#41 - Lekarstwo dla Grubasa
Jak natura koryguje podcastera? Jak bardzo chcemy sami siebie okłamywać? Jak bardzo przydałoby się lekarstwo dla grubasa? Na te i całą masę innych pytań nie znajdujemy dzisiaj odpowiedzi.
Dzień dobry Państwu, witam bardzo serdecznie, serdecznie w podcaście, nie mam pojęcia, to ja, Wasz ulubiony prowadzący, pośród całej masy prowadzących ten podcast, tak, to ja jestem tym ulubionym przebadalitem, amerykańscy naukowcy i wiedzą, więc ja też wiem siłą rzeczy, czasami mam ochotę pomarudzić na podcaście, powkurzać się na coś. I tak zdarza mi się tak, że jak na coś marudzę, to się tak nakręcam coraz bardziej, coraz bardziej i to bywa zabawne nawet. Potem sobie odsłuchuję to i mówię, a to śmieszne, tutaj uwagi miałem. Ale niestety często też pogrążam się w jakiejś melancholii, tak się tak...
Ale to niewinne takie kłamstewko. Więc... Ten pilot od garażu się znalazł i rzecz w zasadzie banalna, w każdej, nie wiem, rodzinie coś tam zginie, coś się potem pojawi, ale u nas to było tak, że moja żona przyniosła tego pilota tutaj, położyła go w miejscu, w którym ja go znalazłem jakieś pół roku temu i powiedziała, Remigiusz, nie tak, moja żona mówi do mnie Remig chyba głównie. Mówi, hej ty, hej ty, kładę tutaj pilota, żeby nie trzeba było za każdym razem wchodzić na górę, jak chcemy otworzyć garaż. A ja na to mówię, kochanie, wyśmiej mi ty pomysł. I od tego czasu pilota żeśmy nie widzieli. A skubany leżał tuż przed moimi oczami, non stop, nieustannie, ale jakoś tak się spajał z tym całym otoczeniem, tak się wpasował w tą moją małą architekturę piwnicy.
że zniknął mi z oczu i dzisiaj go znalazłem i powiedziałem, kochanie, odnoszę go na górę, na to moja żona, a czemu go odnosisz na górę? Bo, kochanie, ostatni raz nadal widzieliśmy go pół roku temu i potem zniknął i jestem pewny, że jeżeli zrobimy dokładnie to samo, to efekt będzie ten sam, czyli znowu zniknie gdzieś tam. Jak to Einstein mówił? Ja unikam definicji szaleństwa. Ja nie jestem pewien, czy to Einstein w ogóle powiedział, ale palicho, tak się przyjęło. Więc powiedział ten Einstein, że jeżeli się robi dokładnie to samo i oczekuje innych rezultatów, to jest to definicja szaleństwa, więc unikajmy tego. Rozsądek raczej wskazuje mi na to, że... że lepiej tego nie robić. Ktoś mi napisał... O, właśnie, widzicie.
To znaczy, że już powiedziałem tak dużo, że wystarczy. To jest w ten sposób rzeczywistość albo natura daje człowiekowi znać, że już powiedział wszystko, co miał do powiedzenia. Czy ja ostatnio opowiadałem Państwu, czy mi się tylko wydawało, że gdyby człowiek miał określoną ilość słów do powiedzenia w życiu, to czy mówilibyśmy rzeczy mądrzejsze? Był taki film z Ediem Murphy. Wyjątkowo słaby to był film, moim zdaniem, ale miał taką dosyć ciekawą ideę wszytą w swoją opowieść. Mianowicie stało sobie drzewo na podwórku odgrywanego przez Ediego Murphy'ego bohatera. I z tego drzewa spadał liść za każdym razem, kiedy on się odezwał.
To jest niezwykle proste dzisiaj w internecie podważyć czyjąś wiarygodność. To można całą masę jakichś bzdur wymyślić, udostępnić je na całej masie kont na Facebooku, podesłać w odpowiednie miejsca, w różne fora. Przyjmijmy sobie taką sytuację, że... Chciałem powiedzieć o TVN-ie, ale TVN jest teraz pod ostrzałem, więc na razie zostawię ten temat. Ale przyjmijmy sobie to BBC, o którym opowiadam bardzo często. Jeżeli chcemy zaatakować BBC, bo jakąś tam informację niepoprawną na temat Chin wyprodukowali, no to szukamy miejsca na Facebooku, gdzie jakość BBC jest poddawana wątpliwość. I zaczynamy w tym miejscu internetowym się...
