Śledztwo Pisma, sezon 4, odcinek 3: Życie w ukryciu
Maria i Szymon próbują się skontaktować z matką Olivii, Katarzyną. Chcą poznać jej wersję wydarzeń i zrozumieć, dlaczego skazała siebie oraz dziecko na lata życia w ukryciu. Z dokumentów sądowych wynika, że kobieta oskarżyła Alberta o przemoc. Zeznawała, że mężczyzna stanowi dla niej „groźbę egzystencjalną”, poza tym domem Olivii jest Polska, dziewczynka ma bliską relację z polskimi dziadkami, językiem i kulturą. Podobne argumenty padają w Sprawie dla reportera, Elżbiety Jaworowicz. Katarzyna występuje w nim wraz z rodzicami i Olivią. Gdy program idzie na antenie telewizji publicznej, kobieta jest już poszukiwana europejskim nakazem aresztowania, dlatego przed kamerą pokazuje się w peruce. Dlaczego policja nie ruszyła jej tropem, kiedy ta wystąpiła z zaginioną córką w ogólnopolskiej telewizji? Jak przez te wszystkie lata wyglądało jej życie?Partnerem strategicznym trzeciego sezonu jest Audioteka. Partnerem dystrybucyjnym jest OpenFM. -Czwarty sezon Śledztwa Pisma prowadzą Maria Hawranek i Szymon Opryszek.Producentami są: Piotr Nesterowicz i Barbara Sowa Weryfikacja faktów: Marcin Czajkowski Ilustracje: Mikita RasolkaTłumaczenie: Juan M. Sarabia GutiérrezMuzyka: Wojciech „Wojtall” Wierzba Lektorzy: Alicja Dec i Grzegorz SzponderKonsultacje i montaż: Agnieszka Szwajgier, Sounds and Stories Realizacja dźwięku: Wojciech Lubertowicz Nagrań dokonano w studiu: Produkcja Podcastów
Myślałem, moja córka, moja córka, nie wysiadłem, nie wziąłem jej. To był naprawdę ostatni raz, kiedy ją widziałem. To jest ogromny dramat dla dziecka, bo jakaś jego część umiera. Znalazłam tą Oliwię i tak patrzę, jak to jest poszukiwane, jak jest u mnie w grupie. Mawiano im, że tato Oliwi był psychopatycznym tyranem i znęcał się nad matką i dzieckiem. Wnioskuję, żeby wymienioną niżej osobę aresztowano. Ojciec, który poświęcił wszystko, aby odnaleźć córkę.
Chcieliśmy usłyszeć jej wersję wydarzeń. Dlatego ucieszyłam się, kiedy znalazłam dwa dokumenty, w których ją przedstawia. Pierwszy to list, który wysłała do sądu na Majorce w odpowiedzi na jego wezwanie w maju 2012 roku, czyli kilka miesięcy po ucieczce z Hiszpanii. Musiała pisać go w emocjach. Świadczą o tym wykrzykniki i stosowane dla podkreślenia wielkie litery oraz powtórzenia. Fragmenty jej relacji, przetłumaczone przeze mnie z hiszpańskiego, czyta dla ciebie lektorka. Pan E. to Alberto. Przyjechałam do mojego kraju, muszę wspomnieć, że zarówno ja jak i moja córka mamy obywatelstwo polskie, do własnego domu, gdzie zarówno ja jak i moja córka od urodzenia jesteśmy zameldowane za zgodą ojca dziewczynki i zawsze umożliwiałam kontakt panu E. z dziewczynką kiedy tylko chciał.
Mój dom zawsze był otwarty na jego wizyty, ale on nigdy nie wyraził chęci odwiedzenia nas. Brak zainteresowania córką osiąga swój punkt kulminacyjny w momencie, gdy bez uprzedzenia przyjechał do Polski 9 maja 2012 roku i powiedział mi, że chce się zobaczyć z Oliwią, a jednak nie chciał wejść do domu, gdzie czekała na niego dziewczynka. Kilkukrotnie go zapraszałam, ale on za każdym razem odmawiał wejścia. W końcu odszedł, nie spotykając się z nią, czego ani ja, ani moja rodzina nie mogliśmy zrozumieć. Nie wydaje mi się to ani odpowiedzialne, ani normalne. Poza tym pojawił się z prezentem dla Oliwii, który kupił w supermarkecie za 3 euro, co oznacza, że nawet nie pomyślał o tym, by zrobić dziewczynce niespodziankę.
Z pierwszego odcinka wiesz, że Alberto wielokrotnie próbował skontaktować się z córką telefonicznie i odwiedzić ją w domu dziadków. Bezskutecznie. Chyba, że to Alberto kłamał, opowiadając nam swoją wersję. Jednak na jej potwierdzenie miał nie tylko słowa siostry i matki, ale również nagrania rozmów telefonicznych, kopie maili i wypowiedzi innych świadków. Spotkania z panem E powodują nawroty traumy spowodowanej jego zachowaniem. Chodziło jej o przemoc ze strony Alberta, o której doniosła na policji jeszcze na majorce. W pierwszym odcinku opowiadałam ci o tym, że Alberto miał ją popchnąć przy samochodzie zaparkowanym przed domem jego rodziców pod Pojensą. Miał też ją zwyzywać słowami, których, jak twierdzi, nigdy nie używa.
