Żurawski vel Grajewski: Polska musi szykować się na „okno ryzyka” w 2027
W rozmowie na antenie Radia Wnet prof. Przemysław Żurawski vel Grajewski postawił jedną, konsekwentnie rozwijaną tezę: proces „pokojowy” jest w istocie grą o odpowiedzialność za fiasko, bo Rosja nie ma interesu w realnym rozejmie. W jego ocenie Moskwa dąży nie do „skrawków” terytorium, lecz do podboju Ukrainy – a jeśli nie zostanie zatrzymana, będzie szukała kolejnego celu.Oczywiście, że ten proces nie doprowadzi do zamierzonego skutku. Rosja to wyraźnie demonstruje. (…) Gra w istocie toczy się o to, na kogo spadnie wina za fiasko tych wysiłków– mówił. Profesor podkreślał, że cele Kremla – ogłoszone wprost jeszcze przed pełnoskalową inwazją – pozostają niezmienne: wyrugowanie USA z Europy, kompromitacja NATO i przemodelowanie systemu bezpieczeństwa.Celem Rosji nie jest zajęcie reszty Donbasu (…) tylko podbój całości państwa ukraińskiego, jego likwidacja i wykorzystanie jego potencjału do dalszej ekspansji. Rosja chce wyprzeć Stany Zjednoczone i skompromitować NATO– mówił. Jako dowód, że Moskwa nie szykuje się do „uspokojenia”, wskazywał m.in. kontynuację działań wojennych i mobilizacyjne przygotowania państwa.Żurawski vel Grajewski interpretował działania Waszyngtonu wprost: USA porządkują priorytety, a Europa jest dopiero trzecim kierunkiem po półkuli zachodniej i Azji. Stąd presja, by konflikt na Ukrainie „wyciszyć” i oszczędzić zasoby.Z Narodowej Strategii Bezpieczeństwa wynika, że Amerykanie ocenili, że nie stać ich na stabilizowanie całego świata. Na drugim miejscu Azja, czyli Chiny, i dopiero na trzecim Europa. Celem jest wygaszenie konfliktu na Ukrainie, żeby zaoszczędzić zasoby – komentował. Jednocześnie zastrzegł, że kompromis z Rosją nie zadziała, a USA w pewnym momencie „zderzą się z rzeczywistością”.Wątek polski profesor ujął jako zadanie „na zimno”: utrzymać kanały oddziaływania na Waszyngton, nie wchodzić w publiczną kampanię krytyki Trumpa i trzymać się oceny Rosji „bez złudzeń”.Zadaniem polskiej dyplomacji jest utrzymanie Polski w grze do momentu, kiedy kompromis z Rosją okaże się niewykonalny. (…) Nie włączajmy się w kampanię krytyki Trumpa, bo ona żadnych pożytków dla Rzeczypospolitej przynieść nie może– zaznaczył.NATO „zadziała”, ale ryzyko może wzrosnąć w 2027 rokuProfesor oceniał, że NATO jest twardym zobowiązaniem traktatowym, a złamanie go przez USA podważyłoby cały globalny system amerykańskich sojuszy. Zaznaczył jednak, że nie należy zakładać „setek tysięcy” żołnierzy od razu, tylko szybkie i dotkliwe wsparcie.NATO jest twardym zobowiązaniem traktatowym. Gdyby Amerykanie złamali te zobowiązania, podważyliby system bezpieczeństwa amerykańskiego na całym świecie. Wsparcie lotnicze sił szybkiego reagowania i floty byłoby natychmiastowe i dla Rosji bolesne– ocenił. Najmocniejsze ostrzeżenie dotyczyło jednak „okna możliwości” dla Rosji, gdyby USA zostały związane konfliktem w Azji.Momentem najwyższego ryzyka będzie rok 27, gdyby Stany Zjednoczone były związane konfliktem na Dalekim Wschodzie, Rosjanie odbiorą to jako unikalne okno możliwości– stwierdził. W tej logice – jak mówił – Polska jest na liście potencjalnych ofiar, a strategicznie „pierwszym celem” byłaby raczej Warszawa niż państwa bałtyckie.Uważam, że to nie państwa bałtyckie, ale Polska byłaby pierwszą ofiarą po ewentualnym upadku Ukrainy, albowiem los Polski rozstrzyga los państw bałtyckich– ocenił. /fa
profesor Przemysław Żelawski-Welgrajewski, politolog, ekspert do spraw polityki zagranicznej. Dzień dobry. Dzień dobry, dzień dobry Państwu. Burzliwe rozmowy, Maralago, spotkania bilateralne, Donald Trump, Włodymir Zaroński na żywo, potem rozmowy telefoniczne, wcześniej i potem w zasadzie rozmowy telefoniczne prezydenta USA z Włodymirem Putinem, ale też konsultacje z państwami europejskimi, w tym z Karolem Nawrockim z Polski. Więc Polska wraca do tego dość ekskluzywnego grona krajów, które dyskutują w kilkuosobowym gronie wśród Europy. Nie ma jeszcze tam Rumunii, Jest właśnie Polska i Finlandia, trochę tradycyjnie, ale to zasługa sprawnego prezydenta Finlandii.
