Rentgen: Mateusz Winkiel - reżyser (12.10)
W niedzielę, 12 października, Gościem audycji "Rentgen" był Mateusz Winkiel - reżyser. W rozmowie Darek Ziemiańczyk poruszył temat filmu dokumentalnego "Odlewnicy" opowiadający o historii Odlewni Żeliwa w Koluszkach.
Rentgen. Sprawy na świetla Dariusz Ziemiańczyk. A to jest Rentgen. Darek Ziemiańczyk, witam Państwa. Dzisiaj moim i Państwa gościem jest reżyser, wykładowca na łódzkiej filmówce, założyciel domu produkcyjnego Mania Studio, autor między innymi kilkuset teledysków, Mateusz Mania Winkiel. Witam Cię Mateusz. Dzień dobry, witam. Mateusz, to dzięki Tobie i Twoim współpracownikom w Koluszkach Współpracownikom z Mania Studio w Koluszkach, w Twoim rodzinnym mieście, na ulicach tegoż właśnie miasta, jak i najbliższej okolicy spotkać można było na przykład Halinę Młynkową, Popka, Natalię Kukulską, Kamila Bednarka, Piotra Roguckiego, nie tak dawno Czesława Mozila i Michała Zabłockiego, ich akurat, no na ulicy zapewne też, ale
Przede wszystkim na osiedlu można było spotkać nieopodal OSP w Koluszkach, przed blokiem, na ławeczce, bowiem tam właśnie powstał teledysk do utworu ławeczka właśnie. Oczywiście nie będę wymieniał innych tuzów polskiej sceny, z którymi współpracowałeś i dla których Koluszki ze względów zawodowych są ważne, bo po prostu było ich wielu. I nie o teledyskach, płytach i nie o muzyce chcę, abyśmy dzisiaj porozmawiali, ale o filmie, o filmie dokumentalnym, którego jesteś współreżyserem, którego jesteś producentem, o filmie, który stał się bardzo
Nawet powiem dobitniej, szalenie ważnym filmem dla koluszkowian, o filmie odlewnicy. Dlaczego, z jakiego powodu zrealizowałeś ten prawie godzinny dokument? Powodów było wiele. Jednym z głównych powodów jest fakt, że mój tata pracował w odlewni. Dla miasta Koluszek ten zakład był szalenie istotny. Warto wspomnieć, że w momencie kiedy powstawała odlewnia, którą budowali Amerykanie, były to czasy Gierka, zakupienie zachodnich technologii, cała odlewnia składała się z podzespołów amerykańskich, amerykańskiej produkcji.
Nie mówiąc o maszynach i urządzeniach. Nie mówiąc o komputerze marki IBM, który zajmował gabarytowo niezły pokój, całkiem spore pomieszczenie. To w Koluszkach w momencie kiedy odlewnia powstawała mieszkało 6 tysięcy mieszkańców, w momencie kiedy upadała mieszkało 16 tysięcy. Najlepsi fachowcy z całej Polski byli ściągani, by tu pracować. Mój tata zaczynał jako konserwator maszyn łukowych, potem piastował różne stanowiska kończąc na byciu jednym z dyrektorów odlewni. Całe moje dzieciństwo to są opowieści o odlewni. Proszę sobie wyobrazić, że w latach 70. amerykańska technologia tutaj jakby wdziera się do miasteczka.
Dla ludzi jest to kulturowo pewnie taki szok. Jakby wszystkie korytarze, drzwi, klamki wyglądają jak z amerykańskich filmów. Telefon jest taki sam jak w amerykańskich serialach, gdzie znany detektyw odbiera połączenie. Działa to bardzo na wyobraźnię. Koluszki rozwijają się, powstaje wiadukt, powstają osiedla mieszkaniowe. Wejdę Ci w słowo. Może to nie jest najważniejsze, ale ja oglądałem ten film i z tego właśnie twojego filmu dowiedziałem się, że wiadukt powstał między innymi też dzięki Amerykanom, którzy mieli dosyć przejazdu kolejowego, na którym stali i poprosili albo zażądali wręcz, aby do kontraktu dopisać budowę wiaduktu. Tak, tak, dokładnie tak było.
