#64 Zuzanna Stachowska, Marek Stachowski - Puchar Świata w Telemarku
Podążając za niekonwencjonalnymi dyscyplinami narciarskimi po raz kolejny zaglądamy do początków narciarstwa, czyli telemarku. Tym razem rozmawiamy z jedyną (i pierwszą w historii) zawodniczką z Polski w telemarku, Zuzanną Stachowską oraz trenerem-koordynatorem Markiem Stachowskim. Skąd pomysł na telemark? Jak wyglądają zawody i rywalizacja w PŚ w telemarku? Jak wygląda telemark w Polsce i gdzie warto rozpocząć swoją przygodę? Na te pytania odpowiadamy w najnowszym odcinku ! Zapraszamy do słuchania.
Duet można by powiedzieć może nie tyle wyjątkowy, bo w narciarstwie jest całkiem powszechny. Natomiast jeżeli chodzi o to, czym ten duet się zajmuje, to trzeba przyznać, że z narciarskiego punktu widzenia jest to dość wyjątkowe. Mowa bowiem o zawodniczce Telemarku i trenerze Telemarku. Dzisiaj przed naszym mikrofonem wystąpi Zuzanna i Marek Stachowscy. Dzień dobry Zuza. Dzień dobry, cześć wszystkim, dziękuję bardzo za zaproszenie. Miło mi jest tu po raz pierwszy, tak jak Antek już przedstawił, na żywo w studiu nagrywać. Ja witam serdecznie, Marek Stachowski z tej strony. Takie drobne sprostowanie, jestem jedną z osób, które zajmują się trenowaniem Zuzy. Akurat trenera od stricte Telemarku z nami nie ma, Sławek Lasak z Zębu.
A moją rolą jest bardziej koordynacja wysiłków osób, które wokół startów Zuzy się odbywają, a tych osób jest całkiem sporo, o czym pewnie będziemy mieli okazję porozmawiać. Skąd my się znamy? My się znamy z rolek, tak naprawdę, bo najpierw poznaliśmy się na rolkach, a dopiero potem na nartach, tak mi się wydaje. Zuza. Ty jesteś zawodniczką Inline Alpine, ale również jesteś zawodniczką klubu Alpi Club. Dzisiaj nie będziemy natomiast rozmawiać o rolkach, bowiem w tym sezonie zaczęłaś startować w zawodach Pucharu Świata nie tylko na rolkach, ale również w Telemarku. Opowiedz proszę, skąd w ogóle się na to wziął pomysł? Skąd, jak, dlaczego? To jest ciekawa historia, bo ja o Telemarku do pewnego momentu w ogóle nie wiedziałam. W 2019 roku bodajże to było, po zawodach Moznu, wzięłam narty skiturowe mamy, bo już mi się tam nudziło narciarstwo alpejskie, odpiąłam pięty, zaczęłam tam zjeżdżać, jakieś kombinacje dziwne robić, ktoś do mnie krzyknął Telemarkiem, Telemarkiem!
No to dobra, a co to Telemark? No i mówi, przyklęk, przyklęk, zaczęłam coś tam kombinować, ojciec jak to ojciec z kamerą za mną nagrywa, wszystko na Facebooka poszło. Odezwał się znajomy, że na zębie koło nas, bo w suchym wtedy byliśmy w Poroninie, jest Sławek Lasek, wcześniej wspomniany, który ma dużo sprzętu, jeździ w demoteamie, jest instruktorem i że bym do niego jechała. Zadzwoniliśmy do Sławka z kolejnych... Śmiesznych historii dzwonimy, a cisza w telefonie. Potem się okazało, że Sławek jest osobą niesłyszącą, więc przez telefon dogadać się nie udało, ale spisaliśmy się, dzień później już byłam u Sławka, telemarkiem próbowałam jeździć. Tak mi się spodobało, że jeżdżę do teraz, też już całkowicie zrezygnowałam z narciarstwa alpejskiego, mimo że od trzeciego roku życia jeździłam. To narciarstwo alpejskie poszło narty w kąt, Telemark całkowicie przejął wszystkie treningi.
