Mentionsy Mentionsy
Reportaż w Radiu Olsztyn
Reportaż w Radiu Olsztyn

Poziomki - Alicja Kulik

13.01.2023 ·25 min 41 s

Ponad trzy lata temu pan Przemysław odebrał w nocy telefon. Kilka minut później z żoną Anną byli już w samochodzie. Wtedy jeszcze nie wiedzieli, że za chwilę dokonają wyboru, który odmieni nie tylko ich życie. Zapraszamy do wysłuchania reportażu pt. Poziomki. Bohaterami reportażu pt. Poziomki byli państwo Anna i Przemysław Szczerba. W powiecie olsztyńskim działają 43 niezawodowe rodziny zastępcze, które stworzyły dom dla 53 dzieci. Rodzicielstwo zastępcze jest tylko misją, ale również może być profesją i sposobem na życie. Od lat próbuje to uświadamiać Powiatowe Centrum Pomocy Rodzinie w Olsztynie, gdzie można uzyskać wszelkie potrzebne informacje nt. kampanii społecznej „Rodzina zastępcza – profesja z misją”.

Mamy pieska szczykającego Shih Tzu, ale jest najbardziej niewłaściwym domownikiem. Klaudia była w bibliotece, wymieniła książkę. Tylko twoje weź. Chodź, kochanie. Ja jestem gotowa, a ty? A co ona jedzie z tobą? Ona jedzie, przyjeżdża do biblioteki. Możesz, no, bo dzieci przyjeżdżają, chociaż ona pewnie obiad mojej mamy zjadła, więc Ewa nie wie. Najmłodsza z dziewczynek, Klaudusia, miała roki trzy miesiące chyba, tak? Laurka, najstarsza, miała cztery latka i średnia Nadusia trzylatka, nie?

Ciężko się odmówi, jak się wspomina to, bo to przykry widok. Mój brat ciatyczny. To jak on poznał właśnie tą mamę, to ona już miała dwójkę dzieci z poprzedniego związku. Wiem, że była na jakimś odwyku chyba, tak? No i tak żeśmy się cieszyli, że ten kuzyn męża będzie miał swoje dziecko pierwsze, no okej, gdzieś tam się to wszystko uspokoiło. Natomiast jakby te życie spokojne nie do końca chyba im się to podobało i się postanowili wyprowadzić, gdzie nikt ich nie będzie sprawdzał, gdzie ich nikt nie będzie kontrolował. No ale było tam jeszcze w miarę spokojnie, urodziła się Laurka. Pomagałam przy kąpielach tej małej, no bo jakby też tutaj za tym idzie taka niezaradność życiowa tej mamy.

Wydawało się, że w pewnych momentach ona chce dobrze, ale że nie potrafi. Potrzebowała właśnie takiej osoby wspierającej w tym wszystkim i tak dalej, tak. No Laurkę podawałam też do chrztu, to jest moja córka chrzestna, więc jakby ja jej mama chrzestna, więc wszystko jest tak, jak powinno być. No a w miarę później, jak się rodziły kolejne dzieci, ona bardziej popadała w ten alkohol i w te po prostu takie... w tą niezaradność życiową, tak. No a partner, właśnie kuzyn męża, jakby no... nie pomagał jej w tym, żeby było inaczej. No, alkohol przejął po prostu kontrolę nad nimi, tak. I oni sami po prostu nie chcieli nic z tym zrobić, nic poprawić.

Dla nich było to wygodne, było okej. Przemysław, idziesz do środka? Dzień dobry. Dzień dobry. Dzień dobry. Dzień dobry. Dzień dobry. Dzień dobry. Dzień dobry. Dzień dobry. Dzień dobry. Dzień dobry. Dzień dobry. Dzień dobry. Dzień dobry. Tak. A ten ty się ubrała spódniczkę? Tak, tak. Tylko tej drugiej nie wziąłeś. Nadii nie dałaś. No i pewnie ten. No trochę tam, ale to nic się nie stało. Mało ich jest. Jedna dostała spódniczkę, a druga nie. Chociaż to nieobowiązkowe, więc... No to mamuniu, bardzo ci dziękuję. Do jutra. Tu są nasze tancarki. Czekaj, Klaudysiu. O, Laurka. Widzisz Klaudusię?

