Leśne opowieści. Zima w lesie.
Opowiadania pochodzą z książeczki Hanny Zdzitowieckiej "W lesie". Mają duży walor edukacyjny, jednakże napisane są bardzo lekko, niemal jak bajki. Książeczka ta pomyślana jest jako zbiór opowiadań o zwierzętach, ale podzielona na cztery pory roku, a że mamy jeszcze zimę - zaczęłam od zimy :) Miłego słuchania! :)
Czubaty gość z północy. Kczek! Kczek! Kczek! Kto z was ma taki piękny czubek jak ja? Nie ma równego mi ptaka. Kczek! Kczek! Przez całe dnie sujka latała po lesie i pyszniła się swoim czubkiem na głowie. Oburzyły się na to sikory. Przecież jedna z nas nazywa się nawet sikorą czubotką i jej czubek sterczy bardziej w górę niż sujki. Ale kto by tam sujkę przegadał? Chyba jedna sroka. Czek, czek! Taki mały ptaszek jak sikora, choćby miał nie wiem jaki czubek, nie może się ze mną równać. A cóż dopiero, gdy się spojrzy na moje piórka? Jak pięknie od rdzawo-szarej barwy odbija się ta czarno-biała szachownica i błękitna wstęga na skrzydłach!
– wołała Sujka. Sikory zapamiętały sobie te sujkowe przechwałki i postanowiły zarozumialca ukarać. Długo kręciły główkami i szukały sposobu, ale nic nie mogły wymyślić. Któregoś dnia jedna z sikorek przelatywała koło wysokiej brzozy, na której zielniła się kępa jemioły. Całe stado jakichś nieznanych ptaszków siedziało na zielonych gałązkach i zjadało ze smakiem białe, lepkie jagody. Sikorka zerknęła ku nim ciekawie i aż przysiadła ze zdumienia. Każdy z ptaków miał na głowie duży, sterczący czubek. Sikora nie namyślała się długo. Dźwięcznym głośnikiem zwołała kilka swych krewniaczek i dalejże szukać sujki po lesie.
Sujka właśnie rozłupywała znalezione żołędzie, kiedy nadleciały sikory. — Chodź prędko! — wołały. — Coś ci pokażemy. Naprawdę warto zobaczyć. Zaciekawiona Sujka poleciała za nimi. Kiedy zbliżyły się do kępy jemioły, sikorki przysiadły tuż przy nieznanych ptakach, a Sujka zatrzymała się trochę dalej. — Kto wy jesteście? — pytały sikorki. — My jesteśmy jemiołuszki jedwabniczki — odpowiedziały ptaszki, nie przestając ani na chwilę objadać jagód. Przyleciałyśmy tu na zimowe wczasy z dalekiej północy. Bardzo nam się u was podoba. Tyle jedzenia! Czy dlatego nazywacie się jemiołuszki, że lubicie jemiołę?
Tak, a drugie imię otrzymałyśmy z powodu naszych jedwabistych miękkich piórek. To u was w zimie nie ma co jeść? Zainteresowała się któraś z sikorek. O, u nas zima jest sroższa, o wiele sroższa niż tutaj, mówiły jemiołuszki. Słońca prawie wcale nie widać, ciemno, mróz, wszystko śniegiem pokryte. A owadów nie jadacie? Jadamy, ale przeważnie żywimy się nasionami. Jakaż wyśmienita jest ta jemioła. Kiedy ją skończymy, wybierzemy się na krzaki jałowca, mówiła jedna. A ja widziałam tu niedaleko czerwoną jarzębinę.
— Sit, sit! Kto ma ładniejszy czubek? — zaświergotały wesoło. — Ja miał łóżki — przyznała Sujka. Ale za to ja nie jestem takim łakomczuchem, jak one. Brrr, one chyba pękną z przejedzenia. Nawet my nie potrafimy tyle zjeść, stwierdziły Sikorki. I żeby jeszcze to były owady, tłuste giełzinice, ale jemioła? Sujka nic nie odpowiedziała. Rozminęła skrzydła i odleciała na drugi koniec lasu. Za nią pofrunęły i Sikory. A jemiołuszki, jakby nic nie zauważyły, zajadały dalej z apetytem jagody jemioły.
Gniazdko wśród śniegu. Na zwisającej ze świerka szyszce siedział uczepiony pazurkami dziwny ptaszek. Jego czerwone piórka ładnie odbijały się od białego śniegu, a śmieszny gruby dziobek coraz to zanurzał się pomiędzy łuskami szyszki kryjącymi smakowite nasionka. Końce tego dzioba nie stykały się jak u innych ptaszków, ale sterczały skrzyżowane, podobne do źle dopasowanych nożyczek. Siedząca na drugim drzewie sikorka długo przyglądała się nieznanemu ptakowi. Wreszcie spytała. Chyba niedawno zjawiłeś się u nas. Nigdy jeszcze nie widziałam takiego dzioba. Czerwony ptaszek odwrócił się.
