Wiadukt
Czteroosobowa rodzina wraca do domu po świątecznej wizycie u krewnych. Podczas podróży przytrafia im się coś, co za sprawa swojej przypadkowości i absurdalności przekracza wręcz granice ludzkiej wyobraźni.
Olga nie odpowiada. To marcowy wieczór. Wkoło jest ciemno, a we wnętrzu auta niemal nic nie widać. Mężczyzna uchyla drzwi od swojej strony i w samochodzie zapala się światło. Wtedy w ułamku sekundy umysł Aleksandra rejestruje kilka faktów jednocześnie. To, że na przedniej szybie jest wielka dziura, to, że na kolanach jego żony leży wielki drewniany kloc oraz to, że Olga ma głowę przechyloną na lewo, a na jej szyi jest pełno krwi. Wokół widać mnóstwo drobnych kawałków szkła. Wszystko to zauważają też i dzieci. Syn odpina pasy, pochyla się do przodu, z płaczem woła mama, mama. Córka siedzi bez ruchu i z pozornym spokojem powtarza kilka razy to samo zdanie.
Olga zostaje położona na noszach i wniesiona do karetki. To tam jest przeprowadzana akcja ratunkowa. Policja nie pozwala mężowi i dzieciom wejść do karetki. Cała trójka zostaje zabrana na posterunek. Dzieci zostają objęte opieką psychologiczną. Gdy jeden z policjantów w pewnym momencie prosi Aleksandra do osobnego pokoju, ojciec rodziny już wie co za chwilę usłyszy. Aleksander dowiaduje się, że jego żona zginęła na miejscu na skutek doznanych obrażeń. Kloc drewna, który na nią spadł, przebiwszy przed nią szybę, ważył 6 kg. Zapewne został zrzucony z wiaduktu, który leży nad autostradą A29 na wysokości Oldenburga.
Jak wyliczają specjaliści, w tych warunkach i przy prędkości 120 km na godzinę, z jaką poruszał się samochód, uderzenie 6-kilogramowego drewnianego kloca miało siłę około 2 ton. Powszechne przerażenie budzi też przypadkowość tego, co miało miejsce. To mogło się przytrafić każdemu z nas. Owo zdanie wciąż powtarzają zarówno dziennikarze jak i internauci w komentarzach na portalach oraz w dyskusjach w mediach społecznościowych. Już dzień po tragedii, w poniedziałek wielkanocny, policja powołuje komisję specjalną o kryptonimie Wiadukt oraz wyznacza nagrodę 3000 euro za wszelkie wskazówki, które doprowadzą do ujęcia sprawcy morderstwa.
Kolejnego dnia zresztą prokuratura w Oldenburgu podnosi tę kwotę do 6000 euro. O kontakt proszeni są między innymi kierowcy, którzy w czasie wypadku przejeżdżali przez Wiadukt. Już 25 marca pojawia się informacja, że w czasie wypadku na wiadukcie widziano grupę młodych osób. Wkrótce wiadomo, że było to 3 lub 4 mężczyzn oraz jedna kobieta. Śledczy dysponują też mniej lub bardziej dokładnymi portretami pamięciowymi tych osób. Oczywiście nie wiadomo czy to one zrzuciły kloc, ale na pewno mogą być ważnymi świadkami. Policjanci, którzy cały czas przepytują mieszkańców okolicznych wsi, mają nadzieję, że szybko uda im się dotrzeć do sprawcy, gdyż w każdej niewielkiej społeczności wszyscy wiedzą wszystko.
Niestety, sprawa wciąż stoi w miejscu, mimo że przepytanych zostało już kilkaset osób. Policja Wykorzystując portrety pamięciowe młodych osób widzianych na wiadukcie tworzy plakat i publikuje go 1 kwietnia w krajowych mediach. W tym czasie z laboratorium kryminalistycznego w Hanowerze nadchodzą wyniki badań drewnianego kloca. Okazuje się, że nie ma na nim ani odcisków palców, ani też DNA, które nadawałoby się do badań. Mijają dni, potem tygodnie. Śledczy znajdują się pod coraz większą presją. Pod koniec kwietnia Komisja Wiadukt liczy już 27 osób, które mimo ogromu pracy nawet nie zbliżyły się do odpowiedzi na pytanie, kiedy sprawca trafi za kratki.
