Mentionsy Mentionsy
SOWINSKY Podcasts
SOWINSKY Podcasts

Bałem się podjąć decyzję… aż Bóg dał mi znak! [Na Werandzie Podcast #220]

25.08.2025 ·1 godz 5 min

Kochani, dziś „Na Werandzie” gościem jest Kacper (Kamil! 😃) Procki – specjalista od digital marketingu, podcaster, ale przede wszystkim człowiek, który odważył się pójść za Bogiem i zaufać Jego prowadzeniu! 🔥To rozmowa o procesie, który trwa całe życie.O tym, jak z „niedzielnego katolika” można stać się kimś, kto doświadcza Boga na co dzień.O znakach, które przychodzą w najmniej spodziewanych momentach.O odwadze w podejmowaniu decyzji, które zmieniają wszystko.O miłości, którą Bóg prowadzi i o przebudzeniu, które zmienia serce.Jeśli dziś boisz się zrobić krok naprzód, jeśli zwlekasz z decyzją – posłuchaj tego świadectwa. Może to właśnie przez nie Bóg chce powiedzieć Ci coś ważnego! ❤️‍🔥Tutaj zaobserwujesz Kacpra Prockiego 👉📸 Instagram: https://bit.ly/4fJVYao 🏗 Buduj z nami Na Werandzie Studio! 👉 https://bit.ly/3zjupUz

Jak to było? Ja lubię używać słowa proces, bo to był proces i cały czas jest proces. Bo właśnie, tak jak mówisz, ja byłem takim typowym wierzącym katolikiem. Myślę, że bardzo gorliwym, czasami aż za bardzo gorliwym. Ja w ogóle pochodzę z takiej rodziny, która była zawsze wierząca, mniej lub bardziej, może nie tak bardzo głęboko, ale wierząca, to znaczy chodziliśmy po prostu zawsze do kościoła. Więc ja w swoim życiu nie miałem takiego momentu jakiegoś całkowitego odwrócenia się od Pana Boga, gdzie powiedziałem nie. Ja byłem zawsze takim grzecznym chłopczykiem, który po prostu robił to, co wie, że trzeba zrobić.

Czy w szkole, czy właśnie w wieże, tak to wyglądało zawsze, więc zawsze co niedzielę była po prostu msza. No i to się zaczęło zmieniać w pewnym momencie, jak już trafiłem na studia. To jest też myślę, że ważne, żeby to dodać. Myślę, że byłem takim trochę faryzeuszem niejednokrotnie. To znaczy umiałem przede wszystkim atakować innych ludzi za to, że czegoś nie robią, że nie wypełniają prawa, bo na przykład nie poszczą w piątki. I byłem takim trochę katotalibem w jakimś stopniu dla jakiegoś swojego najbliższego otoczenia. No nie było w tym miłości, ale przede wszystkim nie było... takiej prawdziwej relacji z Bogiem.

Ja się potrafiłem modlić, oczywiście, że tak. Odmawiać pacierz i tak dalej. Nawet ta modlitwa gdzieś tam potrafiła przynosić jakieś owoce, więc super. Ale nie było takiego żywego spotkania z Bogiem. No i takie pierwsze, mocniejsze zetknięcie to był rok 2019. Ja wróciłem z Erasmusa, z Hiszpanii, bo tam mieszkałem pół roku. I jakoś mam wrażenie, że w tamtym czasie byłem trochę dalej od Boga. Dalej od Boga to znaczy, że nawet potrafiłem w jakąś niedzielę nie pójść do kościoła, mieszkając w Hiszpanii, więc dla mnie to już było wow, dużo. A tak się świetnie złożyło, że jeszcze przed wyjazdem poznałem jednego księdza, który działał w parafii na Ursynowie w Warszawie.

Było trochę ciężej i wiedziałem, że ten ksiądz to jest człowiek, który może mi pomóc. I zaczęło się od jakiejś tam spowiedzi, od jakiegoś wyjazdu skupienia tej wspólnoty. I tak zacząłem krok po kroku wchodzić w to coraz bardziej, być coraz bliżej Boga. W ogóle ten kapłan na maksa otworzył też serce dla mnie i zaczął mi tłumaczyć różne rzeczy, pokazywać. Miałem wtedy spowiedź w ogóle z całego życia. I poczułem, że w tym wszystkim, co mnie spotyka, nawet w tym trudnym czasie, no jest Bóg. I wtedy też usłyszałem coś fajnego od tego księdza, że jestem Bożym szczęściarzem, bo Bóg mi tak wszystko poukładał w życiu.

