Piotr Szymański, Robert Jagła i Czesław Sienkiewicz gośćmi Studia Wilno
On naprawdę dojechał! Stary Żuk pokonał 1600 kilometrów i dotarł do hospicjum w Wilnie. To nie był rajd. Liczyli się ludzie, wiara, determinacja i ogromne serce. Co przywieźli ze sobą?
Dajemy wam słowo, będzie odjazdowo. Ale, ale, ale, nieważne czy w Żuku, czy przed monitorem, bądźmy wszyscy do zbiórki motorem. Dla mnie bohaterem, kto wpłaca choć trochę, bo każdy z ważnych decel jest poważny. W euro dziewięćdziesiąt tysięcy potrzeba. Ta suma dla hospicjum jest jak manna z nieba, ale razem damy radę. Wierzę, że się uda. Jileńskie hospicjum, tam się dzieją cuda, to ono daje chorym. Piotr Szymański, Robert Jagła i Czesław Sienkiewicz gośćmi
I właśnie tak brzmi historia, która jeszcze kilka dni temu była tylko pomysłem. Stary Żuk, Kraków, Wilno, ponad tysiąc kilometrów, dziewięć dni drogi, spotkań, emocji, zmęczenia. I cały czas wracało pytanie jak refren. Czy naprawdę można starym Żukiem dojechać tak daleko dla dobra drugiego człowieka? Dzisiaj już znamy tę odpowiedź. I dzisiaj nie będziemy już pytać, czy się uda. Dzisiaj zapytamy, co wydarzyło się po drodze. Moimi gośćmi są ludzie, którzy są właśnie tutaj ze mną i którzy tą niezwykłą historię współtworzyli. Robert Jagła, Piotr Szymański i Czesław Sienkiewicz. No i cóż, pierwsze pytanie do Roberta, bo przed chwilą słyszeliśmy, znaczy nie do Roberta, do Piotra, do Piotra tak, bo przed chwilą słyszeliśmy właśnie ten utwór, utwór muzyczny, który został stworzony przez ciebie Piotrze.
I w swoim rapie śpiewasz, ale to nie jest wyścig. I rzeczywiście, chyba nie chodziło o to, kto pierwszy, ale chyba każdy kierowca Starego Żuka gdzieś z tyłu głowy miał pytanie, czy my naprawdę tym dojedziemy? Ile razy podczas tej podróży pojawiła się ta myśl? No, odpowiedz proszę na to pytanie. To trzeba by było się zastanowić, ile razy dziennie pojawiła się ta myśl. Ta myśl towarzyszyła nam non-stop, czy dojedziemy, czy dojedziemy. Więc Żuk co chwilę odmawiał posłuszeństwa, był, no już ma swoje lata, więc pokazywał też swoje dolegliwości. No ale też gdzieś tam z tyłu głowy cały czas wierzyliśmy, że no po to jedziemy, żeby dojechać.
Robercie, stańmy na chwilę na mecie. Żuk stoi tutaj, no właśnie wysiądłam z samochodu i widzę jak ten piękny czerwony samochód z nadpisem Żukiem dla życia stoi, stoi przy hospicjum. Kilka dni temu to wszystko było jeszcze przed Wami. Kiedy dzisiaj patrzysz na ten samochód, to co widzisz? Starego Żuka, który przyjechał, kawał Polski, czy może coś więcej? Widzę coś więcej. Ten żuk jest taki sam jak pacjenci tego hospicjum. Nie domaga, trzeba mu pomagać, popychać, naprawiać, ale on jedzie. To, że dojechał, to jest cud. Nie miał prawa dojechać dlatego, że jego stan techniczny był dosyć opłakany, chociaż był reperowany i przed wyjazdem i w trakcie, ale udało nam się, jesteśmy tutaj, dotarliśmy i każdy z nas z innym doświadczeniem.
