Dawid Kurzmann - krakowski Korczak
To zdarzenie miało miejsce w krakowskim getcie, w październiku 1942. Dawid Kurzmann, kupiec i filantrop, nie przyjął niemieckiej propozycji ocalenia życia. Zamiast tego wybrał towarzyszenie podopiecznym Domu Sierot w ich ostatniej drodze – najpierw na stację Płaszów, a potem do obozu zagłady w Bełżcu. „Żeby dzieci nie były same, żeby nie czuły się porzucone” - tak opowiada o decyzji dziadka jego 86-letni dziś wnuk Marcel Kurzmann. Poruszająca opowieść o ekstremalnie trudnym wyborze łączy się z Rzeszowem cieniutką niteczką. Dawid Kurzmann właśnie tutaj się urodził, tu mieszkali też jego rodzice oraz siostra. Niebawem w mieście na ścianie starej synagogi zawiśnie tablica poświęcona Dawidowi Kurzmannowi.
Rzeszowskie historie. Dzień dobry, Grażyna Bochenek. W tym odcinku proponuję historię w zasadzie nie rzeszowską, co krakowsko-rzeszowską, a może nawet w ogóle krakowską, a z Rzeszowem jedynie w tle. Chcę ją tu jednak przedstawić, bo wobec postaci, której dotyczy, trudno przejść obojętnie. Dawid Kurzmann, urodzony w 1865 roku, a zmarły w 1942 roku z powodu okoliczności śmierci podczas akcji deportacyjnej w getcie w Krakowie, nazywany jest krakowskim Januszem Korczakiem. W polskich miastach, dzięki staraniom Waldemara Polańskiego i jego fundacji, imieniem Dawida Kurzmanna zaczynają być nazywane ulice, a niebawem w Rzeszowie poświęcona mu tablica ma zawisnąć na ścianie starej synagogi.
Na tle innych miast Rzeszów wyróżnia się tym, że właśnie tutaj Dawid Kurzmann się urodził. Wiemy o tym przede wszystkim z książki Grzegorza Siwora, Opowieść o Dawidzie Kurzmannie. Autor podaje dokładny dzień urodzin i imiona i nazwiska rodziców Dawida. I właściwie jeśli chodzi o Rzeszów to tyle, bo Kurzmann całe dorosłe życie był związany z Krakowem. Tam się ożenił, założył rodzinę, tam również pracował. Tak w skrócie, był kupcem i zarządcą w branży stalowej, powodziło mu się bardzo, bardzo dobrze, wyznawał chasydyzm, słynął z pobożności, a także z filantropii, bardzo się angażował w życie społeczne, działał aktywnie w partii Agudas Izrael, był członkiem zarządu Gminy Wyznaniowej Żydowskiej, tam odpowiadał za sprawy religijne i wspierał również dom sierot, zdobywał środki na jego utrzymanie.
Po wybuchu II wojny światowej Kurzmann, chociaż nie był ani dyrektorem tego sierocińca, ani nauczycielem, ani opiekunem, wiele uwagi nadal poświęcał podopiecznym domu, a w październiku 1942 roku podczas akcji deportacyjnej W krakowskim getcie Niemcy zaproponowali osobom związanym z prowadzeniem sierocińca ocalenie i pracę w nowej placówce. Prawdopodobnie chodziło o to, żeby do tej nowej jednostki ściągnąć kolejne dzieci z getta i prawdopodobnie miałabyś to dla nich pułapka. No ale personelowi to dawało szansę na uratowanie życia. Dawid Kurzmann takiej propozycji nie przyjął. Razem z dziećmi z sierocińca poszedł w pochodzie na stację Płaszów i stamtąd potem odjechali do obozu zagłady w Bełżcu.
Co ważne, Dawid Kurzmann nie był jedyny. Razem z nim i dziećmi w marszu szli kierowniczka zakładu Anna Feuersztein i jej mąż Juliusz, a także córka Dawida, Hela Frieda i jej mąż Dawid Schmelkes. Ta historia jest bardzo poruszająca, warto ją znać, no a w Rzeszowie powinniśmy o niej pamiętać, tym bardziej, że no właśnie tutaj Dawid Kurzmann się urodził. Na pewno możliwym jest uszczegółowienie naszej wiedzy o dziecięcym okresie jego życia w naszym mieście. Ja akurat przez przypadek trafiłam na nazwisko rodziców i siostry Dawida Kurzmana w związku z badaniem losów rodziny Freda Zinnemana. Okazało się bowiem, że jeden z wujków tego reżysera ożenił się z siostrą Dawida Kurzmana, Sarą, a rodzice Dawida i Sary byli w centrum miasta właścicielami dwóch kamienic.
To tylko ciekawostka, ale wyraźnie wskazuje na rzeszowskie korzenie osoby, którą się zajmujemy. W Izraelu do dzisiaj mieszka Marcel Kurzmann, wnuk Dawida Kurzmana. I właśnie jego, urodzonego w Krakowie w roku 1935, dziś więc 86-letniego, poprosiłam o rozmowę o dziadku. O tym, jaką podjął decyzję i o tym, czy i w jaki sposób my dziś o tym pamiętamy. Pan swojego dziadka nie pamięta, prawda?