Tak może odrobinę sprostuję, to rezygnacja z tego narciarstwa alpejskiego sprowadza się do tego, że Zuzanna od tego roku jest pomocnikiem instruktora. Co prawda z przygodami, bo na wypożyczonych butach Flex 60. Natomiast jakoś tam się udało. Odnośnie Sławka, tak, Sławek jest osobą niesłyszącą, natomiast jest w mojej ocenie jednym z lepszych instruktorów narciarstwa zarówno alpejskiego, jak i na pewno telemarku, członkiem demo teamu sitnowskiego w telemarku. Mieliśmy też to szczęście, pewno gdzieś tam zahaczysz o to w kolejnych pytaniach, że Sławek bardzo szybko postawił Zuzkę na Na właściwy w naszej ocenie sprzęt telemarkowy, czyli na sprzęt bardziej rejsowy niż takie dość archaiczne, ale wciąż popularne wynalazki, które się dla osób jeżdżących sportowo zupełnie nie sprawdzają.
Jeżeli mielibyśmy umieścić w ramach czasowych te twoje początki, to kiedy była ta pierwsza próba w twoim przypadku? To był grudzień 2019 roku. Dwudziesty któryś dzień później już na normalnym sprzęcie telemarkowym próbowałam jeździć. Pięć lat minęło od tego, kiedy po raz pierwszy założyłaś narty telemarkowe. Po pięciu latach Ty startujesz już w Pucharze Świata. Czy w ogóle kiedykolwiek przyszło Ci do głowy, wtedy jak byłaś jeszcze małym brzdącem, że za kilka lat będziesz się mierzyła już właśnie w zawodach najwyższej rangi? Zdecydowanie nie o Pucharze Świata w ogóle wtedy nie myślałam. Tak naprawdę to była zabawa dla mnie na tamten moment i forma jakiejś takiej rozrywki. Bo w górach potrafiłam siedzieć i dwa miesiące, więc narciarstwo alpejskie nudne było. Także tu jakiś snowboard, tu ski-tury, coś próbowaliśmy, więc Telemark był taką po prostu inną, ciekawszą formą zjeżdżania po stoku.
No i wyszło jak wyszło, jakieś próby tam w zawodach polskich, które wyglądają trochę inaczej niż te wyższej rangi. Dobrze szło, tak naprawdę miejsca, czasy były bardzo dobre, spróbowaliśmy czegoś za granicą. Mistrzostwa Niemiec wygrałam, Mistrzostwa Austrii. Też udało się osiągnąć najwyższe miejsce podium, także jak była okazja to spróbowałam w Pucharze Świata i patrząc po wynikach dobrze, że tak postanowiłam, bo idzie to w dobrym kierunku zdecydowanie. No dobra, teraz czas zweryfikować wersję u Marka. Marek, czy to był przypadek, czy tak miało być? To absolutny przypadek. Ona wyglądała szkaradnie, jak pierwszy raz jechała nad tym Telemarkiem. To była rozpacz trochę. Na szczęście Maciek Płynarczyk, też z demo teamu Polska, wtedy pracujący jako instruktor w Suchym, był obok i nawrzeszczał na mnie, żebym się nie odzywał.
Doradził coś tam Zuzce i Zuzka pojechała swoje. Potem tak jak powiedziałem, fajnie trafiliśmy na Sławka. Fajnie, najlepiej jak mogliśmy trafiliśmy na Sławka. Bardzo szybko Zuzka przeszła na sprzęt typowo sportowy. To dla tych osób, które nie wiedzą, w zasadzie 95% zawodników używa tych samych wiązań. Mówię o zawodnikach Pucharu Świata. Są w zasadzie trzy modele butów, które są używane. Z nartami to jest różnie, bo to są po prostu gigantki rozmaite, ale jeżeli chodzi o wiązanie, to jest prawie pełna unifikacja. Fajne w tej społeczności jest to, że jak Zuzka zaczęła bawić się w ten telemark, zrobiła sobie swój na Instagramie kanał telemarkgirl.pl, to odezwali się zawodnicy Pucharu Świata, wręcz oni odezwali się do Zuzki.
