Co zmieni trudny los? - Kinga Grabowska
To opowieść o trudnych losach rodziny z Jezioran. Głównymi bohaterami jest czworo osieroconych pod koniec października dzieci. Ich matka zmarła znienacka, dzieci trafiły pod opiekę wuja, który przygarnął je pod swój dach, by nie trafiły do domu dziecka. Dziś na 40 metrach żyją w 9 osób, nowi opiekunowie mieli już troje własnych dzieci. Bohaterowie reportażu doświadczają trudów losu od wczesnych lat życia, kiedy żyli w Olsztynie ich ojciec zamordował niepełnosprawnego sąsiada, trafił do więzienia na 25 lat. Żeby uniknąć trudnej konfrontacji z rzeczywistością razem z matką przeprowadzili się do Jezioran, gdzie chcieli odzyskać spokój. Po latach jednak los doświadczył ich ponownie, choć nic tego nie zapowiadało kobieta zmarła. Dzieci straciły cały swój świat, opiekę, ochronę, straciły swoją codzienność. Dziś razem z nowymi opiekunami walczą o lepsze warunki do życia, ale nie jest to łatwa walka. Pomimo starań gminy i MOPSu trudno jest znaleźć mieszkanie, w którym można będzie stworzyć dom tak licznej rodziny. Reportaż jest opowieścią o sile miłości, o pomocy i wsparciu, także o marzeniach o tym, że znajdzie się ktoś kto okaże dobre serce i da naszym bohaterom na nowo odzyskać wiarę w to, że jeszcze może być lepiej.
Ciężko mi jest powiedzieć na tą chwilę, jak do tego podejdzie Powiatowe Centrum Pomocy Rodzinie i jak dużo uda się tej rodzinie uzyskać do czasu wydania tej opinii. Zanim pojawi się sąd. Tak, zanim pojawi się sąd. My jesteśmy, no jesteśmy u nas w domu u rodziny Teniziuków i Prostołów, tak? Razem jesteśmy wszyscy w naszym wspólnym domu teraz. Taka wesoła rodzina, chociaż tragedia bardzo duża Was spotkała. Są czasami dni takie, że się śmiejemy, no ale są też dni, że człowiek i popłacze. Nie ma co ukrywać łez. Życie. Tak jest. To kto tworzy tą waszą urodzinę? Przedstawicie mi się? Jestem Wiktor, mam 12 lat. Jestem Mikołaj, mam 5.
Jestem Maja, mam 11 lat. Jestem Tomek, mam 14 lat. Jestem Maria i mam 10 lat. Weronika, lat 13. Violetta od czternaście. Trudno okiełznać taką gromadę. No ciężko, ciężko jest. Tak jak pani już słyszała, tutaj się przedstawiło nasze... Nasze dzieci się przedstawiły, można tak powiedzieć. Nie ma już, że jedna, druga strona. My nie odróżniamy tego. Siostra męża zmarła i z dnia na dzień po prostu zostaliśmy rodziną zastępczą. Nie było wyjścia. Poprosili nas, zadzwonili do nas z MOPS-u, że albo bierzemy dzieci pod opiekę, albo dzieci trafiają do domu dziecka. Więc nie zastanawialiśmy się nad tym w ogóle.
Naprawdę dużo, mało kogo stać, by było na aż taki gest, tak? A powiem szczerze, jak zaraz po śmierci pani Doroty, Pierwszego dnia skontaktowaliśmy się oczywiście z tą rodziną, bo to jest jak gdyby najbliższa rodzina. Czy są dzieci, czy są zaopiekowane, czy trzeba je zabezpieczyć. Po załatwieniu takich formalności, które tam musieli państwo załatwić, przyjechali do nas i stwierdzili, że na tą chwilę, do czasu pogrzebu mamy, te dzieci zostają u nich. Bo zostają i oni są na tą chwilę, są zdecydowani, zobaczą co dalej. Były różne tam pomysły.
