„Polska Amazonia” wysycha. Mieszkańcy apelują o ratunek
Jeziora zanikają, mokradła wysychają, a liczba ptaków spada. Mieszkańcy terenów w rejonie Narwi od lat domagają się przywrócenia systemu doprowadzającego wodę na cenne przyrodniczo obszary. Dorota Kapiszewska opowiada w Radiu Wnet o sporze z Wodami Polskimi, zamkniętej śluzie i rozwiązaniu, które – zdaniem lokalnej społeczności – mogłoby zahamować dalszą degradację terenu.
Jest to obszar Starorzecza Narwi, ogólnie rzecz biorąc taka Polska Amazonia. Niepowtarzalny obszar, zarówno jeżeli chodzi o klimat, Jaki zasób można powiedzieć wartości związanych z bogactwem zwierząt, ptaków, unikalnych gatunków. No nie sposób wszystkich wymienić, no ale takie gatunki można powiedzieć jak Na przykład orły, bieliki, jak gęsi, jak na przykład unikalne gatunki, czapli. No nie będę wszystkich wymieniać. No wszystko tam żyje, rozmnaża się od wielu, wielu set lat. Jest to obszar, który podlega ochronie prawnej.
I ta sieć funkcjonowała w latach 70. Natomiast, no niestety, zarząd tymi doprowadzalnikami nie był odpowiedni, nie był na tyle, można powiedzieć, staranny, żeby je utrzymywać w drożności. No i oczywiście historia jest taka, że obecni administrują tą siecią rowów melioracyjnych Wody Polskie. Wcześniej to był Wojewódzki Zarząd Melioracji, no ale od 2018 jest to Zarząd Wody Polskie, który ma swoją siedzibę w Warszawie przy ulicy Zarzecze, a delegatura miejscowa jest dębem. No i teraz tak, w 2002 roku postanowiono zamknąć ten doprowadzalnik, który jakby ratował te tereny, można powiedzieć, Parku Krajobrazowego przed suszą.
No po prostu widzimy, że obszar polega degradacji. No i oczywiście monitujemy dowód Polski, wysyłamy pisma od kilku lat. Wody polskie mają taką narrację. Jest to obszar urbanizacji. On w tej chwili przestał spełniać jakby walory obszarów rolnych. Jest urbanizowany i w związku z tym oni nie widzą potrzeby, żeby dbać o to, żeby tam była woda, żeby były wody gruntowe. że jest to obszar warszawskiego, obszaru chronionego, nie podlegający zgodnie z ustawą z kwietnia 2004 żadnej urbanizacji i jest pod ochroną zresztą wojewody mazowieckiego.
I staramy się zmusić Wody Polskie, żeby one zadbały o tą sieć doprowadzalników, a szczególnie o jeden, który właśnie łączy się z zbiornikiem bocznym zalewu. Tam jest śluza, która została, tak jak mówię, już zamknięta. Wystarczy oczywiście tą śluzę otworzyć, ale żeby ją otworzyć, to trzeba najpierw odgruzować ten doprowadzalnik. Czyli mówiąc najodbędniej, oczyścić z krzewów drzew, którego zarosł. Wody polskie nie widzą takiego uzasadnienia społecznego. Proszę sobie wyobrazić. Nie widzą uzasadnienia społecznego, tłumacząc, co jest oczywiście niezgodne z prawem, że jest to obszar urbanizacji. Więc my im pokazujemy. że jest to obszar nieurbanizacji, że nadal są tam uprawiane przez rolników łąki zgodnie zresztą z programami unijnymi, bo tutejsi rolnicy uprawiają te łąki w tzw. funduszach unijnych PRS-KA i to są obszary nie tylko chronione, bo są tam obszary też właśnie, które zgodnie z tymi funduszami podlegają ochranie tzw. siedlisk przyrodniczych.
Także wszystkie warunki, które są spełnione, żeby zadbać o to, żeby to było zaopiekowane są. Natomiast Wody Polskie nie widzą żadnych powodów do tego, żeby wykonywać swoje ustawowe obowiązki. Bo ja przypomnę, że obowiązkiem Wod Polskich jest ochrona przed suszą, ochrona zasobów wodnych i przeciwdziałanie jej degradacji. Samorządem i administracją rządową. No i my czując to oczywiście, że Wody Polskie powinny tak robić, no zwróciliśmy się o pomoc. I co do samorządu lokalnego, czyli do starostwa legionowskiego.