No i wiesz co? I tak naprawdę później dużo rzeczy się jeszcze rozegrało, bo... Rozeznawałem powołanie, też fajnie mnie Bóg przez to przeprowadził. W pracy miałem różne dylematy, no bo tak jak mówiłeś, ja zajmuję się reklamą internetową i były takie momenty, gdzie czułem, że to nie jest dla mnie, że ja tutaj robię coś złego, bo na przykład jakaś firma chce promować antykoncepcję i ja miałem być osobą, która się tym zajmie, która będzie robić taką reklamę. No i ja powiedziałem wtedy szefowi, nie zrobię tego. Ale koniec końców zrobił to mój kolega, więc zatrzymałem się w tamtym momencie i mówię, no kurczę, co jest?

Okej, ja tego nie zrobiłem, moje sumienie może jest czyste, ale firma dalej to zrobiła. I miałem taką wrażliwość, że mówię, no dosyć, trzeba coś z tym zrobić. I nawet miałem w pewnym momencie odejść z pracy, ale zaproponowano mi, żebym został na 4-5 etatu, a ten jeden dzień w tygodniu, który będę miał dodatkowy, żebym poświęcił na coś Bożego. No i wtedy trafiłem do Caritas Warszawskiego. Teraz już tam pojawiam się sporadycznie, ale był taki czas, że właśnie byłem co tydzień. To akurat był czas wybuchu wojny na Ukrainie, więc tam naprawdę było sporo pracy, więc mogłem jakoś tam pomóc. A później też wykorzystywać te swoje umiejętności zawodowe dotyczące reklamy i też jakoś tam pomagać Caritas właśnie w ten sposób.

No ale sobie byłem takim katolikiem i już nawróconym katolikiem i naprawdę czułem się z tym wszystkim dobrze. Ale jak się okazało, Bóg miał jeszcze większy plan dla mnie. I nadszedł rok 2023, który ja nazywam takim rokiem swojego przebudzenia, które cały czas trwa według mnie, bo cały czas się dzieją jakieś nowe rzeczy i cały czas Bóg mnie w jakieś nowe miejsca posyła, wprowadza. No i ten rok 2023... Przede wszystkim we wspólnocie, w której byłem i w której teraz cały czas jestem, czyli w duszpasterstwie akademickim Dąb w Warszawie, na Rakowieckiej.

Może kiedyś się uda, ale nie chcę brać żadnego kredytu. No ale pojawiała się taka opcja, w ogóle świetna okazja i tak dalej, i tak dalej. I widziałem, jak Bóg mnie w tym procesie zaczął prowadzić. Takimi, wiesz, drobnymi rzeczami. Bo w ogóle dom, który koniec końców kupiłem... Jest w miejscowości, przez którą po prostu przejeżdżałem jakoś parę miesięcy wcześniej i zobaczyłem taki duży billboard, że sprzedają tam takie domy i mówię, okej, może zobaczę. Zobaczyłem stronę internetową, mówię, no dobra, to może go obejrzę. Obejrzałem to osiedle, mówię, okej, podoba mi się tu. Pogadałem z deweloperem, ten deweloper w ogóle był bardzo otwarty.

no coś się wysypie, stracę pracę, nie będę miał kasy i tak dalej, to że jakoś Bóg się o to zatroszczy. A to też był dobry moment pod kątem finansowym, bo faktycznie na parę miesięcy przed wzięciem kredytu nagle pensja w pracy, tak, więc co jest. I to też mi niesamowicie pomogło. Ale z drugiej strony, no wariactwo. Po co mu dom, nie? No i koniec końców w ogóle mi się udało to wszystko ogarnąć, kupić ten dom. Wspólnota mi niesamowicie pomogła. W ogóle przeprowadziła mnie tam. Była w tym całym procesie też ze mną. Na sam koniec w ogóle remontu taka ekipa trzech osób, Asia, Natka i Bartosz przyjechali do mnie i wysprzątali mi cały dom w jedną noc.

