Mentionsy Mentionsy
Słuchowiska Radia Poznań
Słuchowiska Radia Poznań

KRASNOLUDEK U KUPCA I Słuchowisko dla dzieci

03.01.2026 ·9 min 52 s

Hans Christian Andersen. Krasnoludek u kupca. Był sobie pewnego razu prawdziwy student. Mieszkał na strychu i nie miał nic. Był sobie pewnego razu prawdziwy kupiec, sprzedający kiełbasy. Mieszkał na parterze i był właścicielem całego domu. Krasnoludek zamieszkał u kupca, gdyż co rok na gwiazdkę dostawał od niego talerz kaszy i kawał masła. Kupiec mógł sobie na to pozwolić. Krasnoludek pozostał w jego sklepie i możecie sobie z tego wyciągnąć naukę.

Mam tu więcej tego. Dałem za to pewnej staruszce parę ziarenek kawy. Niech mi pan da osiem szylingów, to dostanie pan resztę tego papieru. Zaproponował kupiec, a student odpowiedział. Dziękuję. Proszę mi to dać zamiast sera. Mogę jeść sam chleb z masłem. Byłoby to grzechem, gdyby cała książka rozpadła się w kawałki i strzępy. Jest pan niezwykle praktycznym człowiekiem, ale na poezji zna się pan nie lepiej niż ta beczka, która tu stoi. Było to powiedziane niegrzecznie, zwłaszcza w stosunku do beczki. Ale kupiec roześmiał się i student śmiał się także, bo przecież tylko żartował. Jedynie Krasnoludek rozgniewał się, że student odważył się tak mówić do kupca, który był gospodarzem i sprzedawał najlepsze masło.

Zapadła noc, zamknięto sklep i wszyscy prócz studenta poszli spać. Krasnoludek poszedł do mieszkania i zabrał pani kupcowej jej dar wymowy. W czasie snu nie był jej przecież potrzebny. Komu tylko go użyczył, jakiemukolwiek przedmiotowi, przedmiot ten potrafił mówić i potrafił wypowiadać swoje myśli i uczucia zupełnie jak pani kupcowa. Nie można było jednak obdarzyć tą wymową wszystkich przedmiotów naraz i miało to dobrą stronę, bo inaczej wszyscy by sobie wzajemnie przeszkadzali. Krasnoludek użyczył daru wymowy beczce i zapytał. Czy to prawda, że pani nie wie, co to jest poezja? Wiem doskonale. To jest coś, co znajduje się w odcinku gazety.

To, co się wycina. Wydaje mi się, że mam tego więcej w sobie niż student, a jednak w porównaniu z kupcem jestem tylko biedną beczką. Potem Krasnoludek obdarzył wymową młynek do kawy. Jak zaczął mleć, obdarzył też darem wymowy beczułkę z masłem i kasę. Wszyscy byli tego samego zdania co beczka. Student powinien otrzymać dar wymowy kupnowej. A że należy szanować sądy większości, więc Krasnoludek poszedł cichutko kuchennymi schodami na górę, na poddasze, gdzie mieszkał student. W pokoju paliło się jeszcze światło.

Krasnoludek zajrzał przez dziurkę od klucza i zobaczył studenta siedzącego i czytającego podartą książkę, przyniesioną ze sklepu. Jakże jasno było w pokoju. Z książki wydobywał się blask, który zamienił się w potężne, wysoko wznoszące się drzewo, rozpościerające swe gałęzie nad studentem. Listki były świeżutkie, a każdy kwiat był prześliczną dziewczęcą główką o oczach ciemnych i promiennych albo jasnych i przejrzystych. Owoce były gwiazdami połyskującymi, a w powietrzu unosił się przepiękny śpiew. Krasnoludek jeszcze nigdy nie widział i nie słyszał podobnych wspaniałości.

