Mentionsy Mentionsy
Radio Wnet
Radio Wnet

Losy braci Gierymskich - Nieregularnik literacki - 28.09.2025 r.

29.09.2025 ·59 min 37 s

Jakie relacje łączyły Maksymiliana i Aleksandra Gierymskich? Czym skutkował epizod powstańczy starszego z rodzeństwa? Co ogniskowało uwagę malarską młodszego brata? 

Czy to był pomysł Pana, czy to była sugestia może wydawcy, żeby zająć się tymi najwybitniejszymi, najwybitniejszym rodzeństwem plastycznym chyba w dziejach Polski? Pomysł tkwił we mnie i od czasu do czasu się wydobywał, ale od 45 lat ja sobie to wczoraj uzmysłowiłem, ponieważ W roku 1980 napisałem taki wiersz, który jest wyznaniem tamtej strony, strony cienia, pod tytułem Aleksander Gierymski. To jest wiersz, który wszedł do tomiku Korytarz, wydanego kilka lat później, już w takim niedobrym czasie, w 1982 roku.

I te słuchowiska były emitowane, o ile pamiętam, w drugim programie Polskiego Radia. Też w takim moim cyklu, słuchowisk o malarzach, głosy żywych, głosy umarłych. I taka ciekawostka, mianowicie Maksymiliana Gierymskiego grał Krzysztof Globisz, a Aleksandra Gierymskiego grał Jerzy Grałek też. To znakomici aktorzy. W ogóle to byli znakomici aktorzy, którzy brali udział w tych słuchowiskach. Reżyserował Wojciech Markiewicz. Także to tyle tego było.

Niekoniecznie musimy je przywoływać, te kolejne filmy. Proszę? Niekoniecznie musimy przywoływać kolejne filmy pana Konrada Dałęckiego. Tak, tak, tak, oczywiście. W każdym razie to był film o Aleksandrze Gierymskim. Film fabularny, w którym główną rolę Aleksandra grał Leszek Erdegen. Czyli wszyscy aktorzy krakowscy grali w Gierymskich? Tak, oczywiście i w boi Gierymskich i we wcześniejszych Gierymskich Konrada Noweckiego. W każdym razie tam była bardzo dobra obsada w tym filmie. Aleksandra Śląska, Aleksander Bardini. Film był taki, jaki był.

Ale mniej więcej taki sam układ tych obrazów I to są te obrazy, które dały mu bardzo dużo pieniędzy. Bardzo dużo, bo umierał po bardzo krótkim życiu. Aleksander zgromadził po nim spory spadek, który tam mógł wpłynąć na polepszenie losu sióstr itd. Ale w każdym razie obok tych obrazów które szły, które znakomicie się sprzedawały, malował również sceny powstańcze, bo jak wiemy sam brał udział w powstaniu styczniowym, co nie przeszkodziło mu potem po upadku powstania jednak brać stypendium od...

Panie Marku, wróćmy do korzeni bohaterów pana książki. Oni, wspomniał pan o Siemirackim, który był synem generała, oni też mieli ojca wojskowego. Czy to malarstwo, to nie można powiedzieć, że odziedziczyli w genach chyba, tylko po prostu niewytłumaczalny talent od Boga dar. Właśnie bardzo dziwne, to tak. I czy sukcesy Maksymiliana wpłynęły na drogę życiową Aleksandra? Czy Aleksander już też wykazywał talent plastyczny jako dziecko? Jak to wyglądało? Właśnie bardziej Maksymilian.

Aleksander to jest bardzo, bardzo też skomplikowana postać. Mianowicie młodszy od Maksymiliana o kilka lat pozostawał przez cały czas w bezpiecznym cieniu. Przyglądał się. On się ciągle przyglądał. Wtedy, kiedy Maksymilian poszedł do powstania, on wiedział, że Max poszedł do powstania. Potem, kiedy wrócił po tej tułaczce po upadku powstania, kiedy Max wrócił, Aleksander był też niejako w cieniu. Widział tego brata niejako ukrywającego się w domu. To też jest niesamowita historia, ponieważ były powstaniec, niedawny powstaniec, ukrywa się w domu rodzinnym, w mieszkaniu swojego ojca, w mieszkaniu, gdzie są jego matka i rodzeństwo.