Niestety odpowiedź na pismo starosty z Wód Polski ta sama. To jest, można powiedzieć, w kopiu i w kleju. Obszar urbanizacyjny nie ma po prostu uzasadnienia społecznego. Zwróciliśmy się również do ministra ochrony środowiska. No i dostaliśmy od pana zastępcy dyrektora tego Regionalnego Zarządu Gospodarki Włodnej, znowu taki, ale to jest dosłownie kopiu w klek, nie ma uzasadnienia społecznego, no i w związku z tym nie ma potrzeby. No, jeżeli my słyszymy takie rzeczy, no to my chcemy jednak usłyszeć to oczy w oczy, więc umawiamy się na rozmowę z zarządem. Umawiamy się na rozmowę, na rozmowie dostajemy informację następującą.
No skoro my widzimy taką potrzebę, a pieniędzy nie ma, no to my powinniśmy się za to wziąć, mieszkańcy. Czyli my mieszkańcy najlepiej jakbyśmy sobie wzięli terowy i o nie zaczęli dbać, wyremontowali terowy, no i jeszcze trzeba oczywiście się zastanowić, no bo trzeba mieć jakiś plan działania remontu, no to jeszcze ekspertyzę najlepiej jakbyśmy zrobili. Po tej rozmowie ręce nam opadły, panie redaktor, bo to nie na nasze głowy, nie na nasze barki społeczne, bo to są urzędy, które powinny takie rzeczy robić. Zresztą minister ochrony środowiska w odpowiedzi na pismo ze strony starostwa legionowskiego napisał wyraźnie, Żeby Wody Polskie, ja tutaj mam te pismo, zwracamy się z uprzejmą prośbą o podjęcie w sposób zgodny z rekomendacjami RDOŚ-u, czyli Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska, działań ukierunkowanych na rozwiązanie problemów zgłaszanych przez stronę społeczną i samorządową.
Więc powiem tak, pani redaktor, po tym ostatnim spotkaniu w Wodach Polskich na Zarzeczu z zastępcą dyrektorem Stwierdziliśmy, że to jest typowy taki sposób traktowania obywateli na zasadzie takiej, żeby sobie obywatele sami wszystko zrobili najlepiej. Tym bardziej jest to dla nas niezrozumiałe, że są programy Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska dedykowane dla takich właśnie przedsiębiorstw jak Wody Polskie. I to są właśnie programy Właśnie środowiska, czyli na remonty takich rowów i to są bardzo konkretne pieniądze, po które oczywiście Wody Polskie mogą sięgnąć, bo te programy są co roku.
Jakby na zasadzie takiej, że Wody Polskie mogą o taki program wystąpić i dostać bardzo duże dofinansowanie. Natomiast Wody Polskie oczywiście, no powiem szczerze, najlepiej nic nie robić. I siedzieć i tyle. Natomiast my się na to nie godzimy, bo my widzimy co się dzieje, a to jest po prostu zaplecze klimatyczne dla Polska Amazonia wysycha. Mieszkańcy apelują o ratunek.
Olszewskie, Środrowo Ławeczno, Drzążewo, Góra. Te wszystkie jeziora po prostu wysychają. Wysychają i po prostu na naszych oczach to się dzieje i jesteśmy po prostu naprawdę zdesperowani, żeby coś zrobić. A co my możemy zrobić? W tym wypadku pozostaje nam jedynie uderzać do mediów, żeby nagłośnić tą sprawę i żeby zawstydzić, powiem tak, zawstydzić Wody Polskie, że mając takie możliwości nie robią nic. Inaczej już pani redaktor, po prostu. Dlatego moja dzisiaj też prośba o właśnie nagłośnienie tej sprawy i zawstydzenie Wód Polskich, że mimo tak naszych tutaj działań, takich można powiedzieć już wieloletnich, nic do tej pory nie robią.
