#285. Skok na Muzeum
Muzeum Sztuk Pięknych w Montrealu. Największy łup w historii Kanady. Muzeum Isabelli Stewart Gardner w Bostonie. Skradziono eksponat o wartości ponad ćwierć miliarda dolarów. 00:00 Wstęp 01:13 Muzeum Sztuk Pięknych w Montrealu 12:57 Muzeum Isabelli Stewart Gardner w Bostonie
Wszystko czego dziś chcę. To urodzinowe hity z Intermarché. Jak ziemniaki 5 kg jedynie 4,95, a od wtorku ćwiartka z kurczaka kilogram 5,99. Z kartą moje Intermarché. Intermarché. Wszystko czego dziś chcę. Rabusie musieli dostać cynk od kogoś z pracowników muzeum. W 81 minut skradziono dzieła sztuki o wartości 600 milionów dolarów. Sceny zbrodni w RMF FM. Dzisiaj mówimy w Scenach zbrodni o skokach, ale no właśnie, nie na bank. Te skoki na bank to historie, które często trafiają na ekrany. Misternie zaplanowane akcje, złodzieje, którzy ocierają się o perfekcję, by zgarnąć łupy, o jakich zwykłemu śmiertelnikowi się nawet nie śniło.
Banki stanowią nie lada wyzwanie dla rabusiów. Są jednak tacy, którzy Idą do muzeum. I efekt jest równie spektakularny. Opowiemy o napadzie na Muzeum Izabelli Stuart Gardner w Bostonie. Podczas tego skoku skradziono najcenniejszy eksponat w historii o wartości ponad ćwierć miliarda dolarów. Zrabowanych dzieł nie odnaleziono do dziś. Niestety podobny efekt miał skok na Muzeum Sztuk Pięknych w Montrealu. Największy łup w historii Kanady dosłownie przepadł. Zaraz szczegóły. Tu Sceny zbrodni. Nasz dzisiejszy temat. Skok na Muzeum. W tym przypadku Muzeum Sztuk Pięknych w Montrealu. Zostało założone w roku 1860.
Główny budynek imienia Williama Sutherlanda Maxwella powstał przy ulicy Sherbrooke, w dzielnicy, w której zamieszkiwały najbogatsze i odnoszące największe sukcesy rodziny Kanady. Dziś dzielnica znana jest jako Golden Square Mile. Przez pierwszy wiek działalności tej instytucji muzeum odwiedzali głównie mieszkańcy tej anglojęzycznej dzielnicy, elita, przeważnie brytyjskiego pochodzenia. I to właśnie ona z datków i darowizn utrzymywała swoją dumną instytucję. Ona też przekazywała tu dzieła wielkich mistrzów, Rubensa, Rembrandta i innych. Sztuka od XV do XVIII wieku. Zmienia się jednak sytuacja polityczna w Kanadzie. W latach 50. XX wieku prowincja Quebec była już zdominowana przez ludność francuskojęzyczną.
Obywatele brytyjskiego pochodzenia wobec narastających wobec nich wrogich nastrojów i wobec dążeń separatystycznych tej prowincji dla bezpieczeństwa wyjeżdżali do Toronto. Muzeum bez wsparcia bogatych sponsorów zaczęło podupadać. Ludności frankofońskiej z kolei kojarzyło się z czasami słusznie minionymi. Co prawda zaczęły je wspierać finansowo władze miasta, prowincji i rząd federalny, ale to wystarczało zaledwie na 40% potrzeb. Problemy finansowe tej instytucji narastały. W końcu, na początku lat 70., to prywatne muzeum stało się czymś w rodzaju półpublicznej organizacji non-profit. Zmieniło też nazwę na francuskojęzyczną.
Zaczęli się pojawiać nowi sponsorzy z nowych frankofońskich elit. Muzeum znów zaczęło dobrze prosperować. Tak dobrze, że dotychczasowy budynek okazał się zbyt ciasny. Planowano więc zamknąć główną siedzibę, by przeprowadzić w niej remont generalny. Miał się rozpocząć w 1973 roku. Okno musiało zostać zdemontowane. A muzeum nie było stać na zabezpieczenie tego włazu osobnym systemem alarmowym. Z tej sposobności postanowili skorzystać rabusie.
