisałam na wiadomość, napisałam nie, nie chcę się spotkać, nie jestem zainteresowana, może w ogóle nie powinnam odpisać, może nie powinnam wchodzić w rozmowy, ale te osoby już nie były dla mnie atrakcyjne, nie?
Wiecie, nie miłość na zasadzie, kocham cię, ale to, co mam do zaoferowania, to jaką osobą jestem. I ani razu przez ostatni rok nie poczułam się, jakbym była niewystarczająca. Jakby ta miłość to właśnie nie było to. Jakby On nie potrafił mnie kochać za to, kim jestem. Ale będą tacy ludzie. I oni też będą Was doprowadzać do Waszej odpowiedniej osoby. Osiem. Prawdziwe dorastanie to moment, w którym przestajesz szukać spektakularnych momentów. Zaczynasz budować życie z tego, co powtarzalne, to tam jest stabilność i spokój. To też można porównać do relacji, wiecie, do wszystkich bajkowych, romantycznych zakończeń mężczyzn, którzy są tak pociągający dla nas chemia, emocje, wszystko. To jest takie wow, wybuchy po prostu.
I te wybuchy są tak niesamowite po prostu, że my się w nich zatracamy. I jak nie ma takich wybuchów, od wyjazdu do wyjazdu, nie? Że o, nareszcie następny trip zaplanowany. Prawda jest taka, że jak będziemy zawsze na coś czekać i czekać tylko na momenty, które są wielkie, to życie nam minie na oczekiwaniu. A nie na tym to polega. Chodzi o to, żebyście czerpały, czerpali siłę i jakby... z tego, co jest na co dzień, nie? Z tego, że wstajecie rano, z tego, że macie super śniadanie, z tego, że idziecie sobie pobiegać, idziecie na spacer, budzicie się obok uchanej osoby, rozmawiacie z bliską osobą, dzwonicie do siebie. Rozumiecie? Z małych momentów. Spektakularne momenty będą, ale nie będzie ich tak dużo.
a nie chce cię czekać całe życie. Dziewięć. Twój spokój zaczyna się tam, gdzie kończy się twoja potrzeba kontroli. Im mniej kontrolujesz, tym bardziej zaczyna życie się układać. Kochani, kontrola to jest jeden z moich ulubionych tematów, bo ja jestem freakiem kontroli po prostu. Ja lubię ją kontrolować i dlatego też właśnie w przyszłym tygodniu na waszą prośbę tak naprawdę pojawi się kurs żeńskiej energii. Nie jestem pewna, czy... Czy widzicie, dlatego o tym mówię, że ja idę po prostu z flow, z tym, co mnie niesie. Jeśli czuję też, że właśnie wy tego chcecie, a ja tego chcę, robię kurs, ale wiecie, że czasami jest raz na pół roku, raz na rok, albo raz na kilka miesięcy. A czy zrobię jeszcze jedną edycję? Nie wiem, bo czuję, że ja ewoluję, czuję, że ten kurs jest super, dodałam nowe rzeczy do niego i nowe bonusy, których nie było w poprzednich edycjach kursu.
Więc jeśli ktoś z Was kupił kurs i będzie chciał bonus, który teraz dołączyłam, śmiało napiszcie do mnie i po prostu będzie na nie obniżona też cena i zniżka dla wszystkich, którzy tego słuchają, którą podam w następnym odcinku we wtorek za tydzień, bo kurs wchodzi w czwartek za tydzień, 27. Co do kontroli właśnie i do tego wszystkiego, to tak było teraz, nie? Opowiadałam o tym, że... Mój chłopak zorganizował moje urodziny na Instagramie o tym, że zaplanował wszystko od A do Z. Ja nie wiedziałam, gdzie lecimy. On po prostu powiedział mi, dobra, spokój się i jedziemy. I ja byłam taka, nigdy nikt czegoś takiego dla mnie nie zrobił. Jakby widziałam takie tiktoki, widziałam takie rzeczy, ale nigdy nikt takiego nic dla mnie nie zrobił. Chciałam takich rzeczy, ale nie pozwalałam sobie na nie nigdy.