Pozwól, że ci się przedstawię. Jestem Krzyżodziób Świerkowy. Przyleciałem z żoną w te strony, bo tu jest obecnie dużo pożywienia odpowiedniego dla nas i dla naszych dzieci. Bardzo mi miło poznać Przybysza z dalekich stron. Czy długo u nas zabawicie? Dopóki dzieci nie podrosną. O, to jeszcze kilka miesięcy upłynie. Nie sądzę. W marcu lub w kwietniu powinny już dobrze latać. — Co też ty mówisz? — wykrzyknęła zdziwiona Sikorka. — A gdzie jest twoja żona? — Siedzi na gnieździe. — Na gnieździe? — powtórzyła niedowierzająco Sikorka. — Chciałeś chyba powiedzieć, że zmarzła i przysiadła na czyimś gnieździe, żeby rozgrzać nóżki.
U nas ptaków zwykle się mówi, że ktoś siedzi na gnieździe, kiedy wysiaduje jajeczka. — Właśnie moja żona siedzi na jajkach. Sikorka obraziła się. — Proszę bardzo, nie stroić sobie ze mnie żartów. Jestem wprawdzie młoda, ale wiem, że na jajkach siedzi się na wiosnę, kiedy jest ciepło, a nie w środku zimy — powiedziała i pokręciła dzióbkiem. — Ależ ja nie żartuję — odrzekł poważnie Krzyżodziób. — Nie chciałem wcale cię obrazić, sikorko. Proszę, leć ze mną do tamtego świerka, sama się przekonasz, że mówię prawdę. Sikorka chwilę namyślała się co robić, ale Krzyżodziób zapraszał tak uprzejmie, że wreszcie zdecydowała się mu towarzyszyć. Już z daleka doleciało ich wołanie.
Oho, żona mnie woła. Krzyżodziób przyspieszył lotu. Może wykluły się nasze dzieci? Pod ośnieżoną gałęzią zobaczyła Sikorka nieduże gniazdko, dobrze zabezpieczone gęstwiną od zwałów śniegu, wysłane w środku mchem, porostami i pierzem. W gniazdku siedziała pani Krzyżodziobowa, ubrana skromniej od męża, w zielonkawo-szare piórka. Zobaczywszy nadlatujących zawołała wesoło. — Spójrz, mój drogi, spójrz, jakie śliczne! I unosząc się z lekka ukazała dno gniazdka, na którym kręciło się kilkoro malutkich, nagich, świeżo z jajek wyklutych piskląt. — Ależ one się zaziębią! — wykrzyknęła przerażona Sikorka.
— O, moje dzieci nie boją się mrozu. Od urodzenia je hartuje — odpowiedziała pani Krzyżodziobowa. Leć prędko, mężu, po coś do jedzenia. Biedactwa jeszcze nic w dziobku nie miały. Krzyżodziób rozwinął skrzydełka i poleciał na poszukiwanie szyszek. Sikorka siadła obok gniazda na gałęzi, nie mogąc uwierzyć temu, co widziała. Pisklęta na śniegu? Coś przedziwnego. Dlaczego ty składasz jajeczka, kiedy jeszcze mróz na dworze? Czy nie najlepiej poczekać do wiosny, jak inne ptaki? — Widzisz — tłumaczyła jej młoda mama — w zimie dojrzewają nasiona świerków i innych drzew iglastych, a to przecież nasze główne pożywienie.
Obecnie mamy ich bardzo dużo, więc teraz najłatwiej wychować dzieci. Sikorka kręciła się na gałązce. Widać było, że chciała jeszcze o coś zapytać. — Czy mogłabyś mi też wytłumaczyć, dlaczego wy macie takie inne dzioby, takie skrzyżowane na końcach? Wybieramy pożywienie z pomiędzy łusek szyszki. Skrzyżowane końce dzioba znakomicie nam ułatwiają rozchylanie tych łusek i wydłubywanie ziarenka. Czy jeszcze coś Cię z naszego życia interesuje, Sikorko? Sikorka byłaby jeszcze chętnie pogadała o tym i owym, ale nie chciała być natrętną. Podziękowała więc za rozmowę i życząc szczęśliwego wychowania dzieci odleciała do lasu.
Pokazano wszystkie 11 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Hanna opowiada o najmniejszych ptaszkach w lesie, takich jak kolibry i strzyżyki.
Hanna i Joasia spotykają się z różnymi ptakami w lesie, takimi jak strzyżyki i mysi króliki.
Sikory spotykają się z jemiołuszkami, które mają piękne czubki i odwiedzają je na jagody.
Sikorka spotyka się z Krzyżodziobem Świerkowym, który siedzi na gnieździe z małymi pisklątami.
Wiewiórka obserwuje Burego Misia, który przygotowuje zimowe mieszkanie.
Rozdziały i streszczenia generowane automatycznie. Pełna transkrypcja nie jest publikowana — wyszukaj frazę, aby zobaczyć dopasowane fragmenty.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
Opowiadania pochodzą z książeczki Hanny Zdzitowieckiej "W lesie". Mają duży walor edukacyjny, jednakże napisane są bardzo lekko, niemal jak bajki. Książeczka ta pomyślana jest jako zbiór opowiadań o zwierzętach, ale podzielona na cztery pory roku, a że mamy jeszcze zimę - zaczęłam od zimy :) Miłego słuchania! :)