Anna Dusię. Pierwsza od lewej i trzecia od lewej. Nie widzą nas jeszcze. Wyjdziemy do środka, to nas zobaczą. Wcześniej przed tą interwencją żeśmy też w pewnym sensie doglądali tej rodziny. Była właśnie laurka. Natomiast oni nie chcieli z tego skorzystać w żaden sposób, więc ostatnimi czasy żeśmy, nie wiem jak to określić, zaprzestali. No to, co mogliśmy, to staraliśmy się tam pomóc zrobić, przetłumaczyć, wspomagać też ich, ale po prostu... Dzieci do lekarza wozić, tak? Jakieś leki wykupować. A, bo była pierwsza interwencja policji, o właśnie.

Wszyscy byli pod wpływem alkoholu, ten alkohol był na stole, a w domu małe dzieci. Nie było Klaudusi wtedy, tej najmniejszej, była Nadulka, ta średnia. Wtedy miała rok czasu, tak, Nadusia? No i Laurka, tam dwa latka, no i starsze ich rodzeństwo. No i okazało się, że nadusia wtedy roczna, ona była bardzo przeziębiona, ona tak kasłała strasznie. Patrzyłam, że jest rozpalona. Pytam się mamę, czy ma termometr. Ani termometra, ani żadnych leków. Dałam pić tej nadusi. Okazało się, że była tak spragniona, że ja myślałam, że po prostu butelkę to... nie nadążała po prostu łykać. No i na drugi dzień pojechaliśmy z Nadusią do lekarza, zawieliśmy mamę, no i okazało się, że miała taką infekcję tych górnych dróg oddechowych, zapalenie chyba skrzeli, no i grzybice w buzi, tak?

No to takie miłośniczki. No serduszko. Miłości, tak? Laurka miłości pokazuje? Odwzajemnisz im serduszko? A ty do biblioteki? Zaraz pójdziemy, kochanie. Muszę zobaczyć, która godzina, bo może zdążymy z Laurą jeszcze książkę wypożyczyć. Przyjdzie można i wyżej postoi. A ja pójdę z Laurką do... Gdzieś tam słyszałam też głosy na przykład z mojej rodziny. Ojej, Ania, macie już swoją córkę dorosłą i moglibyście już ten czas dla siebie, a te małe dzieci, a to jest taki obowiązek. Więc słyszałam gdzieś takie głosy, że no co ty robisz, to jest trudne. A ja miałam w sobie coś takiego, że sprzeciwię się całemu światu, ale ja się zaopiekuję tymi dziećmi i dam radę.

No dobrze, to Laura w tej chwili nie masz żadnej książeczki, tak? Możesz sobie wybrać, tak? Tam na stoliku są nowe książeczki, tak? Może weźmiemy o misiu foszku, co? Też chcesz czasami masz foszka, co? To mam. Możesz to tą. To idź to pani. Widzę, że sobie już wybrałaś, tak? O misiach, bo ostatnio był co? Światowy Dzień? Misia. Misia, tak. A ty chodzisz do pierwszej klasy, Laura? Tak? Do bizarówki.

Co tam masz? O misiach. O misiach, no tak był. Jaki był dzień, Laurka, teraz? Misia. Dzień misia. Jakiego? Pluszowego? Misia. Misia. Nawet nie wiem, ile to już minęło, ale bardzo długo, z półtora roku na pewno. Więcej. Tak do tego roku czasu. Do roku czasu gdzieś tam. W ogóle u nas z dziećmi mama się spotkała tylko dwa razy przez te trzy lata. I to było jeszcze na początku, jak dzieci były u nas i jakby mama jeszcze miała przyznanego takiego asystenta, żeby chyba pomóc jej ogarnąć się, żeby te dzieci odzyskać. To jakby za pośrednictwem tego asystenta rodziny, bo nawet w towarzystwie asystenta rodziny przyjechała mama do dzieci na krótką chwilę i raz na moją jakby prośbę.