Jeszcze jak byłam sołtysem, to popierałam wniosek o przyznanie im większego mieszkania socjalnego, bo mieszkali u mamy synowej, byłej, na dziewięciometrowym pokoiku. Anna Naprasą, babcia dzieci od strony ich ojca, w swojej opowieści wraca do wydarzeń sprzed wielu lat, roku 2013, kiedy pani Dorota razem z dziećmi wróciła z Olsztyna do Jezioran. I to mieszkanie synowa dostała ze względu na dzieci. Należało im się trochę spokoju po tym, czego doświadczyli w Olsztynie? Ja myślę, że tak. Synowa poznała przyjaciółkę, która wykorzystała i synową, i syna. Syn odszedł tam i po dwóch miesiącach wielkiej miłości doszło do tragedii.
Jak się zaczął spotykać z Dorotką, no to tato jego, u którego mieszkał, bardzo szybko go wymeldował. I tylko tyle, że tak od ludzi słyszałam, jak ten tato mówił, że on im jeszcze pokaże, na co go stać. No i pokazał. No tutaj moja córka chce się ubiegać też o rodzinę zastępczą, ponieważ ja jestem głównym właścicielem. No to nie było zastanawiania się, że nie podpisze. Tylko obawiam się, pani redaktor, i powiem uczciwie, my mamy tutaj pod wspólnym dachem córki syna schizofrenika. Czy to jest bezpieczne miejsce dla tych dzieci? Teraz nie wiem, no bo ja się nie zapieram tego, że tych dzieci tu nie przyjmiemy. Córka idzie do pracy, zięć idzie do pracy. Ja zostaję wnuczek ze schizofrenią, co prawda rezydualną, nieparanoidalną.
Są to różnice, ale swoje loty ma. To jakieś niebezpieczeństwo. Jest niebezpieczeństwo, jest. A ja uważam, że te dzieci przeżyły już na tyle złego, ale ja się praktycznie modlę, bo wiem, że tamte dzieci byłyby bezpieczne u wujka. Naprawdę bezpieczne. Bo w ogóle to są wspaniali ludzie. To są wspaniali ludzie. Ciepli, uczuciowi. I teraz był jarmark, to też jeszcze sobie porozmawialiśmy, jak to ma wyglądać. Ich podejście do dzieci i w ogóle to... To jestem pełna podziwu. Ja nigdy nie widziałam ich w złości, z podniesionym głosem stosunków do dzieci. Nigdy. Ja do tej pory mam uczucie i takie zastanowienie, czy damy radę, czy temu podołamy, bo to dopiero miesiąc jest, a zostały nam reszty życia, tak?
Oj, bardzo. Bardzo, my jesteśmy... 14 lat po ślubie, 21 lat razem. Mam taką ochotę, to sami go z domu pogonić, ale nie chcę pójść. Powiedział, że mam siódemkę dzieci teraz i nie chcę pójść. Nie chcę pójść. Głupi zakład, powiem pani. Założyłam się z koleżanką u niego. Kurde, wygrałam. Adam jest opiekuńczy. Jak widzi, że coś się dzieje, potrafi tak połóż, leż, ja wszystko za ciebie zrobię. Pchany jest, kocha dzieci, kocha mnie. To daje siłę? Tak, wspólne wsparcie. My umiemy się dogadać, nawet patrząc na siebie, ja wiem, co on zaraz do mnie powie. Albo jak mu spróbuję dogryźć, bo tam wiadomo, kochamy się, a czasami trzeba się...
Ale dajemy radę. Tak, tak, o ciocia dużo gada, tak, tak, wujek się zaraz pośmieje z cioci. Duże wsparcie mam w nim, bardzo duże. Ale gdyby nie kobieta w domu, to by się tego nie ogarnęło, co? Tak, byłoby ciężko, chociaż ja nie powiem. Nie mam lewych rąk, ja się nie boję pracy. Przychodzi weekend, sobota czy tam niedziela, jestem w domu. Ja lubię stanąć w kuchni, coś ugotować, w tych garnkach pomieszać. Ja nie wstydzę się tego, tak mnie rodzice nauczyli. Ja nie wstydzę się wziąć miotłę, zamieść podłogę, Czy wziąć mopa, zmyć tą podłogę. Dlatego może jesteśmy razem. To Adama już znamy, a Agnieszka jaka jest?