No ale z pewnością o Dawidzie Kurzmannie panu opowiadał ojciec. A nie słowa. To co słyszałem, to tylko słyszałem od mojej matki, ale od ojca niczego. Nie wiem dlaczego o tym się nie mówiło. Nie wiem na przykład co mój ojciec robił przed wojną. Też nie wiem. Nie mówiło się o tym. Możliwe, że dzieci w tych latach... Ja myślę, że były dzieci bardziej... Nie byli z rodzicami tak bardzo związani. Bardzo słuchali rodziców, ale mniej się odważyli pytać ich i otrzymać jakąś informację. To, co rodzice dali, to było, ale to, co nie dali, dzieci się nie pytali.
Ale wielu członków państwa rodziny zostało w Krakowie, w tym właśnie Dawid Kurzmann. I czy pana ojciec nie wyrażał żalu, że jego ojciec, czyli pana dziadek, został w Krakowie, że nie chciał szukać ratunku przed Niemcami w Związku Radzieckim, że nie chciał być ze swoją rodziną? Czy to się dało wyczuć w pana ojcu? Jak pamiętam, powiedziałem wcześniej, myśmy o tym nie rozmawiali, bo możliwe, że on się czuł Że nie powinien tak zrobić, co zrobił. Możliwe, że żałował tego. Możliwe, że go bardzo bolało, że jego ojciec, że rodzica i siostra pozostali w Krakowie. Nie wiem, nie mam pojęcia. Nie mówiono o tym w ogóle. Nic. Dawid Kurzmann pochodził z Rzeszowa, ale o jego życiu w tym mieście bardzo niewiele wiadomo, bo ślub wziął w Krakowie i całe dorosłe życie spędził w Krakowie.
Podejrzewam, że pan również o tym rzeszowskim dzieciństwie swojego dziadka niewiele wie, a może w ogóle nic nawet. O życiu jego w Rzeszowie? Nie mam pojęcia, nic. To, co dzisiaj wiem, to wszystko od pana Grzegorza, pana Grzegora Szubora. Mam takie pytanie też do pana, bo z tych dokumentów krakowskich, o których pisał pan Grzegorz Siwor, wynika, że rodzice Dawida Kurzmana nazywali się Jakub Kurzman i Hinde Kurzman z domu Birnberg. On sam się urodził w Rzeszowie w 1865 roku. Tak się składa, że szukając informacji o Fredzie Zinnemanie, który urodził się właśnie w Rzeszowie, trafiłam też na te nazwiska, Jakuba Kurzmana i Hinde Kurzman.
I był zdaną osobistością, to nie był człowiek z ulicy, to człowiek, który należał do tej partii i niestety pozostałem bez odpowiedzi. A czy jako wnuk ma pan takie przekonanie, że to jest ważne, żeby o tym mówić, skoro tyle lat już od zakończenia wojny minęło i co to może zmienić, że poznamy lepiej Dawida Kurzmana i tą jego decyzję? Ja myślę, że Ja myślę, że prawdopodobnie ludzie się pytają, czy to jest dzisiaj na miejscu, że po tylu latach się jeszcze o nim mówił, tak? Tak się Pani pyta, nie? Tak. Ja uważam, że to jest nie tylko ważne, żeby mówić o nim, ale jest to naszym obowiązkiem wspominać i także podjąć działania w celu upamiętnienia i uwiecznienia jego niezwykłego kroku.
Niezwykły krok i tragiczny. Poświęcenie swego życia dla dobra bezrodnych sieród, aby tylko nie czuli się opuszczeni i porzuceni na pastę losu, w ostatnich chwilach swego życia jest szczytem moralnej wartości człowieka. Tak dziś mówi Marcel Kurzmann, rocznik 1935, urodzony w Krakowie, od lat mieszkający w Izraelu. Zostaje mieć nadzieję, że o jego dziadku dzięki tablicy na synagodze będzie pamiętać w Rzeszowie więcej osób.
Pokazano wszystkie 10 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
To zdarzenie miało miejsce w krakowskim getcie, w październiku 1942. Dawid Kurzmann, kupiec i filantrop, nie przyjął niemieckiej propozycji ocalenia życia. Zamiast tego wybrał towarzyszenie podopiecznym Domu Sierot w ich ostatniej drodze – najpierw na stację Płaszów, a potem do obozu zagłady w Bełżcu. „Żeby dzieci nie były same, żeby nie czuły się porzucone” - tak opowiada o decyzji dziadka jego 86-letni dziś wnuk Marcel Kurzmann. Poruszająca opowieść o ekstremalnie trudnym wyborze łączy się z Rzeszowem cieniutką niteczką. Dawid Kurzmann właśnie tutaj się urodził, tu mieszkali też jego rodzice oraz siostra. Niebawem w mieście na ścianie starej synagogi zawiśnie tablica poświęcona Dawidowi Kurzmannowi.