Mentionsy Mentionsy
Słuchanocki
Słuchanocki

Bajki i baśnie Świata. Dlaczego struś nie lata. Baśń afrykańska.

06.07.2023 ·22 min 49 s · 6 rozdziałów

Trudno jest w czasie wakacyjnym utrzymać rytm, stąd niestety wpadają nieoczekiwane przerwy, ale jestem i nadaję ;) :)W klimacie wakacyjnym - baśń afrykańska o próżnym strusiu, a niej odpowiedzi na pytania - dlaczego struś nie lata i dlaczego chowa głowę w piasek ;) :)

0:00 · Wprowadzenie 1

Bajki i baśnie świata. Dlaczego struś nie lata. Baśń afrykańska. Ruch wielki zapanował pewnego dnia przed pałacem jego królewskiej mości lwa sambę mocnego, władcy olbrzymiego państwa zwierzęcego. Od wczesnego ranka gromadziły się na ogromnym podwórzu pałacowym przeróżne ptaki, które pojedynczo lub gromadkami nadlatywały ze wszystkich krańców rozległego państwa. Byli to posłowie rodu ptasiego wyznaczeni przez sejm ptasi dla wniesienia przed tron samym mocnego prośby o wybranie dla ptaków osobnego króla, który by nimi rządził sprawiedliwie, mądrze i silnie.

2:00 · Podwórze pałacowe 5

Zebraliśmy się o ptaki, by przed tron króla jegomości wnieść prośbę. Ha, wnieść prośbę, wnieść prośbę, zagrzmiało ze wszystkich gardzieli. Wnieść prośbę, mówił Marabut dalej, aby nam król jegomość na wybór naszego władcy zezwolić raczył. Aby pozwolić raczył, aby raczył, zawtórowały ptaki. Sprawiedliwą jest rzeczą, byśmy własnego króla mieli, o ptaki, zawołał struś. A, sprawiedliwą jest rzeczą, sprawiedliwą. Dlaczego lew ma nami rządzić, skoro on latać nie umie, zauważył Flaming. Ha, nie umie latać, tak, Samba przecież latać nie umie, potakiwały wszystkie ptaki.

Wybrać nam trzeba króla potężnego, wrzasnął znowu struś. Ha, potężnego, potężnego. Który by pod obłoki wzbić się potrafił, dorzucił orzeł. Ha, pod obłoki, pod obłoki. I który by koronę królewską na głowie nosił, zawołał żuraw koroniasty, potrząsając rośniącą kitką prześlicznych piór, jakie starczały mu na głowie niby drogocenna korona. Na głowie nosił, na głowie wrzasnęły czaple, które też na głowach miały puszyste czuby, spadające aż na karki. Zdaniem Żurawia i Czapel nie zgodziły się inne ptaki. Powstał więc tumult straszliwy i kto wie, czy zebranie nie skończyłoby się ogólną bitwą, gdyby w tej chwili nie zagrzmiał głuchy odgłos tykwy dającej znać, że król wszelkiego stworzenia, potężny lew Samba, mocny posłów oczekuje.

Zaprzestały więc ptaki waśni i zgodnie ruszyły gromadą wielką w stronę cienistych akacji, gdzie władca siedział na tronie w otoczeniu swej rady nadwornej. Król jegomość posłów miłościwie przyjął, prośby ich łaskawie wysłuchał i ponamyśle rzekł. Wszystkie zwierzęta obrały mnie, Sambę Mocnego, swoim królem. Żaden z moich poddanych nie narzeka na moje sprawiedliwe i mądre rządy. Nie widzę przeto powodu, by jeszcze jednego króla obierać. Specjalnie dla was, miłe ptaki. Poznajcie jednak moją dobroć. Rozkazuję, by od dziś, za rok, zebrały się wszystkie zwierzęta na wielki, uroczysty turniej.