Bo zawsze osoby, z którymi się spotykałam, to były osoby, które ja bardziej kontrolowałam i sytuacje, niż one kontrolowały i wychodziły z inicjatywą. I dlatego mówię, że te ostatnie dwa lata były dla mnie takim przyłomowym momentem, takim rozwojem po prostu przejścia w to. I mój chłopak po prostu zapytał wszystko od A do Z. Ja nie myślałam o niczym. O hotelu, o drodze, o jedzeniu, o restauracji, o pieniądzach, nawet o paszporcie. Nie wiedziałam o niczym. Mój chłopak wziął mi paszport. Bo myślałam, że będziemy gdzieś po prostu, gdzie nie będzie potrzeba paszportu. a to jednak tak się okazało. Anyway. I to jest właśnie to, co powiedziałam. Im mniej kontrolujemy, tym bardziej życie zaczyna się układać. Tak jak powiedziałam, ja nie kontroluję już tego, co będzie u mnie w pracy, co zrobię, jaki projekt. Mam plany, to są plany zazwyczaj z wyprzedzeniem na dwa miesiące, trzy miesiące i tak nie są one takie stabilne.
Po prostu dalej je swojemu życiu bardziej płynąć. Wiem, że wszyscy mamy oczekiwania, obowiązki i tak dalej, ale kiedy my kontrolujemy, to często nie zauważamy niektórych rzeczy. Często wchodzimy w taki tryb po prostu walki i nie pozwalamy sobie na dostrzeżenie emocji, naszej intuicji, jakieś okazje, które są dookoła nas. Nie jesteśmy w stanie poświęcić sobie czasu na nasze rany, traumy, na nic, nie? I przygapiamy wszystko to, co piękne i co super po prostu. Dziesięć. Twoja wartość nie rośnie, kiedy ktoś Cię wybiera. Ona wraca, kiedy Ty przestajesz wybierać ludzi, którzy nie wybierają Ciebie. Wracając do jednego z punktów, które dałam wcześniej. To, jaką siłę poczułam, kiedy powiedziałam temu chłopakowi nie, że jakby albo dajesz mi swój czas i jakby siebie, albo to po prostu nie ma sensu, było niesamowite.
Jednością. Twoja energia mówi więcej niż twoje słowa. Zawsze. Wczoraj to jest inspiracja z mojego wcześniejszego spotkania z moją klientką. Gadałyśmy o tym właśnie, jak być taką magnetyczną, nie? I ja mówię, pomyśl sobie o osobach, które widzisz czasami, które wchodzą na imprezę. Co one robią? Co one mówią? czasami nic nie mówią, nie? Po prostu wchodzą do pokoju i mam taką aurę, że to jest po prostu crazy. I to jest, kochani, coś, co się wiąże trochę z brakiem kontroli. Im bardziej im nie kontrolujecie, tym bardziej spokojni jesteście. A to, co przyciąga ludzi, to spokój, nie? Który poranek jest dla was przyjemniejszy? Ten, w którym śpieszycie się, biegniecie, pijecie kawę na szybko, ogarniacie się i po prostu brakuje wam czasu nawet, żeby założyć buty?
Najlepsze te, które podejmujesz z prawdy. Kochani, gdybym ja tutaj pół roku temu, powiedziała, dobra, wracam do Niemiec, będę pracować tam w pracy, którą dostałam, bo ja się boję, że tu nie zarobię, ja nie będę miała klientek, nikt nie będzie słuchał mojego podcastu, nie wiem, w ogóle nawet nie myślałam o tym. jakichś kursach. W ogóle takie rzeczy mi nie przychodziły do głowy. Ale po prostu bałam się, że nie zarobię. Że nie będziemy stać na życie. Po prostu na jedzenie, że nie będziemy stać. Ale byłam taka, jeśli tam pojadę, to po prostu włącza mi się moje przetrwanie. Pomyślałam sobie, okej, mam możliwość wrócenia do domu, do mojej mamy. W najgorszym wypadku ona mnie nakarmi. Mam dach nad głową. Może nie będę miała wow życia przez ten czas, jak będę się odbijać od dna i pracować.
ale będzie topowej. Kochani, ja w ogóle, jak ja się wprowadziłam do mojej mamy 2,5 roku temu, to ja byłam na minusie. Prawie 10 tysięcy. bo nie było mnie stać w ogóle na to, żeby nic robić, nie? I miałam kartę kredytową i z tej karty kredytowej właśnie sobie płaciłam w rzeczy w ogóle nieodpowiedzialne wybory. Anyway, choć tą kartę kredytową mam do dzisiaj, pozorne bezpieczeństwo tego, co jest normalne, że z nich korzystamy, nie? To jest gorsze, kiedy korzystamy z nich i nie mamy ich jak spłacić. Więc w ogóle jeszcze ta karta kredytowa wtedy mi ciążyła na głowę. Pomyślałam sobie, no dobra, no to co? Jakby jadę? jadę i przeprowadzam się do Niemiec i dostaję tą pracę, znowu będę na minusie, bo ta karta była, nawet jak ja pracowałam, nie, wiecie?