I ta opowieść o odlewni zawsze była ze mną od pierwszych chwil życia. Chyba tata pracował w odlewni do mojego piątego roku, więc mam mgliste wspomnienia, ale nawet jak przestał pracować, to ta odlewnia cały czas żyła we wspomnieniach, ponieważ ona jeszcze prosperowała przez wiele lat. Też to rozpalało pewną wyobraźnię, bo o ile jeszcze chyba mam jakieś takie pojedyncze klatki w pamięci, że byłem u taty Wielu koluszkowian było ucząc się jak
Powiedzmy, realizować te późniejsze zamówienia w Pittsburghu, w Stanach Zjednoczonych. To kolejna, jak gdyby, kwestia związana z tym, o czym mówisz. Z tym rozbudzaniem tejże wyobraźni, ale już nie tylko wyobraźni, ale namacalnych pewnych kwestii. Duża część kadry wyleciała na szkolenie do Stanów Zjednoczonych, co w latach siedemdziesiątych, no też było po prostu swojego rodzaju fenomenem. Wróciło, wszyscy wrócili? Z tego co wiem, to tak. To wrócili wszyscy, bogaci o doświadczenia. Jeden z bohaterów filmu wspomina, że w Polsce było wszystko szare, szare tynki, a tam przeszklone budynki, wszystko kolorowe. Drugi z bohaterów wspomniał, że jak wylądowali w Nowym Jorku, to mieli wrażenie, że nawet krople deszczu są większe, gdy zastali ulewny dzień.
W każdym razie, odlewnia. Realizowała bardzo ważne projekty, takim pikiem, czyli momentem, kiedy był szczyt produkcji, to były tubingi do warszawskiego metra. Wszystko opierało się o amerykańską technologię, w ogóle nam nieznaną. Dla Amerykanów po czasie się okazało, że to była technologia przestarzała. Dla nas zupełnie inny świat. Ty akcentujesz właśnie w tym swoim filmie te aspekty, o których teraz mówisz. Ten przeskok cywilizacyjny w sensie urządzeń, maszyn i tych produktów, które powstawały, to raz. Przede wszystkim z tego filmu płynie nostalgia, wspomnienia. Słuchając bohaterów, właśnie osób, które w tymże filmie wystąpiły, no to bardzo duży sentyment.
No bo po pierwsze, te osoby przepracowały bardzo, poświęciły Odlewni znaczną część swojego życia. Po drugie, Koluszki, myślę, jak i właśnie moi bohaterowie, którzy stanowią społeczność tego miasta, zawdzięczają Odlewni, chyba tak można powiedzieć, bardzo wiele, ponieważ gdzieś ta styczność z tą technologią, zupełnie inny system pracy, Ukształtowały ich na kolejne lata. Mój tata też jest tego przykładem. I wracając tak naprawdę do początku naszej rozmowy. Chciałem zrobić film o odlewni, żeliwa w Koluszkach. Po pierwsze, żeby skonfrontować... Której już nie ma. Której już jakby no jest tak zwana, jest wysprzedawana chyba masa upadłościowa, tak się to fachowo nazywa.