Musimy to jakoś ogarnąć jako ludzkość. To jest jakby nowy żywy organizm, który jest wykorzystywany na wszelkie możliwe sposoby, żeby nami manipulować. To jest tak, jak nieważne jaki wynalazek ludzie wymyślą, to jak bardzo byłby wspaniały, to znajdzie się ktoś, kto wykorzysta ten wynalazek, żeby innym krzywdę robić. Jak chociażby dynamit, który pierwotnie, wiadomo, dynamit. większość narzędzi, które wymyślamy, to wymyślamy po to, żeby były pozytywne i żeby dawały nam coś dobrego, ale tak łatwo to wszystko, to jest chyba część ludzkiej natury, tak łatwo to zniweczyć i tak zniekształcić to, że przestaje być czymś dobrym, zaczyna być czymś takim niezaprzeczalnie złym. Internet taki jest.
Taką mam nadzieję, że... Tak, nadzieję mam. Tak to jest, wiecie państwo. Jeżeli spędzacie ten czas ze mną tutaj na podcaście, to podejrzewam, że musimy być trochę do siebie podobni. To znaczy, ja mówię rzeczy, które za bardzo was nie zatrważają i nie... Nie... Jak to się mówi? nie kłócą się z waszymi poglądami. Więc musimy być trochę do siebie podobni. Na dobre czy na złe? Na dobre i na złe. Ja też mam swoje wady, pewnie są dla was widoczne. Więc być może część z was także te wady podziela, nawet nie jesteście tego świadomi. Więc kiedy sobie tak opowiadam i rozmawiam z wami, to tak trochę jakbym rozmawiał ze sobą zawsze. I myślę sobie, okej, no dobra, jeżeli przyjmimy przez chwilę, że ja się wykazuję tam
Ale wiecie, jak to jest. Rzeczywistość nie wygląda tak, jak wygląda, tylko tak, jak ją postrzegamy. I a propos tej informacji z internetu, która jest niewiarygodna, to też nie jest tak do końca, że winne są te siły takie. One dobrze działają, dobrze wykorzystują, czyli te jakieś agentury rosyjskie czy tam chińskie i pewnie jakaś cała masa jest innych różnych takich instytucji, które się zajmują tymi informacjami. to... O Boże, do czego ja zmierzałem? Jak zacząłem opowiadać o tych agenturach, to mi się przypomniał ten film Sala Samobójców Hejter. Tam dosyć ładnie było pokazane i to w sposób wiarygodny i bliski rzeczywistości, jak wyglądają te instytucje, które zajmują się manipulowaniem informacją.
Byśmy cały czas się zajmowali analizą tego, o czym myślimy i jak myślimy. No tak nie można, tak się nie da funkcjonować. Więc człowiek jest taki, jaki jest. Jesteśmy tacy. Pomyślałem sobie taki fajny przykład, totalnie wymyślony, ale który ma trochę sensu. To jest taki, że wyobraźcie sobie, że powstaje taki, że powstaje jakiś świetny środek na odchudzanie. Przynajmniej w teorii, że on świetny jest. Nie jest, w ogóle jest do niczego, ale taka panuje opinia, że on jest świetny, reklamy są i w ogóle fantastycznie to działa podobno. I teraz jakby sprzedaż tego produktu Nie zależy od tego, jaki on jest jakościowo, tylko jak wielu jest grubasów, którzy będą chcieli uwierzyć, że to jest prawda. A jest wielu. I generalnie im więcej grubasów, to tym bardziej będzie się ten produkt sprzedawał, a jego jakość nie ma totalnie nic związanego z...
z jakimś sensownym działaniem. I tak samo jest z informacją dokładnie. Tylko, że tam nie dotyczy grubasów, tylko jest inne zapotrzebowanie z pełnia. Dlatego, że chcemy wierzyć w pewne rzeczy i łykamy te informacje, które potwierdzą te rzeczy i tyle. I nie ma ratunku przed tym. Taka już jest słabość ludzkiej natury. Nie potrafię sobie wyobrazić, jak można by to zmienić. Jak można by poprawić ten internet, albo jak można by poprawić naszą osobistą weryfikację informacji, kiedy mamy silną wewnętrzną potrzebę szukania rzeczy potwierdzających nasze filozofie. Tak żeśmy sobie stworzyli narzędzie takie trochę do samozniszczenia. A może tak jest właśnie.
I trochę przeraża mnie fakt, że mi się ten serial podoba. On jest taki psychodeliczny, mistyczny, horrorowaty, brutalny przy okazji. Gdzieś tam po drodze ma najdziwniejszą scenę seksu, jaką widziałem w filmach. Państwu nie będę opowiadał, ale będziecie na pewno wiedzieli, o którą chodzi. To jest przedziwna, przedziwna w ogóle opowieść, ale taka spójna, taka jakby wiarygodna w ramach utworzonego wewnętrznie tam uniwersum. Jestem zachwycony tym filmem. Obejrzałem go z wielką przyjemnością od deski do deski. Bawiłem się świetnie. Ten horror mnie tak wziął z zaskoczenia. Rzućcie państwo okiem. Ja nie sądzę, żeby się każdemu to spodobało. To jest dziwne i takie czasami brutalne do pożygu wręcz. I ktoś o słabszym żołądku może się zniechęcić bardzo szybko, ale to jest pewne ryzyko.