Chwilę tam w parku z dziećmi pobyła no i wróciliśmy, tak. Wróciliśmy do domu, mama w swoją stronę no i my jakby do siebie. Jeszcze raz się spotkaliśmy z rodzicami obojgiem w takiej sali zabaw. Dzieci się bawiły i przyszli rodzice, więc tata jakby trochę za dziećmi pochodził, a mama siedziała. Ja mówię, ale mówię Natalia, idź do dzieci, pobaw się z nimi trochę. Wystarczy, że ja na nie popatrzę. Nie wspominają mamę, jakby mamę, tatę widzą w nas, czy Dzień Mamy, czy takie ważne święta, to jakby ze wszystkimi laurkami, z życzeniami, z piosenkami, są dedykowane dla nas.

Wszystkie ich te piosenki o rodzince, o mamusi, o tatusiu, nasza wspaniała rodzinka są dedykowane dla nas. Czasami nawet sugerowałam, tak, ja mówię, że no Dzień Mamy, jakąś laurkę, kiedyś może mama się pojawi, tak, to pokażesz, nie, że nie chcą. Nie wiem, ja to zawsze gdzieś tam staram się patrzeć głębiej w te maluchy swoje, bo mówię, Klaudusia chociaż była malutka, miała rok, trzy miesiące, no przecież też było tak, że w nocy się budziła w ciągu dnia z takim krzykiem, z takim płaczem, nie wiedzieliśmy czy ją coś boli, czy jej coś dolega. A to po prostu wynikało też pewnie z tego, że ten rytm, ten dnia był jej taki tam nieuporządkowany, tak? Jakieś tam miała inne swoje, nie wiem, przyzwyczajenia, bądź ich nie miała, nie wiem.

Dzieci trafiają pod opiekę najbliższych ciociów, wujków bądź innych osób i mówię zawsze, chociaż ja nie jestem waszą mamą, która was urodziła, to kocham was jak mama, wujek kocha was jak tata, więc się cieszą z tego. Na razie im to wystarcza, ale myślę, że to wróci po prostu. Uwaga! Laura, zrób miejsce, uwaga! Dzień dobry! Cześć! Dzień dobry! Dzień dobry! Dzień dobry!

Dużo więcej czasu wolnego razem spędzamy. Wyjazdy na wakacje, wcześniej to były jakieś tam krótkie weekendy, tak. No teraz się staramy planować tak, żeby chyba jeszcze ten tydzień wyjechać, czy co najmniej te pięć dni. Czy wyjście na podwórko, czy na plac zabaw. No to mówię, wcześniej jakoś tak za bardzo się nie spędzało tego czasu razem, tak. My się z żoną rozbijaliśmy też, ja swoją pracę, żona swoją pracę i gdzieś umykało to życie rodzinne takie. Już wieczorem się spotykamy tutaj w domu, tam czy to późnym popołudniem, to wiadomo tam przy dzieciach to pomóc, to pokąpać, to jakieś lekcje, to jakieś laurki, prace domowe jakieś tam żona robi, zawsze coś tam kleją. A starsza córka no tylko weekendami przyjeżdża, jak przyjedzie z internatu, no to też czasami z nami posiedzi tam.

Zawsze do nich mówię, moje truskaweczki. A my co będziemy dziewczynki robić, jak pójdziemy do domu? Czytać! Czytać? Cały dzień, cały dom! Kolorować i coś będziemy, a się bawić w coś jeszcze? Tak! Berka! Albo nie, bo nie wolno biegać w domu, w chowanego. W chowanego, to jest Laura ulubiona. Albo w Ciuciu Babkę. O, w Ciuciu Babkę możemy się pobawić. Nie, bo kiedyś tutaj się uderzyłam. Ale nie, to może zamiast w Ciuciu Babkę, to w Baba Jagę. Baba Jaga patrzy? No. Ja będę Baba Jagą. A kto będzie Baba Jagą? Ja. Dobra, ciocia będzie Baba Jagą. Nie, ja będę w chowanego. To może najpierw w chowanego, później w Ciciu Babkę, czy na odwrót?

Pokazano wszystkie 14 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.