Robili to jego rodzice, dziadkowie dziecka, a on się nim nawet nie przejmował. Pewnie pamiętasz francuskę Virginię de Bresny, byłą partnerkę Alberta i mamę Dionisa. W pierwszym odcinku opowiadałam Ci, że opieka nad nim przebiegała gładko. Spytałam ją, czy ona też nie dostawała od Alberta żadnych pieniędzy. To prawda, na początku w ogóle nie ułożył na utrzymanie synka przez jakieś pierwsze trzy lata, ale jego mama bardzo mi wtedy pomagała. On w tamtym czasie był młody i trochę zagubiony, ale później sam wziął odpowiedzialność. Nie musiałam go do niczego zmuszać. Przyszedł do mnie i spytał, co mogę zrobić dla syna, ile mam płacić, żeby ci pomóc.
Przed kryzysem małżeńskim i po separacji, która nastąpiła, gdy Oliwia miała 18 miesięcy, zaangażowanie ojca w opiekę nad córką było całkowicie zerowe. Bardziej interesowały go jego pasje, sport, gry komputerowe i podróże z kolegami z różnych krajów. Koniec końców dziewczynka spędzała czas ze mną i moją rodziną. Tak Alberto i Katarzyna zapisali się jako rodzice w pamięci sąsiadki Teresy. Alberto nie był stereotypowym ojcem, czyli to nie było tak, że mama zajmuje się córką, a tato idzie do pracy. W moim odczuciu poświęcał Oliwii tyle samo czasu, co jej mama. Trudno było mi uwierzyć w to, co Katarzyna deklarowała na końcu listu.
Pojawiło się w nim nagranie z jakiegoś domu, w którym przebywały wtedy Oliwia i Katarzyna. W tle widać choinkę. Katarzyna ma na sobie seledynowy sweter, szal i czarną perukę, która najwyraźniej jest niewygodna, bo ciągle ją poprawia. W domu są też jej rodzice Zdzisława i Mieczysław. Całą tę złożoną historię, którą ja opowiadam ci od trzech odcinków, w programie upchnięto w 10 minut. Zdzisława, Katarzyna i Mieczysław opowiadają ją na trzy głosy. Ponieważ nie możemy Ci odtworzyć tych nagrań, wybrane fragmenty czyta Szymon. Głosem Katarzyny jest lektorka. Zaczęła Katarzyna. Był zabawny. Wyjeżdżaliśmy na wczasy do jego rodziny, na południe Hiszpanii.
Okazało się jednak, że jest jeszcze ktoś, kto może potwierdzić wersję Alberto. Juan Salvador Hernández Tovar prowadzi restaurację przy Rynku Wieluńskim w Częstochowie. Jest po pięćdziesiątce. Ma fartuch, ścierkę przewieszoną przez ramię i szeroki uśmiech. Mieszka tu od 30 lat. Żartuje, że zna tu wszystkich, a wszyscy znają jego. Przez te lata do drzwi jego restauracji zapukali zarówno Alberto, któremu pomógł tłumaczyć kilka spotkań, jak i Zdzisława. Juan mówi po polsku dobrze, ale z akcentem. Ta bacza do tej dziewczyny, że chodzi do mnie, że mnie oskupi, że mam gadać z Albertem, że dziecko ma być tutaj, a nie w Hiszpanii.
Próbowaliśmy też skontaktować się z dziadkiem Mieczysławem. Kiedyś muzykiem częstochowskiej filharmonii. Na mój numer, który z kolei podała mu pracowniczka działu kadr, nigdy nie zadzwonił. Mieliśmy nadzieję na rozmowę z kuzynem Katarzyny, Karolem. Lubi się z Alberto i jego rodziną, od lat mieszka w Madrycie. Byliśmy nawet umówieni. O poranku przed spotkaniem wymienialiśmy smsy. Wysłałem mu już smsa i nic. Nagle przestał się odzywać. Jesteśmy umówieni od dwóch tygodni i nie wiem, co dalej. Już nigdy nie odebrał od nas telefonu. Martwiliśmy się, że miał wypadek. Potem Alberto powiedział nam, że Karol wycofał się ze spotkania na prośbę swojej mamy, czyli siostry Zdzisławy.