Dając rozmaite rady zarówno sprzętowe, treningowe, jakieś sugestie. No i fajnie było poznać tych ludzi. Pierwszy raz w sumie to ich poznaliśmy w Austrii rok temu. Rok temu w Austrii na Mistrzostwach Austrii. No w Niemczech to nie było dużo, no w Austrii było. Było więcej, bo oni wtedy jechali ze Słowenii do Niemiec. To było fajne doświadczenie, kiedy wielokrotny mistrz świata podchodzi do Zuzy, tak trochę od tyłu, klepie ją po ramieniu i mówi, hej Zuza, miło Cię poznać. Dość unikatowe myślę w sporcie. To już jak poruszyliśmy temat środowiska telemarkowego, to tak z perspektywy zawodnika też dodam, że poznałam wiele środowisk sportowych i właśnie od narciarstwa alpejskiego jakieś środowiska wtedy jeszcze młodszych, nie zawodników pucharowych i muszę przyznać, że środowisko telemarkowe jest niepowtarzalne i jest to naprawdę stanie na starcie, każdy się do Ciebie uśmiecha, każdy do Ciebie podejdzie.
Wszyscy robią razem przed startem, wszyscy zadowoleni, każdy z każdym rozmawia. Tak naprawdę zintegrowanie tej grupy jest niesamowite. W hotelach, tak jak teraz byłam na wyjeździe, to mieszkali pomieszani po krajach, bo oni się tak zżyli na przestrzeni tych wszystkich lat startów, że nie chcą mieszkać, ograniczać się tylko do zawodników ze swoich krai, a wszyscy się razem łączą, wszyscy sobie pomagają, wspierają się jak tylko mogą. To było ogólnie fajne doświadczenie, co prawda teraz się wypowiadam w roli osoby, która w tym nie uczestniczyła, ale na ten ostatni wyjazd na Mistrzostwa Świata Juniorów i ostatnie starty Pucharu Świata, tegorocznie Zuza pojechała beze mnie, ale momentalnie wszyscy trenerzy zaproponowali jej pomoc. Pomoc przy oglądaniu trasy, przy rozpoznaniu trasy, pomoc czysto techniczną, przy jakiejś asekuracji, gdyby połamała kijki, co się w Telemarku zdarza.
Na pewno pogadamy o tym, jak wygląda Telemark, więc zaraz wyjdzie, dlaczego kijki się łamią. I to było niesamowite, bo tych ludzi nie trzeba było o to prosić, tylko oni sami z siebie po prostu zaproponowali taką pomoc. Zdarzało się nawet, że ratowali mnie przed dyskwalifikacjami, bo u nas są bardzo określone wygląd oglądania trasy, jak trzeba się zachować podczas oglądania, po przejazdach, przed przejazdami. Są procedury, których stricte trzeba się trzymać, no bo to jednak Puchar Świata, tak jak mówimy, więc wszystko musi być zgodnie z planami. Chociaż ramy czasowych nie każdy się trzyma, ale tak opowiadając jak to wygląda, to u nas jest skok na trasie i każdy zawodnik przed startem musi oddać próbny skok podczas oglądania trasy.
Ale już chciałem tylko powiedzieć, bo chciałem jeszcze to ugryźć, ale dobrze, kontynuujmy w takim razie, bo widzę, że to jest dosyć istotne. Tutaj niby śmieszne, ale jak były jakieś dekoracje, na przykład właśnie we Francji, jak teraz byłam, były dekoracje. Potrafiły być opóźnione nawet po półtorej godziny, to owszem, wszyscy telemarkowcy szli, może nie za ręce tańczyli i śpiewali, ale na śnieżki się rzucali, gdzie było dzielone, dobra, te kraje tu, te kraje tu, wojna na śnieżki teraz. Także rywalizacja bardziej po zawodach niż w trakcie, ale no może jakichś takich rytuałów dziwnych nie odprawiamy, ale razem wszyscy czas też spędzają, jak jest taka możliwość.
A może to nie będzie do końca zrozumiałe dla słuchaczy, ale Ty, Antek, to wiesz, zawody Pucharu Świata Telemarkowe to jest takie Villablino. Każda impreza Pucharu Świata to jest Villablino, Vinland Alpine. Dla tych wszystkich słuchaczy, co nie wiedzą, co to jest Villablino, to Villablino to jest taka mała górska wioseczka w Hiszpanii, która znana jest chyba tylko i wyłącznie z tego, że organizowane są tam zawody Vinland Alpine, ponieważ wydaje mi się, że w całym roku nic więcej się tam nie dzieje, ale są kultowe. Ale słuchajcie, dobra, bo ja chciałem tak, bo tutaj fantastycznie mi o tym opowiadacie i bardzo się cieszę, że w taki sposób to wygląda, ale chciałem też trochę o samej tej dyscyplinie pogadać, bo tutaj już troszeczkę, Zuzanna, pąknęłaś o skokach, Marek, ty powiedziałaś trochę o wiązaniach, o sprzęcie, o tym, że są tylko trzy modele butów i że nawzajem musicie się wymieniać, że są trzy modele butów tylko na cały Puchar Świata.