Rzeczywiście dużo nas tutaj nauczyło i mnie i żonę. No wyszliśmy z takich rodzin, że no u nas się nie przelewało. Pomagam dla ludzi i myślę, że ludzie pomogą i dla mnie. No na pewno trochę ciężko jest ogarnąć to wszystko, zająć się nimi. Nimi czy nami? Wszystkimi. No trzeba jakoś sobie radzić. Jest ciężko, ale dajemy jakoś radę. Nie no, na pewno raźniej jest i jest z kim pogadać. Jest trochę śmiechu. No, trochę jest. Wieczorem pewnie się dużo dzieje. No, zwłaszcza jak się kładziemy spać, no to najwięcej się dzieje. No właśnie tak dobrze. Fajnie jest? Tak. A teraz będzie Mikołaj i prezenty przyniesie pod choinkę i oprócz tych pewnie wszystkich fajnych rzeczy, to czego byście życzyli sobie dla Waszej całej rodziny?
Czego Wam potrzeba dzisiaj? Ja bym marzył, żeby powiększać dom, żeby każdy miał swój pokój. Ciocia i wujek odpocząć od nas nareszcie. No i pomoże się wysypiać do szkoły, nie? W ogóle każdy by nalazł swoje miejsce. Ja to samo co mój brat. Najtrudniejsze to jest chyba stanie w tej kolejce do toalety. Albo czekanie aż można wejść do kuchni, żeby zrobić sobie kolację albo śniadanie. Ja u mnie marzę o tym, żeby Werka się w końcu o dwudziestej trzeciej nie śmiała aż do dwudziestej czwartej. Żeby Wiołka nie puszczała swoich piosenek. Tu masz problem. No to możesz ściszyć je i zasłuchać.
Pokazano wszystkie 10 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Rozmowa o stratach i uczuciach związane z śmiercią mamy.
Opowieść o śmierci Doroty Białkowskiej i jej czterech dzieci.
Przebieg rozmowy z Dorotą Białkowską o jej sytuacji.
Rozmowa z Mateuszem Korwatem, prezesem Stowarzyszenia Wita Warmia.
Rozmowa z Iwoną Gruchulską, kierownikiem Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej.
Opowieść o sytuacji rodzinnej i trudnościach.
Przedstawienie dzieci z rodziną zastępczą.
Rozmowa o trudnościach i potrzebę wsparcia.
Opowieść o doświadczeniach i postawie.
Rozmowa o sercu i odpowiedzialności.
Opowieść o przejściu z Olsztyna do Jezioran.
Rozmowa o problemie z mieszkaniem.
Opowieść o nowym mieszkanie i sytuacji.
Rozmowa o nowym mążu i sytuacji.
Opowieść o trudnościach i strachu.
Rozmowa o siódemce i siłach.
Opowieść o zrzucie i zbiórkach.
Rozmowa o zbiórce i świątach.
Opowieść o świątach i marzeniach.
Rozdziały i streszczenia generowane automatycznie. Pełna transkrypcja nie jest publikowana — wyszukaj frazę, aby zobaczyć dopasowane fragmenty.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
To opowieść o trudnych losach rodziny z Jezioran. Głównymi bohaterami jest czworo osieroconych pod koniec października dzieci. Ich matka zmarła znienacka, dzieci trafiły pod opiekę wuja, który przygarnął je pod swój dach, by nie trafiły do domu dziecka.
Dziś na 40 metrach żyją w 9 osób, nowi opiekunowie mieli już troje własnych dzieci. Bohaterowie reportażu doświadczają trudów losu od wczesnych lat życia, kiedy żyli w Olsztynie ich ojciec zamordował niepełnosprawnego sąsiada, trafił do więzienia na 25 lat. Żeby uniknąć trudnej konfrontacji z rzeczywistością razem z matką przeprowadzili się do Jezioran, gdzie chcieli odzyskać spokój.
Po latach jednak los doświadczył ich ponownie, choć nic tego nie zapowiadało kobieta zmarła. Dzieci straciły cały swój świat, opiekę, ochronę, straciły swoją codzienność. Dziś razem z nowymi opiekunami walczą o lepsze warunki do życia, ale nie jest to łatwa walka.
Pomimo starań gminy i MOPSu trudno jest znaleźć mieszkanie, w którym można będzie stworzyć dom tak licznej rodziny. Reportaż jest opowieścią o sile miłości, o pomocy i wsparciu, także o marzeniach o tym, że znajdzie się ktoś kto okaże dobre serce i da naszym bohaterom na nowo odzyskać wiarę w to, że jeszcze może być lepiej.