Mentionsy Mentionsy
Łysy z Rynku - Tomasz Borejza
Łysy z Rynku - Tomasz Borejza

Armagedony, które nigdy nie nastąpiły

01.11.2025 ·35 min 36 s

Od Nostradamusa po kometę Atlas - dziesięć końców świata, które miały nas zgładzić, a skończyły się na nagłówkach. Ranking ludzkich lęków, proroctw i apokalips, które nigdy nie nadeszły.

W stronę Ziemi zbliża się tajemnicza kometa Atlas. Śmierdzi końcem świata. Znam się na tym, bo przeżyłem już wiele końców świata. Koniec świata z Nostradamusem. Koniec świata z Jennifer Lopez. Koniec świata z Miami. Przeżyłem też koniec świata w czasie pandemii, gdy kupiłem cztery paczki makaronu, ryżu oraz kaszy. I powiem wam jedno. Mam sprawdzony sposób na to, jak przeżyć każdy z końców świata. I powiem wam go na końcu. Materiału. Nie końca świata. Pierwszy koniec świata przeżyłem, kiedy byłem małym chłopcem, w połowie lat 90.

Wtedy działała taka telewizja, telewizja Krater, zwana potem Telewizją Polonia 1. Była to zjawiskowa telewizja. Na przykład emitowano tam japońskie bajki, chociaż każdy mówił na nie chińskie bajki. Te bajki były z włoskim dubbingiem i z polskim lektorem. Załóż przynętę. Nie potrafię. Nauczę cię. Ale wróćmy do końca świata, bo właśnie w telewizji Polonia 1, w której emitowano przeróżne rozmaitości, któregoś dnia zobaczyłem przerażający film. Brodaty tajemniczy naukowiec, ubrany oczywiście w niepokojące czerwone szaty, no i sceny z kronik filmowych.

Z wojen, bitew, wybuchów bomb. Tak, to był film o Nostradamusie. O Nostradamusie, który przewidział wszystko, co złe i najgorsze. Mechanizm tego filmu był taki, że ten lektor drżącym głosem przy akompaniamencie tej przerażającej muzyki pokazywał to, co Nostradamus napisał kiedyś w XVI wieku i co się sprawdziło. Pierwsza wojna światowa, druga wojna światowa, rewolucja francuska, wybuchy bomb atomowych. No chłop przewidział wszystko, co było złe, straszne i tragiczne. No i w tym filmie przytoczono także przepowiednie dotyczące lat następnych.

No i co się okazało? No że pod koniec lat 90. zejdzie jakiś antychryst. Jakiś paskudny człowiek uderzy z Bliskiego Wschodu. Będzie wojna. Będzie wybuch. Będzie koniec świata. Dla mnie, kilkunastoletniego chłopaka, sprawa była jasna. Prosta jak 2 i 2. Skoro chłop przewidział II wojnę światową, rewolucję francuską, śmierć królów, to dlaczego ma nie przewidzieć tego, co się stanie niedługo? A niestety przewidział koniec świata. Był to film The Man Who Saw Tomorrow. Człowiek, który zobaczył jutro. No i cóż można po latach powiedzieć o tym dziele, o tym filmie, przez który nie spałem przez wiele nocy.

Ano tyle, że za wiele to się nie sprawdziło. Powiem więcej, twórcy tego filmu sami po latach przyznali, że to był stek kłamstw, manipulacji i za wiele z prawdą to to wspólnego nie miało. Zresztą jak jest z Nostradamusem? Jak jest w ogóle z tego typu przepowiedniami? No trochę tak jak z Krzysztofem Jackowskim, którego znamy tutaj z lokalnego podwórka. To znaczy przepowiadanie przyszłości przez tego typu ludzi polega na tym, że mówi się Bliżej nieokreślone obłe rzeczy, co do których można w jakimś sensie przypisać każde wydarzenie. Już Wam podaję konkretny przykład, żeby to dokładnie wyjaśnić.

Tutaj przepowiednia Nostradamusa, która rzekomo miała być proroctwem tego, że dwa samoloty uderzą w dwie wieże w 2001 roku w Nowym Jorku. 5 i 40 stopni będzie płonąć niebo. Ogień ogarnie wielkie nowe miasto. Natychmiast wystrzeli wielki, cienki płomień. Kiedy ktoś zechce wydać na próbę Normanów. No co to może znaczyć? To może znaczyć wszystko i nic. Oczywiście, no nowe miasto to od razu kojarzy się z Nowym Jorkiem. No ale nowe miasto to może być równie dobrze Neapol, czyli Neapolis, nowe miasto. A może nowe miasto w Polsce, bo też takie istnieje.