Najpierw zjeżdża jeden, potem zjeżdża w nich drugi, potem, okej, dziwne, okej, ale rozumiemy, to jest Telemark, nie wszystko tutaj musi być Dobra, oczywiście wiemy, że tych butów jest więcej. Natomiast chciałem się zapytać w ogóle o to, żebyście wyjaśnili te terminy Classic, Sprint i trzecia konkurencja to jest Classic, Sprint i Slalom Run. Na czym polega Telemark? Może w ogóle jak się jeździ? Ojciec zaraz może wytłumaczyć szczegółowe różnice w poszczególnych kategoriach, bo ja tam danych z regulaminu nie znam wszystkich tych metrów, różnic i tak dalej, ale tak pokrótce Telemark dla wiernych słuchaczy, co słuchali parę odcinków w tył, to już wiedzą, co to Telemark. Pokrótce to jest odmiana narciarstwa, jeden z najstarszych styli zjeżdżania po stoku.
Tak, u nas niekoniecznie jak najdalej, bo najlepsi mają problem, że lecą za daleko, ja jeszcze łapię się do grupy, która ma problem, że leci za blisko. Wygląda to tak, że jest próg normalnie zrobiony, stoją przy nim sędziowie i są odmierzone linie. Jest narysowana czerwonym sprayem, markerem, nie wiem, linia czerwona, do której muszą dolecieć kobiety, druga linia, do której mężczyźni, Oni muszą latać dalej. Musimy dolecieć za tą linię, przelecieć ją i wylądować telemarkiem. Jak nie pokonamy dystansu, który został narzucony przez ustawiacza trasy, no to karna 3 sekundy. Co jak wiemy, 3 sekundy to potrafi być naprawdę dużo. Dodatkowo, z racji, że to jest telemark, musimy wylądować. Za błędne lądowanie również dostajemy karną tutaj już tylko jedną sekundę. Także tutaj takie właśnie anegdotki o telemarku u nas bardzo dużo się traci na tych karnych sekundach.
Za co jeszcze można dostać te karne sekundy? Czy za to, jeżeli ja nie wysunę mojej nogi przypadkiem o centymetr za daleko albo za wcześnie, to też nie mogę dostać karną sekundę? Za wcześnie nie, aż tak rygorystycznie nie. Za daleko też nie, za wcześnie, za późno też nie. Chociaż za późno to tak, aż tak rygorystycznie nie są. To wiadomo, to oceniają sędziowie, którzy też są ludźmi, więc czasem uda się, żeby nie zauważyli. Czy też są noty za styl? Muszę zadać to pytanie. Noty za styl? W pewien sposób są. W pewien sposób można to tak określić, ponieważ na każdą bramkę przypada, czy tam na każde 3-1, nie wiem jak to dokładnie wygląda, jak mam być szczera, ale są porozstawieni sędziowie, którzy w przypadku niepoprawnego telemarku dają karną sekundę za każdą tyczkę. Niepoprawny telemark jest definiowany w zasadzie tak, że odległość od pięty przedniej nogi jest mniejsza niż odległość buta co do palców tylnej nogi, czyli musi być rozstaw nóg na szerokość Twojego buta.
Tak, tak, na długość, długość, tak. Tak to jest mniej więcej definiowane. A co ze stylem V? Powiedz mi, opanowałaś już? Stylem V? Tutaj... W skołku. A, w skołku! No mi się niestety zdarza polecieć jak małysz i zbytnio dobrze na tym nie kończę, bo ani odległość nie jest aż tak długa, a lądowanie też niezbyt wychodzi wtedy. Także nie, u nas skoki wyglądają bardziej jak w nadszerstwie alpejskim. Składają się nogi, podciągają do góry, ręce tutaj zostają z przodu. No i potem jest to charakterystyczne lądowanie telemarkiem. Kończąc to, po skoku dalej wchodzimy w slalom. To co mówiłam, chłopaki, czasem kobiety, które dolecą za daleko mają problem, bo nie wyrabiają się w kolejną tyczkę. Zazwyczaj jest to robione tak, że wybijamy się tam, gdzie jest wypłaszczenie trasy i lądujemy w ściankę.