Ptak, który najwyżej wzleci w powietrze, uroczyście oblażony zostanie władzą królewską nad wszystkimi ptakami. Ptaki słysząc takie mądre i łaskawe słowa miłościwego Samby Mocnego podniosły dziękczynny wrzask, a niektóre wzleciały w powietrze, by już teraz pokazać, które z nich godność królewską piastować powinien. Wzleciał też orzeł, który zwykle szybował w przestworzach pod chmurami i wzleciał struś. Kilku uderzeniami swych ogromnych skrzydeł wzbił się w powietrze, zatoczył nad królem Samby olbrzymie koło, a potem miał wznosić się coraz wyżej i wyżej, Wreszcie tylko drobniutką plamką zamajaczył na tle latarni słonecznej.

Zwierzęta czworonogie, który przywiodła tu ciekawość, patrzyły uważnie na tę próbę skrzydeł i coraz częściej odzywały się między nimi głosy. Zwycięży struś. Hmm, struś, na pewno struś. Patrzcie zwierzęta, patrzcie, struś już pod samym słońcem. Hmm, pod samym słońcem, pod słońcem. Ledwo go widać. Ha, ledwo widać. Tee, ledwo widać. O ptaki, ptaki, struś, struś na pewno będzie waszym królem. Ha, struś, na pewno struś zostanie królem. Słyszał te krzyki Samba mocne i potężne czoło jego królewskiej mości pokryło się zmarszczkami niezadowolenia. Bo co tu ukrywać, Samba nie lubił strusia. Nie lubił go zaś dlatego, że struś mający bardzo długie nogi i równie długą szyję widział bardzo daleko i zawsze ostrzegał zebry, skoro tylko król wybrał się na polowanie.

6:00 · Wybór króla 4

A przecież tłusty udziel z zebry był dla króla jego mości największym przysmakiem. Zdarzyło się więc nierzadko, że samba mocny z pustym brzuchem musiał wracać do domu, a co gorsza na głodno udawać się na spoczynek. Również i wielki doradca królewskiego dworu szympans Bajbun mądry o krzyki te słyszał. Sam bowiem utrudzony już wiekiem pod słońce patrzeć nie mógł i lotu ptaków nie śledził. Skrzywił się przeto wielki doradca, bo i on miał także porachunki ze strusiem. Przecież przez niego zebra odcięła swoim kopytem wspaniały ogon czcigodnego mędrca i wystawiła go na pośmiewisko innych zwierząt. Nie podoba mi się ten struś.

Mruknął samba mocny. Nie podoba mi się ten stroś. Jak echo powtórzył bajbun. W tym samym czasie rozległ się głośny szum skrzydeł i struś, który niby kamień, wyrzucony z procy, z olbrzymią szybkością spadał z nieba, wylądował na swych potężnych nogach tuż przed tronem królewskim, z takim impetem, że drobne kamyki i piasek, niby deszcz, obsypały jego królewską mość i nadworną radę. Zmarszczył samba mocne swoje dumne czoło, skrzywili się obrażeni członkowie Rady Królewskiej, a stary bajbun, który w tej chwili ziewnął, zakrztusił się piaskiem wyrzuconym spod nóg strusia. Ale ptaki tak były zachwycone tym wspaniałym wyczynem, że z godnym chórem odśpiewały na głosy pieśń pochwalną, bardzo podobną do hymnu królewskiego.

Poszedł bajbun do domu, do cienistej puszczy, by tam w spokoju i ciszy obmyślić plan zemsty nad strusiem. Myślał długo, bardzo długo, ale chociaż był bardzo mądry i bardzo doświadczony, nic wymyślić nie mógł. Od ciągłego myślenia schudł, grzybiet mu się wygiął, a na czole i brodzie zrobiły mu się głębokie zmarszczki, które dzisiaj nawet u szympansów oglądać możecie. Pewnego dnia szedł bajbun zamyślony przez las, gdy nagle posłyszał cienki, kpiący głosik. Dzień dobry, bajbunie. Witaj, skarbnica mądrości króla jegomości, Samby Mocnego. Obejrzał się bajbun za siebie i zobaczył koło drzewa małego ichneumona, Dudu, wachlującego się swym długim, puszystym ogonem.