To wtedy dochodzi do akcji nazywanej Skylight Caper. Z angielskiego pierwsze słowo oznacza okno dachowe, świetlik. Drugie słowo w żargonie przestępczym tłumaczy się jako skok, napad, afera. Skok przez okno dachowe. Wiele tłumaczy, jest takim Spoilerem do tej historii. Dodam jeszcze jeden spoiler. Była to największa kradzież dzieł sztuki w historii Kanady. W Scenach zbrodni. Skok na Muzeum. Kanada. 4 września 1972 roku. Poniedziałek. Ale to nie jest zwyczajny poniedziałek. Trwa właśnie długi weekend. Zgodnie z narodową tradycją wielu obywateli bierze w tym czasie urlopy i odwiedza rodziny w dalszych prowincjach lub wyjeżdża na wczasy zagraniczne.
Tak zrobili między innymi prezes zarządu Muzeum Sztuk Pięknych w Montrealu oraz dyrektor tego muzeum i dyrektor do spraw bezpieczeństwa. Wszyscy trzej najważniejsi decydenci w tej placówce spędzali wakacje za granicą w Stanach Zjednoczonych i Meksyku, co będzie miało swoje konsekwencje. Przenosimy się na dach wspomnianego muzeum. Minęła właśnie północ. Na tym dachu pojawia się trzech złodziei. Weszli na budynek prawdopodobnie po jego zachodniej ścianie, od strony kościoła św. Andrzeja i św. Pawła. Według późniejszych ustaleń, jeden z rabusiów miał na nogach buty, jakich używają monterzy, do wspinania się na słupy telefoniczne. Wspiął się na drzewo rosnące przy ścianie muzeum i z niego przeskoczył na dach.
Następnie wciągnął na linię długą sznurową drabinę. Po niej jego dwaj koledzy wspięli się na dach. Wykorzystali fakt, że okno dachowe przechodziło renowację, że wyłączono w tym miejscu systemy alarmowe. Świetlik był zabezpieczony przed deszczem jedynie grubą folią. Jak się domyślamy, nie stanowiło to żadnej ochrony przed nożem złodziei. Użyli ponownie długiej na 15 metrów drabiny na nylonowym sznurze. W ten sposób, po cichu, bez włączania alarmu, niezauważeni, dostali się do środka. Ze względu na kłopoty finansowe muzeum, na nocnych dyżurach pracowało jedynie trzech strażników. Jest około pierwsza trzydzieści. Jeden z nich poszedł do kuchni zaparzyć herbatę.
Tu natknął się na dwóch złodziei. Mieli na twarzach kominiarki, ale dostrzegł wystające spod nich długie włosy. Obaj byli raczej niscy, jakieś 168 cm wzrostu. Jeden z nich, by pokazać, że nie żartuje, Wystrzelił z dubeltówki w sufit. Następnie ruchem broni nakazał strażnikowi położyć się na podłodze. W tym czasie jego dwaj koledzy na służbie zostali obezwładnieni. Zaprowadzeni do sali wykładowej muzeum. Tu całą trójkę zakneblowano i związano. Strażnicy mieli słyszeć strzępy rozmowy złodziei prowadzonej w języku francuskim. Trzeci z nich mówił po angielsku, ale to właściwie wszystkie szczegóły jakie zapamiętali z tego napadu.
Jeden z rabusiów stał z bronią i pilnował strażników. W tym czasie dwaj pozostali złodzieje zdejmowali obrazy ze ścian, wykradali z gablot cenną biżuterię i niewielkie rzeźby. Wszystko znosili do działu wysyłkowego muzeum, prawdopodobnie Planowali opuścić obiekt, tak jak weszli, przez świetlik dachowy. Ale napad szedł tak dobrze, że zebrali mnóstwo eksponatów. Wniesienie ich po 15-metrowej drabince lub wciągnięcie linami na dach, a później opuszczenie po ścianie budynku zajęłoby im zbyt wiele czasu. Zmienili plan. U jednego ze strażników znaleźli komplet kluczy, w tym także klucze do muzealnej furgonetki. To właśnie do niej postanowili przenieść wszystkie łupy.
