Mentionsy Mentionsy
Ślady
Ślady

Szymon Fugiel - Czy się opłaca, czy nie. Zrób to i tak.

26.12.2025 ·58 min 40 s

Odpowiedź na ostatnie pytanie: 32:34Link do filmu dokumentalnego o Padwie: https://s.lazypanda.agency/kprpadwazamoscfilmdokumentalnyFizjoterapeuta. Prezes klubu piłki ręcznej.Szymon Fugiel to dowód na to, że w Zamościu można zbudować coś wyjątkowego – jeśli tylko masz odwagę robić to, co naprawdę kochasz.Jego droga zaczęła się na Karolówce, gdzie trener Żywicki wypatrzył go na szkolnych zawodach. Potem były lata gry w Padwie, studia, pierwsi pacjenci. I moment przełomowy – ta jedna pacjentka, która była tak zadowolona z terapii, że poleciła go dalej. I jeszcze dalej. Aż Szymon potrzebował pomocy, bo sam nie nadążał.To właśnie efekt motyla – nigdy nie wiesz, który moment, która osoba, która decyzja uruchomi lawinę zmian.Dzisiaj Szymon prowadzi Level Up przy krytej pływalni, pomaga ludziom wracać do zdrowia i jednocześnie buduje zamojską piłkę ręczną jako prezes KPR Padwa Zamość. Dwie kariery? Nie. Jak sam mówi – to po prostu droga z fajnymi ludźmi, gdzie tworzy się coś razem.A jego rada? "Nie patrzeć na to, czy się opłaca. Jeśli coś lubisz i sprawia ci przyjemność – rób to. A reszta się ułoży. Tylko potrzeba cierpliwości".Odcinek został zrealizowany w ramach stypendium artystycznego Prezydenta Miasta Zamość#visitzamosc

Dzisiaj naszym gościem jest Szymon Fugiel, fizjoterapeuta i właściciel Level Up oraz prezes KPR Padwa Zamość. Witam serdecznie, cześć Kasper. No i zanim zaczniemy to jeszcze szybkie sprawy organizacyjne. Czyli ten odcinek powstaje w ramach stypendium artystycznego prezydenta miasta Zamość. Znajdujemy się w jednym z gabinetów. Level Up, który znajduje się u Przyzomińskiego 62A. A możecie to bardziej kojarzyć jako budynek krytej pływalni OSIR w Zamościu. Tak jest, dokładnie. To mam takie krótkie podsumowanie na początek. Szymon udowadnia, że można zbudować dwie kariery jednocześnie. Fizjoterapia, która pomaga ludziom wracać do zdrowia w swojej praktyce w Level Up, ale też prezes klubu piłki ręcznej KPR Padwa Zamość.

Czyli w sumie to, co na samym wstępie było. I chciałbym, abyś nas na początek zabrał do swoich początków. Początków, jak to wyglądało z piłką ręczną u Ciebie. Początków. Może odniosę się najpierw do tego, co powiedziałeś, do tych karier. Ja nie podchodzę do tego może jako kariera. I tylko raczej taka droga gdzieś tam w życiu, w której na swojej drodze mamy fajnych ludzi i tworzymy to razem. Ja jakby pomagam i kreuję jakiś tam pomysł na to wszystko, a jest dużo ludzi, którzy jest tu zaangażowanych i dlatego to się udaje. Natomiast jeżeli chodzi o początek mojej takiej przygody z piłką ręczną, no to sięgam pamięcią do czasów gimnazjum.

To wtedy tak. Zdarzają się osoby, które zaczną trenować powiedzmy na początku liceum i są po prostu talentami, bo gdzieś sportowo są uzdolnieni i załapią i są w stanie grać, ale im wcześniej tak naprawdę tym lepiej. No bo mamy tak MKS i też KPR. I tylko, że jeśli dobrze kojarzę to jeszcze Bajwa chyba coś zaczyna z małymi też robić, żeby ich tak przekonać do tej piłki. Nawet Wiktor Kawka wcześniej, znaczy w sensie jeszcze ma młodsze dzieciaki. Bajwa grał, skończył grać ze względu na urazy. Podjął taką decyzję, że zostaje trenerem.