Mówię, o kurde. I to był chyba sierpień czy wrzesień, więc wiesz, w lipcu zaczął się ten program Kredyt 2%, ja poszedłem do banku, poprosiłem o ten kredyt, powiedzmy, cały proces się rozpoczął. We wrześniu już ten dom kupiłem, a w międzyczasie właśnie chyba w sierpniu napisala do mnie Basia z taką rzeczą, dzwoni szybko do tego Rofała, od razu do niego na ty i tak dalej. I on mówi, no to nawet we wrześniu mogę być. O kurde. No i faktycznie był i czułem się tak zaopiekowany też przez Pana Boga dzięki niemu i koledze, z którym on remontował mi ten dom, wykańczał, bo faktycznie zrobili to w półtora miesiąca, czy tam niecałe dwa miesiące. W pewnym momencie nawet mieszkaliśmy razem.

wszyscy na kupie, że tak powiem, oni w tym domu i ja, dlatego że oni w ogóle są z Choryńca, więc to jest na granicy, przy granicy z Ukrainą, więc mieli kawał drogi, więc oni specjalnie pod Warszawę przyjechali po to, żeby mi ten dom wykańczać, więc po prostu czułem w tamtym momencie, że Bóg jest i że się o mnie troszczy, nie? W międzyczasie Zaczęły się też dziać rzeczy trochę trudne, bo we wrześniu, w ogóle w wakacje, ale też w wakacje próbowałem wejść w jakąś relację z dziewczyną i to w ogóle nie wypaliło. No po prostu się nie udało.

Może po prostu Bóg ma jakieś słowo do kogoś skierowane? A wszyscy się tak rozglądają. Nie, tu nie ma innego Kamila. Ale Kasper miał na imię Kamil w przeszłości. No bo tak było. Rodzice, jak się urodziłem, dali mi na imię Kamil Kasper. I tak zostałem ochrzczony jako Kamil Kasper, a dopiero jak szedłem do zerówki, to zamienili te imiona miejscami, nie? I to był moment... Ja teraz to wiem i teraz umiem to nazwać, wtedy nie umiałem tak łatwo, kiedy Bóg zaczął mnie wzywać po imieniu, właśnie korzystając z tego mojego drugiego imienia. Kasia to zapoczątkowała, a później ktoś napisał do mnie maila w pracy, w ogóle z zewnątrz, osoba, której nie znałem i pisze, cześć Kamil.

Ja w ogóle pierwszy raz przyjechałem do Skierniewic i mówię, o kurde, tak przejeżdżałem przez granicę miasta i mówię, o jacie. Stolica Bożego Przebudzenia. Mówię, gdzie ja jestem? Ja myślałem, że tu nigdy w życiu nie przyjadę do tych charyzmatyków, których tak bardzo nie lubiłem. I to był jeden z momentów, który mnie też chyba bardzo zatrzymał i mówię, Boże, gdzie ja jestem? Na początku roku nie pomyślałbym o tym, że mogę mieć dom, nie pomyślałbym o tym, że będę jechał do takich skierniewic, a w ogóle, że będę tam jechał do jakiejś dziewczyny, no to już w ogóle. A jeszcze w międzyczasie pojawił się ten podcast, który odpaliliśmy w lipcu i to też było takie coś, że... Dwa tygodnie wcześniej chyba zaczęliśmy rozmowę z Natalią właśnie ze wspólnoty, z którą to robię.

I ona mówi, Kacper, wiesz co, bo ja myślałem o tym, że zacznę coś tam nagrywać na YouTube'a i coś tam mnie podpytała. Ja mówię, no dobra, nie no, śmiało, masz dobry głos. Natalia pracuje w radiu. Masz dobry głos, możesz to zrobić. Super. Chociaż, wiesz co, jak tak patrzę na te różne podcasty, bo wtedy na przykład słuchałem ciebie z Jakimowiczem jakoś bardzo dużo, mówię, wiesz co, fajnie, żeby to była jakaś rozmowa, żeby to były dwie osoby. Ale nie myślałem wtedy o sobie. A Natalia długo nie myślała i napisała mi, a może ty byś chciał? No i wiesz, Bóg nam pobłogosławił. Mieliśmy sprzęt bardzo szybko i zaczęliśmy to robić. Na początku nagrywaliśmy głównie Słowo Boże na każdy dzień. To robimy do dzisiaj. No ale też robiliśmy inne rzeczy, jakieś tam inne serie, ale ja uważam, że z mojej strony...

To też nie była do końca na początku taka czysta i boża inicjatywa. Ja widzę, jak to się zmienia w czasie. Mam wrażenie, że tam dużo było mnie, jakiejś takiej mojej potrzeby bycia na świeczniku, takiego szukania atencji, uwagi. Ja dopiero z czasem to zauważyłem. Szczególnie jak samo prowadzenie podcastu zaczęło mnie mocno wykańczać pod kątem zmęczenia, czasu. Siedziałem po nocach, montowałem coś tam, coś tam, nie? I mówię, jejku... wykańczam się w ten sposób. Ale faktycznie, jak zacząłem to widzieć i jak zacząłem rozumieć też, co się dzieje we mnie, to się zaczęło trochę zmieniać. I teraz faktycznie mamy to już tak dużo lepiej poukładane.

