[Archiwum] Zbrodnie na statkach | Stardancer | Viking Sally
Podróż poślubna Karen Waltz i Scotta Rostona, która zakończyła się tragedią oraz tajemniczy atak na promie Viking Sally. W dzisiejszym odcinku Archiwum Scen Zbrodni opowiadamy o dwóch mrożących krew w żyłach sprawach, które rozegrały się na pokładach statków. To powtórka odcinka nr 135. Premierowe odcinki Scen zbrodni wracają po wakacjach! 00:00 Wstęp 01:06 Morderstwo na wycieczkowcu Stardancer 12:54 Tajemnice promu Viking Sally
Ta sprawa znana jest jako Nightmare in Israel. Koszmar w Izraelu. Mogliście słyszeć o książce pod takim tytułem Jedno z drugim się wiąże. Ten związek zaraz wyjaśnimy. Ale tak naprawdę koszmar rozegrał się na statku wycieczkowym Stardancer gdzieś u wybrzeży Stanów Zjednoczonych. Zaczęło się jednak cudnie, jak ze snu. Zbliżały się walentynki roku 88. Idealny czas dla zakochanych, by wybrać się w romantyczny rejs. A zwłaszcza jeśli ci zakochani są nowożeńcami. To romantyczna historia Karen Waltz i doktora Scotta Robina Rostona. On urodzony w 51 roku w Stanach, ale w 78 jego rodzice przeprowadzili się do Izraela, tam otworzyli prywatną klinikę.
Rok później, w 1979 roku, to jest wersja samego Rostona, Scott zadarł przypadkowo z izraelską mafią. Na jej rozkaz wrobiono go w przestępstwo, oskarżono go o pobicie, obrabowanie sąsiada, spędził dwa miesiące w więzieniu, a także w szpitalu psychiatrycznym. Potem wyjechał do Stanów Zjednoczonych, zamieszkał w Santa Monica w Kalifornii. Trzeba przyznać, doskonale pasował do tego plażowego miasta. Zawsze dbał o swoją sylwetkę, szczupły, z nienagannie uczesaną, bujną fryzurą i obowiązkowym w latach 80-tych wąsem. Świetnie wyglądał, do tego doskonale wykształcony, z tytułem naukowym doktora, specjalista kręgarz, no i jeszcze pisarz. Napisał właśnie książkę sensacyjną, inspirowaną jego pobytem w Izraelu.
Na początku 1987 roku zapłacił wydawnictwu za wydrukowanie 1000 egzemplarzy i jakoś wtedy też się zakochał. To może teraz poznajmy drugą połówkę, czyli Karen Waltz. Ją podobnie jak i jego pasjonowała sprawność fizyczna, dziś powiedzielibyśmy fitness. Przez wiele lat trenowała balet, później taniec nowoczesny, ćwiczyła też tai chi. Każdego dnia starała się również zaliczyć co najmniej 10-kilometrowy spacer. I choć mieszkała na drugim końcu Stanów Zjednoczonych, połączył ich przypadek, chociaż trafniej będzie powiedzieć wypadek. No tak, poznali się na Florydzie. Scott Roston przyjechał tu z Kalifornii, licząc, że rozwinie się tutaj jego kariera. Ona pracowała tam jako fizjoterapeutka.
Jemu przydarzył się przykry wypadek. Spadł ze schodów, dotkliwe stłuczenia wymagały pomocy specjalisty, a raczej specjalistki. Tak, bo to ona masażami przywracała mu sprawność. Dwie sesje w tygodniu, przy którymś spotkaniu, no po prostu zaiskrzyło. Choć ono przyznał się, że już pierwszego dnia wpadła mu w oko. Osiem miesięcy później byli już zaręczeni. No właśnie, mama Karen wspomina, że gdy doktor Roston po raz pierwszy odwiedził ich dom, podarował przyszłej teściowej wyhodowane we własnym ogrodzie róże. To ją urzekło. Mówił też, jak bardzo kocha córkę Waltzów. No świetnie zbudowany, doskonale ubrany, wyglądał jak ktoś świetnie sytuowany. Podobno pani Waltz uznała go wręcz za zbyt doskonałego. Z czasem zaczęła wątpić w jego majątek. Do tego stopnia, że gdy córka pokazała jej pierścionek zaręczynowy z okazałym brylantem, teściowa zaniosła go do wyceny do jubilera, bo była przekonana, że to nie brylant, a tania cyrkonia.