To nie było życie nad stan dziewczyny, bo ja nie wydałam jakoś nie wiadomo jakich pieniędzy, nie wiadomo jakie rzeczy, ale po prostu wydaje mi się, że no, że... Wiem, co ja myślałam. Przez to, że mogę wdać trochę więcej albo wiecie, że nie żyję tylko pracą. Koniec końców, anyway, byłam z taką kartą kryptą i w ogóle oszczędzanie i takie tematy są dla mnie mega ciężkie w ogóle, jeśli chodzi o finansowe. To jest moja sfera, nad którą pracuję. żeby nauczyć się, wiecie, właśnie dbać o te finanse i tak dalej. Anyway. Dawno są lepsze niż wtedy. Nie jestem już 10 tysięcy na minusie. A case jest tego taki, że nawet gdybym tam wyjechała i gdybym nie była... odrobiłabym te pieniądze, a może bym nie odrobiła, jeszcze bardziej bym próbowała sobie poczuć się lepiej, nie?
Bo ja wydawałam wtedy pieniądze, żeby poczuć się lepiej. To jest to, czego mi brakowało, żeby poczuć się lepiej z tym, że nienawidzę swojej pracy, nienawidzę miejsca, w którym mieszkam, nienawidzę swoich relacji i chyba w jakiś sposób trochę nienawidzę też siebie, nie? Bo jeszcze bardziej się sabotowałam tym, że wydawałam te pieniądze. to by nie było lepiej. I to by była decyzja ze strachu. Pozornie wydawało mi się, że te pieniądze by mi pomogły, jakaś praca, jakakolwiek bezpieczeństwo, ale to by było to samo, to samo koło, nie? I zupełnie inną decyzję podjęłam tej. Z prawdy. Z prawdy, gdzie przynależę. Z prawdy tego, że ja wcale nie chcę tam być. Z prawdy tego, że to nie da mi nic lepszego, nie? Z przekonania się tego, że to nie była najlepsza decyzja. I jestem tu dzisiaj, kochani. Trzynaście. Największy błąd? Próbować naprawić sytuację, w której tylko ty cokolwiek naprawiasz. Pamiętam raz ja dzwoniłam do mojego byłego, że zmienimy to.
Ale jedną osobę, która powinna się wtedy zmienić, to był mój były. I ja, która nigdy nie powinna do niego dzwonić i go namawiać do tego. Rozumiecie, o co chodzi. Jeśli tylko my próbujemy, to relacja nie przetrwa. Jeśli tylko my się poświęcamy, to nie przetrwa. Jeśli tylko my robimy kompromisy, to nie przetrwa. Nie kompromisy, poświęcamy się. Druga strona nie daje nic od siebie. Będziemy sfrustrowane, zmęczone i zestresowane. I relacja nigdy nie przetrwa. I tak, i tak. A może przetrwa, a my wpadniemy w depresję po prostu. 14. Ostatnie. Czasem nie dostajesz tego, na co zasługujesz, bo wciąż trzymasz się tego, z czego się boisz puścić. Gdybym ja nie puściła tej pracy, gdybym nie puściła mojej poprzedniej relacji, gdybym nie puściła swojego życia w Warszawie, to nie byłabym tutaj.
Pokazano pierwszych 25 dopasowań — doprecyzuj frazę, aby zawęzić wyniki. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
W dzisiejszym odcinku mamy powtórkę z rozrywki, która miała miejsce równo rok temu i dwa lata temu i pogadamy o moich 27 życiowych prawdach. Dlaczego 27? Bo tydzień temu miałam 27 urodziny! W tym odcinku przedstawiam Wam drugą część i 14 rzeczy, którymi kieruje się w moim życiu. Prawdy, które sprawdziły się w wielu sytuacjach przez które przechodziłam i wciąż są obecne w moim życiu i doprowadziły mnie do momentu, w którym jestem teraz. BARDZO edukacyjny odcinek! Have fun, kochani!