45 stopni? No, Nowy Jork leży rzeczywiście blisko, ale na 41 stopniu geograficznym. Wielki cienki płomień? No może, może, ale to wszystko jest naciągane. A zobaczmy proroctwo rzekomo dotyczące księżnej Dajany. Ta, która została odrzucona, powróci do władzy. Jej wrogowie znajdą się pomiędzy spiskowcami. Z większą chwałą niż przedtem będzie panować. Z trzema i siedemdziesięcioma śmierć jest pewna. No można to skleić z wypadkiem drogowym w tunelu księżnej Dajany. Powiedzieć, że to jest naciągane, to nic nie powiedzieć. No podobnie jak ta przepowiednia, która zapowiadała koniec świata w 1999 roku, przez którą nie spałem.

W roku 1999, siódmego miesiąca, spadnie z nieba wielki król strachu, aby wskrzesić wielkiego króla Hunów. Przed i po jego przyjściu Mars rządzić będzie łatwo. No i co wydarzyło się w tym 1999 roku? Przyszedł jakiś antychryst? Jakiś król Hunów? No, teoretycznie nie, choć ktoś może powiedzieć, że przyszedł najgorszy antychryst, jaki może przyjść, bo w 1999 roku pojawiły się gimnazja. Tak, to był nowy rozdział w historii polskiej edukacji i ja wam tutaj od razu wrzucam ciekawostkę także z mojego życia, że byłem ostatnim pokoleniem, ostatnim rocznikiem, który nie poszedł do gimnazjum.

No i właśnie dlatego nazywano ją Wielką Kometą z 1997 roku. Jak to zawsze przy takiej okazji, kiedy do Ziemi zbliża się jakiś tajemniczy, mało znany obiekt. Dzisiaj mamy do czynienia z dokładnie tą samą atmosferą, ale o tym później. Zaczęły pojawiać się teorie spiskowe, obawy, różnego rodzaju scenariusze, w których określono wersję, że to może kometa, ale może statek kosmiczny. I tutaj dochodzimy do sekty Heaven's Gate, czyli Wrota Niebios. To jedna z wielu, wielu, wielu sekt, które działały wtedy tak konkretnie w Stanach Zjednoczonych. No ale lata 90. to był taki prime time sekty.

Działały one również w Polsce. Takie to były czasy, że sekty miały się bardzo dobrze. No i ta sekta Wrota Niebios, której dowodził Marshal Applewhite, miała taką teorię. Taką teorię, że Jezus Chrystus jest kosmitą. Kosmitą, który wszedł w Jego ciało w czasie, kiedy oblewał Go wodą, czyli chrzcił Jan Chrzciciel. No i ta kometa, kometa Halei Abopa, tak naprawdę miała nie być kometą. Ona miała być statkiem kosmicznym, który leciał, leciał tutaj na Ziemię, aby dokończyć ten proces ewolucji, który rozpoczął się w czasie ochrzczenia Jezusa. Miał przybyć po najbardziej zaawansowane jednostki, czyli po najbardziej duchowo rozwiniętych ludzi.

No i co w tej sekcie wymyślono w związku z przylotem czy ze zbliżaniem się tej komety? No nic mądrego. W momencie, kiedy ta kometa zaczęła zbliżać się do Ziemi, blisko 40 członków tej sekty postanowiło skończyć. Skończyć swoje losy na tym ziemskim padole. Chyba chcieli, czy rozumieli, że to będzie przygotowanie się do wskoczenia na ten statek kosmiczny, który leciał w ogonie tej komety. No i cóż. Nie doczekali tego końca świata. Niepokojący rozdział tej historii, ale też pokazujący, że ludzie są jednak dość naiwni w swojej naturze, oczywiście nie wszyscy, że dość łatwo ich zmanipulować, kiedy używa się właśnie takich krańcowych, wielkich tematów.

Natomiast co w tej historii... Warto zapamiętać, oprócz tego, że to jest taki przykład na to, że w latach 90. sekty miały ogromny wpływ na to, jak żyją ludzie, to to, że była to pierwsza sekta, która używała internetu do głoszenia swoich... Jak się okazało, niezbyt mądrych, a na pewno prowadzących na manowce teorii. Zresztą ta strona, strona Heaven's Gate, rodem z roku 1997, funkcjonuje nadal. Zobaczcie, tego to wygląda ku pamięci, aby nie wierzyć szarlatanom, no i też, aby zobaczyć, jak wyglądał świat, jak wyglądał Internet w 1997 roku.

