#3 – Piwo za software, czyli licencje na oprogramowanie
W tym odcinku poznasz podstawowe pojęcia ze świata praw autorskich i licencji związanych z oprogramowaniem.
Jesteś w domu. Drugą grupą licencji są licencje copyleft, czyli licencje wywodzące się od licencji GPL. I tutaj sytuacja robi się już o wiele bardziej skomplikowana. W oryginalnym założeniu licencja GPL, której najpopularniejszą wersją jest wersja trzecia, działa po prostu jak wirus. Jeżeli w swoim oprogramowaniu, dajmy na to komunikatorze internetowym, skorzystasz choćby z małego mechanizmu, na przykład do szyfrowania danych, który jest objęty licencją GPL, to niestety całe twoje oprogramowanie, czyli w tym przypadku cały komunikator, To jest ten aspekt wirusowy.
No dobrze, ale co to oznacza w praktyce? Otóż licencja GPL zakłada, że jeżeli udostępniamy komuś oprogramowanie, to wraz z tym oprogramowaniem musimy dostarczyć kod całej aplikacji. Taki użytkownik, który otrzyma kopię zarówno naszej aplikacji gotowej do uruchomienia, jak i kodu, może dalej udostępnić cały komplet, no i, krótko mówiąc, rozprzestrzeniać w ten sposób aplikację w sposób wirusowy. W tym momencie łatwo też widać, dlaczego oprogramowanie otwarte nie jest sprzedawane jako takie. Zwróćmy uwagę, że formalnie nikt tego nie broni, ale jeżeli byśmy sprzedali taki program na licencji GPL, to w zasadzie pierwsza osoba, która by kupiła ten program od nas po jakiejś tam komercyjnej stawce, mogłaby dalej zupełnie za darmo, zupełnie bez przeszkód i bez konsekwencji prawnych udostępniać go każdemu, kto o to poprosi.
Korzystaliśmy z biblioteki, która Miała jedną z opcji udostępnienia na licencji właśnie GPL, tej wirusowej. No i oczywiście, gdybyśmy poszli tą drogą i skorzystali z licencji GPL, to musielibyśmy przekazać klientowi kod. Oczywiście ten klient i tak dostał dostęp do kodu, bo chciał uzyskać prawa majątkowe, więc to nie był problem. Natomiast tutaj, gdyby ten klient w pewnym momencie postanowił choćby jednej osobie udostępnić aplikację na licencji GPL, To niestety to oprogramowanie mogłoby wypłynąć szerzej w świat. Na szczęście w tym projekcie nie musieliśmy korzystać z licencji GPL, tylko z takiej, można powiedzieć, nieco bardziej elastycznej wersji nazywanej Lesser GPL, czyli tak zwane LGPL.
Dlatego jeżeli spotykamy się z licencjami GPL-owskimi, to zdecydowanie warto pochylić się nad tym, czy mamy do czynienia z GPL, czy z LGPL, bo jest to ogromna różnica. Zwróćmy jeszcze uwagę na jedną rzecz. Licencje GPL-owskie, te, które przed chwilą omówiłem, powstawały pod koniec lat osiemdziesiątych, w latach dziewięćdziesiątych. To był taki chyba najbardziej intensywny okres ich rozwoju. Natomiast one były dopasowane do realiów tamtych czasów. Aplikacje rozpowszechniało się w formie zestawu plików, czy to na płycie, czy czasem przez upowszechniający się wtedy internet, więc sytuacja była jasna. Chcieliśmy mieć Worda na komputerze, instalowaliśmy go z płyty i to był tak naprawdę zestaw plików na naszym lokalnym komputerze.
Natomiast tutaj zauważmy, że obecnie z aplikacji często korzystamy na przykład za pomocą przeglądarki internetowej. To jest nieco inna sytuacja, ponieważ użytkownik takiej aplikacji nie otrzymuje kompletu plików. Otrzymuje tylko pewną część uruchamianą w przeglądarce. Dobrym przykładem jest tutaj oprogramowanie Moodle, również takie, które my czasem wdrażamy u naszych klientów, które też jest na licencji GPL. Instalujemy więc takie oprogramowanie na serwerze naszych klientów i choć taki klient zgodnie z licencją GPL może sobie te pliki Moodla wziąć i wysłać komu chce, To oczywiście nie ma takiego obowiązku.
Natomiast użytkownicy Moodla, czyli studenci, kursanci korzystający z tej platformy e-learningowej, nie muszą otrzymać kopii plików. Jest to niezwykle istotne, bo po prostu komunikacja odbywa się przez internet. Tak naprawdę użytkownicy korzystają z efektów pracy aplikacji, a nie z samej aplikacji. To jest już taka kwestia mocno techniczna, natomiast de facto nie musimy udostępniać wszystkim użytkownikom całego Moodla. Natomiast oczywiście zauważono ten problem w świecie otwartego oprogramowania i aby go rozwiązać powstała licencja AferoGPL, czyli w skrócie AGPL, która krótko mówiąc nakazuje udostępnianie oprogramowania objętego tą licencją również użytkownikom, którzy korzystają chociażby z przeglądarki internetowej.
Także jeżeli mamy do czynienia z AGPL-em, to jest to ta sytuacja bardziej restrykcyjna. To samo dotyczy klasycznego GPL-a, natomiast w przypadku stosowania licencji LGPL w oprogramowaniu jesteśmy raczej w dobrej sytuacji. Warto tutaj jeszcze zwrócić uwagę na problem aplikacji mobilnych, takich instalowanych w telefonach, no bo niestety one łapią się niejako pod ten paradoksalnie starszy przypadek, czyli ten przypadek z lat 90. Użytkownik de facto otrzymuje pliki aplikacji, więc jeżeli korzystamy z jakichś plików na licencji GPL, no to niestety musimy udostępniać kod źródłowy użytkownikom.
Pokazano wszystkie 7 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Krzyżkowski przedstawia się i podaje disclaimer.
Krzyżkowski wyjaśnia, że oprogramowanie można kopiować, ale prawo autorskie jest ważne dla własności.
Krzyżkowski opisuje umowy licencyjne, takie jak EULA, i powtarza, że są one często nieczytelne.
Krzyżkowski omawia licencje komercyjne i ich zasady.
Krzyżkowski wytłumacza różnice między free software i open source software.
Krzyżkowski opisuje różnice między licencjami permisywnymi a copyleft.
Krzyżkowski przedstawia przykłady licencji i ich zastosowania w oprogramowaniu.
Krzyżkowski podsumowuje temat i zaprasza do komentarzy.
Rozdziały i streszczenia generowane automatycznie. Pełna transkrypcja nie jest publikowana — wyszukaj frazę, aby zobaczyć dopasowane fragmenty.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.