BANGKOK - trzęsienie ziemi
28 marca 2025 roku potężne trzęsienie ziemi o magnitudzie 7,7 nawiedziło centralną Mjanmę. Wstrząsy były odczuwalne także w Bangkoku.Tego dnia byłam na basenie, w budynku King Power Mahanakhon.Opowiem o tym, z jakim spokojem zareagował naród tajski.O tym, jak ja się czułam w trakcie „przechodzącej pod nami fali”.A także – o tym, jak uważać na media, które nakręcają panikę i stres wśród ludzi.
I trzecie i najważniejsze, jak ja czułam się w samym momencie tego zdarzenia, bo jak z perspektywy czasu myślę o tym, to była to pierwsza sytuacja w moim życiu, w którym tego typu emocje, myśli się wyzwoliły, także postanowiłam, że podzielę się tym z wami. Tego dnia, co bardzo rzadko nam się zdarza, byliśmy akurat z pająkiem osobno. Ja pojechałam do znajomych odwiedzić ich w hotelu. Ilekroć ktoś przyjeżdża, to zawsze wbijam do niego na basen. Tak było i tym razem. Pająk pojechał do pracy, do biblioteki, do TCDC, w którym na co dzień pracujemy. Ja ciesząc się, że odwiedzam jakiś fajny hotel, wchodzę na basen, zrobiłam
Dwa przepłynięcia żabką w jedną i w drugą stronę i siedzę sobie w tym basenie, obserwuję jak piękny i wysoki jest ten budynek. Warto tu dodać, że jest to budynek King Power Mahanakhon. To taki bardzo ikoniczny budynek w Bangkoku, który wygląda trochę jak sypiący się z nieba Tetris, więc możecie tylko sobie wyobrazić jak moja wyobraźnia została uruchomiona w momencie trzęsienia. Ale po kolei, siedzę w tym basenie i nagle razem z dwójką moich znajomych czujemy, że jesteśmy wprowadzeni w jakieś nie tyle drgania, ile czujemy jakby przepływała pod nami jakaś fala. No i oczywiście jest to tak trudne do wyobrażenia, co działo się naprawdę, że pierwsze nasze skojarzenie to było, że ktoś chyba włączył jakąś falę w basenie i po prostu wprowadził nas w większy ruch.
Oczywiście po chwili zrozumieliśmy, że te błędne jakieś zachwiania, które trwają przez dobre 30 do 45 sekund Powodują, że tracimy jakiś błędnik i coś się pod nami kołysze. I to, co tutaj najważniejsze, to słysząc o trzęsieniach ziemi, pierwsze o czym myślimy, to to, że będą to faktycznie drgawki, że będzie wszystko się trzęsło dookoła. A tu było to po prostu uczucie, tak jakby przepływała pod nami kilkukrotnie fala. Dopiero jak wyszliśmy z tego basenu, większość osób, która była jeszcze w wodzie, nawet nie zorientowała się, że coś w ogóle się dzieje. My stanęliśmy u brzegu tego piętra.
Te nasze zachowania były tak proste, nie wychodzące daleko naprzód, tylko związane z tym, co mamy robić w danej sekundzie, że każdy patrzył na siebie, trochę szukał jakiejś odpowiedzi, nikt nie umiał podjąć prawie żadnej decyzji. Patrzyliśmy na obsługę hotelu, która też trochę krzątała się po całym tym. KONIEC! I jak tylko zobaczyłam na ziemi posypane, pokruszone kawałki sufitu czy ściany, no to był faktycznie moment, w którym przeraziłam się i zrozumiałam, że to trzęsienie, które my bardzo delikatnie odczuliśmy, ma poważniejsze skutki.
I pierwszy odruch to było wycofanie się z tej klatki schodowej i powrót na basen. Tak, żeby być na otwartej przestrzeni, czyli pierwsze co Ci przychodzi do głowy, to żeby nie mieć żadnego sufitu i ściany obok siebie, tylko być po prostu na powietrzu. Co oczywiście jest jakimś idiotycznym pomysłem, no bo jeśli budynek miałby się walić, no to bycie na basenie raczej by nam nie pomogło. Także zaczęliśmy zbiegać wszyscy z tego na szczęście niewysokiego piętra, bodajże około dziesiątego, nawet nie wiem, bo sama nie wciskałam. W windzie numeru piętra, ale zaczynaliśmy wszyscy zbiegać i wtedy zaczynał się pojawiać stres, który przechodził na innych.