To ja jeszcze zapytam jaka jest teraz sytuacja tego fragmentu Warszawskiego Parku Krajobrazowego, bo z tego co rozumiem to już 2002 rok to jest zamknięcie tych kanałów melioracyjnych. Od 2018 wody polskie piecze trzymają nad nimi. Jakie są właśnie, czy to jest tak, że państwo już przy zamykaniu tych kanałów wiedzieli, że taka będzie degradacja tego terenu, że te torbowiska wysychają? Czy to jest widoczne? Skąd państwo jako mieszkańcy mają taką wiedzę? To jednak jest temat, który chyba nie jest na przykład dla pani tematem zawodowym, którym pani się zajmuje.
Kto faktycznie może powiedzieć, tak, wyniosło się takie ptaki, takie ptaki? Tak, mamy też taką informację od odpowiednich tutaj tych Polska Amazonia wysycha. Mieszkańcy apelują o ratunek. Mieszkańcy apelują o ratunek. Z bocianami czy z łabędziami, no kiedyś mieliśmy kilka takich par, no już nie powiem, teraz to w ogóle nie mamy żadnej pary już łabędzi, one już musiały się gdzieś wyprowadzić, bo nie mają gdzie się po prostu tutaj zmieścić na tej wodzie. Także mamy taką ekspertyzę.
Poza tym, pani redaktor, mamy też taką dokumentację, no bo mamy jakieś zdjęcia też, bo robiliśmy takie zdjęcia tych obszarów, Mamy zdjęcia sprzed kilku lat, mamy zdjęcia sprzed dwóch lat, mamy zdjęcia z tego roku. No widać jak to wszystko ginie, jak to wysycha, jak tej wody coraz jest mniej. I wie pani, no ja się zdaję ze sprawy, że to dotyczy nie tylko naszego tutaj rejonu, tylko całej Polski. Natomiast o co chodzi? O to chodzi, że tu jest sieć tych doprowadzalników, że tu ktoś Pomyślał o tym, kiedy, można powiedzieć, tą całą zaporę w Dębę zbudowali, że tak może być, że może dojść do degradacji, więc stworzył to właśnie na ten użytek, żeby ten rejon przetrwał, żeby ten piękny obszar, bo to jest nawet nazywane Polską Amazonią, ten obszar.
Żeby ten obszar wytrzymał ten czas trudny, kiedy się tworzy te zapory i wiadomo, że wtedy te wody gruntowe troszeczkę niestety tutaj ubywają. I one są. One tu są, pani redaktor, i trzeba było o nie dbać. No nie dbano. Więc my, jako społeczeństwo, jako tutejsza, lokalna społeczność, dostrzegając ten problem, monitujemy do władz samorządowych. Władze samorządowe są za nami. Monitorujemy do Ministerstwa Klimatu. Ministerstwo Klimatu całymi rękami jest za nami. Ja nawet w ubiegłym tygodniu miałam okazję taki wywiad słuchać w radiu RFM FM. Konkurencja wprawdzie, ale powiem.
Lice minister klimatu, pani Urszuli Zielińskiej. Z którego to wywiadu ja się dowiedziałam jako obywatelka, że Ministerstwo Ochrony Środowiska w tej chwili wydaje olbrzymie pieniądze na tworzenie obszarów wodno-błotnych, bo widzi taką potrzebę. Padła suma 500 milionów złotych. Pani redaktor, tu ta infrastruktura na tą mikro retencję jest, wystarczy tylko zrobić faktycznie Przewodnika, który podniesie wodę gruntową w tych obszarach. Wody polskie nie widzą uzasadnienia społecznego. No, ja się zastanawiam, czy to jest jakieś lobby, które chce ten kraj krajobrazowy przekształcić na obszar urbanizacji i za chwilę jakąś, nie wiem, ustawą, jakimś rozporządzeniem zrobić tutaj, wie pani, nowe blokowisko jakieś, no bo obszar piękny.
Ekspert, który nadal ma firmę melioracyjną i ten ekspert będąc na spotkaniu w wodach polskich, no po prostu wykazał, wykazał dyrektorom, że oni kompletnie nie mają pojęcia o tym, o czym oni mówią, bo oni mówią o jakimś zagrożeniu, że tam może być jakieś zagrożenie, jak się otworzy tą śluzę. I ten ekspert wykazał, że tam żadnego zagrożenia nie ma, nie było i nie będzie. Mało tego, wykazał, że wystarczy udrożnić ten kanał i oczywiście otworzyć niewiele tą śruzę. Oczywiście mieć pod kontrolą ten przepływ wody, bo to musi być pod kontrolą, ale to nie może być tak, żeby Wody Polskie nie miały żadnych obowiązków. One muszą mieć jakieś obowiązki i ta kontrola musi być. I to jest rozwiązanie problemu, które jest podane na tacy.
