Występ w teleturnieju stał się dowodem w jego sprawie
Instagram @konradshymanskyhttps://www.instagram.com/konradshymansky/Autor podcastuKonrad SzymańskiOpracowanieRafał GałązkaŹródła: https://ntpd.eu/GzOW9kontakt/współpraca: [email protected]
Ten spokojny, uśmiechnięty i opowiadający o swojej pasji mężczyzna to John Cooper. Prowadzący teleturniej, pytając go o nietypowe hobby, nie mógł wiedzieć, jak bardzo trafne było to pytanie. Bo John Cooper miał więcej niż jedno nietypowe hobby. Sonder. Poznaj nieznane historie.
John William Cooper urodził się w 1944 roku. O jego dzieciństwie i młodości wiadomo niewiele. Wiemy natomiast, że edukację zakończył w wieku 15 lat. Później imał się różnych prac, aż w końcu został pomocnikiem spawacza w jednej z rafinerii naftowych w okolicach Milford Haven. W 1966 roku dwudziestodwuletni John ożenił się z Patricią. Para doczekała się dwójki dzieci, syna Adriana i córki Therese. Cooper od zawsze był człowiekiem porywczym i agresywnym. Nadmiar negatywnej energii często wyładowywał na swoich bliskich.
Z jednej strony terroryzował rodzinę, a z drugiej był aktywnym członkiem lokalnej społeczności. Brał udział w zawodach darta, czy też należał do klubu wędkarskiego. Nie oznacza to jednak, że poza czterema ścianami Cooper zachowywał się jak aniołek. John był znany lokalnej policji od wieku nastoletniego i przez kolejne lata jego życia niewiele się w tym temacie zmieniło. Mężczyzna potrafił szybko przeobrazić się z czarującego i zabawnego faceta, szukającego zaczepki i skorego do bitki narwańca. Działo się tak często pod wpływem alkoholu, gdyż Cooper nie wylewał za kołnierz. Mogłoby się zdawać, że John ogólnie był człowiekiem uzależnionym od adrenaliny.
Poza pijaństwem i rozbojami, walijczyk lubił także grać w gry hazardowe i mocno pasjonował się survivalem. Namiętnie czytał nawet podręczniki elitarnej brytyjskiej jednostki SAS dotyczące tajników szkoły przetrwania. Żyłka hazardzisty, którą niewątpliwie miał w sobie Cooper, pozwoliła mu nawet pewnego razu wygrać 90 tysięcy funtów oraz samochód dzięki grze o nazwie Spot the Ball, ukazującej się w jednej z gazet. Polegała ona na tym, że gracz musiał wskazać na zdjęciu przedstawiającym akcję z meczu, w którym miejscu znajdowała się piłka, którą wcześniej wymazano z fotografii.
W 1978 roku, kiedy to do Johna ośmiechnęło się szczęście, 90 tysięcy funtów miało równowartość obecnych 500 tysięcy funtów. Zdobywając taką gotówkę, Cooper postanowił zwolnić się z posady w rafinerii. Zakupił kilka hektarów ziemi i prowadził dalsze życie jako farmer, hodując zwierzęta i uprawiając płody rolne. Problem w tym, że zamiłowanie Johna do hulanek i hazardu spowodowało, że pieniądze z wygranej szybko zaczęły topnieć, a gospodarstwo nie przynosiło oczekiwanych zysków. Z tego powodu Cooper po kilku latach musiał się najmować do pracy, jako robotnik rolny u bogatych farmerów z Pembrokeshire.
Frustracja z powodu ponownego obniżenia stopy życiowej coraz bardziej narastała w porywczym waliczeku. Gdy wygrana uderzyła mu do głowy, John jeszcze bardziej wpadł w nałóg picia i hazardu. To była kwota, która odmieniła jego życie i dostrzegłem w nim prawdziwą przemianę. Większość pieniędzy wydawał w pubach i na bukmacherów. Ludzie zaczęli się go bać, bo on wdawał się w bójki. Gdy pieniądze mu się skończyły, zaczął napadać i rabować. Opowiadał jeden z jego bliskich znajomych w wywiadzie dla Daily Mirror. 22 grudnia 1985 r. John Cooper wtargnął do trzypiętrowej posiadłości z Cowanston Park, należącej do rodzeństwa Richarda i Helen Thomasów.
Napad miał mieć prawdopodobnie charakter rabunkowy. Jednakże pani Thomas przyłapała włamywacza na gorącym oczynku, co przypłaciła życiem. Cooper związał swoją ofiarę, a następnie strzelił jej w głowę z dubeltówki. W czasie plądrowania posiadłości Cooper napotkał także Richarda Thomasa, którego ośmiercił strzałem w brzuch. By zatrzymać ślady, sprawca rozdał benzynę na terenie całej posesji, po czym doszczęsnie ją zbalił. Przybyły na miejsce służby. Znalazły w pogorzenisku jedynie zwęglone szczątki. 58-letniego Richarda i 54-letniej Helen.