To też mi się spodobało. Ale to jest taki serial, który tam zamyka się w ośmiu odcinkach. To jest Limited Series to się nazywa. Jest to jeden z takich nielicznych serialów, seriali, który opowiada jedną historię, ale nie gubi się w tej opowieści, nie przechodzi w dłużyzny. I to jest takie 8 godzin, chyba pewnie krócej, bo tam odcinki mają po czterdzieści parę minut. ale przyjmijmy dla swobody wypowiedzi ośmiogodzinny film, który został dobrze zrealizowany. Przyjemnie się to oglądało. Ale są też inne seriale, które trochę są na wymarciu i trochę za nimi tęsknię. To są te tak zwane procedurale. Ja przez długi czas próbowałem po pierwsze zapamiętać definicję tego, zapamiętać ten wyraz i nie wiem, czy w języku polskim jest wyraz, którym można by to zastąpić, ale Państwo bywacie bardzo...
Procedury trochę się zmieniły z czasem. Zaczęła się tam pojawiać taka bardzo... sensowna fabuła łącząca odcinki na przykład jednego sezonu w całości. Albo takie wątki, które zamykają się w pięciu, sześciu odcinkach i są takim trochę wątkiem pobocznym. Albo w zasadzie głównym. Te rzeczy, które się dzieją w każdym odcinku, to jest jakieś takie indywidualne historie pewnych ludzi, ale gdzieś tam jest taki jeden wątek, który się pojawia okazjonalnie, jakieś tam nowe informacje na ten temat. Więc mamy ten taki jeden wątek i mam mnóstwo takich historyjek pobocznych, które są krótkie, łatwe do przetrawienia. Lubię te seriale bardzo. Przede wszystkim dlatego, że one mają niezwykle dużo odcinków z reguły. Jak jest taki sezon takiego serialu, to tych odcinków jest 24 na przykład.
Ja, panie kochany! i dwa miesięcznie wychodziły przez cały rok. Pewnie częściej, bo tam jest jakaś przerwa wakacyjna między tymi sezonami, ale to się napracowali chyba, żeby robić ten serial. No więc lubię takie rzeczy i lubię odkrywać te rzeczy. Ostatnio opowiadałem Państwu o Contrze, to jest taki, chociaż Contra jest raczej zamknięta w mniejszej ilości odcinków i to jest, no właściwie to nie jest proceduralny, zły przykład, ale opowiadałem Państwu o Contrze, no i dzisiaj opowiem Państwu o takim serialu, który się nazywa Chicago Fire. Ta kontra nie bez powodu przyszła mi do głowy. Przyszła mi dlatego, że tak kontra jak i Chicago Fire jest takim właśnie staroświeckim serialem, gdzie jeszcze nikt nie zwraca uwagi na poprawność polityczną, więc...
prezentacji albo nadreprezentacji jakiejś tam konkretnej rasy w bardzo konkretnych, stereotypowych rolach, to ta wiedza nie wynika z niczego poza czytaniem rzeczy w internecie albo oglądanie filmów na YouTubie. Chyba to też jest tak, że to jest ten sam mechanizm, o którym mówiłem w przypadku leku na odchudzanie i grubych. że łykamy te informacje, które nam jakoś tam pasują. Chcemy przede wszystkim wiedzieć. No i ludzie, tak to jest. Ludzie, wszyscy, pewnie ja też, że obejrzymy sobie parę godzin materiałów na YouTubie i nam się wydaje, że poznaliśmy rzeczywistość. W ogóle nie zapala się nam lampka, żadna alarmowa w głowie, że no halo, choćbyś obejrzał pierdyliard godzin filmów na YouTubie, to nadal tam nie byłeś, nadal tego nie doświadczyłeś, nadal nie wiesz, to są tylko i wyłącznie opinie, które są tak samo, są pomieszane jak twoje własne, bo...
