Reportaże: 50-tka po maturze
Spotkali się po maturze, którą zdawali 50 lat temu.Takie spotkania mają czasem „słodko-gorzki” charakter – bo wielu spośród tych, którzy wówczas zdali egzamin dojrzałości, nie doczekało tego jubileuszu. Wojciech Pacuła – na spotkanie swojej klasy, w 50. rocznicę matury, zabrał reporterski magnetofon...i tak powstał reportaż.Realizacji dźwiękowej podjął się Marian Guzowski.
Dzień dobry. Dzień dobry. Dzień dobry. Dzień dobry. Dzień dobry. Dzień dobry. Dzień dobry. Dzień dobry. Umówili się na spotkanie po maturze i się spotkali. Od ich egzaminu dojrzałości minęło 50 lat. Naukę w II Liceum Ogólnokształcącym im. Stefana Żeromskiego w Dąbrowie Górniczej kończyli w 1975.
Także ja mówię, Wojtek, masz wolną rękę, rób co chcesz, no. Próbowałem nawiązać kontakt tam z paroma ludźmi w Niemczech, to znaczy dwie osoby. Napisałem do niej tego, ale żadnej odpowiedzi nie było. Poinformowałem ich. Heniu, odpowiedział. No ja... To znaczy... Nie, nie, pisałem do niego też. Znaleźliśmy nasze bliźniaczki. Nie mogły przyjechać. Zosia, ponieważ się źle czuje, bo jest w żałobie, powiedziała, nie jest w stanie, a ta druga z jakiegoś innego powodu, ale kazała mi przekazać Wam wszystkim życzenia, bo są, żyją i mam do nich telefony i także jeszcze te dwie osoby by były. Dostaniemy dzisiaj podpisane świadectwa 50 lat po maturze przez naszą Panią Profesor.
Jaki? Nie wiem, tornister Wojtka, schowany gdzieś, rzucony na korytarzu, co? No Krzychu kopał. Krzychu kopał. Ale przez to też tornisty leciały. Nie pamiętacie z korytarza z drugiego piętra? Przyznajcie się do wagarów. Profesorka już po latach pięćdziesięciu to nam wybaczył. Pewnie. Zdarzyło się może. W trzeciej klasie, w czwartej w znie. Byliście porządną klasą. Zaskutkowało w każdym razie pozytywnie. Dobrze było. Super było. Klasa wybitnie usportowiona. To prawda. Profesor Dudek się kłania i nie tylko. Profesor Dudek. Pamiętam ten obóz w Krasnym Sztabie. To było tak. Coś my tam o mało nie rozebrali. To jest zabytkowe. Gomłyna nasz. Ktoś się poparzył przy ognisku, tak? No, Artur. Artur, tak jest, ale wszystko się udało.
Czasem żartujemy, czy ta jeszcze tam naucza, a tamtej to już nie ma, tamta to była jędza w klasie i tak dalej. Co tym dzieciom przekażemy z tych czterech lat naszego liceum, kiedy dojrzewaliśmy, kiedy wchodziliśmy w życie? Nasza matura to lat temu 50, a dziś... Ale myśmy byli inni. Teraz jest inaczej. Przepraszam, czy dzieci cię puściły na to spotkanie po 50 latach? Dzieci? Nie pytałam się. Ale babcia nie musi pytać. Drodzy Państwo, wszyscy słuchacze, którzy 50 lat temu może zaliczyli maturę, douczajmy się bez względu na to, ile na liczniku naszych lat tam wskaźnik wskazuje.
Do przodu. Krzysztofie Gruszka, jak pan patrzy na tą spokojność? Pan taki spokojniejszy. Dobry, proszę pana. Pan musi żonę pilnować. Żona z klasy, to ja rozumiem. Żona z żoną. Ja specjalnie tam do waszej klasy przyszedłem, żeby ją znaleźć. Już tak na marginesie mówiąc. Niemniej... W okolicach Pogory. Ja mieszkałem prawie przez 20 lat i w okolicach pierwszej Pogory. To jest znane miejsce. Landek, spotkań, spacerów. No i rekreacji. Co jest wspaniałego. A później się pojawiła dwójka, która była dla rybaków, bo to takich parę stawików. I trójka. Tam już był... Full wypas, a teraz się to wszystko modernizuje, rozwija, wszystko się dzieje i teraz czwórka. Przecież to wiemy, my jesteśmy tak około siedemdziesiątki, w chwili, gdy nagrywamy te pięćdziesiąt lat po maturze.
Udało się? Nie mogłam przegapić takiej okazji jak spotkanie klasowe po maturze sprzed tylu lat, pięćdziesięciu lat. Oczywiście przyjaciele... Z klasy uprzedzili mnie wcześniej, mogłam sobie po prostu zorganizować podróż wcześniej, a przy takiej okazji też zabrałam mojego syna. Chciałam mu pokazać Polskę, gdzie się urodziłam, szkołę, przedstawić po prostu koleżanki i kolegów oraz naszą kochaną panią profesor Ule Badoń. To jest tak, że Ty nie będziesz żałować tej wyprawy do Polski 50 lat po maturze? To wszystko było zorganizowane bardzo fajnie, bardzo. Zawsze to będzie w mojej pamięci, zawsze będę mile wspominać. Czy dziewczyny, chłopaki z naszej klasy?
