Mentionsy Mentionsy
Ścieżki miłości | Radio Katowice
Ścieżki miłości | Radio Katowice

Ścieżki miłości odc. 71 – Leonor Fini

10.09.2022 ·22 min 27 s

Leonor Fini, argentyńsko-włoska malarka surrealistyczna jest bohaterką kolejnej audycji Marka Mierzwiaka. Mimo bliskich związków z kręgiem surrealistów, sama nie uważała się za jedną z nich. Jednak jej prace wystawiano często razem z dziełami surrealistów. Jej obrazy są bardzo osobiste i symboliczne, czasem nieco teatralne. Widać w nich fascynację kobiecym ciałem i seksualnością. Seksualność, sex, erotyzm, to wszystko towarzyszyło jej przez całe życie. Nie istniała bez kotów i miłości. Szczególnie w związkach upodobała sobie... trójkąty. O Leonor Fini, pięknej kobiecie, którą bez wątpienia była, ale i o kobiecie wyzwolonej, która znała poczucie swojej godności i siły, opowiada prof. Krystyna Wojtynek Musik, a realizacja dźwiękowa jest dziełem Jacka Kurkowskiego.

Ścieżki miłości Kocica. Gatto po włosku oznacza kot. Gattoro to był jej pierwszy kochanek, bardzo ważny pan w jej życiu, Achille Funi. I on się nazywał Gattoro, czyli jestem kocisko, jestem kot, jestem niepoznawalny, jestem tajemniczy. A do niej zaczął po prostu naturalnie mówić, że jest jego gattorą, czyli kocicą. I tak oto to słowo gattora Przylgnęło do Leonor dlatego, że rzeczywiście koty są niezbywalną częścią jej życiorysu.

Ona w najlepszych okresach miała ich 15. Każde było na tyle znaczące, że kiedy po kolei te koty umierały, to ona załatwiała im nagrobki. Teraz proszę sobie wyobrazić, że płyty na te małe kocie nagrobki były wyszukiwane w antykwariatach. I to były bardzo często zupełnie ciekawe kawałki antycznych części architektury. To świadczy o niewyobrażalnej miłości do kotów. Ona się z nimi utożsamiała nie tylko na poziomie fizycznym, bo one ją po prostu zadziwiały swoim pięknem i swoim nieujarzmionym urokiem, ale ona czuła, że ma taką samą naturę jak koty, czyli Chadza własnymi ścieżkami, nie pozwala się zdominować, robi co chce i jest absolutnie niekontrolowalna.

Po wojnie zaraz się z nim rozstała, ale miała takie przekonanie i często o tym mówiła, że jeden raz powiedziała barbarzyństwu polityków – nie. Ta pierwsza trójka, o której mówiliśmy, po jakimś czasie w sposób naturalny została pochłonięta przez życie. Ale w 1952 roku ona poznaje Kota Jeleńskiego, a w 1941, czyli parę dobrych lat przedtem, poznaje Stanisławo Lepry. Dlaczego ci dwaj ludzie są tak ważni? Oczywiście obaj są homoseksualistami, obaj są wrażliwi, obaj są piękni, obaj kochają sztukę i kochają wszystkim Leonor. Stanisław dla niej porzuca karierę dyplomaty. Po prostu proponuje jej związek.

Postać ze wszystkich mężczyzn najważniejsza. Konstanty Kot Jeleński. On był dla niej uosobieniem wszystkiego, czego szukała w ludziach w ogóle, nie tylko w mężczyznach. Czułość, delikatność, uprzejmość, szaleństwo, żywiołowość, nienaganne maniery, a jednocześnie cudowne poczucie humoru, liryzm obok tragizmu. Zresztą Gombrowicz pięknie Kota Jeleńskiego scharakteryzował mówiąc tak, wiesz, my jesteśmy jak dwaj żołnierze, niby się śmiejemy idąc na śmierć, ale ani na moment. Nie zapominamy o tragizmie i to połączenie tragizmu życia, nieprzewidywalności losu. Pamiętajmy, że Kot Jeleński w 1939 roku wyjechał z Polski, służył u Maczka, przeszedł kampanię wrześniową, był nieprawdopodobnie związany z Polską, do której nigdy już nie wrócił, ponieważ nie znosił Polski komunistycznej i tam zostałby prawdopodobnie zdławiony.