Nikt o tym nie wie, albo jest to tajemnica Poliszynela. że on jest. A Jakuby nikogo nie było. No tak. I okazuje się, że Aleksander tylko to oglądał, on widział, on to wszystko... Potem, tak jak wiemy, Maksymilian, starszy brat, znakomicie sobie poradził, wykorzystał swoje zdolności malarskie, wykorzystał koneksję ojca, wyjechał na studia i tak dalej. Aleksander nagle zrobił to samo, co brat, czyli postanowił, że będzie malował.

To wydaje mi się, że on miał swój taki, a nie inny stosunek do powstania później. Wspomniał pan o tym, ja tylko sprecyzuję, że ulica Zatyłki to była koło kaszar mirowskich, obecnych hal mirowskich. Miejsca bliskiego i mniej Krzysztofowi Masłaniowej, bo niedaleko tam mieszkaliśmy. Między Pałacem Lubomirskim, a tą halą mirowską wschodnią. Natomiast chciałbym jeszcze tutaj dopytać o ich życie osobiste. Obaj nie poślubili żadnej kobiety, nie związali się z żadną kobietą. Znaczy Maksymilian miał narzeczoną, rozumiem, że Suchoty, czyli Gruzilica, mówiąc terminologią współczesną, uniemożliwiły związanie się z tą panią. Natomiast Aleksander, który do średniego wieku dożył, też nie założył rodzinie.

Tak, bo tutaj właśnie też jest kwestia tytułu. Zazdrosny jest ten talent, ponieważ nie pozwala na normalne życie. Może na tak zwane normalne życie. Nie pozwala na założenie rodziny. Akurat w przypadku braci Gierymskich tak było. Ja tam przytaczam w pewnym momencie takie zdanie, że oni wiedzieli o tym, że nie potrafią żyć. Zwłaszcza Aleksander, on wiedział, że on nie potrafi żyć, że już ma 50 lat, a jeszcze właściwie nie żył tak, jak powinien był żyć.

Ale wśród artystów nierzadkie chyba. nierzadkie, ale to takie trochę też z drugiej strony mieszczańskie, prawda? Bo on sobie pójdzie tam do zamtuzu, potem już jest dalej opłacone, sprawa opłacona, i on sobie może bimbać, prawda? I tak dalej. Jest to też zaznaczone w pewnym momencie u mnie. W każdym razie Tutaj w przypadku Aleksandra z kolei była taka idealna miłość jego, takie idealne zauroczenie Heleną Modrzejewską.

Zresztą podobnie jak Stanisław Witkiewicz w tym samym czasie właśnie był również zauroczony Modrzejewską, to nie tylko dlatego, że była to... najwybitniejsza wówczas aktorka, której fotografie można było kupić w wielu miejscach w Warszawie i w Krakowie też, ale w przypadku zarówno Aleksandra Gierymskiego, jak i Stanisława Witkiewicza, z którym się przyjaźnił, Zauroczenie Modrzejewską trwało bardzo długo, właściwie przez kawał życia Aleksandra i przez chyba pół życia Stanisława Witkiewicza, który zresztą czekał...

10 czy 11 lat na przyjazd Modrzejewskiej do Polski, żeby została chrzestną jego syna Stanisława Ignacego Witkiewicza. Tak się zresztą stało. Modrzejewską umieścił Aleksander Gierymski w jednym z najbardziej słonecznych, najbardziej reprezentacyjnym obrazie Altana. W Altanie jest jedna z tych postaci, to jest Helena Mążejewska. On malował to przede wszystkim w Rzymie, potem przywiózł ten obraz do Warszawy i tam znowu malował, zdzierał farbę, prasował żelazkiem, w ogóle cuda wyczyniał z tym płótnem.