Policji nie udało się jednak ustalić wiele więcej. Pożar skutecznie strawił ewentualne ślady zbrodni. W kolejnych latach John Cooper kontynuował swój przestępczy proceder, rabując okoliczne gospodarstwo. Pomagały mu w tym umiejętności survivalowe. Doskonale znał teren. Potrafił szybko zniknąć z miejsca zdarzenia. W żywopłotach oddzielających pastwiska i pola wycinał wcześniej przejścia, którymi uciekał. Tworzył też skrytki, w których ukrywał skradzione przedmioty. Ojciec miał zwyczaj, że wychodził po obiedzie na długi spacer. Nieraz widziałem, jak przed wyjściem chował pod kurtką swojego ogrzyna.
Raz pod jego nieobecność zakradłem się do jego pokoju. Otworzyłem metalową szafkę i znalazłem tam biżuterię, monety i zdjęcia jakichś obcych osób. Była tam też odcięta lufa do beltówki. Wspominał Adrian Cooper w dokumencie. Od tamtego roku lubiący rywalizację John postanowił wziąć udział w teleturnieju Bullseye, tworzonym przez stację telewizyjną ITV. Program, który nadal jest nadawany w brytyjskiej telewizji jest połączeniem quizu z grą w Darta. Cooper wystąpił w nim w parze ze swoim przyjacielem, jednakże duet szybko skończył rozgrywkę i nie zdołał zdobyć żadnej nagrody.
29 czerwca był ich ostatnim dniem wakacji i na zajutrz mieli wracać do domu. Jednakże Dicksonowie, spacerujący tego feralnego dnia nad Morskim Traktem, mieli nieszczęście spotkać na swojej drodze Johna Coopera. Walijczyk sterroryzował małżeństwo za pomocą swojego ulubionego obrzyna. Związał Gwendę i Petera sznurem, zabrał im wszystkie kosztowności i zmusił skrępowanego mężczyznę do podania mu numeru PIN do jego karty bankowej. Następnie John wykorzystał jego małżonkę i odebrał parze życie strzałem w głowę. Cooper ukrył zwłoki Dicksonów w dole urwiska, przykrywając je warstwą gałęzi i liści.
Śledczy powiększyli obraz, by odczytać numery z kolczyków w uszach zwierząt i ustalić właściciela stada. Ten trop jednak również nie przyniósł przełomu. Sprawca wciąż pozostawał nieuchwytny. Światełko nadziei pojawiło się, gdy Cooper skorzystał z dwóch bankomatów wykorzystując kradzioną kartę, a śledczy odnaleźli świadków tego zdarzenia, którzy pomogli policyjnym rysownikom stworzyć portret podejrzanego. Świadkowie opisywali go jako mężczyznę o niechlujnym wyglądzie z rozczochranymi włosami. W mediach zyskał on z tego powodu pseudonim Dzikus.
Udostępnienie takiej wersji wizerunku sprawcy na niewiele się jednak zdało. John Cooper przez kolejne lata nadal pozostawał na wolności i czuł się bezkarny. Kradł i napadał, a złodziejska opatrzność czuwała nad nim na tyle, że pozostawał poza zasięgiem wymiaru sprawiedliwości. Kolejnego zuchwałego czynu Walijczyk dokonał w marcu 1996 roku. Pięćdziesięciodwulatek, ubrany w czarną kominiarkę i ze swoją ulubioną bronią w dłoni napadał na grupę pięciunastolatków. Najpierw kazał całej grupie położyć się na ziemi twarzami do dołu, a następnie odciągnął po kolei na bok dwie dziewczyny w wieku 15 i 16 lat, które później wykorzystał.
Każda passa ma jednak swój koniec. Johnowi szczęście w przestępczym fachu przestało sprzyjać kilka miesięcy później. W listopadzie 1996 roku Cooper napadł na mieszkającą w miejscowości Sardes emerytowaną nauczycielkę, Sheila Clark. Uderzył ją kolbą pistoletu w głowę i kazał położyć się na ziemi, a sam zaczął plądrować jej mieszkanie. Pani Clark wykorzystała jednak chwilę nieuwagi włamywacza i wcisnęła przycisk alarmu, który miała zainstalowany na swojej posesji. Spanikowany Cooper, który prawdopodobnie nie rozeznał się dobrze przed napadem i nie był świadomy, że w domu ofiary jest alarm, zaczął w pośpiechu uciekać, wykorzystując dobrze sobie znane ścieżki i korytarze prowadzące przez tereny zielone.