Więc jak się wyląduje w ściankę, które są oblodzone, twarde, za daleko, no to złożenie się na kolejną tyczki jest trudne. Jedziemy potem parę tyczek, zależy od tego, co jedziemy, czy sprint, czy classic, to taką długość tyczek jedziemy i wjeżdżamy w tzw. rondo. Tu ciężko zobrazować przez mikrofon, czym jest rondo. Taki wiraż, co kolarze jeżdżą, to jest taka lekko nachylona, pionowa ściana, po której Trzeba przyjechać tak, żeby prędkości nie stracić. Taktyki na to są przeróżne, ale najważniejsze, żeby wyjechać z prędkością szybszą lub co najmniej taką, jak się wjechało. Jest to oznaczone żółtymi bramkami. Tam już telemarku robić nie musimy, bo na sekcji właśnie skoku, biegu i rondo telemarku wykonywać nie musimy. No i po rondzie wbiegamy na sekcję biegową.
I potem już są dwa ostatnie bodajże 10 metrów przepisowo. Musi być już podzielone na metę niebieską i czerwoną. No ale to wiadomo, jak ktoś wybiegł daleko do X, no to już raczej nie dogoni, jak był na równi ze swoim rywalem. No i co? I się biegnie, kto pierwszy na mecie, ten lepszy. Tu jest dokładnie ta sama zasada, żeby to było jasne i wyniki były natychmiastowe, a nie potem trzeba było czekać godzinę, aż karne sekundy zostały nam spisane, więc stąd tutaj jest ta sytuacja właśnie z tymi płachtami. NARCIARSTWO! Gdy rozmawialiśmy ostatnio z Ronaldem właśnie o Telemarku, to w żartach powiedzieliśmy, że brakuje tam tylko żebyście ulepili bałwanę na czas albo, nie wiem, porzucali się właśnie jeszcze śnieżkami. Bo tak jak słyszę to, co opowiadacie, to ja widzę tutaj narciarstwo biegowe, widzę tutaj skoki narciarskie, widzę tutaj narciarstwo alpejskie, widzę tutaj ski cross, bo na rondzie troszeczkę się przepychamy.
Tak, no rzeczywiście ja muszę tutaj dość wiele, wiele aspektów treningu zawrzeć w moich planach przygotowawczych na sezon, ale jakoś sobie z tym dajemy radę. No tak, narciarstwo. Z racji, że mieszkam w Warszawie, jest mi trenować najciężej stricte Telemark, ale uważam, że od jeżdżenia, jeżdżenia, jeżdżenia nic, nic z tego by dobrego nie wyszło. Skupiamy się też na treningu na siłowni, treningu siłowym, motorycznym, kondycyjnym i tak dalej. Mam naprawdę świetnego Fachowca od tego, który przygotował stricte plan pod Telemark. Mamy jakiś tam program zrobiony i się jego trzymamy. Dużą część tego planu treningowego zajmują tak zwane wypady. No, zdecydowanie jest ich dużo, muszę przyznać. Wypady jakieś, podskoki właśnie, przeskoki z nogi na nogę, zmiany, przenoszenie ciężaru.
Z jednymi z lepszych trenerów, jakich mam do polskich do wybrania, dostałam namiary i jestem w kontakcie także Jak szkoła pozwoli, jak sytuacja tutaj pozwoli, to wyjedziemy. Wyjedziemy, będziemy skakać, więc trening skokowy też jest w planie. Na siłowni trenuję skoki, ale to są skoki takie wiadomo w miejscu, w dal i tak dalej. Skoki typowo narciarskie. To planuję wsiąść na skocznię, czy się uda skoczyć, dolecieć, wylądować, zobaczymy, nie mówię o mamucie, ale jakieś tam mniejsze skoki są właśnie planowane. W Telemark stricte no to w góry wyjeżdżamy, jak tylko jest okazja, no to w polskie góry, chociaż teraz ze śniegiem było rzeczywiście słabo, bo sezon się bardzo szybko skończył.