No właśnie. Czy się zmieniliśmy? Czy zostaliśmy tacy, choć po części, jakich się pamiętało z tamtych licealnych lat? Wydaje mi się, że mieliśmy naprawdę bardzo dużo szczęścia do naszej klasy, bo zameldowaliśmy się prawie wszyscy. Czy coś Cię zaskoczyło? Czy te charaktery, tak jak zapamiętałaś sprzed 50 lat mniej więcej, ten podpowiadał, ten rozrabiał, ten grał dobrze w piłkę, ten dobrze tańczył, a dziewczyny to oczywiście miały na przykład kolegów, przyjaciół z klasy wyżej, a nie z klasy maturalnej, bo nam dopiero wąs się sypał, ale włosy mieliśmy tak a la Beatlesi albo Rolling Stones. Tak, bardzo dobrze to pamiętam. Tak, było o wiele więcej włosów niż teraz.
A mieliśmy chyba szczęście do naszej klasy, bo zameldowaliśmy się prawie wszyscy, oczywiście tylko tych, którzy już odeszli, to niestety wspominaliśmy bardzo miło. Ale potem były cudowne opowieści o życiu, o tym, co robiliśmy po maturze. No właśnie, ty masz taki życiorys dość ciekawy, oryginalny. Także opowiedzieć o krainie kangurów to też była okazja, ale chyba przeważało to, co było. Naszym przeżyciem wtedy, z młodości, bo masz i harcerstwo wpisane w życiorys, Dąbrowski Hufiec ZHP. Moim wspaniałym w zasadzie przeżyciem było również odwiedzenie Janowa. Byliśmy na kursie drużynowych w Janowie niedaleko Częstochowy, biura krakowsko-częstochowska.
To jest obóz Hufca Dąbrowy Górniczej. To miejsce jeszcze funkcjonuje jako obóz. Naturalnie właśnie dotarliśmy tam właśnie po zamknięciu już sezonu. Pamiętam z młodych lat, moje dwa miesiące zawsze wakacji były zawsze spędzone właśnie pod namiotem. To było coś fantastycznego, dlatego było bardzo miło wrócić i po prostu popatrzeć na to wszystko i wszystkie te wspomnienia po prostu bardzo szybko wróciły. Wspaniałe. Kolejnym fenomenem, którego ja się nie spodziewałem, to to już po naszym spotkaniu na to 50-lecie matury ludzie odgrzebali fotografie, jakieś przypadkowe z wycieczek szkolnych, gdzieś w klasie zrobione. Czasem nie mogliśmy się rozpoznać. Tak, ale to było coś fantastycznego.
Wszyscy po prostu mieli o wiele więcej włosów. To pierwsze spostrzeżenie, tak? Przeważnie mężczyźni. Ale rozpoznawaliśmy się na tych zdjęciach. Czasem dopytywaliśmy się, czy to Janek, czy to Janusz, czy to Wojtek, czy to Małgorzata. Bardzo dużo znajomych w ogóle z klasy można było od razu rozpoznać. I nie mogłam tego opuścić, żeby w zasadzie nie przyjechać. Pamiętam, bardzo lubiłam profesora Bruda. Fizyk. Tak, fizyk. I od PO profesor Szuścik. Ja nie wiem, oni zawsze chodzili parami. Ja jeszcze wspomnę profesora Mariana Osieje. Do wcipu mu nigdy nie brakowało na lekcjach geografii? Absolutnie. I to było zawsze powiedziane po prostu z taką twarzą, na której nie było żadnej ekspresji.
Trzeba było to wszystko wyczuć. byłam Manuela, potem byłam Mańka, a wynikało to z tego, że mieliśmy w szkole dyskoteki i byłam osobą, która przyniosła taśmę, taką małą taśmę i tam była taka piosenka Manuela, Manuela. Ja już nie pamiętam, jak to wyglądało, ale tańczyliśmy przy tym i potem ja byłam jako ta Manuela. Po wielu latach moja koleżanka, już teraz nieżyjąca, spotkała mnie w Dąbrowie Górniczej Idziemy po ulicy i ona nagle woła, Mańka, bo to było skrót od Manueli. Ja automatycznie po tylu latach się odwróciłam i to była moja koleżanka.
Wszystkie lekcje były takie ciekawe, czasami się denerwowałam, że czegoś się nie nauczyłam, że coś zapomniałam, ale mogłam liczyć na kolegów z ławki. Zawsze. Nawet na maturze na naszą panią profesor. Ktoś w bułeczce ściągę podał tam do kiełbaski. Zdaliśmy maturę, to jest najważniejsze. I chyba zdaliście maturę po raz drugi, spotykając się w pięćdziesiąt lat po tamtych przeżyciach. Muszę powiedzieć, że wszyscy dostali dyplomy z paskiem. I co dalej? Róża, rapatura.
Pokazano wszystkie 12 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
Takie spotkania mają czasem „słodko-gorzki” charakter – bo wielu spośród tych, którzy wówczas zdali egzamin dojrzałości, nie doczekało tego jubileuszu. Wojciech Pacuła – na spotkanie swojej klasy, w 50. rocznicę matury, zabrał reporterski magnetofon...i tak powstał reportaż.
Realizacji dźwiękowej podjął się Marian Guzowski.