A to właśnie pytanie coraz częściej pojawia się w przestrzeni publicznej. Prawdopodobnie za sprawą tejże presji śledczy decydują się na zastosowanie pewnego podstępu. Za pośrednictwem mediów przekazują, że specjaliści, którzy badają drewniany kloc, są właśnie w trakcie zabezpieczania na nim odcisków palców oraz śladów DNA. Śledczy informują, że zaraz po tym, gdy otrzymają owe dane, przeprowadzą w okolicy masowy test DNA, co umożliwi im schwytanie mordercy. Dziennikarze podejmują temat. Podkreślają, że stawienie się na takie badanie jest wprawdzie dobrowolne, ale ze względu na swój ogromny zasięg, test umożliwi zawężenie kręgu podejrzanych, a tym samym wytypowanie sprawcy.
Od tych publikacji mija kilka dni, gdy na posterunku policji w jednej z miejscowości leżącej w pobliżu miejsca zdarzenia stawia się niejaki Nikolaj H. Ten trzydziestoletni mężczyzna, który jako dziecko przybył z rodzicami do Niemiec z Kazachstanu, jest już znany policji. Ma na koncie drobne przestępstwa i nawet siedział już w więzieniu. Wiadomo też, że od 10 lat jest uzależniony od twardych narkotyków. Nikolaj H. informuje, że jego odciski palców z pewnością znajdują się na drewnianym klocu, gdyż 23 marca po południu przejeżdżał przez wiadukt na rowerze. Tam właśnie, na samym środku ścieżki rowerowej, dostrzegł uwdrewniany kloc.
Młody mężczyzna zgłasza się do kilku stacji telewizyjnych, którym udziela wywiadów. Podczas tych rozmów filmowany jest na wiadukcie, gdzie spokojnie opowiada o tym co zaszło, gdy wiadomego dnia jechał tędy na rowerze. Pokazuje, w którym miejscu leżał drewniany kloc oraz gdzie on sam, w trosce o publiczne bezpieczeństwo, zatrzymał się i ów kloc odłożył. Ale gdy w jednym z wywiadów dziennikarka nagle zaskakuje go pytaniem, czy jest pewny, że nie ma nic wspólnego z tą sprawą, mężczyzna wprawdzie zaprzecza, lecz od razu zaczyna się jąkać ze zdenerwowania. Widać, że pytanie jest dla niego bardzo nieprzyjemne. Policja wciąż pracuje nad sprawą i zbiera poszlaki. Sprawdzane są między innymi miejsca, w których 23 marca telefon Nikolaja H. logował się do masztów.
20 maja mężczyzna zostaje aresztowany. Jeszcze tego samego dnia przyznaje się do popełnionego czynu. Jako powód podaje, że chciał wyładować swoją frustrację, która spowodowana była tym, że owego dnia nie udało mu się kupić narkotyków. Wziął kloc z miejsca, które leży w pobliżu jego domu i wszedł z nim na wiadukt. Wprawdzie wkrótce Nikolaj H. odwołuje to zeznanie, jednak nic mu to nie daje. Policja, prócz danych od operatora telefonii komórkowej, dysponuje także wynikami specjalistycznych badań drewna, a one potwierdzają, że kloc został zabrany z konkretnego miejsca, które znajduje się w pobliżu miejsca zamieszkania podejrzanego.
Poza tym, na klocu znaleziono włókna tej samej tkaniny, z której wykonana jest bluza Nikolaja H. W lipcu prokuratura wnosi akt oskarżenia, a w listopadzie rozpoczyna się proces Nikolaja H. Oskarżony nie przyznaje się do winy, ale w tym czasie wychodzi na jaw, że siedząc w areszcie przyznał się współwięźniom do tego, że to on zrzucił kloc. Także i ta informacja zostaje użyta przeciwko niemu. Na nic się zdają wysiłki jego adwokatów, żądających uniewinnienia. W maju 2009 roku sąd skazuje oskarżonego na dożywocie za morderstwo oraz próbę trzykrotnego morderstwa.
Pokazano wszystkie 10 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Podróż rodziny po świątecznej wizycie u krewnych, zdarzenie, które zmienia ich życie.
Opis zdarzenia, reakcja rodziny i wywołanie pomocy. Aleksander dowiaduje się o śmierci Olgi.
Rozpoczęcie śledztwa, informacja o morderstwie i próbie morderstwa dzieci.
Badania śledzkie, próba identyfikacji sprawcy, publikacja portretów pamięciowych.
Zakłócenia śledztwa, areszt Nikolaja H. i jego zeznania.
Proces i skazanie Nikolaja H. na dożywocie.
Rozdziały i streszczenia generowane automatycznie. Pełna transkrypcja nie jest publikowana — wyszukaj frazę, aby zobaczyć dopasowane fragmenty.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.