Mentionsy Mentionsy
Skądinąd
Skądinąd

#238 Czym jest nadzieja? Rozmowa z dr. Wojciechem Zalewskim

14.09.2025 ·1 godz 3 min

W najnowszej odsłonie „Skądinąd” gości dr Wojciech Zalewski, filozof i eseista, autor książki „W poszukiwaniu nadziei. Eseje filozoficzne”. A rozmawiamy o tym, czym jest nadzieja. Rozmawiamy także o nadziei w perspektywie filozofii. O tym, czym nadzieja różni się od wiary. O nadziei dotyczącej spraw ostatecznych oraz tych całkiem przyziemnych. O różnych współczesnych kryzysach i poszukiwaniu nadziei na wyjście z nich. O nowych technologiach, przebodźcowaniu, deficycie uwagi i poczuciu beznadziei. A także o wielu jeszcze innych sprawach. Owocnego słuchania!

Gabriel Marcel, to jest ten filozof, który po dziś dzień jest takim moim głównym źródłem inspiracji. I tak gdzieś jako ten chłopak, licealista, czytając tych głównie autorów, a nie tylko ich, czytając także o różnych innych autorach, nie tyle źródłowo, co w opracowaniach. historii filozofii Tatarkiewicza, czy później w dwóch tomach historii filozofii Tadeusza Gadacza, gdzieś rzeczywiście krystalizował się w mojej głowie taki oto pomysł, że filozofia jest taką nauką, dyscypliną, która gdzieś odpowiada za... Za ten problem nadziei, jakiegoś takiego ukierunkowania się w stronę tego, co absolutne.

nie byli ani osobami, które się jakoś do tradycji chrześcijańskiej przyznawały, ani też osobami wierzącymi. To jest rzeczywiście tak, czy że filozofia nie tak bardzo chętnie i obficie tą nadzieją się zajmuje, czy to jest moje niezupełne, błędne widzenie tego, jak to pole w filozofii jest rozbudowane w gruncie rzeczy? Nie, nie, na pewno nie jest to główny jakiś motyw współcześnie, prawda, współcześnie. No oczywiście są tacy autorzy dwudziestowieczni jak Bloch, jak właśnie Marcel, jak Fromm. który o nadziei także coś miał do powiedzenia, są tacy autorzy jak no Wiktor Frank także, on o tej nadziei jako takiej tam bardzo dużo nie mówił, ale jednak to przesłanie i to pojęcie też się u niego pojawia, ale tak, współczesna filozofia.

A chciałem cię zapytać, jak ty właściwie tą nadzieję definiujesz? Bo jak to w przypadku takich pojęć i na gruncie filozofii i w ogóle humanistyki, no to... Można rozporządzać rozmaitymi ich definicjami. Nie jest tak, że mamy tylko jedną definicję nadziei. To powiedz, jak ty ją definiujesz, która definicja jest tobie najbliższa? Ja od razu powiem, że ja od pojęcia definicja w sensie ścisłym... Nie mówię w sensie ścisłym oczywiście. Jasne, staram się nie definiować, nawet o tym często piszę, że właśnie staram się odchodzić od pewnej definicji. Natomiast oczywiście odnoszę się do pewnych dookreśleń, do pewnych jakichś rozpoznań i mi bliska jest ta perspektywa zarysowana właśnie przez Gabriela Marcela,

który w swoim takim dużym eseju pod tytułem Zarys fenomenologii i metafizyki nadziei na samym początku mówi, czym nadzieja nie jest. Nadzieja nie jest oczekiwaniem i nadzieja nie jest postawą optymistyczną, mówi Marcel. Oczekujemy zawsze na coś bardzo sprecyzowanego, na coś konkretnego. Umawiamy się gdzieś w jakimś miejscu na godzinę dwudziestu, dajmy na to, i oczekujemy, że to wydarzenie nadejdzie za ileś godzin czy za ileś dni. Nadzieja nie jest takim oczekiwaniem na jakiś bardzo sprecyzowany punkt, na jakieś bardzo sprecyzowane wydarzenie. Nie jest także, mówi Marcel, ja się z nim zgadzam, optymizmem.