Myślę, że fajny kierunek. I ma grupę dzieciaków chyba od czwartej klasy. Nie chcę tutaj gdzieś tam skłamać. I prowadzi dla nich zajęcia. Z tego co z nimi rozmawiałem, naprawdę fajne dzieciaki i tam jest potencjał. Wiktor Kawka, nasz zawodnik aktualny KPR Padwa Zamość, ma grupę dzieciaków 1-3. Tak naprawdę i to fajnie, że jakby otwieramy się jako Zamość, jako Zamońska Piłka Ręczna na coraz to młodsze roczniki. A trzonem tego szkolenia młodzieżowego jest właśnie MKS Padwa Zamość i szczególnie właśnie Damian Morawski i Michał Zielonka, którzy za to szkolenie już od wielu lat, kiedy tak naprawdę ja wróciłem do Zamościa po studiach

To oni tym szkoleniem wraz z trenerem jeszcze czerwonką zajmowali się młodzieży i to tutaj dla nich ukłony za tą pracę. Fajnie, że nasi zawodnicy byli aktualni i dołączają do tego pionu szkolenia. Tak z perspektywy też znowu lat, bo jak zaczynałeś grać i przeszedłeś sporo szczebi w drużynie i ogólnie związanych z piłką ręczną, to uważasz, że u nas w Zamości jest jednak coraz więcej osób się zgłasza? Czy teraz raczej są podobne liczby? Wiesz co, jak mogę patrzeć na zasadzie tego, jak my zaczynaliśmy, jak u mnie się ta drużyna, ta ilość zawodników klarowała, myślę, że chyba było nas troszeczkę mniej.

Ale ta liczba była zbliżona z tym, że tak jak mówię, ja zacząłem trenować w gimnazjum, czyli to jest aktualnie końcówka podstawówki. No i w tym okresie teraz tych zawodników jakby na tym poziomie u nas w tym szkoleniu młodzieżowym jest więcej niż tych zawodników, których my mieliśmy wtedy. Okej, to w sumie to dobrze. To dobrze. Bo jest niż demograficzne. Nie, no to jest dobrze. Także myślę, że ten głód Szczypiorniaka w Zamościu jest duży i cieszę się, że dzieciaki chcą to trenować. I nie tylko tutaj w Zamościu, bo też tutaj chociażby w Chórbyszowie. Unia Chórbyszów wystartowała z sekcją piłki ręcznej.

I efekty tego co ty nagrywałeś tak naprawdę z nami przez cały sezon mogliśmy zobaczyć w kolejnym sezonie, gdzie graliśmy miejsce do barażowe. A ci zawodnicy już są niektórzy wiele lat z nami i też to teraz funkcjonuje, progresuje na ten czas. No tak, fajnie właśnie wrócić po czasie i sobie odświeżyć jak to było. No i plus to też było powstanie KPR-u, no tak, to było powstanie właśnie wtedy, ta transformacja, nowy trener, nowe władze i tak dalej, i tak dalej. Tam jest o tym, można o tym posłuchać, pooglądać, jest więcej. W pewnym momencie już grałeś, przyszedł czas wyboru studiów i zdecydowałeś się na fizjoterapię. Czy to miało jakieś połączenie ze sobą, czy po prostu taki kierunek, bo akurat ci się spodobało w tamtym momencie?

Zacząłem tak patrzeć na to i mówię, no w sumie czemu nie. I tak po wielu przemyśleniach podjąłem decyzję, że idę na fizjoterapię, sprawdzę, zobaczę jak mi tam będzie szło. Pójdę na fizjoterapię akurat do Radomia, tam będę grał w zespole AZS-u i tam z zespołem właśnie grałem. Blisko mam do Warszawy z Radomia, żeby dojeżdżać do Justyny i tak mówię, zobaczymy, co ten rok pokaże. Będę się trochę przygotowywał w razie czego do matury, bo tak naprawdę miałem chemię do poprawienia, żeby móc powrotem ewentualnie wystartować na studia, na medycynę. Ale tak mi się spodobało na tej fizjoterapii.

Ja grałem cały czas, codziennie miałem treningi. Pierwszy rok studiów grałem w Radomiu, to miałem bliziutko, bo miałem akademik, 300 metrów i hala. To super warunki do treningu. Później ten zespół w Radomiu się rozpadł, zyskałem jakichś różnych problemów finansowych. I dostałem, wraz z kolegami z drużyny, propozycję z Ostrowca Świętokrzyskiego, żeby tam u nich grać. No i już te 80 kilometrów codziennie, nie, trzy razy w tygodniu, na trzy treningi w tygodniu dojeżdżaliśmy do Ostrowca przez dwa lata. I czwarty ten to był dzień meczowy, więc trochę kilometrów było zrobionych i cały czas łączyłem i studia i granie, że tak powiem, gdzieś.

Okej, to zrozumiałeś praktykę. Tak. I właśnie to testowanie. No bo ja pracuję na co dzień w szkole, w technikum. No i teraz ty mówisz, że uczyłeś się, studiowałeś, plus jeszcze granie, treningi, nauka, no bo fizjoterapia, czy w ogóle cokolwiek związane z medycyną wymaga dużo nauki. Jak dawałeś radę to połączyć wszystko? Więc co, powiem Ci tak. Po trzecim liceum, u Pani Stopy Rektor, serdecznie pozdrawiam. Tyle było nauki, ja się tyle uczyłem w liceum, że na studiach to mogę powiedzieć, że się nie uczyłem. Wiele egzaminów, do których podchodziłem z takich, mikrobiologia, coś, ja to wszystko miałem.

