Kostas Papodopulos siedział w fotelu, w gustownie urządzonej jadalni, wpatrując się w stojące na kominku zdjęcie. Owa fotografia wydawała się bardziej go interesować niż monolog towarzyszącej mu Leokadii Maślak, która tak jak i on zawitała do pensjonatu Zorba zaledwie dzień wcześniej. Leokadia, jako że nie widziała Kostasa od wielu lat, opowiadała mu ze szczegółami wszystkie wydarzenia, o których zapewne nie wiedział. Po dwóch kwadransach dotarła zaledwie do końca ubiegłego wieku, kiedy to jej talent rozbłysnął na scenach krajowych, a także jednej zagranicznej, w czeskiej miejscowości Nachod. Pewnie Papadopulosa zainteresowałby ten monolog, gdyby był w stanie go wysłuchać. Chociaż nie, gdyby sprawy potoczyły się inaczej, zaprzątałyby go teraz zupełnie inne kwestie.
Nieraz zastanawiała się, co by było, gdyby dokonała innego wyboru i została wtedy w Grecji, tak jak błagał ją Kostas. Przez te wszystkie lata niejednej nocy wyobrażała sobie, że Papadopulos zabiera ją w rejs jakąś łajbą, że lądują na złocistej plaży i w wyobraźni Leokadii działo się naprawdę wiele. Nawet teraz, nie przerywając monologu, wizualizowała sobie ten piknik na plaży. W myślach nawet wypiła kieliszek wina, choć źle reagowało z przyjmowanymi lekami przypisanymi jej przez lekarza. Wino miało ją ośmielić do tańca wokół wielkiego, sięgającego nieba ogniska. Kostas oczywiście w tej wizji był bez koszuli. Co działo się później? Mój Boże, dzieci już z tego co prawda być nie mogło, ale Leokadia widziała się u boku tego mężczyzny przemierzającą bez kres greckich wód i wysp.
Pokazano wszystkie 2 dopasowania. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.