Ktoś się stał bardziej odważny, ktoś zaczął rapować, ktoś może coś innego. To była podróż siedmiu osób czy ośmiu osób, która zmieniła nasze życie. No to teraz jeszcze bym chciała tutaj zapytać Czesława Sienkiewicza, bo jesteś mechanikiem, tak? Mówiliśmy o tysiące kilometrów, a ostatecznie zrobiło się ich około 1600. I to już nie była zwykła wycieczka, tak? Jakie kwestie techniczne was napotkały i co się psuło? Co trzeba było reperować? Jak ten żuk w ogóle dał radę tyle kilometrów przetrwać? To chyba zawdzięczając trochę twoim Umiejętnością to się też i wydarzyło. Tak, właśnie byłem czyli mechanikiem z tej całej ekipy, to znaczy z narzędziami, ze wszystkimi instrumentami, powiedzmy tak.
I to zdarzało się, że ładnie jedzie, wszystko okej, ale później to się nam drączek biegów urwie, to światła się zepsują. Nawet był taki moment, że światła zgasli, a byliśmy wieczorem i musieliśmy jechać już w nocy, to pojechaliśmy na latarkę, nie? Przemocowaliśmy nawet tak. Czy właśnie podczas tej wyprawy wydarzyło się coś takiego jeszcze na przykład, oprócz tej latarki, o której teraz wspominasz? To dzisiaj jest już anegdotą, ale wtedy wcale nie było wam do śmiechu. Taka historia, której słuchacze jeszcze nie znają. Czy panowie moglibyście się podzielić? Może każdy ma odmienne historie, a może macie jakąś wspólną, Piotrze? Myślę, że ja tutaj mogę powiedzieć, jak jechałem Żukiem.
Do mnie z Radia Wnet Piotr odebrał telefon i mówił, jakieś radio do ciebie. A ja w tym momencie prowadziłem samochód, nie chciała mi wejść trójka, samochód już się gotował. Już temperatura była na czerwonym polu i musieliśmy zjechać do mechanika. I wtedy usłyszałem słuchawcę, trzy, dwa, jeden, wchodzisz na antenę. I musiałem prowadzić samochód. Żuka, trzymać telefon i szukać mechanika. Wtedy było straszne, a teraz z perspektywy czasu mnie to śmieszy i jakaś fajna przygoda. Dzisiaj mówimy na spokojnie, więc nie trzeba. Na razie Żuk stoi bezpiecznie, ty jesteś też bezpieczny. Proszę Czesławie, może twoja historia, może masz jakąś swoją, kiedy może jakichś części nie znalazłeś, może trzeba było gdzieś się zwracać. Jak to było w twoim wypadku?
Czyli tak, znowu przygoda jedna była, też tak samo z Rzukiem, że jechaliśmy na stację, czyli na chwilkę, tam kawy i tak po tej kawie w 15 minutach musimy ruszyć dalej na nocleg powiedzmy. Patrzymy, że ten żuk nam nie odpala. W ogóle. To zaczynamy jakoś próbować go odpalać. Nie, znaczy nie wychodzi nam to. To znaczy na starym metodą wzięliśmy tak, że popchnęliśmy go i chyba z 15 metrów go odpalił. No dobrze, a ile razy na przykład powiedzieliście podczas tej podoży, stary, nie rób nam tego teraz, właśnie teraz. Czasami była noc, zamiast jazdy to był warsztat.
Tak, no czyli mieliśmy swoje narzędzia, to tak, to było tak, że znaczy i problemą tego wszystkiego, co było wtedy, to rozrusznik nawalił i to trzeba było go znaczy już później zdymować i reparować i tak dalej. Słyszę z waszych słów, że była też i mobilizacja, że mniej więcej można było powiedzieć spokojnie, Pan Bóg prowadzi, rano pojedziemy. Były takie może słowa, padały w waszym brzuchu gdzieś, tak? Rano to pojęcie względne, czyli która to godzina mniej więcej była? Były momenty, że i Robert i Sebastian, którego tutaj nie ma, pojechali, odstawili Żuka na północy. W sensie nie północ kierunek, tylko północy był naprawiany i tutaj myśmy, pozostała grupa wstała rano, a się okazało, że już Żuk jest tam naprawiony, więc mówię no...