Wtedy jeszcze nie było takich technik reakcyjnych jak dzisiaj, zupełnie inaczej to wyglądało. I on sobie po prostu nie mógł zrobić zdjęcia obrazu i trzymać zdjęcia kolorowego. Ale to jest jeszcze jedna rzecz, taka charakterystyczna w jego twórczości. Panie Marku, ja jeszcze dopytam. Wspomnieliśmy tutaj emblematyczne dzieła Aleksandra Gierymskiego, ale takim chyba emblematycznym obrazem, myślę, w świadomości Polaków, tkwiącym Maksymiliana jest patrol powstańczy. To chyba jedyny z najbardziej znanych, upowszechnionych wizerunków powstania styczniowego, oprócz twórczości Artura Grottgera, rzecz jasna. To znaczy, że to powstanie styczniowe w nim bardzo mocno tkwiło, rozumiem.

Ignacy Korwin-Mileski. Właśnie. W jaki sposób on rzutował na życie braci Gierymskich? Przede wszystkim był kimś, kto pozwalał malować i to tak malować, jak artysta sobie życzył. Nie było tam jakiegoś jakiś próg pocinania skrzydeł czasami żądał, czy prosił Aleksandra Gierymskiego, żeby podwyższył horyzont, czy coś takiego.

Oczywiście artysta nie godził się na to, co go podwyższył horyzont w innym obrazie. W każdym razie, cóż, Ignacy Korwin-Mileski był człowiekiem, który może nie inspirował ale zapewniał artyście dobry byt i nie pozwalał na... przynajmniej w czasie malowania obrazów przeznaczonych dla niego, na jakieś kłopoty życiowe. Aleksander mógł pozwolić na wiele, nawet na pomoc innym ludziom.

znając szeroki gest Ignacego Koryniwskiego. Zresztą to było szczęście, że spotkał tego człowieka i że dzięki jego... Tutaj nawet pewien temat został poruszony przez Aleksandra Gierymskiego. On by tego pewnie nie namalował, gdyby nie namówił go... Jednak Korwin Milewski na malowanie takiego obrazu anioł pański. Dwie kobiety, w których jedna uklękła i się modli na polu podczas żniw, druga stoi z grabiami w ręku. To był taki początek zainteresowania Gierymskiego życiem ludu, bo wcześniej tego nie robił.

Też tragiczną postacią, którym został potem spotykowany przez Wyspiańskiego jako widmo w weselu, jako narzeczony Marysi Mikołajczyk Główny. W każdym razie, zresztą bardzo lubię ten kawałek mojej książki. gdzie w Paryżu rozmawiają Aleksander, gdzieś w jakiejś tam knajpce, już nad ranem Aleksander i Ludwig Delavaux i w pewnym momencie widzą jakąś kobietę z pałającymi oczami, która im mówi, co będą robić niebawem za kilka miesięcy.

I jest kilka takich... tej powieści scen, w której ja sobie po prostu pozwoliłem na coś takiego, co mogło być, a czego mogło nie być, a co mogło zostać niezauważone. I to między innymi jest powód również, żeby napisać taką książkę, bo ja nie napisałem książki naukowej, napisałem po prostu... Jest to dzieło literackie i tyle. Literackie, a jednocześnie ma coś takiego z psychologii twórczej. No i tak to wygląda. Aha, więc właśnie jeszcze wspominam o tych paryskich... miesiącach Aleksandra Gieremskiego, kiedy malował nokturny.

zapamiętywał kolory i towarzyszem tych jego wędrówek był właśnie młody Ludwik Delavaux. Z tych wędrówek jakieś trudne rzeczy się zrobili. Jednocześnie powstał w tym samym czasie wspaniały obraz Ludwika Delavaux, widok Paryża z wieżą Eiffla, gdzieś tam z jakichś wzgórz. I to bardzo przepiękny obraz. Znaczy tutaj chodzi o to, że jednak artyści, jeżeli jakaś więź ich łączy, to wpływają pozytywnie na siebie i na swoją twórczość. No więc tak to wygląda, te nokturdy. Czyli Aleksander Gierymski, bo oni...

Mówimy najwięcej w tym momencie. Aleksander Gierymski przez całe życie nie tyle eksperymentował, ani przez chwilę nie przestawał być sobą. Nie korzystał z tego, że już potrafi namalować Tak, może te obrazy po prostu mogą iść w świat tak namalowane, tylko zupełnie po prostu nagle z mroku przechodzi znowu do światła, do ostrego światła. Pozwala sobie. Zwłaszcza, że w Paryżu miał drugiego znakomitego mecenasa. który występuje jako postać literacka u Sienkiewicza jako Selim i to był Abdank Abakanowicz, inżynier i wynalazca, bardzo bogaty człowiek.