Tego nie będzie. To jest wszystko złudzenie. Ja rozumiem, że opinia publiczna chciałaby usłyszeć bardziej optymistyczną prognozę, ale to jest myślenie życzeniowe. Należy się przygotować na następną wojnę. Rosja, jeśli nie zostanie zatrzymana na Ukrainie, to uderzy na następne państwo i będzie zatrzymana tam, gdzie ktoś ją zatrzyma. Sama z siebie się nie zatrzyma. A jak to widzi Donald Trump? Co możemy powiedzieć po konferencjach, po jego ostatnich wypowiedziach i po jego zaangażowaniu w proces pokojowy? Czego są Stany Zjednoczone od tego konfliktu? To ja myślę, że tu trzeba jeszcze wziąć pod uwagę też opublikowaną ostatnio Narodową Strategię Bezpieczeństwa Stanów Zjednoczonych.
Tyle, że jest to zrozumiałe. Jest to z punktu widzenia interesów amerykańskich działanie zasadne, tyle, że metoda osiągnięcia tego celu, czyli kompromis z Rosją nie będzie skuteczna. Amerykanie nie osiągną tego, co chcą osiągnąć. No i w pewnym momencie się zderzą z rzeczywistością w tym zakresie. Zadaniem polskiej dyplomacji, i tu pan prezydent bardzo dobrze to zadanie wypełnia, jest utrzymanie Polski w grze, czy mówiąc bardziej popularnym językiem, dostępu do możliwości wpływania na opinię Trumpa. do momentu, kiedy ten obecny zamiar administracji waszyngtońskiej kompromisu z Rosją okaże się niewykonalny i będzie to zrozumiałe także i dla decydentów w Stanach Zjednoczonych.
Wtedy ta nasza diagnoza, zresztą proszę zwrócić uwagę, że prezydent Nawrocki tak właśnie mówił, wręcz że zero zaufania wobec Rosji. To podkreśla to, że nie krytykujemy w tej chwili postępowania Trumpa i słusznie, bo prezydent nie jest publicystą. Natomiast nie żerujemy też tej nadziei na kompromis z Rosją, bo takiej nadziei nikt poważny w Polsce czy w Europie Środkowej nie ma. Nie może, dodajmy, że właśnie jest dzisiaj informacja, że państwa bałtyckie przygotowały się do wysadzenia mostów na granicach z Rosją i z Białorusią, co świadczy o ocenie rzeczywistych intencji Rosji i poczucia zagrożenia.
I Polska z krajami bałtyckimi jest tu solidarna w tym poglądzie na rzeczywistość. Z czego nie wynika, że w tej chwili byłoby politycznie rozsądne włączenie się w kampanię krytyki Trumpa, bo ona żadnych pożytków taka kampania dla Rzeczypospolitej przynieść nie może. Przeciwnie, w Europie nie ma żadnej siły materialnej, która mogłaby zastąpić Stany Zjednoczone w roli głównego podmiotu odstraszającego Rosję. I nie zanosi się na to, żeby w ciągu najbliższych 10 lat takie siły w Europie zostały wytworzone. Dotąd mamy do czynienia z deklaracjami, ale daleko jest do wypełnienia ich treścią. W związku z tym musimy czekać na rozwój wydarzeń.
wojny. Przecież nie podpis Putina pod traktatem. Także nie siły rozjemcze, bo skąd się wezmą i gdzie zostaną, w jakiej liczbie rozmieszczone. Przecież musiałyby mieć charakter odstraszający, a nie symboliczny. Czyli musiałaby to być linia demarkacyjna na wzór linii między Koreą Północną i Południową. Mówiłem o tym już latem, kiedy wtedy rozważano te pierwsze plany Trumpa, że to jest w ogóle niewykonalne, że mamy 230 bodajże 8 kilometrów linii rozgraniczenia w Korei i ponad 1000 kilometrów frontu aktywnego na Ukrainie, a 3000 całości linii do pilnowania.