Z waszej strony Żukiem dla Życia na Facebooku. Tak mi się wydaje, tam były umieszczane różnego rodzaju filmiki. Ktoś przyjechał z instrumentem, ktoś pomagał technicznie, ktoś przygotował poczestunek, ktoś otworzył drzwi swojej firmy. I w pewnym momencie mieliście chyba wrażenie, tak podejrzewam, może sprostujcie mnie, że nie prowadzicie już własnej akcji, tylko że ona zaczęła żyć tak trochę własnym życiem, tak? Tak, dokładnie tak było, bo ktoś zadzwonił do mnie z Kłajpedy mówiąc, że wspiera akcję, a my jesteśmy tysiąc kilometrów od niego i mu dziękujemy. Ktoś właśnie przynosi coś do jedzenia, ktoś reperuje nasz samochód. Ta akcja już nie była pod naszą kontrolą, to już poszło gdzieś daleko i wszyscy nam pomagali, bardzo dużo życzliwych ludzi, których spotkaliśmy na drodze nam pomagali.
Ale w tej historii jest też taka osoba jak Daniel, człowiek z Australii, o greckich korzeniach, który mieszkał w Hiszpanii. Coś możecie szerzej opowiedzieć o tym? My go odkrywamy cały czas, nie wiemy co jeszcze ma odkryć. Urodził się w Australii, on pięknie grał. Na fortepianie dawał różne koncerty, tam gdzieś żeśmy się zatrzymywali. Nie bardzo rozumiał co mówimy, tylko obserwował, ale był z nami. No dobra, a teraz jeszcze jedna kwestia związana z energią. No bo kilka koncertów, jednego dnia spotkania, przyjazdy, następnie miejsce i znowu ludzie. Czy był moment, kiedy powiedzieliście sobie, my już nie jedziemy tym właśnie starym Żukiem, a jedziemy na energii tych wszystkich ludzi, którzy dołączają do akcji?
Bo było chyba ich trochę sporo. Ile miast odwiedziliście? Ile miast? Było kilkanaście miast. Ja swego czasu liczyłem chyba bodajże tam trzynaście miast było. Natomiast to też w jakiś tam sposób się w czasie tej naszej podróży zmieniało. Ale co do tej energii, to tak, to w pewnych momentach to było tak, że ja... Mówię, a dobra coś, chłopaki mówią, zjadłbyś coś, jadłeś obiad. Ja mówię, no jadł, nie, nie jadłem przedwczoraj, wczoraj jadłem coś tam i tak na samej kawie, ale tutaj nie tylko ta pozytywna energia, ale też taka adrenalina, która nam towarzyszyła non stop, bo nic nie było przewidywalne. Był ciągły wyścig z czasem, żeby wszędzie gdzieś zdążyć, bo układaliśmy niby, Jakoś tak w miarę technicznie, żeby to był zapas tego czasu, a Żuk nie rozwija kosmicznych prędkości.
No, proszę. Nie zebraliśmy pełnej kwoty, ale akcja trwa dalej. Żuk stoi tutaj, zbieramy dalej. Może uda się, może nie. Zobaczymy. Wierzymy w ludzi. Ja to jeszcze chciałbym dodać, że Żuk dojechał w najbliższą sobotę 19 września. Zapraszamy tych, co słuchają, a są na miejscu tutaj w Wilnie i okolicach na dożynki w Solecznikach. Tam Żuk też się uda. Też będziemy prowadzili zbiórkę. Jak dojedzie? Wierzę, że dojedzie. Tutaj zawsze Robert mnie przekrzykiwał, że nie dojedzie, a ja go przekrzykiwałem, że jednak Wierzę w to, że dojedzie ta polska stara technika.
Jedziemy, mimo że Żuk już dojechał, jedziemy z tą naszą misją tych 350 tysięcy złotych równowartości 90 tysięcy euro, żeby wspomóc hospicjum. Jeszcze będą się aukcje internetowe, jeszcze nadal trwają zbiórki. Można powiedzieć, że jeszcze się nie zatrzymaliśmy, jeszcze Żuk jedzie. Wróćmy teraz jeszcze do tego dnia, w którym nadejemy audycję, bo to jest też bardzo ważna data. Dzisiaj jest 17 września. Dla każdego Polaka to dzień, który przywołuje bardzo trudne karty naszej historii. Sowiecką agresję na Polskę, późniejsze deportacje, takie represje i losy setek tysięcy Polaków, którzy zostawili Zostawili swoje domy, zostali wyrwani ze swoich właśnie domów i zesłani na Syberię oraz do tych innych miejsc Związku Sowieckiego.