Dobrze, że o tym wspomniałeś, bo ten pierścionek odegra ważną rolę w tej historii. Scott Roston i Karen Waltz pobrali się 6 lutego 1988 roku. Ona miała wtedy 26 lat, on lat 36. W ramach miesiąca miodowego wybrali się w rejs statkiem wycieczkowym Stardancer. 200 metrów długości mógł zabrać na pokład ponad 2,5 tysiąca pasażerów. Małżonkowie płynęli nim wzdłuż wybrzeży Meksyku. Tygodniowy, romantyczny rejs kończył się tuż przed walentynkami. No właśnie. Około godziny 3 w nocy z 12 na 13 lutego, w ostatnią noc ich podróży poślubnej, Scott zgłasza załodze statku, że jego żona wypadła za burtę. To co mówi wydaje się nierealne.
Opowieść jest chaotyczna, niespójna, brzmi nieprawdopodobnie, ale załoga uznaje, że to po prostu opowieść człowieka w głębokim szoku. To może ten chaos w tej wypowiedzi uporządkujmy. Scott opowiedział, że jego żona, jak i on, są fanami fitnessu. Nawet w podróży poślubnej dbali o codzienne treningi, a na statku była możliwość biegania, taka specjalna bieżnia z gumowaną, antypoślizgową nawierzchnią, no więc codziennie robili jogging. W pewnym momencie jakiś mocniejszy podmuch wiatru sprawił, że kobieta straciła równowagę. Zatoczyła się w stronę barierki i o zgrozo wypadła za nią. Zniknęła w ciemnościach nocy. On słyszał tylko, że wpadła do wody. Kiedy te historie powtórzono oficerom statku, ci oczywiście wydali dyspozycję, by ratować kobietę zawiadomioną amerykańską straż przybrzeżną.
Ale wątpliwości tych oficerów wzbudziła ta opowieść o mocnym wietrze. Prawie w ogóle nie wiało, prędkość wiatru maksymalnie 5 mil na godzinę, morze było spokojne, jednostkom prawie nie kołycało. Kolejna wątpliwość, Karen była drobna, miała 1,60 m wzrostu. Relling statku miał wysokość prawie 110 cm. Jeśli Karen nie trenowała akurat skoków zwyż przez tę barierkę, no to było prawie niemożliwe, by po prostu przez burtę wypadła. Scott Roston trochę ochłonął. Chyba zrozumiał, że jego opowieść nie przetrwa konfrontacji z oficerami. Teraz zmienił wersję. Opowiedział, że żona w trakcie biegu straciła równowagę. On próbował żonę ratować, chciał ją złapać, ale nie zdążył. No i te nowe szczegóły wydały się załodze jeszcze bardziej podejrzane.
Do tego ta pora biegania, no przecież środek nocy. No ale różne były zwyczaje pasażerów. Zaczęto się jednak uważniej przyglądać mężowi. Oficerowie zauważyli na jego twarzy dziwne trójkątne rysy i 10-centymetrowe świeże zadrapanie. Gdy spytali o te rany, Scott Roston opowiedział, jak to ratując żonę uderzył głową w taką skrzynkę z kontrolkami. Zbadano ją później, ale nie było na niej śladów krwi, naskórka czy włosów. Ta skrzynka nie miała również ostrych kantów ani żadnych wypustek, które pasowałyby do tych dziwnych trójkątnych wyżłobień na twarzy męża zgłaszającego wypadek. Statek był na wysokości San Diego, 20 mil od brzegu, coraz bliżej portu Long Beach w Kalifornii, do którego wracał z podróży do Meksyku.