Ale w ogóle najwięcej to się zmieniło w życiu Natalii tak osobiście, bo naprawdę sam podcast odmienił jej życie w ostatnim czasie. Ale to jest zupełnie odrębny temat. W każdym razie, no Bóg Zobaczyłem, że to faktycznie może mieć jakiś sens, pomimo, że jest tak ciężko. Więc wiesz, wracając, spojrzałem na ostatnie miesiące swojego życia, jadę do tych Skierniewic, to była końcówka listopada i mówię, co tu się właśnie stało. A jeszcze w międzyczasie właśnie ta sypiąca się relacja z tym przyjacielem, gdzie też już powiedziałem Panu Bogu w którymś momencie, ja nie mam siły. Zajmij się tym, jak chcesz to weź to.

Nie mam siły. Po prostu oddaję to tobie. I może oczywiście jeszcze cały czas się boksowałem, coś próbowałem zrobić, nie? Ale no nie. Wszystko się zaczęło walić pod tym kątem. No i kontynuując historię związaną z Kasią, no Bóg... Zaczął tam przychodzić z konkretnymi znakami, sygnałami. Nam się świetnie rozmawiało. Po tym spotkaniu też w ogóle było tylko lepiej. Więc cały czas otrzymywaliśmy jakiś kontakt. W grudniu to jeszcze tam parę razy się spotkaliśmy. Kasia też przyjechała w ogóle do mojej wspólnoty razem z Marcinem, bo Marcin Zieliński był u nas gościem też. Ale znowu zaczęły się dziać takie ciekawe rzeczy.

I jak Kasia mi to napisała, mówię, o kurde, co tu się dzieje? W sensie normalny człowiek by nie zwrócił w ogóle uwagi na takiego typa... No właśnie, nie sądzę. I to nas bardzo mocno zatrzymało. Oczywiście jeszcze wtedy sobie nie nazywaliśmy tego w ten sposób, że... Znaczy nie mówiliśmy tak wprost o tym, że coś między nami się może narodzić, wiesz. To dalej były takie rozmowy, fajnie, fajnie, ale ona też nie przyznała się pewnie do tego, jak ją to mocno zatrzymało. Nie bardzo. Więc mamy sobie ten grudzień i dalej dzieją się rzeczy. Jakoś tak pod koniec grudnia, już po świętach, ja mówię, kurczę, Panie Boże, trzeba w końcu coś z tym zrobić.

Miałem pokój w sercu, wszystko się pięknie udało z pomocą Boga, z pomocą rodziców wielką. Ale jeżeli chodzi o te relacje różne, które miałem w życiu, no było to dla mnie mega trudne. Ja sobie myślę, no i co? A jak się nie uda? A jak jej powiem, że ja coś czuję, a ona tego nie czuje? I to, i tamto, i siamto, albo... No nie wiem. W każdym razie miałem taki moment zatrzymania. Mówię, trzeba coś z tym zrobić. I znowu tutaj trochę wkroczyła weranda, bo między świętami, to znaczy właśnie po Bożym Narodzeniu, a jeszcze przed Sylwestrem... Pamiętam, że odpaliłem sobie, czy odpaliłem, czy sam mi się odpalił jako kolejny odcinek, twój odcinek z Mają, jak Maja siedzi tutaj na moim miejscu i rozmawiacie.

Bo właśnie Maja wtedy mówiła, że nic jej się nie kleiło, że czuła, że to w ogóle nie to rzeczne w tamtym momencie, w jakim była w życiu. A ja mówię, no kurczę, no... Teoretycznie też tak czuję, no bo to jest nienormalne, to wszystko tak się szybko dzieje. Jeszcze w międzyczasie w ogóle Kasia zabrała mnie, zaprosiła mnie na posługę. Pojechaliśmy gdzieś tam pod Kępno. Ja tam po prostu miałem powiedzieć świadectwo i jakoś jej pomóc. Więc jeszcze to doszło i sobie myślę, Boże, ja na początku roku, między innymi po spotkaniu z Krzyśkiem, myślałem o tym, że fajnie by było gdzieś tam pojechać, gdzieś tam powiedzieć jakieś świadectwo, a to się zadziało już, praktycznie od zaraz.