Bruno Abakanowicz, który przez kilka lat właściwie utrzymywał Gierymskiego i pozwalał mu malować. Gościł go w swojej willi podparyskiej. Oczywiście nie tragicznie, tylko nagle zmarł w pewnym momencie. w czasie jakiejś rozmowy z przyjaciółmi. I w tym momencie skończył się już dla Aleksandra Gierymskiego czas, kiedy miał mecenasów. Już przestał mieć mecenasów jakiegokolwiek. bardzo był szcząśnięty tym, że potem nikt z kręgu Abakanowicza i jego rodziny nie potrafi już mu w żaden sposób pomóc.

Każdy z tych chłopców tak, tylko nie on. Kokular. W masie szmat, w które nagle zamieniły się czamarki. W jakimś szaliku bezsensownie zielonym wobec całej tej krwawej jatki Max dostrzegł białą, jak zastygły śmietankowy budyń, piękną twarz Hilarego Aureliusza Kokulara. syna Aleksandra Kokulara, artysty-malarza, profesora w warszawskiej Szkole Sztuk Pięknych przed jej likwidacją przez zaborcę. Studiował w Puławskim Instytucie Politechnicznym na Wydziale Inżynierii Cywilnej. W wakacje planował wybrać się do ojca, żeby staremu przedstawić kolegę, który kilka lat temu dużo rysował, a teraz być może wróci do zamiłowania.

Tego się już chyba nigdy nie dowiemy. Czy Aleksander poszedłby w ślady Maxa, gdyby Max cierpiał niedostatek w tym zadziwiająco przychylnym dla polskich malarzy monachium? Mógłby przecież Max powiększyć grono wyrobników sztuki, takich jak choćby ułomny Franciszek Strait. który jak maszynka wypuszczał z pracowni dobre rodzajowe obrazy. Właściwie obrazki łachcące sentymentalną strunkę mieszczan. Liczne wersje pogrzebu ubogiego, śliczną, ale ubogą szwaczkę, mógłby taki jak Ludwik Kurela, który do końca pobytu w Monachium, czyli przez całe dojrzałe życie, aż do czasu, gdy dopiero na dwa lata przed śmiercią powrócił do Warszawy, nie nauczył się ani jednego słowa po niemiecku.

Wprawdzie nieraz umawiał się z kunsthändlerami na 50-50. 50% dla autora, 50% dla nich. Ale kwota. Za jeden nastrojowy pejzaż Max Gierymski brał 30 razy więcej niż jego koledzy, o dłuższym stażu za wielkopostaciowe kompozycje. Jego obrazy dorównywały cenowo kompozycjom najwyższych rangą sztabowców, żyjących jak książęta albo lepsi spekulanci. Niektórzy z tych malarzy byli z uwielbiającym sztukę księciem regentem na ty, no może niemal na ty. Wierusz Kowalski, Branct, Grocholski, Czachurski albo Władysław Aleksander Malecki na krótko rozbłysła gwiazda.

Temat to polska wieś i anioł pański. Aleksander na polskiej wsi nie był, nie zaznał jej. Był człowiekiem miejskim, a hrabia chciał mieć w swoich zbiorach polskiego mileta. Monumentalne płótno 223x168 cm. To było dla Gierymskiego wyzwanie. Malując klasyczną kompozycję, dokładał starań podczas doboru modelek, a potem skonstruował specjalne oświetlenie. Reflektory odbijające złoto i srebro pomalowanych papierów i tektur. które rzucały specjalne, choć może nieco cyrkowe, światło na twarze i postacie wieśniaczek pracujących na polu. Chyba jednak dobrze, że namalował taki obraz. Kiedy jeszcze w Monachium pracował nad tym wyższym od niego prawie o pół metra płótnem, odwiedził go Rodak, pisarz i krytyk Cezary Jelęta.

Pokazano pierwszych 25 dopasowań — doprecyzuj frazę, aby zawęzić wyniki. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.