Część sprzętu wykorzystanego w czasie skoku na dom emerytowanej nauczycielki porzucił w gęstym żywopłocie. Były to między innymi jego kominiarka, sznur do krępowania ofiary, rękawiczki oraz ukochany obrzęb. Porzucone przedmioty szybko trafiły w ręce policjantów, którzy przeszukiwali okolice po napadzie na dom pani Clark. Śledczy wiedzieli, że w tej części hrabstwa od lat dochodziło do podobnych rabunków. Zaczęli więc analizować mapę zdarzeń i sprawdzać nazwiska mężczyzn wcześniej notowanych za kradzieży i rozboje. Jedno z nich szczególnie przyciągnęło ich uwagę. John Cooper.
Rzeczy znalezione po ucieczce sprawcy leżały na trasie prowadzącej w stronę wioski, w której mieszkał Cooper. Gdy naniesiono wszystkie miejsca napadów na mapę, jego dom niemal znajdował się w ich centrum. Punkty układały się w charakterystyczny wzór, jakby promieniście rozchodziły się właśnie od niego. Wkrótce policjanci zapukali do jego drzwi. W środku znaleźli ogromną kolekcję przedmiotów pochodzących z kradzieży. Monety, fotografie, a nawet klucze pasujące do drzwi i bram wcześniej okradzionych posesji. John Cooper został natychmiast zatrzymany i trafił do aresztu. W 1998 roku sąd skazał Johna Coopera na 13 lat więzienia.
Odpowiadał za napad z bronią na dom Sheila Clark oraz kilkanaście innych rabunków, które udało się udowodnić na podstawie dowodów rzeczowych znalezionych w jego domu. Swoistą kolekcję pamiątek po przestępstwach. Cooper nie przyznawał się do winy. Twierdził, że został wrobiony. Przed sądem zeznawał, że cierpi na przewlekłe bóle stawów i nie byłby w stanie dokonywać tych wszystkich napadów. Opowiadał także o opiece nad wnuczką, która zachorowała na zapalenie opon mózgowych. To zajęcie miało zajmować jemu i jego żonie mnóstwo czasu. Dowody były jednak przytłaczające i John w końcu się doigrał, trafiając na wiele lat za kratki.
Jednakże wśród czynów, za które Cooper trafił do więzienia, nie było ani napadu na dom Thomasów, ani napadu na małżeństwo Dicksonów, ani też na grupę nastolatków. Sprawy te wciąż pozostawały nierozwiązane. Kilka lat później grupa policjantów wróciła do archiwów i zaczęła ponownie analizować materiał dowodowy sprzed lat. W ich głowach coraz częściej pojawiała się jedna myśl, że za tymi zbrodniami mógł stać John Cooper. W 2006 roku utworzono specjalną grupę skierowaną jedynie do tego zadania, a całej operacji nadano kryptonim OTTAWA.
Na czele zespołu stanął detektyw Steve Wilkins. Śledczy mieli wykorzystać w czasie dochodzenia techniki kryminalistyczne, które w drugiej połowie lat 80. i na początku lat 90. nie były jeszcze dostępne lub dostatecznie rozwinięte. Po miesiącach analiz zespół Wilkinsa zauważył wyraźne punkty wspólne. Zabójstwa Thomasów, Dicksonów oraz napaść na nastolatków miały miejsce na obszarze, na którym Cooper wcześniej dokonywał rabunków. We wszystkich przypadkach użyto tego samego typu broni. Sprawca wykazywał też wyjątkową brutalność wobec kobiet i wiązał ofiary sznurem. Funkcjonariusze zaangażowani w operację dotarli także do archiwalnych nagrań z teleturnieju Bullseye i doszli do wniosku, że ówczesny wygląd Coopera odpowiadał portretowi pamięciowemu mężczyzny, który został stworzony bezpośrednio po ataku na małżeństwo Dicksonów.
Śledczym udało się nawet znaleźć stopklatkę, na której John stoi w identycznej pozycji jak dzikus narysowany kilkanaście lat wcześniej przez policyjnych techników. Udział Coopera w telewizyjnym show i zbrodnie na Dicksonach dzielił niespełna miesiąc. Udało nam się zamrozić Coopera w identycznej postawie, w jakiej przedstawiała go wizja artystyczna. Jego postawa, budowa ciała, rozczochrane włosy do ramion i zaniedbane wąsy. Wszystko się zgadzało. Pokazałem to ujęcie jednemu ze swoich oficerów, a on powiedział tylko. K***a, to przecież on.