Pan prezydent Nawrocki, postać bardzo wyrazista i bardzo w tej chwili czynna, aktywna na arenie międzynarodowej, zważywszy na rytm jego spotkań i z przywódcami państw bałtyckich, i skandynawskich, i grupy wyszehradzkiej, i Niemiec, i Francji, i oczywiście prezydenta Trumpa itd., W związku z tym ze strony Waszyngtonu jest to wyraźne wsparcie obozu proamerykańskiego. Dziwne by było, gdyby wspierali obóz sobie przeciwny. Tak robiła administracja Bidena ze znanym skutkiem, myślę, że negatywnym dla Stanów Zjednoczonych. Ale demokraci amerykańscy, mając do wyboru swoje sympatie ideologiczne i interes państwowy Stanów Zjednoczonych, wybrali swoje sympatie ideologiczne.
Pokazano wszystkie 7 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
W rozmowie na antenie Radia Wnet prof. Przemysław Żurawski vel Grajewski postawił jedną, konsekwentnie rozwijaną tezę: proces „pokojowy” jest w istocie grą o odpowiedzialność za fiasko, bo Rosja nie ma interesu w realnym rozejmie. W jego ocenie Moskwa dąży nie do „skrawków” terytorium, lecz do podboju Ukrainy – a jeśli nie zostanie zatrzymana, będzie szukała kolejnego celu.
Oczywiście, że ten proces nie doprowadzi do zamierzonego skutku. Rosja to wyraźnie demonstruje. (…) Gra w istocie toczy się o to, na kogo spadnie wina za fiasko tych wysiłków– mówił.
Profesor podkreślał, że cele Kremla – ogłoszone wprost jeszcze przed pełnoskalową inwazją – pozostają niezmienne: wyrugowanie USA z Europy, kompromitacja NATO i przemodelowanie systemu bezpieczeństwa.
Celem Rosji nie jest zajęcie reszty Donbasu (…) tylko podbój całości państwa ukraińskiego, jego likwidacja i wykorzystanie jego potencjału do dalszej ekspansji. Rosja chce wyprzeć Stany Zjednoczone i skompromitować NATO– mówił.
Jako dowód, że Moskwa nie szykuje się do „uspokojenia”, wskazywał m.in. kontynuację działań wojennych i mobilizacyjne przygotowania państwa.
Żurawski vel Grajewski interpretował działania Waszyngtonu wprost: USA porządkują priorytety, a Europa jest dopiero trzecim kierunkiem po półkuli zachodniej i Azji. Stąd presja, by konflikt na Ukrainie „wyciszyć” i oszczędzić zasoby.
Z Narodowej Strategii Bezpieczeństwa wynika, że Amerykanie ocenili, że nie stać ich na stabilizowanie całego świata. Na drugim miejscu Azja, czyli Chiny, i dopiero na trzecim Europa. Celem jest wygaszenie konfliktu na Ukrainie, żeby zaoszczędzić zasoby– komentował.
Jednocześnie zastrzegł, że kompromis z Rosją nie zadziała, a USA w pewnym momencie „zderzą się z rzeczywistością”.
Wątek polski profesor ujął jako zadanie „na zimno”: utrzymać kanały oddziaływania na Waszyngton, nie wchodzić w publiczną kampanię krytyki Trumpa i trzymać się oceny Rosji „bez złudzeń”.
Zadaniem polskiej dyplomacji jest utrzymanie Polski w grze do momentu, kiedy kompromis z Rosją okaże się niewykonalny. (…) Nie włączajmy się w kampanię krytyki Trumpa, bo ona żadnych pożytków dla Rzeczypospolitej przynieść nie może– zaznaczył.
NATO „zadziała”, ale ryzyko może wzrosnąć w 2027 roku
Profesor oceniał, że NATO jest twardym zobowiązaniem traktatowym, a złamanie go przez USA podważyłoby cały globalny system amerykańskich sojuszy. Zaznaczył jednak, że nie należy zakładać „setek tysięcy” żołnierzy od razu, tylko szybkie i dotkliwe wsparcie.
NATO jest twardym zobowiązaniem traktatowym. Gdyby Amerykanie złamali te zobowiązania, podważyliby system bezpieczeństwa amerykańskiego na całym świecie. Wsparcie lotnicze sił szybkiego reagowania i floty byłoby natychmiastowe i dla Rosji bolesne– ocenił.
Najmocniejsze ostrzeżenie dotyczyło jednak „okna możliwości” dla Rosji, gdyby USA zostały związane konfliktem w Azji.
Momentem najwyższego ryzyka będzie rok 27, gdyby Stany Zjednoczone były związane konfliktem na Dalekim Wschodzie, Rosjanie odbiorą to jako unikalne okno możliwości
– stwierdził. W tej logice – jak mówił – Polska jest na liście potencjalnych ofiar, a strategicznie „pierwszym celem” byłaby raczej Warszawa niż państwa bałtyckie.
Uważam, że to nie państwa bałtyckie, ale Polska byłaby pierwszą ofiarą po ewentualnym upadku Ukrainy, albowiem los Polski rozstrzyga los państw bałtyckich– ocenił.
/fa