większy lub mniejszy, bardziej banalny lub bardziej taki złożony, no właśnie cierpimy. Człowiek jest bytem skończonym, nie może osiągnąć wszystkiego, nie może wszędzie być, nie może wszystkiego zobaczyć, wszystkiego poczuć, we wszystkim się spełnić. Jesteśmy skończeni i Marcel odkrywa, że ta skończoność, ona się finalizuje, zwieńcza właśnie w tym pojęciu naszej śmiertelności, znaczy mamy jakiś czas. Nie jesteśmy bytami nieskończonymi, tylko skończonymi, śmiertelnymi. A śmierć, która jest obecna już tu i teraz w naszych ograniczeniach rozmaitych, to jest coś, co on ocenia jako coś złego.

To jest zło. To źle, że tak jest. Więc... jakbym miał zdefiniować nadzieję, żeby to krótko podsumować, to to jest pewne wychylenie się, pewna otwartość na dobro, na jakąś obietnicę w konfrontacji ze złem, ze śmiercią. Dlatego nadzieja nie ogranicza się tylko do tego wymiaru sekularnego, tu i teraz, dzisiaj, jutro, pojutrze, za dziesięć lat, ale jest także w niej ta śmiałość, w cudzysłowie, ale jednak zaglądania poza ten horyzont śmierci, poza tą granicę śmierci, w stronę jakiejś nieskończoności, jakiejś obietnicy, więc jak gdyby z konieczności ta nadzieja filozoficzna, o której mówi Gabriel Marcel, ona się jakoś zazębia z tym wymiarem

Ja sobie wyobrażam, że są ludzie, którzy mają nadzieję w takim sensie, o jakim mówi Gabriel Marcel, to znaczy wychylają się w stronę pewnego wymiaru nieskończoności, mają jakąś nić zaufania, że oto po śmierci coś jest i to coś jest dobre, ale wcale tacy ludzie nie wchodzą od razu na grunt konfesji takiej czy innej wiary, religii. Więc Oczywiście mogą wejść, ale nie jest to konieczne, żeby nie stracić nadziei. Inna sprawa jest też taka, to też jest taki mój problem, jako w książce nie stawiam, nie analizuję, to jest rzecz, która, jak mówię, wykuwa się gdzieś w moich tekstach, które powstają w tej chwili, powiedzmy.

Ten wymiar, jak to się w profesjonalnym języku filozoficznym mówi, wymiar transcendencji, on zamieszkuje jednak, by tak się wyrazić, temat, przepraszam, nie temat, tylko obszar immanencji, konkretnej właśnie, tu i teraz, jakiegoś, które się toczy. Ty wspominasz kryzys ekonomiczny, kryzys globalny, polityczny. Ja muszę powiedzieć, że ja się taką myślą społeczno-polityczną, powiedzmy, jak dotąd nie zajmowałem, nawet uciekałem od niej, Kiedy myślałem właśnie o nadziei metafizyczno-religijno-filozoficznej powiedzmy, ale w książce też o tym bardzo dużo piszę w odwołaniu do filmów Ingmara Bergwana na przykład, czy właśnie w odwołaniu do Alberta Camus, Gabriela Marcela.

I co wtedy się w nim zaczyna rodzić? Jakiś rodzaj nieszczęścia, jakiejś rozpaczy właśnie. Rozpacz jest, chociaż klasycznie rzecz biorąc, beznadzieją właśnie, aktywną beznadzieją, która człowieka gdzieś od środka wypala i wysusza, zabija w końcu. Marcel gdzieś tam powiedział, że rozpacz to jest fascynacja i zafascynowanie ideą własnego zniszczenia. Człowiek jakby wyprzedza własne skończenie, własną śmierć, własny koniec jakoś. Więc brak zaufania. Brak zaufania w codziennych małych Tak bym to, jeśli już bym musiał, jakoś zgeneralizował, mając oczywiście świadomość, że to jest pewne uproszczenie.

Pokazano wszystkie 9 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.