Opowiadał Steve Wilkins w dokumencie stacji ITV. Wkrótce jednak grupa Wilkinsa zaczęła czuć na sobie presję czasu. Wyrok Coopera miał niebawem doby z końca. John miał opuścić mury więzienia w styczniu 2009 roku, gdyż od wyroku odliczono mu czas, który Walijczyk spędził w areście. Śledczy, próbujący powiązać go ze zbrodniami sprzed lat, nie chcieli dopuścić, by tak groźny przestępca zdołał zaznać jeszcze wolności. Bali się, że John szybko powróci do dawnego życia i zanim uda się ponownie zamknąć go w więzieniu, zdąży skrzywdzić kilka niewinnych osób.
Cooper miał powrócić do wioski, w której się urodziłam i wychowałam. Nadal mam w tej okolicy rodzinę i znajomych, a ze względu na dobrośniewstwa nie mogłam ich ostrzec, dlatego czułam niepokój. Wspominała detektyw Louise Harris, która pracowała przy operacji od Tava. Ostatecznie grupie Wilkinsa nie udało się zapobiec opuszczeniu przez Coopera zakładu penitencjarnego. John odzyskał wolność i wrócił na łono rodziny. Dwa miesiące później zmarła jego żona Patricia. John twierdził, że spędził wraz z małżonką miły wieczór, a w nocy usłyszał, jak jego żona ciężko oddycha, jakby się dusiła.
Próbował ją reanimować, lecz na niewiele się to zdało. Kobieta zmarła. Wilkins podejrzewał początkowo, że w jej śmierci palce maczał jej mąż. Powiedziałem patologowi, że chcę od niego jasną odpowiedź. Chciałem wiedzieć, czy John zabił Patricię. On jednak powiedział, że sekcja zwłok wykazała, iż jej serce miało rozmiar piłki do rugby i zmarła śmiercią naturalną. Sądzę, że tę kobietę wykończył stres związany z perspektywą dalszego życia z tym facetem. Patricia Cooper, która spędziła z żonem blisko 50 lat, pracowała jako krawcowa.
Dekady lat życia z bezwzględnym i brutalnym mężem z pewnością odcisnęły piętno na jej życiu i zdrowiu, zarówno fizycznym, jak i psychicznym. Choć Patricie można było uznać co najwyżej za pośrednią ofiarę Coopera, jej odejście zmotywowało Wilkinsa i jego ludzi do przyspieszenia swoich działań i jak najszybszego rozwiązania spraw z przeszłości. Szef operacji skontaktował się z profesor Angelą Gallop, dyrektorem firmy LGS Forensics, która wykonywała dla jego zespołu badania kryminalistyczne. Wilkins postanowił zagrać wabang i postraszyć profesor Gallop odebraniem zlecenia, jeśli w najbliższym czasie nie uzyska od jej firmy konkretnych dowodów świadczących o winie Coopera w przypadku trzech spraw kryminalnych z przeszłości.
Profesor Angela odebrała te słowa bardzo personalnie. Nie chciała, by reputacja jej firmy ucierpiała. LGS Forensics dysponowało mnóstwem materiałów dowodowych, które policja skonfiskowała z kryjówek Johna Coopera. Łącznie było to niemal 4000 przedmiotów. Profesor Gallop przekonała Wilkinsa, że powinni przebadać materiały tekstylne. Pod mikroskop poszły m.in. shorty w kolorze khaki, co okazało się strzałem w dziesiątkę. Laboranci znaleźli na nich niewielki ślad krwi, którego DNA zgadzało się z DNA Petera Dicksona. Bardzo podobne spodenki miał na sobie mężczyzna, który używał karty bankowej Dicksonów i został uwieczniony na portrecie pamięciowym.
To wystarczyło, by ponownie aresztować Coopera i postawić mu zarzuty. Jak łatwo się domyślić, Waliczek nie przyznawał się do winy. Zwrócił nawet uwagę na to, że długość spodenek na portrecie i tych przebadanych przez zespół profesor Gallop różni się od siebie. Lecz policyjni technicy szybko odkryli, że shorty były poddane przeróbkom krawieckim, a ich długość została skrócona. Wówczas Cooper postanowił zmienić taktykę i spróbował zrzucić winę na swojego syna Adriana. Niepokojące jest to, że mój syn często bez pytania brał moje rzeczy. Brał wszystko, czego potrzebował.
Pokazano pierwszych 25 dopasowań — doprecyzuj frazę, aby zawęzić wyniki. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
Instagram @konradshymansky
https://www.instagram.com/konradshymansky/
Autor podcastu
Konrad Szymański
Opracowanie
Rafał Gałązka
Źródła: https://ntpd.eu/GzOW9
kontakt/współpraca: [email protected]