Natomiast jakby jeszcze te mury, a w zasadzie poszycia, blachy stoją. Aczkolwiek odlewnia się zapada. Ja też byłem świadomy tego, że to jest ostatni moment i chciałem to skonfrontować, chciałem tam w ogóle wejść z kamerą. To też nie było proste, ale tutaj dzięki wsparciu Mateusza Karwowskiego to się udało. Starosty powiatu łódzkiego wschodniego. Którego tata również pracował w odlewni, w Żyliwa w Koluszkach. Udało się wejść, ale też takim punktem, kiedy podjąłem decyzję, że trzeba to zrobić, był moment, kiedy wracając, wjeżdżając do Koluszek, wracając z Warszawy samochodem, wjeżdżając do Koluszek, to pamiętam, że to był styczniowy, takie popołudnie, godzina 16, zachód słońca, no bo dni bywają wtedy krótsze i promienie słońca przechodziły zarówno przez jedną ścianę poszycia hali produkcyjnej, jak i przez drugą, ponieważ
To poszycie się już rdzewieje i za chwilę to się, jeżeli ktoś tego nie zburzy, to to się samo zawali, a już na pewno w niektórych miejscach nie można nawet z kamerą przebywać, więc wiedziałem, że to jest ostatni moment, by zobrazować tą historię, a dla dokumentalisty, przynajmniej dla mnie, ale myślę, że dla wielu osób, które się dotykają właśnie tej formy filmowej, filmu dokumentalnego, No to ważne jest to, żeby do jakiejś narracji, w moim przypadku do opowieści głównych bohaterów, móc wkomponować obraz filmowy. I byłoby to szalenie trudne, gdyby tej odlewni już nie było, więc jeszcze mogliśmy wejść z kamerą, pokazać jak to wygląda teraz. Robi to niesamowite wrażenie. Promienie słońca właśnie, które się przebijają przez zardzewiałe poszycie, pozostałości po piecach, pozostałości po suwnicach, które były skrupulatnie wycinane i oddawane na złom, pozostałości po tej amerykańskiej technologii.
Tam nawet szafki, pamiętam, takie zwykłe, robotnicze, miały taki amerykański sznyt, jak w filmach o ulicach amerykańskich. To wszystko wyglądało zupełnie inaczej i to wszystko jeszcze tam pozostało do dziś. Oczywiście nadszarpnięte zębem czasu. No i dla mnie, jako dla dokumentalisty, to był taki temat, z którym chciałem się zmierzyć i po prostu postanowiliśmy to zrobić. Powiedz mi proszę Mateusz, czy trudno było namówić byłych pracowników koluszkowskiej odlewni do tego, aby stanęli przed obiektywem i opowiedzieli swoją historię? Jak to bywa zazwyczaj przy tego typu produkcjach, niektórzy bardzo chętnie, inni nie do końca.
Natomiast mieliśmy taki dżentelmeński układ, że poprosiłem... Kolejny odcinek. Temat jest bardzo delikatny i nie każdy chciał też opowiadać. Osoby, które wystąpiły w filmie, potem były zadowolone z tego faktu, że mogły się podzielić tą historią. Natomiast były osoby, które nie chciały opowiadać. Ale dlatego, w moim odczuciu, dlatego, że to był dla nich szalenie delikatny temat.
Ja wiem z rozmów z mieszkańcami Koluszek, powiem tak, rozmawiałem z ludźmi koluszkowiarami i nie tylko, bo tutaj pracowali ludzie i z Jezowa, i z Rogowa, i ze Skierniewic, i z Rawy Mazowieckiej. Którzy obejrzeli tenże właśnie Twój dokument, no i mówili mi, wielu z nich powiedziało, że na końcu się po prostu popłakali. Jest to historia na pewno też smutna, bo Zakład o takim potencjale jednak upada. Pomimo różnych prób wykupywania tego przez firmy polskie, belgijskie, nie dało się tego zakładu uratować. Zakład w szczytowym momencie zatrudniał chyba 1200 osób.
Różne są też wersje. Niektórzy mówią o 1600 nawet osób. Potęga małżeństwa, całe rodziny związane. Mnóstwo wspomnień. No i jest to film, który wydaje mi się, że bo zakład od wielu lat już nie funkcjonuje. Jakby nikt za bardzo chyba też tym tematem odlewni wcześniej się nie zajmował. Nie powstała żadna książka na ten temat, czy jakiś nawet krótszy reportaż telewizyjny. Więc wydaje mi się, że my jakby sięgnęliśmy, dotknęliśmy tego tematu. No i gdzieś to uruchomiło pewne wspomnienia, które może już gdzieś były, że tak powiem, zasypane w popiele innych jakichś takich smutniejszych doświadczeń, ponieważ dla Koluszek to była wielka tragedia, kiedy ten zakład upadał.
Pokazano wszystkie 15 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.