Ja mówię, na pewno, na pewno. Wtedy to nawet ja o tym nie myślałem. Ale powiem ci, że jak ja zobaczyłem, że jest u was, to miałem taką myśl, że wy będziecie razem. Kolejny, no. Mądry Polak w szkodzie, w sensie takim, wiesz, że po fakcie to można sobie gadać, ale tak szczerze to mi przeleciała taka myśl przez głowę, że zobaczyłem na mediach, że jest u was Kasia i miałem taką myśl, że ty i ona będziecie razem. Widzisz, jaki prorok? No to ciekawe. Tylko nie powiedziałem ci. Może dobrze. Może i dobrze. Ja wtedy takiej myśli nie miałem. Nikt mi tego nie powiedział. Kasi w międzyczasie gdzieś tam, Kasia też miała w ogóle mnóstwo różnych znaków, sytuacji, ale no nie o niej. Ja takich rzeczy ogólnie nie mówię, po prostu to jest bardziej, że... No i słusznie. Że wiesz, Pan Bóg mi może coś powiedział, żebym się modlił za was i tyle, a nie żebym wam gadał, bo to może mieć wpływ potem na różne rzeczy.

Totalnie. W takim, wiesz, parowaniu ludzi to nie wolno tak. To by mogło nawet, wiesz, odstraszyć albo coś. Nie wolno tak. Ja na tym pierwszym etapie bym powiedział, że ty jesteś nienormalny, co ty w ogóle do mnie piszesz. Przyjechała jakaś laska, no w ogóle świetna jest, tak? Bardzo lubię to, co mówi i jest niesamowita, niesamowicie uwielbia i tak dalej, ale na tamtym etapie to mógłbym się faktycznie przestraszyć. No w każdym razie... Nie wszystko, co Pan Bóg mówi, to trzeba od razu, wiesz, gadać na oko. Trzeba tego od razu uwalniać. No i wracając, ludzie mi zaczynają składać różne życzenia, takie świąteczne. No i ludzie mieli takie różne strzały. Podchodzi do mnie taki Bartosz z naszej wspólnoty.

On mi wyjechał z czymś takim, a już wiem dlaczego, bo on był taki zmarnowany i ja mu powiedziałem, wiesz co, życzę wam... żebyście przetrwali ten czas, przygotowań do wesela i tak dalej. On mówi, no, żebyśmy się tylko nie rozwiedli. A ja mu mówię, no przed ślubem to się możecie rozwodzić, tylko później się nie rozwódźcie. No i tam śmiech i właśnie potem powiedział to, co powiedział, tak całkowicie znikąd. I mnie to tak zatrzymało. Co tu się dzieje? Dlaczego on mi mówi takie rzeczy w momencie, w którym teraz jestem? No i później weekend. Ja się modlę, jadę samochodem i się modlę i mówię, Panie Boże, w poniedziałek mamy ten koncert. Ja dalej nie wiem, co zrobić, chociaż myślę, że trzeba spróbować. Ale mam dwie prośby.

Po pierwsze, poproszę Cię o jakiś znak wtedy, w poniedziałek, żebym ja wiedział, że to, co robię, jest dobre. A po drugie, jak ja wejdę w te relacje, to niech będzie łatwo. Ja nie chcę kłótni, ja nie chcę, nie wiem, jakiejś manipulacji między nami, różnych rzeczy. Po prostu miałem złe doświadczenia z przeszłości i byłem tak dosyć negatywnie w ogóle nastawiony do kobiet w takim aspekcie relacyjnym. I takie dwa warunki postawiłem sobie, znaczy sobie, Panu Bogu. No i jest ten poniedziałek, jadę do Kasi, do Skierniewic, zgarnąć ją na ten koncert.

A ja mam takie, co tu się dzieje w ogóle? Po pierwsze, nie znam tego człowieka. W ogóle później mieliśmy niezłą bekę z Kasią, bo tak patrzymy na zdjęcie tego Kamila Burego. Nibząb. Blondyn. No nie wiem, no może ktoś mógł powiedzieć, że gdzieś tam trochę uśmiech podobny czy coś, ale to już tak na siłę, że głowa mała. Później pokazywałem różnym ludziom to zdjęcie i się tylko z tego śmiali. A mnie to po prostu wryło. Znowu Kamil. To w takim dziwnym momencie, nie? I to, widzisz, ja... Nie mam w swoim życiu duchowym, nawet nigdy nie miałem spoczynku w Duchu Świętym, nie mam takich, powiedzmy, bezpośrednich zetknięć z Panem Bogiem, że słyszę Jego głos, właśnie, że coś się dzieje, nawet na uwielbieniu, na modlitwie i tak dalej.

Pokazano pierwszych 25 dopasowań — doprecyzuj frazę, aby zawęzić wyniki. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.