Ale wracając do sedna, do świata realnego, do tego, co dzieje się naprawdę. Zobaczcie, proszę, jak wyglądał ten rzekomy koniec świata, czyli przelot nad Ziemią komety Heiliego Bopa. Tak, leci biała kropka na niebie. Leci, no. Leci i znika. Bardziej spektakularne od tego końca świata Były gry na Atari, gdzie kwadrat gonił kropkę. Ale na kolejny koniec świata długo czekać nie musieliśmy. Nie, nie, nie, nie, nie. Bo oto zbliżał się rok 2000.

Tak, sama data 2000 to brzmi dumnie. Do tego jest to zmiana rozdziału. Wchodzi kolejny rozdział, kolejny wiek. 20. się kończy, 21. się zaczyna. Ale była tutaj rzecz apokaliptyczna, która dawała jeszcze bardziej do myślenia niż tylko symbolika liczb i dat. Mianowicie, wszyscy zaczęli mówić o 2K back. Chodzi o to, że przed tym 2000 rokiem, kiedy powstawały komputery i systemy informatyczne jako takie, no to ci informatycy byli krótkowzroczni. I kiedy w systemach tworzyli daty, to używali dwóch cyfr do określenia roku.

Czyli nie był to 1993, no tylko 93. No i wtedy mówiono nam, że kiedy przeskoczy rok, No to systemy komputerowe nie będą wiedziały, czy tak naprawdę chodzi o rok 1901, czy o 2001. Czy o 1912, czy o 2012. No i że te systemy informatyczne, komputery, które w zasadzie już wtedy miały coraz większy wpływ na to, jak działa nasz ówczesny, współczesny świat, po prostu zgłupieją. I wiecie co? No to brzmiało rozsądnie. To znaczy, o ile jeszcze pisane piórem na jakichś pergaminach dziwnie brzmiące wypociny filozofa jakiegoś z XVI wieku w czerwonym wdzianku, no to jeszcze można było traktować jak opowieści z drzewa sandałowego.

No i dobra, czy rzeczywiście świat zgasł? Zobaczmy. No cóż, jeśli to miał być koniec świata, to niezbyt spektakularny. I kolejny koniec świata, którego świadkiem byłem, a nawet więcej, udało mi się go przeżyć, to koniec świata z okolic roku 2008. Wtedy to pojawiły się informacje, że w Genewie naukowcy CERNu tworzą wielki zderzacz cząsteczek. Wielki zderzacz hadronów.

I ta operacja, to zderzenie cząsteczek miało doprowadzić do scen dantejskich, to znaczy do powstania czarnej dziury, która z tych podziemi, ich siedziby w Genewie, miała wessać cały świat i go zakończyć. No i jak skończyły się te tajemnicze, diabelskie doświadczenia naukowe? Nic się nie stało strasznego. To znaczy stało się coś dobrego dla nauki, ale dla nas ludzi? Nie wessała nas czarna dziura. Nie powstał tajemniczy portal przenoszący nas do innego świata. No w ogóle nic się takowego nie wydarzyło.

Świat jak się kręcił, tak się kręci, no i będzie się kręcił. Także nici zwrót piekielnych, które miały powstać w Genewie, w podziemiach CERNu, Ale to nic, bo coraz większymi krokami zbliżał się rok 2012, a w tym roku miały wydarzyć się dwie wielkie rzeczy. Występ Polaków na Euro, no i koniec świata. Jak się domyślacie, oba te wydarzenia zakończyły się klapą, ale od początku. Jeśli chodzi o perypetie piłkarzy, to skończyło się tak jak zawsze. Skopali nam tyłki, mieliśmy wielkie nadzieje, które spełzły na niczym.

Z tego wielkiego balonika, z tego wieszania flag na oknach wyszło wielkie nic. Jedyna różnica była taka, że te tyłki skopano tu w domu, na polskich, pięknych wówczas, świeżo wybudowanych stadionach. Więc aby doznać goryczy porażki, nie trzeba było daleko jeździć. A co z końcem świata? No koniec świata tym razem miał dotyczyć... Kalendarza Majów. Tak, tych Indian, którzy budowali wielkie cywilizacje, nie mając wielkich narzędzi, nie mając wielkich możliwości, a jednak robili to. No i ta starożytna cywilizacja prowadziła swój kalendarz.