Więc to było problematyczne, ale na szczęście ten wyjazd, długi wypad miesiąc mnie nie było w Warszawie, właśnie miałam okazję pojeździć w Alpach po normalnych śniegu, długich trasach, dużo, dużo potrenować. Także co, no, wszystkie elementy trzeba jakoś połączyć i potem na zawodach zgrać w całość, każdy element połączyć i dać się wszystko. Z jednej strony Zuzka tutaj przedstawia się jako fanatyczka telemarku, który jest taką dyscypliną trochę nieznaną. Mieliśmy okazję spotkać całkiem sporą grupę osób z Polski podczas naszych wyjazdów na Puchar Świata i w większości były te osoby bardzo zdziwione tym, jak wygląda telemark sportowy na żywo. Byli zdziwieni tym, jak bardzo jest to dynamiczna dyscyplina, jak bardzo jest ona ciekawa.
Wydawało mi się, że ten telemark to jest takie, no dziadki w kapeluszu sobie gdzieś tam pojadą po łące, a tu się okazuje, że na twardej lodowej ścianie idzie po prostu pełnym piecem, ostra walka i nie ma odstawienia na nart. Tak z ciekawości, jedna z pewnych polskich zawodniczek alpejskich, powiedzmy, że do znanych, chyba dwa tygodnie temu, tak? Dwa tygodnie temu zakupiła buty do telemarku, więc... W ramach uzupełnienia treningu i skontaktowała się z Zuzą, żeby może wspólnie potrenować. Chyba, chyba wiem o jaką zawodniczkę chodzi i chyba startuje w Pucharze Świata, a resztę zostawiamy oczywiście słuchaczom do domysłów. Szczegóły zostawmy na boku. Tak, tutaj Telemark, tak jak wczoraj, wczoraj miałam okazję właśnie udzielić na żywo wywiadu, wywiadu w radiu, wywiadu...
W radio udzielałam wywiadu i dostałam pytanie, że Telemark to chyba na takich płaskich trasach spokojny... To jest bardzo błędne przekonanie, bo u nas jeździ się na trasach z homologacją fisowską. Są to te same trasy, co jeżdżą zawodnicy Pucharu Świata w alpejskim narciarstwie, więc to wcale nie jest wolniejsze. Prędkości osiągamy nieco mniejsze, bo wiadomo, jedziemy jednak na tych nartach rozstawionych, u nas narty nie są aż tak długie, żeby dało się skręcać, bo jak rozsuniemy nogi, to wiadomo, że to się jeszcze wydłuża o jakiś kawałek te narty, ale trasy są strome, są utwardzane, są w lodzie, o tym się przekonałam, więc to wcale wolne nie jest, jest widowiskowe, nawet zwykły przejazd giganta jest, jest na co patrzeć.
Zaczęli jeździć w pucharze zanim ja zaczęłam chodzić, tak miałam okazję wystartować w równoległym z taką zawodniczką na pierwszym przejeździe, więc na równoległym daleko nie zaszłam, stąd taki wynik, bo na pierwszy przejazd dostałam właśnie wcześniej wspominaną Josmin Taylor, która jeździ telemarkiem, zaczęła w Pucharze Świata jak ja miałam lat bodajże trzy, wydaje mi się, że od 2010 startuje czynnie już w Pucharze Świata. Więc osiągnięć trochę na swoim koncie ma pojedynek, nie był zbytnio wyrównany, ale tak jak opowiadałam wcześniej, jak tylko przekroczyła metę, to się odwróciła, zaczęła machać kichami, go, go, więc przynajmniej fajnie było, trochę się pośmiałam, no bo co innego mi zostało, jak tylko ją gonić i się śmiać. To, o czym wspomniała Zuza, to jest pilnowanie bardzo poprawnej sylwetki w telemarku, żeby nie łapała karnej sekundy za to, że ten telemark jest nieprawidłowy.