Stał na paluszkach i patrzył, patrzył, dopóki nie zgasło światło. Student zdmuchnął świecę i poszedł do łóżka, ale mały krasnoludek stał mimo to wciąż jeszcze, bo wciąż jeszcze słyszał cichy, śliczny śpiew. Była to kołysanka śpiewana studentowi do snu. Jak tu pięknie. Czegoś podobnego wcale się nie spodziewałem. Chciałbym zostać na zawsze u studenta, ale student nie ma kaszy. Westchnął i zszedł na dół z powrotem do kupca. I dobrze zrobił, bo Beczka zużyła już prawie całą wymowę pani kupcowej. Wypowiedziała już wszystko, co miała do powiedzenia z jednej strony, a teraz miała się właśnie obrócić, aby wyczerpać swoją drugą połowę.

Właśnie w tej chwili krasnoludek zwrócił kupcowej dar wymowy. W całym sklepie, począwszy od kasy, a skończywszy na uczywie, wszyscy zaczęli myśleć tak jak beczka. Poważali ją do tego stopnia i ufali jej tak bardzo, że kiedy kupiec czytał w wieczornej gazecie kronikę sztuki i teatru, myśleli, że wszystko to wychodzi z beczki. Małemu Krasnoludkowi nie było już tak przyjemnie jak dawniej. Nie słuchał już mądrości i rozsądnych rzeczy, jakie wypowiadano w sklepie. Gdy tylko zabłysło światło na poddaszu, wydawało mu się, że to światło przemienia się w mocne okrętowe liny, które wciągają go w górę. Coś go zmuszało do rozglądania się po pokoju przez dziurkę od klucza i wtedy ogarniało go takie potężne uczucie jak nas, gdy patrzymy w wiecznie płynące morze w czasie burzy i czujemy, że tam w górze czuwa Bóg.

Wtedy krasnoludek wybuchał płaczem, sam nie wiedząc dlaczego, ale w jego łzach było coś kojącego. Pięknie byłoby usiąść wraz ze studentem pod drzewem. Ale to nie mogło się stać, więc Krasnoludek zadowalał się patrzeniem przez dziurkę od klucza. Stał tam w zimnym korytarzu, a jesienny wicher wiał przez szczeliny w podłodze. Było zimno, tak bardzo zimno, ale czuł to dopiero wtedy, kiedy gasło światło w pokoiku na poddaszu i dźwięki zamierały, zagłuszone świstem wiatru. Jak to zimno. Lepiej pójdę już do swojego przytulnego i bezpiecznego kocika u kupca.

Pewnej nocy obudził Krasnoludka jakiś straszny hałas, rozlegający się za szybami sklepu. Ludzie krzyczeli, stróż nocny trąbił. Wybuchł pożar. Cała ulica stanęła w jasnych płomieniach. Czy paliło się tu? Czy u sąsiada? Gdzie? Wszystkich ogarnęło przerażenie. Pani kupcowa do tego stopnia straciła głowę, że wyjęła sobie z uszu złote kolczyki i włożyła je do kieszeni, aby cokolwiek uratować. Kupiec pobiegł do swoich papierów, a służąca pojedwabny płaszczyk. Kupiła go sobie za własne zarobione pieniądze. Każdy chciał ratować to, co miał najmilszego. I Krastaludek tak samo. W paru podskokach pobiegł na schody i wpadł na studenta, który stał spokojnie przy otwartym oknie i patrzył na pożar szalejący w sąsiednim domu.

Krasnoludek zabrał ze stołu cudowną książkę, włożył ją do swojej czerwonej czapeczki i mocno trzymał ją obiema rękami. Największy skarb domu został uratowany. Potem wybiegł stamtąd, skoczył na dach, wysoko na komin i usiadł oświetlony płomieniami pożaru. Obiema rękami trzymał czerwoną czapeczkę, w której leżał skarb. Teraz poznał już swoje uczucia. Wiedział, do kogo właśnie należy jego serce. Ale gdy ugaszono pożar, Krasnoludek opamiętał się i powiedział... Chciałbym podzielić się pomiędzy nimi dwoma, bo przecież nie mogę wyrzec się tak zupełnie kupca.

Pokazano wszystkie 10 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.