Ha! Nie mam go za co specjalnie kochać, ale, ale opowiadają zwierzęta, że tobie czcigodny świeczniku mądrości przy dworze tego starego Samby struś do gęby piasku nasypał. He, he, he. Podobno krztusiłeś się przez pół godziny. A tam gadają, gadają. Czy ty wiesz jednak Dudu, że struś chce zostać królem ptaków? Niech tam zostanie, cóż mnie to obchodzi. Ja przecież nie jestem ptakiem. Ale król Samba Mocny nie chce i ja też nie chcę. To już wasza rzecz, nie moja. Mnie ani struś, ani wy nic nie obchodzicie. Ja chadzam własnymi ścieżkami.

12:00 · Konkurs lotu 2

Chciałam się przekonać, czy warto na ciebie głosować? Zdziwił się struś. Jak to, czy warto? Czy nie widzisz, jak jestem potężny, najpotężniejszym ze wszystkich ptaków? Jesteś nim, lekceważąco uśmiechnął się ich Nemo, ale na króla się nie nadajesz. Nie nadaję się ja, stróż? Na króla się nie nadaję? Jesteś oczywiście olbrzymim w ptasie mrodzie i na pewno jesteś najsilniejszy, ale ladażura w Koroniasty jest od Ciebie potężniejszy. Czy widziałeś Sambę Mocnego? Co za pytanie. Oczywiście, że tak. Nieraz go widziałem. Czy widziałeś jego wspaniałą grzywę? Żadne zwierzę tak piękne i prawdziwie królewskie ozdoby nie posiada, a Ty nie masz nic, co by królewski wygląd Tobie nadawało.

Aha. Nie będę latał. Nie. Chcę być najpiękniejszym ze wszystkich ptaków. Chcę być najpiękniejszy. Piękniejszy niż żuraw koroniasty, niż czapla, bażan, pan, tarka, niebieskoszy. Ja chcę być piękniejszy niż samba mocny. Czekaj więc tutaj cierpliwie. Za kilka dni przyślę ci gromadę ptaków tkaczy. Jak wiesz są one mistrzami w tkaniu gniazd, zługien, rafi, ale są też mistrzami w kunszcie fryzowania. Aha, śpiesz się Dudu, śpiesz. Przyślij co rychlej tkacze. Wynagrodzę cię po królewsku. Zniósłbym teraz jajo dla ciebie, ale przecież nie wypada, byś zjadał jaja jego królewskiej mości, władcy olbrzymiego państwa ptasiego strusia. Powędrował znów Dudu, gwarząc wesoło sam ze sobą, aż wreszcie zatrzymał się pod ogromną palmą oleistą.

18:00 · Rozwiązanie problemu 2

Praca ta została zakończona na dwa dni przed terminem zawodów, oznaczonym przez sambę mocnego. Struś, chcąc zobaczyć, jak wygląda, pobiegł do sadzawki i tu, w czystych jak kryształ nurtach, przejrzał się niby w lustrze. Rozwarł szeroko wspaniałe, przystrojone skrzydła, tak kunsztownie zafryzowane, że mniemać można było, iż zrobione są z piany, jaką wiatr niesie na grzybietach fal olbrzymiego jeziora Niansa. Równie piękny wydał mu się i ogon, tworzący tak delikatny bukiet piór, jak delikatny jest otwarty w skwarnych promieniach słonecznych owoc bawełny. Struś oniemiał z zachwytu nad samym sobą, a później krokiem wolnym i dumnym z wysoko podniesioną głową ruszył na miejsce zawodów.

Jakże nędznie wobec niego wyglądał orzeł i sęp, bocian i marabut, czapla i żuraw koroniasty. I czapla i żuraw koroniasty jak nędznie wyglądają. Struś, struś tylko godnie władać może rodem ptaków. A, struś, struś tylko, struś zostanie królem, struś, struś nim zostanie. Tymczasem na przygotowanych trybunach zwierzęta zajmowały miejsca, a król jegomość Left Samba Mocny w otoczeniu swej rady przybocznej usiadł na podwyższeniu, ciągle jednak pytając o spozierając na bajbuna mądrego, który znów szukał wzrokiem dudu kręcącego się między mniejszymi zwierzętami.

Pokazano wszystkie 14 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.