A jednak coś w tym planie nie wypaliło i znów zmienili zdanie. Uznali, że łatwiej będzie wynieść wszystko bocznymi drzwiami. Tu skończyło się ich szczęście. Otwierając drzwi, uruchomili alarm. Zaczęli się spieszyć. Połowa łupów została w muzeum. Uciekli pieszo ulicą Sherbrooke. Skradli jedynie to, co według nich było najcenniejsze i najłatwiejsze przy ucieczce na nogach. Jak dowiemy się z gazet w kolejnych tygodniach, nawet ta połowa łupów to był rekordowy skok w całej kryminalnej historii Kanady. Czas na Skylight Caper, część trzecia, czyli wracamy do nocy 4 września 1972 roku.
Zuchwały napadł na muzeum w Montrealu. Rabusie porzucili połowę przygotowanego do wyniesienia z muzeum łupu, gdy przypadkowo uruchomili w trakcie ucieczki alarm. Jak się okazało, nie musieli się tak spieszyć. Alarm zawył, ale tylko na chwilę. I tylko w muzeum. Nie zawiadomił policji czy zewnętrznej firmy ochroniarskiej. Dopiero godzinę po ucieczce rabusiów jeden ze związanych strażników zdołał się uwolnić. To on zadzwonił do pracownika najwyższego w hierarchii muzeum. Jako, że długi weekend trwał, większość kadry była na urlopie, telefon odebrał dopiero dyrektor do spraw public relation o nazwisku Buntley. Kazał zadzwonić na policję. Sam dotarł do muzeum wkrótce po radiowozach, by stwierdzić, że skradziono 18 niewielkich obrazów,
Ostatecznie, jak pamiętamy, wszyscy sportowcy zginęli. Świat przestał się interesować kradzieżą dzieł sztuki. Jednak dochodzenie w Kanadzie trwało. Na przejściach granicznych z USA wypatrywano podejrzanych. Policja uznała, że skoro rabusie wiedzieli o braku alarmu przy remontowanym świetliku, musieli dostać cynk od kogoś z pracowników muzeum. I na tym skupiały się przesłuchania. Fatalnie zaplanowana ucieczka wskazywała, że napastnicy byli amatorami w tym fachu. Być może to jacyś studenci z uczelni sąsiadującej z muzeum. Do napadu użyto żółtej liny, takiej, jakie znajdowały się na wyposażeniu właśnie tej uczelni. Policja wytypowała nawet pięciu studentów i obserwowała ich non stop przez dwa tygodnie.
Nic. Dodajmy, że na drabinie sznurkowej, która pozostała w muzeum, nie znaleziono żadnych śladów linii papilarnych czy innych tropów mogących pomóc. Nagły zwrot akcji nastąpił po tygodniu od napadu. Dyrektor odpowiedzialny za bezpieczeństwo muzeum odebrał telefon od jednego ze złodziei. Mężczyzna o europejskim akcencie kazał mu chodzić od jednej budki telefonicznej do kolejnej i tam pod paczką papierosów znalazł skradziony wisiorek. To był dowód, że włamywacz jest tym, za kogo się podaje. Zarządzał pół miliona dolarów okupu za zwrot eksponatów. Wkrótce muzeum otrzymało kolejny dowód. Brązowa koperta ze zdjęciami skradzionych obrazów.
Wskutek negocjacji rabusie zgodzili się zejść z okupem do 250 tysięcy dolarów. Wskazali także miejsce ukrycia kolejnego eksponatu. W szafce na dworcu centralnym w Montrealu na szefa bezpieczeństwa czekał pejzaż z budynkami i wozem. Do dziś jest to jedyny obraz, który odzyskano. Wkrótce, pod byle pretekstem, rabusie zerwali negocjacje. Nie brakuje opinii, że nigdy nie mieli zamiaru odebrać okupu. Najprawdopodobniej grali na zwłoka. By w spokoju spieniężyć skradzioną biżuterię. Jak w przypadku każdej niewyjaśnionej sprawy i ten napad na muzeum zrodził wiele teorii, kto mógł być sprawcą. Wymieniano między innymi mafię z Montrealu, separatystów z Quebecu, studentów sztuki, a nawet nauczycieli i portiera z sąsiedniej uczelni.
