Adamski bez ogródek po Gdyni: „Villas wpadła w obłęd przez bezpiekę”
„Jest wstrząsająca scena, kiedy esbek grany przez Borysa Szyca po prostu bije ją na przesłuchaniu” – relacjonuje Łukasz Adamski. Krytyk ocenia najważniejsze premiery 51. Festiwalu w Gdyni, wskazując na rewolucję w polskim kinie: koniec z romantyzowaniem bezpieki rodem z kultowych „Psów” i bezwzględna prawda o donosicielach.
Także wiesz co? Ale jak myślisz, czemu to się tak zaczęło dziać, że jest taka zmiana trochę w tym? Bardzo możliwe, że jednak strach przed Rosją. To jest w przypadku tych filmów o Sowietach. A z drugiej strony, nie wiem, no może jest tak, że po prostu filmowcy zaczęli bardziej wchodzić w jakieś takie gatunkowe kino, gdzie ten jednak łajdak musi być jasno określony. To przypomina mi się film Roberta Glińskiego o Janie Pawle II. Już nie pamiętam jaki to był, jaki był tytuł tego filmu, czarno-biały. Szpicel. Szpicel chyba. Czy coś takiego. No to tam były wielopłaszczyznowo pokazane, prawda, losy tego ubeka i tak dalej.
Pokazano wszystkie 1 dopasowanie. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
„Jest wstrząsająca scena, kiedy esbek grany przez Borysa Szyca po prostu bije ją na przesłuchaniu” – relacjonuje Łukasz Adamski. Krytyk ocenia najważniejsze premiery 51. Festiwalu w Gdyni, wskazując na rewolucję w polskim kinie: koniec z romantyzowaniem bezpieki rodem z kultowych „Psów” i bezwzględna prawda o donosicielach.