To dopniemy parę tematów, to i już zaczynam działać w tej, jako zakładać działalność. Założyłem działalność i tak powolutku zacząłem działać. Od pokoju u mojego dziadka na górze, w którym tam mieszkałem w domu, leżankę, po jakiś tam mniejszy gabinecik, potem po tutaj to miejsce, a może za jakiś czas gdzieś coś jeszcze innego, zobaczymy. A miałeś jakieś plan B? Czy miałem jakieś plan B? Nie. Ok, wszystko na plan A? Ale wtedy też jeszcze grałeś. Tak, tak. Tu przyjechałem i tu już jakby pół roku przed moim przyjazdem to ze Sławkiem Turem rozmawiałem. Mówię, że mam taki plan, żeby wracać i zróbmy tam, podziałajmy w tym kierunku, żeby ta druga liga ruszyła.

Wystartujemy, damy radę, jakoś zbierzemy kilku chłopaków, fajna jest młodzież. Zbierzemy, spróbujemy kogoś ściągnąć z naszych byłych zawodników. Ja wrócę, Tomek Samoszczuk z Biłgoraja Przerpaweł. Maciocha, chłopaki nam pomagali i fajny zespół się skleił i powoli, powoli budowaliśmy to. Też się tak dosyć rozrosło wszystko. Tak jakby pewnie na mapie Zamościa, chociaż z tego co widziałem też macie zawodników ze świata. Chyba był jakiś bramkarz nasz, jeśli dobrze pamiętam, z Niemiec, czy ktoś taki? Gdzie? U was nie było? Bramkarz z Niemiec, czy u nas był? No, bo coś kojarzę w sensie nad jakichś Tik Tokach, czy czymś innym, że właśnie mieliście osoby takie poza Zamością, które przyjeżdżają do was na właśnie tą fizjoterapię sportową.

Dopóki są... No to jest przykre, ale dopóki są pieniądze, to ma możliwość iść w tym dobrym kierunku. Jeżeli nie ma, no to... To ona będzie, ale nie w takim wydaniu jakim jest albo i może być. To niestety, ja tak zawsze mówiłem, że nie lubię tego czynnika, tych pieniędzy gdzieś tam w sporcie, ale nie da się bez tego, bo to są ludzie, którzy tutaj, ci zawodnicy mają swoje rodziny. Oni nie tylko grają, ale u nas na Wodnicy też i pracują i z czegoś muszą żyć i żeby to poszło jeszcze dalej, w jeszcze większym kierunku, no to musi być zaangażowanie jak największej liczby osób, całego środowiska tutaj i świadomość ta, że to

I wiesz, doma internetu oglądam, różne rzeczy trafiam, np. patrzę filmik i jakiś gościu tyk, pu, pu, tu, tu robi mowy. Kurde, gościu, właśnie to co podobnie jest tam za granicą, właśnie tam widziałem. Ja te rzeczy robię, ale na mniejszą trochę, jakby też nie aż w takim stopniu, nie aż tak dużo tych technik, które są tam wykonywane. Jak mu to łatwo idzie? I napisałem filmik do Kamila Żądkowskiego. Napisałem mu wiadomość. Mówię, słuchaj, czy robisz szkolenia? Czy mogę jakoś się u ciebie spotkać, coś się nauczyć? Mówi, robię i odpisał. Robię szkolenia, akurat mam grupę tu i tu wtedy za jakiś tam czas. I... Dobra, to przyjeżdżam. Przyjechałem, krótka, fajna grupa mała, 10 osób, naprawdę można się było nauczyć. I taki kurs czteromodułowy chiropraktyki, zacząłem to robić i to naprawdę mega mi otworzyło głowę na dalsze działanie.

Będę miał możliwość, mam nadzieję, że to się uda, być w Stanach i na tych pacjentach w klinice amerykańskiej móc ćwiczyć i zobaczyć jak to tam wygląda. Także to całe życie się człowiek uczy. No to super, to fajnie, że będziesz mógł właśnie pojechać za ocean i zobaczyć jak oni tam pracują. No mam nadzieję, że to się uda, bo to taka świeża informacja, że być może taka możliwość będzie i tam się.. Mam zaklepane miejsce, ale to jeszcze mamy trochę czasu. Jestem ciekaw, w sumie to będzie trzeba wtedy się spotkać na chwilę po galec. Jestem ciekaw właśnie jak zobaczysz różnicę w ich podejściu, jak to tam się pracuje w porównaniu do tego co jest u nas. No też jestem ciekawy. Mam na razie tylko informacje na ten temat, bo ja u tego Larsa Gunnara, który to.. doktora Larsa Gunnara.