Tego nie trzeba tworzyć od początku, tak jak w innych rejonach Polski. Więc to nas bulwersuje, Pani redaktor. To na czym teraz państwo stoją, że tak się wyrażę? Co dalej? Wody Polskie, rozumiem, odpowiedziały państwu, że muszą państwo jakąś ekspertyzę sporządzić, za nią zapłacić, ją najlepiej sfinansować. I co teraz państwo mają zamiar zrobić z tym problemem? Ja właśnie zagłosiłam sprawę, pokazując, że Wody Polskie przerzucają na obywateli obowiązek wykonywania jakichś czynności Polska Amazonia wysycha.
Mieszkańcy apelują o ratunek. Mieszkańcy apelują o ratunek. To dlaczego tutaj te wody polskie? No wody są polskie pod oczywiście kuratelą Ministerstwa Infrastruktury. My jeszcze nie rozmawialiśmy z nikim z Ministerstwa Infrastruktury, no ale wie pani co, no chyba też musimy w tą stronę pójść. Poza tym chcemy też rozmawiać z marszałkiem województwa mazowieckiego, ponieważ no wiemy, że pan marszałek Jakby na podstawie tej ustawy z kwietnia 2004 sprawuje także bezpośredni nadzór nad warszawskim obszarem chronionym.
Więc próbujemy w różnych też urzędach administracji państwowej i rządowej nagłośnić Tą sytuację, która jest w gestii oczywiście urzędów, a nie obywateli, bo my nie jesteśmy w stanie wyskrobać kilkuset tysięcy złotych, bo podejrzewam, że takie to są kwoty, żeby zrobić dla wód polskich ekspertyzę, która pozwoli im ubiegać się o pieniądze z Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska, bo tak to by miało wyglądać według wód polskich. O czym powiedziała pani Dorota Kapiszewska. Nie wiem, czy mogę powiedzieć mieszkanka której miejscowości, ale mogę powiedzieć, że tego regionu warszawskiego parku.
To jest taki, można powiedzieć, zasób klimatyczny dla Warszawy, także tym bardziej uważam, że warto o to walczyć. My może się tam wybierzemy, żeby zobaczyć na własnym oczy, a my w takim razie będziemy słuchaczy informować i z panią Dorotą Kapiszewską jeszcze się w tym temacie łączyć. Być może Wody Polskie zmienią zdanie na temat swojej działalności tam, a być może Ministerstwo Środowiska coś w tej sprawie jednak zdziała. Dziękuję serdecznie pani redaktor.
Pokazano wszystkie 20 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Redaktor rozmawia z Dorotą Kapiszewska o degradacji Warszawskiego Parku Krajobrazowego i problemie z zaporą w Dębę.
Kapiszewska opisuje historię problemu, a następnie opowiada o działaniach Wód Polskich i samorządu lokalnego.
Kapiszewska opisuje rozmowę z Zarządem Wodnym i ministerstwem ochrony środowiska.
Kapiszewska opisuje obecną sytuację i działania mieszkańców w celu ochrony obszaru.
Kapiszewska analizuje sytuację i przedstawia propozycje rozwiązań, w tym rozmowy z Marszałkiem Województwa Mazowieckiego i Ministerstwem Infrastruktury.
Kapiszewska podsumowuje rozmowę i podaje przyszłe kroki w celu ochrony obszaru.
Rozdziały i streszczenia generowane automatycznie. Pełna transkrypcja nie jest publikowana — wyszukaj frazę, aby zobaczyć dopasowane fragmenty.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
Jeziora zanikają, mokradła wysychają, a liczba ptaków spada. Mieszkańcy terenów w rejonie Narwi od lat domagają się przywrócenia systemu doprowadzającego wodę na cenne przyrodniczo obszary. Dorota Kapiszewska opowiada w Radiu Wnet o sporze z Wodami Polskimi, zamkniętej śluzie i rozwiązaniu, które – zdaniem lokalnej społeczności – mogłoby zahamować dalszą degradację terenu.