Obrazy według jednych źródeł miały trafić do skrytek najbogatszych Kanadyjczyków i Amerykanów, według innych do bogatych Włochów i Francuzów. Sceny zbrodni w RMFFM. Tu Sceny zbrodni i dzisiaj Skok na Muzeum. Odwiedzając Muzeum Izabeli Stuart Gardner w Bostonie na drugim poziomie w sali holenderskiej od razu rzuca się w oczy, że pośród wybitnych malarskich dzieł wiszą pozłacane spore ramy puste w środku. Obok napis, że w tym miejscu znajdowały się kiedyś obrazy Rembrandta i Johannesa Vermeera skradzione w 1990 roku. Ten celowy zabieg ma przypominać zwiedzającym jaką stratę poniosło muzeum.
To niejako hołd i wyraz nadziei, że bezcenne dzieła wrócą na swoje miejsce. Ale za tym kryje się jeszcze jedna ciekawa historia. Te puste miejsca w pozłacanych ramach mają jeszcze jeden ważny powód, który jest związany z założycielką tego znakomitego muzeum. Kolekcjonerka sztuki, Isabella Stewart Gardner, bo o niej mowa, napisała w swoim testamencie, że nie można sprzedawać znajdujących się tam eksponatów, nie można kupować nowych oraz nie można znacząco zmieniać ułożenia ekspozycji. Powiedzmy więc trochę więcej o założycielce tego miejsca, Isabella Gardner, amerykańska filantropka, miłośniczka sztuki, słynąca z wyrafinowanego gustu, Bohaterka wielu plotek na bostońskich salonach.
Ale z biegiem czasu i nowych nabytków nawet potężna posiadłość państwa Gardnerów okazała się zbyt ciasna. Dlatego po śmierci męża Izabela zakupiła działkę w Bostonie, gdzie powstał budynek z przeszklonym olbrzymim dziedzińcem i ogrodem. Muzeum z wielką pompą otwarto w 1903 roku. Jego fundatorka zmarła w 1924 roku po długiej chorobie w swoim mieszkaniu ulokowanym na czwartym piętrze budynku galerii sztuki. Eksponaty warte setki milionów dolarów były oczywiście łakomym kąskiem dla złodziei. W 1982 roku FBI wykryło plan przestępców z Bostonu. Przygotowywali się do napadu na Muzeum Izabelli Stuart Garner.
Po ujawnieniu tych informacji zainwestowano w lepsze zabezpieczenia budynku. Ale to nie odstraszyło złodziei. W naszej historii jest niedziela 18 marca 1990 roku, około 30 minut po północy. Obok budynku muzeum z jasnej cegły, który architektonicznie nawiązuje do weneckich pałaców renesansowych, zaparkował samochód typu hatchback. Wysiadło z niego dwóch mężczyzn ubranych w policyjne mundury. Chwilę później w części Muzeum Izabelli Stuart Garner w Bostonie włączył się alarm przeciwpożarowy. 23-letni strażnik Richard Abbath przeprowadzał wówczas standardowy obchód. Zdziwił się, bo wszystko wydawało się być w porządku.
Nie dostrzegł żadnego powodu uruchomienia się czujnika. Pomyślał, że to jakiś błąd elektroniki, dlatego wyłączył alarm na panelu głównym i wrócił do patrolu. Chwilę po pierwszej w nocy Richard Abbath wrócił do stanowiska ochrony, a na kolejny obchód wyruszył 25-letni Randy Histent. Kilka minut później przy domofonie muzeum stało dwóch wspomnianych wcześniej policjantów. Poinformowali strażnika, że otrzymali zgłoszenie dotyczące zakłócania ciszy nocnej. Abaw, który wiedział o imprezie zorganizowanej nieopodal budynku, pomyślał, że wizyta mundurowych jest związana właśnie z tym. Może ktoś podchmielony przeszedł na teren muzeum? Dlatego łamiąc protokół wpuścił policjantów do środka wejściem dla pracowników.
O godzinie 2.45 opuścili muzeum w Bostonie z 13 dziełami sztuki. 81 minut po wejściu do środka budynku. Nieszczęsnych strażników znaleziono w piwnicy o 8.15, gdy kolejni ochroniarze przyszli na swoją zmianę. Dokładną trasę złodziei po muzeum znamy dzięki czujnikom ruchu. Kopia zapasowa danych z tych urządzeń została zapisana na dysku, o czym nie wiedzieli napastnicy. Tej nocy, 18 marca 1990 roku, muzeum poniosło niepowetowane straty. Najdroższym obrazem, który skradziono, jest dzieło Johannesa Vermeera. Koncert o szacowanej wartości ćwierć miliarda dolarów.