Ja mając jakiś swój bagaż doświadczeń sędziowskich, gdzie na szczęście nie oceniam nikogo za styl, trochę też byłem na to wyczulony, jak zaczęliśmy się zajmować telemarkiem i zacząłem oglądać te zawody właśnie z takiej perspektywy, jak ja bym gwizdał dany przejazd. I muszę przyznać bardzo uczciwie, że w zdecydowanej większości wypadków te dodawane karne sekundy bądź brak dodanych karnych sekund był stuprocentowo zgodny z moimi obserwacjami. Nie dostrzegłem sytuacji, że ktoś celowo dodaje jakieś karne sekundy, że ktoś jakoś tam dziwnie gwizdze, więc ma to sens, a dodaje dyscyplinie ten ciekawy właśnie walor, że ta jazda musi być nie tylko skuteczna, nie może być nie tylko szybka, znaczy musi być nie tylko szybka,
Pokazano pierwszych 25 dopasowań — doprecyzuj frazę, aby zawęzić wyniki. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Antoni Zalewski witam gościa i przedstawia go - Zuzannę i Mareka Stachowskich, ojca i córkę, trenera i zawodniczki Telemarku.
Zuzanna opowiada o swoim przejściu od inline alpine do Telemarku, a Marek wyjaśnia, jak to zaczęło się i jakie role pełnią w jej treningach.
Zuzanna opowiada o swoich początkach w Pucharze Świata, a Marek wyjaśnia, jak to zaczęło się i jakie role pełnią w jej treningach.
Marek opowiada o poznaniu środowiska telemarkowego, a Zuzanna o zintegrowanej grupie zawodników i ich wspólnej pomocy.
Zuzanna opowiada o pomocy trenerów podczas wyjazdów, a Marek wyjaśnia, jak to wygląda.
Marek opowiada o rywalizacji w telemarku, a Zuzanna o zasadach i zasadniczych zasadach tej dyscypliny.
Marek wyjaśnia, co to jest Villablino i Vinland Alpine, a Zuzanna opowiada o imprezach telemarkowych.
Marek wyjaśnia, co to są Classic, Sprint i Slalom Run, a Zuzanna opowiada o telemarku i jego cechach.
Zuzanna Stachowska opisuje równoległy, skoki i sekcje biegowe w Telemarku, podkreślając ich widowiskowość i ciekawość do oglądania. Równoległy to najbardziej widowiskowe element, zwracając uwagę na konkurencję i technikę zawodników. Sekcje biegowe są krótkie, ale intensywne, z karnymi sekundami i trudnymi decyzjami o torach.
Rozmowa o modelu współpracy i codziennym życiu Zuzanny i Marca Stachowskich, wspomnienia o treningu i wyjazdach.
Opis trenerów i ich roli w rozwoju Zuzanny Stachowskiej w telemarku, a także opowieść o doświadczeniach w telemarku w Polsce.
Opis relacji z Polskim Związkem Narciarskim i sposobu działania w tej dyscyplinie, a także rozmowa o możliwości rozwoju telemarku w Polsce.
Analiza sytuacji telemarku w Polsce, braku infrastruktury i możliwości rozwoju dyscypliny.
Zuzanna Stachowska opowiada o korzyściach płynących z praktyki telemarku dla narciarzy alpejskich.
Zuzanna Stachowska i Marek Stachowski polecają Sławka Lasaka jako najlepszego fachowca w telemarku i propozycje na warsztaty.
Zuzanna Stachowska opowiada o doświadczeniach z telemarkiem na rolkach i jego korzyściach dla narciarzy alpejskich.
Rozdziały i streszczenia generowane automatycznie. Pełna transkrypcja nie jest publikowana — wyszukaj frazę, aby zobaczyć dopasowane fragmenty.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
Podążając za niekonwencjonalnymi dyscyplinami narciarskimi po raz kolejny zaglądamy do początków narciarstwa, czyli telemarku.
Tym razem rozmawiamy z jedyną (i pierwszą w historii) zawodniczką z Polski w telemarku, Zuzanną Stachowską oraz trenerem-koordynatorem Markiem Stachowskim.
Skąd pomysł na telemark? Jak wyglądają zawody i rywalizacja w PŚ w telemarku? Jak wygląda telemark w Polsce i gdzie warto rozpocząć swoją przygodę?
Na te pytania odpowiadamy w najnowszym odcinku ! Zapraszamy do słuchania.