Było takie... Trochę bezradne czekanie, bo nie było żadnych dyrektyw od góry, co my mamy ze sobą zrobić, więc ewidentnie ani miasto, ani rząd nie był też do końca przygotowany na tego typu zdarzenia. I to co się wydarzyło, to każdy opuścił swoje budynki mieszkalne, wysokościowce głównie, no bo to ich dotyczył ten rozkaz i wszyscy szwendali się po mieście i to przez dobrych kilka godzin. Także szliśmy na otwarte przestrzenie, do jakichś parków, otwartych skwerów, tam gdzie faktycznie nie ma żadnego wysokiego budynku dookoła. I tak trwało to z dobrych kilka godzin, po chwili życie zaczęło wracać do
O tym, że nie mamy wpływu na wiele sytuacji, o niedorabianiu sobie historii, co by było, gdyby to się wydarzyło. Nie wracamy już do tego, minęło, przeżyliśmy, idziemy dalej. Mówiono za to dużo o tym, jak Bangkok przetrwał tą To trzęsienie ziemi w mieście, w którym jest ponad 190 budynków przekraczających 150 metrów wysokości, to Bangkok naprawdę przetrwał to trzęsienie ziemi bardzo dobrze. Wręcz mieszkańcy byli dumni z tego. że zdał egzamin, jeśli można tak powiedzieć. Oczywiście ogromną tragedią jest zawalenie się 30-piętrowego wieżowca w dzielnicy Chatuchak, na terenie którego znajdowało się kilkadziesiąt osób.
Z mojego punktu widzenia to było o tyle ciekawe przeżycie, że widziałam faktycznie na własne oczy jak media mogą podkręcać tragedię. Udzielałam też tego dnia wywiadu do TOK FM i do Polskiego Radia i słyszałam po prostu te emocje, pytania o walące się budynki jak domki z kartonów. I cieszyłam się, że mogłam to przedstawić z własnej perspektywy, uspokajając, że faktycznie było to nieco mniej tragiczne niż to, jak podawane to było w eterze. Ale to, na co muszę jeszcze zwrócić uwagę, to faktycznie osoby, które mieszkały w wysokich budynkach, również moi polscy znajomi, którzy mieszkali na 30 piętrze,
I nie dość, że ta droga zbiegania była znacznie dłuższa, to faktycznie konsekwencje tego były trudniejsze ze względu na to, że oni nie mogli wrócić przez kilka dni do własnych mieszkań i domów. Ze względu na to, że prowadzone były ekspertyzy, czy te budynki faktycznie nie poniosły jakiś większych szkód i czy nie zagrażają zawaleniu po tych pęknięciach, których było sporo na ścianach czy podłogach. No i tu sobie wyobrażam, że no punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Ja na szczęście byłam na basenie, gdzie bardzo delikatnie odczułam te fale, nazwijmy je, a osoby, które były w zamkniętych pomieszczeniach, jak w pudełkach, faktycznie te zgrzyty pękających ścian musiały być bardzo traumatyczne i tak jak rozmawiałam z wieloma osobami, no to to było najtrudniejszym elementem
Niemniej jednak doświadczenie tego spokoju, który myślę, że w dużej mierze właśnie wynika z buddyzmu, był ciekawy. Tak to wyglądało z mojej strony. Oczywiście nie życzę nikomu, aby doświadczył tego typu zdarzeń. Zachowanie spokoju jest tu kluczowe, bo albo nie mamy wpływu na to, co się wydarzy, a w tym spokoju faktycznie możemy podejmować bardziej racjonalne decyzje. Oczywiście łatwo się mówi, ale naprawdę ten mechanizm jest bardzo pomocny. Na koniec chciałabym Wam powiedzieć jeszcze dwa zdania o Mianmie, dawnej Birmie, która leży na styku kilku aktywnych płyt tektonicznych, w związku z czym tego typu trzęsienia są dość częste w tym kraju.
Także nawet nie chcę sobie wyobrażać, ile siły musi mieć w sobie naród Birmańczyków, którzy faktycznie przechodzą przez tę tragedię. Tak intensywnie od wielu lat, także możemy tylko liczyć na to, że po tej fali nieszczęść przyjdą też dobre czasy. Tym nieco mało optymistycznym odcinkiem kończę serię o Bangkoku, o moim niezmiennie ukochanym mieście na świecie, o czym wiecie już doskonale. Następny odcinek będzie o Chinach. W którym opowiem Wam o tym, jak wyglądała nasza podróż dwutygodniowa przez jeden ze Stanów, jedną z prowincji, Yunnan.
Pokazano wszystkie 11 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
28 marca 2025 roku potężne trzęsienie ziemi o magnitudzie 7,7 nawiedziło centralną Mjanmę. Wstrząsy były odczuwalne także w Bangkoku.
Tego dnia byłam na basenie, w budynku King Power Mahanakhon.Opowiem o tym, z jakim spokojem zareagował naród tajski.O tym, jak ja się czułam w trakcie „przechodzącej pod nami fali”.A także – o tym, jak uważać na media, które nakręcają panikę i stres wśród ludzi.