Ludzie nie dosyć, że to jest też tak, że z jednej strony przyswajamy informacje, które nam pasują, a z drugiej strony nawet fakty przyswajamy w ten sposób. Jeżeli widzimy, by pokazać Państwu jak dalece, bo pokazać, bo to pewnie wiecie, albo przypomnieć Państwu jak dalece, mamy skłonność do manipulowania sami z sobą, no to czasami zobaczymy coś i interpretujemy to zupełnie niezgodnie z zaistniałą rzeczywistością, bo nam to nie pasuje albo pasuje, więc nawet zobaczyć coś na własne oczy nie zawsze daje nam wiarygodną informację. Bardzo prosty przykład, żeby nie było, że powiedzmy, że bije się
Przy czym jakby tutaj nie ma świadomej oceny. To gadanie cokolwiek, to jest gadanie w naszym mniemaniu zgodne z prawdą, bo żeśmy sprawdzili, obejrzeliśmy sobie YouTube'a, albo przeczytaliśmy informacje na Onecie, więc wiemy. No nie wiemy. Taka jest prawda. Tylko problem też polega na tym, że jakby cały ten mechanizm funkcjonowania internetu wspiera gadanie bzdur. Że jeżeli jesteś w rozmowie z kimś albo w ogóle prezentujesz swoje opinie i powiesz tak, że trochę o tym poczytałem, pogadałem z ludźmi, ale nie jestem pewny, nie jestem do końca wiarygodny, bo nie byłem przy tym. więc musicie brać pod uwagę to, że mogę się mylić. Musicie sobie sami to sprawdzić. Taka informacja wydaje się bardzo sensowna, dosyć uczciwa.
I myślę sobie tak, podsumowując te wszystkie moje marudne opowieści na temat internetu, że być może gdzieś jest ta przyzwoita część ludzkiej natury i ta przyzwoita część ludzkiej natury nie potrafi się wybić wprost, ale się wybija tak totalnie podświadomie, że wykorzystujemy te złe mechanizmy internetu od czasu do czasu, by zrobić coś dobrego, by przekazać ludziom informacje, które mogą pozytywnie wpłynąć na ich przyszłość albo przyszłość ich dzieci. I tak sobie myślę, że jedyny moment, w którym my zaczniemy się martwić o ekologię, to będzie ten moment, w którym gówniane serwisy informacyjne odkryją pieniądze za clickbaitem pod tytułem trzeba dbać o ekologię. I to się chyba dzieje na naszych oczach, mam wrażenie teraz.
Ale może to jest tylko i wyłącznie chwilowe. I potem szlak to trafi. Jeszcze jedna rzecz chciałem Państwu opowiedzieć. Opowiadałem ostatnio o tym mordercy w Wielkiej Brytanii, który tam z shotgunem zastrzelił chyba sześć osób w parku podczas takiej wycieczki strzeleckiej. Nie chciałem, żeby to zabrzmiało zabawnie. Taki trochę zły dobór słów. I zacząłem czytać trochę artykułów na temat... Opowiadałem o tym, że to jest incel. Ja zresztą od czasu do czasu rzadko, ale zdarzy mi się wykorzystać słowo incel w tytule. To się lepiej klika wtedy nawet na Spotify'u, więc Państwo są zainteresowani tym tematem. Zacząłem czytać o tych... o tych incelach, żeby sobie trochę ten temat przybliżyć i teraz nie będę Państwa wciągał w tę dyskusję, bo dzisiejszy podcast jest już wystarczająco chaotyczny.
że przynajmniej kilka tych masowych strzelanin zostało spowodowane przez właśnie takie osoby, których główne frustracje wynikały z tego, że nie potrafiły sobie zorganizować relacji z płcią przeciwną. No i na razie jestem w trakcie czytania paru rzeczy na ten temat i być może w pewnym momencie będę gotowy Państwu to opowiedzieć dokładnie. A może nie będzie tak, bo ja też nie mam skłonności, żeby sobie wybrać jakiś temat i go super dokładnie omówić, przedstawiając fakty, dokumenty, argumenty obu stron. Nie, nie, nie. To nie jest taki podcast, proszę Państwa. To jest podcast, w którym myśl płynie swobodnie i bardzo często w idiotycznym kierunku. Więc liczę na to, że poczytawszy parę rzeczy, uda mi się zaszyć w mojej podświadomości trochę informacji, które potem gdzieś ze mnie wyjdą, kiedy to będzie najbardziej sensowne.
Ale tak, w związku z tym, że dzisiaj byłem strasznie chaotyczny, to na końcu chciałem się pochwalić, że jednak wykonuję jakąś rzetelną pracę, żebyście Państwo nie myśleli o mnie, że już jestem taki totalnie zagubiony. Pozdrawiam Państwa bardzo serdecznie. Dziękuję, żeście spędzili ze mną ten czas. Ciekawie było dzisiaj, ciekawie. Muszę aż sobie przesłuchać, żeby zobaczyć, co tam za głupoty wymyślałem po drodze. Całusy dla wszystkich. Trzymajcie się. Pa, pa.
Pokazano wszystkie 21 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
Jak natura koryguje podcastera? Jak bardzo chcemy sami siebie okłamywać? Jak bardzo przydałoby się lekarstwo dla grubasa? Na te i całą masę innych pytań nie znajdujemy dzisiaj odpowiedzi.