Co czyni go najprawdopodobniej najdroższym skradzionym przedmiotem na świecie. Do tego między innymi Burza na Jeziorze Galilejskim autorstwa Rembrandta. Szacunkowa wartość 150 milionów dolarów. Szkice Edgara Degas. Pejzaż Goverta Flinka. Obraz Chez Tortoni Eduarda Manet. Wartość skradzionych dzieł oszacowana na 600 milionów dolarów. Co czyniło tę kradzież największym w historii napadem na muzeum? Kto stał za tym skokiem? Dla specjalistów zagadkowy był wybór dzieł dokonany przez złodziei. Napastnicy wzięli ze sobą tradycyjny chiński kielich o wartości kilku tysięcy dolarów czy napoleońskie zwieńczenie w kształcie orła, ozdobny metalowy element o stosunkowo niewielkiej wartości.
Wiele lat przed kradzieżą w Muzeum Izabelli Stuart Gardner, Donati odwiedził to miejsce razem z Milesem Connorem, znanym złodziejem dzieł sztuki. Podczas tej powiedzmy służbowej wizyty, mieli zrobić rozeznanie w budynku, przeanalizować jakie systemy bezpieczeństwa tutaj zastosowano. Co ciekawe, Donati powiedział wówczas, że jeśli kiedykolwiek dokona skoku na to muzeum, to zabierze ze sobą wspomniane metalowe zwieńczenie flagi napoleońskiej. Bobby Donati zmarł we wrześniu 1991 roku. Znaleziono go zasztyletowanego w bagażniku samochodu, a jego dom został okradziony. Czy napastnicy szukali tu tych drogocennych dzieł sztuki?
Śledczy ustalili, że samochód wykorzystany w napadzie należał do George'a Reisfeldera, związanego z lokalnymi gangami. Według brata, nad jego łóżkiem miał później wisieć skradziony obraz Manet. George zmarł w tajemniczych okolicznościach, a wspomnianego dzieła Chateauretonie w domu mężczyzny nie odnaleziono. Inny ciekawy wątek dotyczy obezwładnionego strażnika Richarda Abbafa. Wówczas 23-latek podczas obchodu poprzedzającego wizytę złodziei otworzył na chwilę boczne drzwi muzeum. Czy było to rutynowe sprawdzenie zamka, czy sygnał dla rabusiów? Richard Abbaf zmarł w 2024 roku i do końca utrzymywał, że jest niewinny.
W 1994 roku dyrektorka muzeum otrzymała anonimowy list. Ofertę zwrotu skradzionych dzieł sztuki za kwotę 2 miliony 600 tysięcy dolarów oraz zapewnienie immunitetu. Nadawca, pośrednik, który nie znał tożsamości złodziei, potwierdził swoją wiarygodność tajnymi informacjami skradzieży, co skłoniło muzeum i FBI Ostatecznie negocjacje zerwano, ponieważ pośrednik wycofał się z powodu obaw przed zidentyfikowaniem go przez policję. Według autora listu obrazy skradziono, aby złagodzić czyjś wyrok w więzieniu. Dzieła sztuki przechowywane są za granicą w odpowiedniej temperaturze i wilgotności.
Pokazano pierwszych 25 dopasowań — doprecyzuj frazę, aby zawęzić wyniki. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Opisane są zdarzenia związane z skokiem na Muzeum Izabelli Stuart Gardner w Bostonie w 1990 roku, w tym planowanie, wykonanie napadu i jego konsekwencje.
Analizowane są okoliczności skoków na muzea, teorie o ich organizatorach i próby odzyskania skradzionych dzieł sztuki.
Nową inwestycję GH Development. Zyskujesz rabaty do 65 tysięcy złotych lub wygodny system płatności 20 na 80.
Rozdziały i streszczenia generowane automatycznie. Pełna transkrypcja nie jest publikowana — wyszukaj frazę, aby zobaczyć dopasowane fragmenty.
„Nową inwestycję GH Development. Zyskujesz rabaty do 65 tysięcy złotych lub wygodny system płatności 20 na 80."
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.