Oczywiście, że tak. Cała II wojna światowa zaczęła się od napaści na Polskę. Więc te tereny, także i Litwa są tym mocno zaznaczone. Tu nas jest teraz trzech, natomiast jechało więcej osób. Każdy z nas... Szkoda, że nas tu wszystkich nie ma. Natomiast kolega Sebastian ostatniego dnia w kościele w Grajewie powiedział piękną rzecz, która tu też można było nawiązać, że Że ten Żuk był podczas rozpoczęcia mszy przed kościołem i kiedy mówił ostatnio taką mowę na sam koniec, że powiedział, że Żuka nie ma. Tak samo jak naszych pacjentów, tak samo tych ludzi, którzy brali w tych wszystkich, jakby nie patrzeć, strasznych wydarzeniach, też znikali czasami z oczu tym, którzy pamiętają te czasy.
Dobra, jednym słowem. Jeden obraz z tej podróży, który został z tobą i zostanie z tobą na zawsze. Wyzwanie, powiedzmy tak. A dobra, dobro w jednym słowie. Dobro, cały Żuk był dobrem, jednym wielkim dobrem, które jechało i ci ludzie, których żeśmy spotkali po drodze, też jedno wielkie dobro. I jeszcze jedno właśnie takie pytanie. Hospicjum w jednym słowie. Tu się żyje. Tu się żyje. Drodzy słuchacze, kiedy zaczynaliśmy tę audycję, powiedziałam, że dzisiaj nie pytamy już, czy Żuk dojedzie. On dojechał.
I jest tutaj przed hospicjum. Pamięć, która została z tymi wszystkimi osobami, które uczestniczyły w akcji, też została. I jeszcze podobno Żuk pojedzie i możecie Państwo również dołączyć do danej akcji Żukiem dla Życia. Dziękuję dzisiaj całej ekipie, dziękuję wszystkim, którzy byli na trasie, tym, którzy jechali, tym, którzy pomagali, tym, którzy wpłacali pieniądze, udostępniali informacje. Otwierali po prostu tak drzwi i tym, którzy po prostu trzymali mocno kciuki. I chyba właśnie dlatego ten Żuk dotarł. Dotarł właśnie tutaj aż do Wilna, do hospicjum, do życia. A skoro przez ostatnie dni byliście, byliśmy drużyną, bo również wielu słuchaczy Radio Wnet dołączało do tej akcji,
Pokazano wszystkie 17 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Agata Antyniewicz przedstawia audycję i sponsor
Sponsorem audycji jest sklep internetowy przysmaki.pl.
Agata opisuje historię podróży Starego Żuka do Wilna
Robert Jagła opowiada o trudnościach podróży i emocjach
Piotr Szymański opowiada o technicznych problemach samochodu
Agata opowiada o mobilizacji i pomocy podczas podróży
Agata i Piotr opowiadają o Danielu z Australii
Agata i Piotr opowiadają o energii i czasie podczas podróży
Agata i Piotr opowiadają o zakończeniu akcji i dalszych planach
Agata opowiada o znaczeniu podróży dla historii Polski
Agata i Piotr opowiadają o przybyciu do hospicjum
Agata podziękowuje gościom i zakończa audycję
Rozdziały i streszczenia generowane automatycznie. Pełna transkrypcja nie jest publikowana — wyszukaj frazę, aby zobaczyć dopasowane fragmenty.
„Sponsorem audycji jest sklep internetowy przysmaki.pl."
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
On naprawdę dojechał! Stary Żuk pokonał 1600 kilometrów i dotarł do hospicjum w Wilnie. To nie był rajd. Liczyli się ludzie, wiara, determinacja i ogromne serce. Co przywieźli ze sobą?