Powiedział mu, dobrze, tylko porozmawiamy. Dojechali do bezpiecznego miejsca. Po prostu się bał mój syn. Była to dla niego sytuacja bardzo ciężka, bał się. Na szczęście nie płakał czy nie wpływał w jakąś tam histerię. Mówił, że opowiadano mu o mnie różne takie rzeczy, że ja jestem tam wariatką, że taka jestem nieobliczalna i tak dalej. No wiadomo, bał się wtedy, jak dziecko słyszy takie rzeczy. Ale jeszcze tego samego dnia wieczorem przyszedł do mnie i mówił, mama, ja cię kocham. To było dla mnie ogromne zaskoczenie. I od tego czasu wiedziałam, że on teraz ze mną pozostanie. Podziewałam się, że to może być na początku trudne i to było w pewnym sensie trudne, bo on rzeczywiście zapomniał mówić po polsku, bo rozumieć rozumiał i jak się bawił potem z kuzynką i z kuzynem, którzy nas odwiedzali w ukryciu, budowali coś z klocków Lego i bawili się, że jedzie samochód i mój syn chciał coś powiedzieć, ale nie umiał i wtedy się rozpłakał.
To było straszne. To przeżycie, że on coś próbuje powiedzieć i nie może. Sytuacja, której nigdy w życiu nie zapomnę. Ostatecznie kilka miesięcy później doszło do udanej mediacji. Beata i Dirk ustalili, że ona odwołuje procesy, które wszczęła, a on i jego nowa żona nie ciągną spraw karnych przeciwko niej. Synek będzie chodził do szkoły w Niemczech i będzie miał nieograniczone kontakty z mamą. Beata i Moritz ukrywali się w Polsce od października 2008 roku do marca 2009 roku. Przez sześć miesięcy. Pomyślałam o Oliwii i Katarzynie. Wyobraża sobie Pani takie życie przez 7 lat? Nie wyobrażam sobie. Ja bym tego chyba nie wytrzymała.
No a przecież to nie było tak, bo ona też miała swoje powody, żeby wyjechać i tak dalej. To spotkanie nagrano z kamery ukrytej w torebce. Nie mogę Ci więc puścić jego fragmentów. Doskonale pamiętam jednak wrażenie dyskomfortu, jakie we mnie wywołało, gdy oglądałam je po raz pierwszy. Zdzisława i Mieczysław wydali mi się na nim zamknięci, jakby zamurowani. Ona dość apodektyczna i zaczepna, on pasywno-agresywny, jakby stłamszony przez żonę. Marii z kolei występowała tam w roli zagubionej petentki, której było mi żal. Ja w pewnym momencie tłumacząc jakby pewne rzeczy, to było mi tak autentycznie trochę przykro, bo nie za bardzo wiedziałem jak z jednej strony mając do czynienia z dość dużą rozpaczą, a z drugiej strony mając do czynienia z takim powiedziałbym, kiedyś na polskich dworach byli ekonomii i oni się charakteryzowali tym, że
Gdybyśmy doświadczali przemocy ze strony jego ojca, a ja nie widziałabym żadnej innej drogi wyjścia z tej sytuacji. Wiele matek przywołuje taki właśnie powód. Zrobiła to również Katarzyna. Zapytałam Marzannę Jakoniuk z Centrum Wsparcia i Mediacji dla Rodzin Zagrożonych Sytuacją Porwania Rodzicielskiego przy Fundacji ITAKA. Czy taki powód jest jej zdaniem wystarczający? Myślę, że przede wszystkim są inne sposoby, żeby o to bezpieczeństwo swoje dziecko zadbać, bo trzeba tutaj jasno powiedzieć, że porwanie jest formą przemocy. Więc nie dość, że dziecko tej przemocy doświadczało wcześniej w domu rodzinnym, to doświadcza je jeszcze poprzez bycie porwanym.
Jeśli Alberto ją odzyska, czy dziewczynka będzie podzielać jego szczęście? A może poczuje się niezręcznie? Czy po latach mieszkania z matką będzie w stanie nawiązać kontakt z hiszpańską rodziną? Czy niemal obsesyjne poszukiwania Alberta mają sens? Czy jego relacja z córką może jeszcze odżyć? W kolejnym odcinku Śledztwa Pisma opowiemy Ci między innymi o tym, jak Alberto zatrudnił najgłośniejszego polskiego detektywa. I o tym, jak przez pewien czas, zupełnie nieświadomie, mieszkał z Oliwią i Katarzyną niemalże po sąsiedzku. Słuchasz otwartej treści, którą udostępniamy w ramach promocji Pisma.
Pokazano wszystkie 14 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
Partnerem strategicznym trzeciego sezonu jest Audioteka. Partnerem dystrybucyjnym jest OpenFM.
-
Czwarty sezon Śledztwa Pisma prowadzą Maria Hawranek i Szymon Opryszek.
Producentami są: Piotr Nesterowicz i Barbara Sowa
Weryfikacja faktów: Marcin Czajkowski
Ilustracje: Mikita Rasolka
Tłumaczenie: Juan M. Sarabia Gutiérrez
Muzyka: Wojciech „Wojtall” Wierzba
Lektorzy: Alicja Dec i Grzegorz Szponder
Konsultacje i montaż: Agnieszka Szwajgier, Sounds and Stories
Realizacja dźwięku: Wojciech Lubertowicz
Nagrań dokonano w studiu: Produkcja Podcastów