No i według badaczy tego kalendarza na 21 grudnia 2012 roku przypadał koniec tego kalendarza. No i to, ma się rozumieć, oznaczało też koniec świata. Więc po tej porażce na euro czekała nas jeszcze większa, gigantyczna porażka w postaci zakończenia losów planety zwanej Ziemia. No i na pewno pamiętacie, że to odliczanie do tego grudnia 2012 roku weszło do popkultury. Im bliżej tej daty, tym więcej było artykułów, filmów. Były nawet spotkania naukowe, gdzie naukowcy starali się odpowiadać na najważniejsze pytanie.

Czy to już? To były pytania, które ja sam bym zadał. Pytania o to, czy lico, czyli koniec świata jest odwołany, czy jednak będzie. No koniec świata. Tak się składa, nie nadszedł. No i co zabawne, było uroczyste odwołanie tego końca świata. Patrzcie na to. Majowie wyznaczyli koniec świata na 21 grudnia. Co mają do powiedzenia? Tak to właśnie wyglądało w 2012 roku, w czasach, kiedy portale internetowe były już potężne.

One sobie nazarabiały klików. Naukowcy też mieli swój czas. Ci, którzy interesowali się właśnie starożytnymi cywilizacjami Majów. W końcu ktoś się nimi zainteresował. Mieli swój prime time. Różnego rodzaju miłośnicy teorii spiskowych także mieli swój dobry czas, bo mogli czekać na koniec świata, który zbliżał się coraz większymi krokami. No i producent tych japońskich samochodów także zmonetyzował koniec świata, który nie nadszedł. No cóż, jak widzicie, wszystko się wydarzyło poza tym, co się miało wydarzyć, czyli końcem świata. Ten koniec świata będzie inny niż wszystkie, ponieważ mamy tu coś, co również jest oznaką czasów, w których ten koniec świata nastąpił.

Czyli wiecie, taka promocja. Dwa w jednym. Bo to był koniec świata, który wydarzył się aż dwa razy. David Mead, samozwańczy astrolog, znawca Biblii, On stworzył, wymyślił taką teorię, która rzeczywiście wzbudzała wśród części ludzi obawy, że koniec świata nadchodzi. Już wam wyjaśniam, na czym mniej więcej to polegało. Otóż według niego istniała planeta Nibiru, zwana też zamiennie planetą X, która ukrywała się za Plutonem, ale co kilka tysięcy lat miała zbliżyć się do Ziemi i jej zagrozić. Zagrozić, czyli wlecieć w ziemię i rozetrzeć ją na pył, albo przynajmniej przelecieć tak blisko, aby wydarzyły się różnego rodzaju katastrofy.

I ta teoria była w jakiś taki naciągany sposób oparta na apokalipsie świętego Jana. I tak mit, który ustalił termin końca świata na 23 września 2017 roku, kiedy to się nie wydarzyło, przebukował koniec świata na rok 2018, a dokładniej na 23 kwietnia. Pomimo przebukowania końca świata, ten znowu nie nastąpił, no i on przesuwał ten termin końca świata, mówiąc, że Bóg daje nam jeszcze czas. Jak to się skończyło? No tak, że koniec świata nie nastąpił. Dobra, mieliśmy dwa końce świata w jednym, niczym szampon i odżywka w jednym, i przechodzimy do jednego z najdziwniejszych końców świata, jakie dane mi było przeżyć, czyli do pandemii, do roku 2020.

To jest jedno z tych wydarzeń, które miały miejsce stosunkowo niedawno, ale ja mam wrażenie, jakby to było kilka dekad temu. I tutaj chciałbym na samym początku podkreślić jedną ważną rzecz. Nie będę śmieszkował z koronawirusa. Nie będę mówił, że to jest jakiś spisek, że tego wirusa tak naprawdę nie było i że to był jakiś wielki teatr robiony przez lożę masońską. Dlaczego? Byłem chory na koronawirusa. Nigdy w życiu tak źle się nie czułem jak wtedy. Miałem znajomego, który umarł po tym, jak zachorował na koronawirusa. Moja mama po zachorowaniu na koronawirusa nigdy już nie wróciła do formy sprzed tej choroby.

Pokazano pierwszych 25 dopasowań — doprecyzuj frazę, aby zawęzić wyniki. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.