Mentionsy Mentionsy
Radio Wnet
Radio Wnet

Złoto NBP na fundusz zbrojeniowy? Chądzyński: są tu znaki zapytania

11.03.2026 ·21 min 49 s

Narodowy Bank Polski mógłby sprzedać część swoich rezerw złota, zrealizować zysk wynikający ze wzrostu cen kruszcu i w ten sposób zasilić specjalny fundusz związany z finansowaniem zbrojeń. Jak tłumaczył na antenie Radia Wnet Marek Chądzyński z „Pulsu Biznesu”, sam mechanizm jest z ekonomicznego punktu widzenia dość prosty. Więcej pytań pojawia się jednak przy jego wykonaniu.– Narodowy Bank Polski sprzedałby część rezerw złota, zainkasowałby w związku z tym zysk, bo przypomnijmy, że NBP skupuje aktywnie złoto już od kilku lat i zaczął je kupować w momencie, kiedy ceny rynkowe były dużo, dużo niższe niż obecnie– wyjaśnił Marek Chądzyński, dziennikarz i publicysta „Pulsu Biznesu”.

Teraz naszym gościem Marek Chądzyński, dziennikarz, publicysta Puls Biznesu. Dzień dobry. Marek Chądzyński, dziennikarz, publicysta Puls Biznesu. Dzień dobry. Konferencja prezesa Narodowego Banku Polskiego. Pan prezes Adam Glapiński mówił, opowiadał, też trochę tłumaczył jak może wyglądać polska pożyczka na zbrojenia. No i wydaje się, że trochę już więcej wiemy, że chodzi o ruch na rezerwach kruszcowych Narodowego Banku Polskiego, czyli ruch na złocie, sprzedaż i z tej sprzedaży przekazanie środków na konkretny fundusz. Jak taki mechanizm mógłby wyglądać i na ile to jest rzeczywiście realna możliwość finansowania polskich zbrojeń?

I tutaj profesor tłumaczył to dość jasno. Sprzedajemy złoto i kasujemy dolary. W sumie wartość rezerw się nie zmienia, no ale rzeczywiście ten stan posiadania złota pewnie byłby inny. No, czyli mamy po prostu pomysł na czystą sprzedaż, czyli ty całkiem taki realny zysk, mówię no o papierowym zysku, tu no coś kosztem czegoś. Jak to, nie wiem, też tłumaczył pojazd dla Piński, który deklarował jeszcze całkiem niedawno, że dąży do 700 ton polskich rezerw złota. Ja w ogóle miałem wrażenie, kiedy słuchałem prezesa Glapińskiego i jego wypowiedzi, że on czuje pewną ulgę, że nic z tego nie będzie, bo powtarzał to kilka razy, że to jest plan, że NBP jest gotowe, żeby ten plan wdrożyć, ale go nie wdroży w związku z tym, że nie ma politycznego porozumienia co do tak zwanego polskiego save zero procent.

To się spina, to co mówił profesor Glapiński, że faktycznie może być tak, że jest strata, no bo złotówka topnieje, ale są tam te niezrealizowane zyski i one w każdej chwili mogą być zrealizowane, że ten ruch na złocie jest możliwy. Jak to wygląda już mniej tak PR-owo, no bo to jest oczywiście bardzo obrazowe. Jak NBP ma zrobić zysk, skoro deklaruje stratę, no ale gdzie indziej strata, gdzie indziej zysk. Tak się wydaje, w sensie słów Glapińskiego, prezesa. Tak, tylko że właśnie, do końca nie wiemy ile zysków tego złota miałoby być, ile ten NBP miałby tych 100 zł sprzedać. Pamiętajmy, że NBP w ubiegłym roku był największym kupującym złoto pośród wszystkich banków centralnych na świecie, więc jest liczącym się graczem na tym rynku. Gdyby teraz wyszedł na rynek i zaczął to złoto sprzedawać, to prawdopodobnie trochę zacząłby podcinać gałąź, na której sam siedzi, czyli doprowadziłby do jakiejś zmiany ceny, prawdopodobnie spadku tej ceny.

W tym sensie jest wirtualna, natomiast ona jest do wzięcia, tylko pewnie nie od razu, znaczy na pewno nie od razu, dlatego że wpływ na rynek byłby zbyt duży. I zresztą prezes Glepiński mówił to wyraźnie w czasie swojego wystąpienia. Mówił o stopniowej operacji rozłożonej na kilka lat, więc to nie jest tak, że te 197 miliardów byłoby do wyjęcia od razu od ręki. Na ile jest możliwe, że Polska w ogóle może to złoto sprzedać? Jak to jest z tymi rezerwami? Na ile mamy ich za dużo? Na ile możemy sobie pozwolić na wyprzedaż złota bez jakichś ujemnych konsekwencji dla stabilności polskiej waluty chociażby? W tej chwili wartość rezerw w ogóle, nie tylko wartość rezerw złota, ale w ogóle rezerw walutowych to jest ponad milion złotych.

To nie jest mało, to jest dość dużo. Zresztą ekonomiści nie kojarzeni jednoznacznie z obozem, z którego wywodzi się profesor Adam Glapiński, czyli na przykład Marek Belka albo Grzegorz Kołodko. Oni mówią, że tych rezerw jest za dużo, nie potrzebujemy ich aż tak dużo. W związku z tym... Jakieś stopniowe ich uszczuplenie, niewielkie uszczuplenie, prawdopodobnie makroekonomicznie nie zmieniłoby nic. Te rezerwy, po co nam są w ogóle rezerwy walutowe? One są po to, żeby zabezpieczać nasze bezpieczeństwo zewnętrzne. Na wypadek, gdyby się coś wydarzyło złego na świecie albo nastąpił jakiś szok w gospodarce, jakiś kryzys, no to te rezerwy, mówiąc tak obrazowo, muszą wystarczyć do tego, żebyśmy byli w stanie opłacić import przez jakiś czas.

Pokazano wszystkie 5 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.