Mentionsy Mentionsy
Reportaże | Radio Katowice
Reportaże | Radio Katowice

Reportaż: Dolina Śmierci

15.09.2025 ·15 min 44 s

W okolicach Złotego Potoku na początku września 1939 r. 7 Dywizja Piechoty, która przed wojną stacjonowała w Częstochowie, stoczyła dwudniową bitwę z przeważającymi siłami niemieckimi.  Wielu żołnierzy, którzy wtedy zginęli, spoczywa na tamtejszym cmentarzu i to właśnie na nim odbyły się uroczystości upamiętniające tamte wydarzenia. Uroczystości były także okazją do spotkania rodzin żołnierzy 7 Dywizji Piechoty.  Każda z osób, które przybyły do Złotego Potoku ma swoją wyjątkową historię.

dziesiątej armii, w tym dwóch dywizji pancernych, czterech dywizji piechoty, a następnie także dwóch dywizji lekkich. Przywołuję bohaterów krwawej bitwy pod Janowem, stoczonej przez siódmą dywizję piechoty w dniach 3 i 4 września 1939 roku. Stańcie do apelu! Przeź ich pamięci! Adam Kurus z katowickiego oddziału IPN. Dolina, w której znajduje się Janów i te miejscowości leżące obok, tam gdzie toczyły się walki, została nazwana Doliną Śmierci. Tak, tutaj mówimy konkretnie o tej tak zwanej Dolinie Janowskiej, między dawną leśniczówką Bogdaniec, a Aleją Klonową, która prowadziła do Pałacu Złotym Potoku.

Szok ogromny ku upamiętnienia jego pamięci i też tej ogromnej miłości, którą darzyła swojego ojca. Podczas powstania warszawskiego przyjęła pseudonim Stanisława i pod tym pseudonimem była łączniczką, była sanitariuszką. Pani poszukiwała tych śladów dziadka, bo pani napisała książkę na ten temat. Przede wszystkim zdjęcie dziadka było zawsze u nas wyeksponowane. W rodzinnym domu, potem u mnie do tej pory te zdjęcia są, stoją wyeksponowane. Nawet też zdjęcie ślubne, gdy dziadek ożenił się z moją już później babcią. Moja mama, można powiedzieć, że się nie pogodziła z tą sytuacją, bardzo przeżyła stratę ojca, w związku z czym jeszcze za jej życia starałyśmy się zdobyć jak najwięcej dokumentów, ażeby też mieć jak gdyby uzupełnienie jej pamięci o ojcu, jak i taki materiał do posiadanych zdjęć.

Był bardzo dowcipny. Na dodatek jeszcze był bardzo przystojny i wysoki. On mierzył 2,03 wzrostu. Poza tym ukończył studia prawne we Lwowie, później napisał pracę doktoracką, obronił tą pracę, także był doktorem praw. W późniejszym już okresie był najpierw studentem wyższej szkoły wojennej, a później dwukrotnie był wykładowcą. No i to wszystko było przeplatane działaniami wojennymi na różnych frontach, więc trzeba powiedzieć, że był mocno aktywny i mocno zaabsorbowany. Jan Cesarz to pana stryj walczył pod Janowem.

Mój stryj Józef Cesarz w 1939 roku służył w 74. Pułku Piechoty w Lublińcu i cofali się i walczyli z Niemcami. Siostra mojego ojca. Ona opowiadała, jak stryj uciekał od Lublińca, no uciekał z samym wojskiem, cofali się i walczyli z Niemcami, tu w Złotym Potoku i później on wstąpił do mojej ciotki. Ona tutaj ożeniła się w Krasawie i ciotka prosiła, wujko nie idź dalej, zostań tutaj. On mówi, nie może. On jest oficerem, nie może zostawić zdradzić pułku i poszedł. No to było gdzieś 4, 5 września, a 8 września był rozstrzelany jako jeniec, ciepielowie. Po prostu strzałem jako jeniec, strzałem z działka w plecy.

Tak, Stryj służył w 27 Pułku Piechoty jako żołnierz zawodowy. Był skierowany na pierwszą linię frontu, taką decyzję dostał. On zaginął. W pierwszych dniach września, na początku września, w każdym bądź razie w kampanii wrześniowej, dziadkowie szukali całe życie, później mój to, a to. Ciągle szukam tego stryja, nawet miałam taką obsesję, że jak chodziłam na cmentarze, obojętnie jakie miasto, to szukałam na grobkach nazwisko mojego stryja. Nawet w Londynie, jako dorosła osoba, tak samo odwiedzałam cmentarze, bo może, Odczytam, gdzie jest ten mój stryj.