Wezwana straż przybrzeżna przeczesywała morze szukając zaginionej pasażerki, jednak nie udało jej się odnaleźć. Statek dopływał do portu, no mimo wątpliwości męża, zaginionej nie zatrzymano, nie było podstaw. Wydawał się, że będzie wolny. Kilkanaście godzin później, 13 lutego, ale już po południu, 30 mil na południowy zachód od San Diego, straży przybrzeżnej udało się odnaleźć dryfujące w oceanie ciało Karen Waltz Roston. To był wyjątkowy zbieg okoliczności. Ciało utrzymywało się na powierzchni dzięki temu, że spadając do wody, ubranie Karen nabrało powietrza. Utworzyły się takie jakby poduszki, które nie pozwoliły jej zatonąć. No właśnie, już ten fakt dał do myślenia doświadczonym ratownikom.
Ale najważniejsze było zeznanie jednego z pasażerów, który zapamiętał kłótnię tej pary i to właśnie tej feralnej nocy około godziny, no może 45 minut przed zgłoszeniem zaginięcia kobiety. Scott Roston został aresztowany w Long Beach, z zarzutem morderstwa trafił do aresztu. I tutaj pojawia się kolejna wersja wydarzeń na pokładzie statku Stardancer. Jeszcze bardziej niespójna, dziwniejsza od wcześniejszych i bardzo sensacyjna. Roston stwierdził, że to nie był wypadek, że to było morderstwo. Ale nie on go dokonał. Wspomnieliśmy, że Roston napisał powieść sensacyjną zatytułowaną Koszmar w Izraelu. W areszcie stwierdził, że to agenci wywiadu izraelskiego zabili jego żonę, żeby się na nim zemścić.
Zemsta, którą agenci dokończyli rok później na statku, mordując jego żonę. Choć później pojawiła się wersja, że zabójcy nie zrobili tego osobiście, a podali mu narkotyki i w ten sposób wrobili go w to morderstwo żony. Sąd nie dał wiary tej zemście wywiadu, choć obrońca Rostona udowodnił, że na statku w trakcie rejsu rzeczywiście było dwóch pasażerów z Izraela. Ale przed sądem jeden z nich, zawodowy fotograf, zeznał, że robił zdjęcia na ślubie przyjaciela, a po sesji wraz z kolegą zrobili sobie po prostu wakacje i wybrali się w ten amerykański rejs. Ława przysięgłych uznała wątek szpiegowski za próbę promocji książki. 12 października 1989 roku sędzia skazał Scotta Rostona na dożywocie bez możliwości zwolnienia warunkowego.
Cytując wyrok, to jedna z najokrutniejszych zbrodni jakie ten sąd kiedykolwiek widział. Sąd ma nadzieję, że ten oskarżony nigdy nie zostanie zwolniony. Ostatecznie po apelacjach w listopadzie 1994 roku Scott Roston za zamordowanie żony usłyszał wyrok skazujący na karę 33 lat i 9 miesięcy pozbawienia wolności. Tu sceny zbrodni i zabójczy rejs. Te historie rozpoczynamy w roku 1987 na pokładzie promu wycieczkowego Viking Sally. Ponad 150 metrowy statek kursujący na trasie Stockholm-Turku robi wtedy spore wrażenie na pasażerach.
Pokazano wszystkie 12 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Podcast zaczyna się reklamą produktu.
Opowieść o zbrodni na statku wycieczkowym Stardancer.
Opis sytuacji, w jakiej zginęła żona Scotta Rostona.
Opis przesłuchań i podejrzeni w sprawie śmierci Karen Roston.
Opis zbrodni na pokładzie statku Viking Sally.
Opis poszukiwań sprawcy zbrodni na statku Viking Sally.
Opis próby rozstrzygnięcia sprawy zbrodni na statku Viking Sally.
Stacja Gravitacja to centrum aktywnej rozrywki
Podsumowanie i reklama stacji Gravitacja.
Rozdziały i streszczenia generowane automatycznie. Pełna transkrypcja nie jest publikowana — wyszukaj frazę, aby zobaczyć dopasowane fragmenty.
„Stacja Gravitacja to centrum aktywnej rozrywki"
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.