Mieszkają we Troje, menage a trois, czyli trójkąt, coś co się nazywa u nas partnerstwem we Troje. Lepri kocha się również z Konstantym, ponieważ jak mówię, są homoseksualistami, ale w środku jest ona i ona w sposób naturalny patrzy na to, że oni się kochają ze sobą, kochają się z innymi, ona sama także ich zdradza, to z tym, to z owym, ponieważ zawsze interesowało ją piękno. A piękno nie znosi nudy, przestoju, jakiegoś rodzaju statycznych układów. A więc nie możemy w ogóle na nich patrzeć z punktu widzenia tak zwanych norm społecznych przyzwoitych czy burżozyjnych. To jest niemożliwe. To są trzy wolne duchy. Tak jak trzy wolne duchy to była ta pierwsza trójka, która tak bardzo dla niej ważna.

I to samo dotyczy więzi. To co daje jeden człowiek, to jest tylko jednostkowa opowieść, ale to co daje kilku, to już jest powtórzona, powielona opowieść o nowe fragmenty życia, o nowe doświadczenia życia. Jednym słowem, Leonor kocha, ona kocha ich wszystkich, tak samo jak kocha swoich 15 kotów, tak samo jak kocha swoje przyjaciółki. Ona naprawdę kocha, ona się wzrusza, ona jest tkliwa, czuła, a za chwilę wyrzuca za drzwi, krzyczy, obraża, ponieważ wystarczyło, wystarczyło, kiedy kot powiedział, że ten obraz Nie powinien być na tej wystawie. Ona wpadała w szał. Jasne, bo ty nie cenisz mojego malarstwa, bo ja ci się nie podobam, bo ty mnie nie rozumiesz.

Wpadała w łzy, w awantury. Jednym słowem, ona była bardzo trudna we współżyciu i absolutnie narcystyczna. Wszystko, co robiło, musiało być adorowane, musiało być chwalone. W przeciwnym razie natychmiast się obrażała. Mimo sprzeczek i zawirowań ich miłość trwała przeszło trzydzieści lat. Czarne słońce melancholii. Tak mówił o Leonor Kot Jeleński. Kiedy kot jeleński umiera, ona krzyczy, krzyczy, kocie, kocie, nie odchodź. I tak jakby przeczuwała, że wraz z odejściem kota, po 30 lat tego niesłychanie silnego związku, nastanie pustka, której już nikt nie wypełni.

Do tej pory każdy odchodzący kochanek bardzo szybko był zamieniany przez innych. Ale po kocie nie można było zapełnić tej pustki. Stanisław umarł w 80, Kot w 87. Te 7 lat we dwoje, jakkolwiek z przelotnymi relansami, ale we dwoje sprawiło, że i Kot i Leonor oni się przenikali sobą. On umarł na AIDS i to była śmierć bardzo łagodna. Bóg go kochał, bo pozwalał mu odchodzić po wlódku stopniowo, łagodnie. On zasłużył na to, bo było to serce bijące dla wielu ludzi. Było to serce, był to intelekt, była to osobowość o takiej szlachetności jakiej nie spotyka się ani w świecie arystokratów, ani w żadnym innym.

Kiedy go zabrakło, ona się rozpadła. Ludzie jej nie poznawali. Szlochała, wpadała w depresję, nie miała siły malować, nie miała siły wstawać. Ona uosobienia witalności. Ona była absolutnie zmiażdżona śmiercią kota. Wiek 89 to wiek, kiedy kobieta traci wszelkie atrybuty. Ona chodziła już w czarnej sukni, szczupluteńka, wiotka, krucha. Oczywiście farbowała te swoje włosy dawniej kruczoczarne, ale już była cieniem samej siebie i umarła tak samo delikatnie jak kot we śnie.

Stanisław Lepry, Konstanty Kot-Jeleński i Leonor Fini spoczywają w jednym grobie na wzgórzu, nad francuską Loire'ą.

Pokazano wszystkie 10 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.