Natomiast patrząc tak na historię, jak się dywizja czy pułk 27 zbliżał i tu było dużo zaginionych na cmentarzu, tu w Złotym Potoku, na tym chodniku, bo część odkopano, nie było pieniędzy, ale tam właśnie są pochowani, pogrzebani w tym dole wielkiej śmierci żołnierze, którzy oddali życie za ojczyznę właśnie w kampanii wrześniowej. No i właśnie ciągle nie ma pieniędzy. Ja tego nie mogę zrozumieć. Bym chciała dożyć tego czasu, żeby zapalić znicz i spełnić nie tylko moje oczekiwania, ale moich przodków, moich dziadków, ojca.

I dziadek już w ostatniej minucie swojego życia praktycznie przekazał informację, że oddział ma się oderwać od przeciwnika i dał też wskazówki swojemu ordynansowi, jak ma zawiadomić rodzina, która była wtedy w Milanówku pod Warszawą. I chwilę później zmarł. Bardzo żałuję, że mój ojciec już zmarł rok temu i nie mógł doczekać nowych informacji, jakie zebraliśmy. Ta historia się cały czas uaktualnia, rozwija i przychodzą nowe informacje, nowe fakty i jest uzupełniana po prostu. Muzyka

Bracia Grzegorz i Marek Koźmińscy, panowie są synami Władysława Koźmińskiego, który w 1939 roku był w stopniu plutonowego podchorążego 7. Pułku Artylerii Lekkiej, pierwszej baterii dowodzonej przez kapitana Pruskiego. Janów, Złoty Potok, bardzo ciężkie walki. Ze wspomnień taty wiemy, że tutaj na tej linii ognia, zastrzelone ogniem bezpośrednim, dwa czołgi rozbite doszczętnie, co dla nas, dowiadujemy się, będąc wtedy młodymi chłopakami jeszcze, stanowi pewnego rodzaju traumę, że ojciec jest tym, który zabije ludzi. A tata odpowiada bardzo krótko. Ja do nich nie przyszedłem. Nasz polski mundur, muszę bronić ojczyzny. To było moje zadanie. Trudno. Mnie się udało. Ja żyję.

Tatoś nie lubił o tym mówić, bo przecież brat zostawił zeszyt, proszę coś napisać, przyjeżdża. Dwa słowa napisane, także więcej wie z tych rozmów, z tego szlaku, potem jak przechodził z ojcem tę trasę, którą właśnie kiedyś ojciec pokonał na tych koniach. Pan z tatą przeszedł ten szlak, tak? Tak. Który on tutaj pokonał w 1939. Tak jest. To znaczy nie w całości, natomiast przeszliśmy go od Stowa przez Janów, Złoty Potok. Skończyliśmy w Myszkowie. Pamiętam bardzo upalny dzień, to był lipiec albo sierpień. Piękny dzień, cały czas piesza. Ojciec był świetnym piechurem, potrafił przejść 50 kilometrów mimo swoich lat. Pokazywał mi stanowiska ogniowe, no dziś bym już nie umiał do tego miejsca trafić, ale to jest cały czas ta okolica, to są te wzgórza tu piękne, okoliczne.

Gdzieś ta bateria stała tutaj, dawała czadu i rozbijała niemieckie czołgi. Właśnie ogniem bezpośrednim, to pamiętam. Te komendy, jak ojciec powtarzał, działa odwrócone ogniem bezpośrednim. Odpowiedni jeszcze numer czy jakość tego pocisku, który miał się wwiercić, przebić pancerz czołgu i go zniszczyć. To trauma wojenna była bardzo głęboka. Stąd myślę, że ci ludzie niechętnie opowiadali o tym. To są zdarzenia, które trwały do lat 70., kiedy w środku nocy sypialnia, śpimy i nagle głos ojca Niemcy. Mama się zryza i mówi, Wład, bo tak się zwracała do taty, już jest po wojnie, nie przyjdą, nie bój się, już jest spokojnie.

Pokazano wszystkie 10 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.