Byłem już dwa razy na szkolenia z metody Gonstead. Mega to jest trudne. Opowiadał jak to wygląda i ten właśnie kolega Kamil był też tam u nich w Stanach. Tam jest z chiropraktykiem tak jak z barberem w Polsce. Czyli praktycznie na każdym rogu masz barbera, to tam masz chiropraktykę. Jest trochę inne podejście. Tam wizyty są robione, trwają na przykład 5 minut, 7 minut i jedna, dwie manipulacje, pacjent wychodzi i przychodzi regularnie. O tak, tak jest podejście. Inna jest świadomość. I tam też z tego co wiem, nie trafiają pacjenci aż tak przewlekli jak do nas trafiają. Czyli z dolegliwościami, którzy przychodził pacjent i jego boli coś dwa lata i ma już takie kompensacje, takie napięcia i on z tym nic nie robił na przykład.

Bo myślał, że tak ma być. A, że może jakoś przejdzie. I przychodzi po dwóch czasach, nieraz dłużej, z pewną rzeczą. I zanim ty coś ogarniesz, żeby to wyszło na prosto, to trzeba chwilę popracować. A tam jest podobno, nie wiem, zobaczę jak to będzie wyglądało, inne podejście takie, że inna świadomość ludzi, że już tacy przewlekli pacjenci się nie zdarzają. Nie, to zgodzę się, że to właśnie jest tak, że coś mnie boli, to idę prywatnie, ze względów różnych, a jeżeli jak u nas, że właśnie się trzyma, trzyma ten ból i tak jak mówisz, że dopiero już na sam koniec, jak już taki przeżywający jest. Tak, że nic nie pomaga, no to pójdę. No i wtedy jest. Więcej pracy, trochę trudniej. I nie tylko naszej pracy jako terapeutów, ale przede wszystkim pracy tej osoby nad sobą, nad zmianami pewnymi.

Bo coś to spowodowało, jakieś funkcjonowanie spowodowało, że ten stan jest i skąd się to wzięło. I tu kluczem jest zmiana pewnych nawyków, że człowiek musi zmienić sobie ten tryb, uświadomić sobie, od teraz robię tak, tak, tak, tak, a nie robię tego, tego, tego i tak. Prowadzicie prywatny gabinet. Wtedy kilka osób was tutaj jest. Czy się nie bałeś, że to trochę nie wypali, bo u nas większość właśnie na NFZ chodzi ludzi. Nie bałeś się? Nie. Nie bałem się. Po prostu wiedziałem, że Że to się uda. I nawet nie bardzo, wiesz, nie zakładałem do przodu, nie patrzyłem co ja chcę, żeby tu było, tylko po prostu wiedziałem co chcę robić i mi to sprawiało przyjemność.

No dobra. I już teraz jest fizjoterapeutką. Świetną fizjoterapeutką ma pacjentów. I została z różnych takich względów. Przemek gdzieś szukałem. Miałem już potrzebę, żeby ktoś mi pomagał przy ortopedycznych pacjentach. Było sporo pacjentów. Zadałem ogłoszenie, zaraz się trafiłem na Przemka. Przemek wtedy mieszkał w Lublinie, dojeżdżał z Lublina i został tutaj, przyjechał. Jego żona pochodzi, wtedy dziewczyna była, pochodziła tutaj od nas, z naszego regionu, z Łabuń. Ona mieszkała, wykończyła studia jeszcze w Lublinie, a Przemek już u niej mieszkał w domu. No i potem okazuje się, że ona się zajmuje fizjoterapią dzieci i gdzieś tam w tym kierunku chcieliśmy, to róbmy to.

Powstawał SMS Kielecki, ten, który tutaj z nami gra w Lidze teraz, tworzył się i tam miałem zapytania, czy nie chciałbym zostać tam, mieć tam gabinet u nich i zajmować się jako tam fizjoterapeuta w SMS Kielce. Zresztą się trochę składało już, tu Asper, przepraszam tutaj. SMS ten kielecki, już jakaś stabilność się tworzyła, już miałem pierwszych pacjentów domowych, trochę mi się zaczynało to układać. I mówię, no tutaj też bym sobie poradził, w sensie już miałem jakieś środki z tego, ale nie, mówię nie, nie. Bo to też, to wspólnie tak, nawet mieliśmy próbę, mieszkaliśmy pół roku razem gdzieś tam w trakcie, w tych Kielcach, szukała sobie jakiejś tam alternatywy dla siebie.

Pokazano wszystkie 20 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.