Mentionsy Mentionsy
Radio LUZ
Radio LUZ

Crunch Time - Maksym Papacz

26.10.2025 ·1 godz 7 min

W najnowszym wydaniu koszykarskiej audycji Crunch Time gościem w studiu Radia LUZ jest trener rozwoju indywidualnego w Śląsku Wrocław - Maksym Papacz. W rozmowie poruszane są takie tematy jak m.in. koszykarskie początki Maksyma, obserwacja rozwoju Jakuba Nizioła, kulisy pracy indywidualnej z koszykarzami, a nawet temat wiary.

Moje rodzice, którzy są WF-istami, mama i tato, tato był głównie dyrektorem w gimnazjum, ale no też przeszli szkołę i studia AWF Wrocław. Mama też wyjechała do liceum poza Środę Śląską. Tato tak samo zresztą wyjechał ze swojej małej miejscowości. No i oni podjęli decyzję, że to jest moja droga. Nie mówiąc mi o tym za bardzo, poinformowali mnie pod koniec sierpnia, że wyjeżdżam do szkoły z internatem w wieku 13 lat. Znaleźliśmy szkołę, która się tworzyła wtedy. Robert Kościuk założył Gimbasket Wrocław. Ja tak naprawdę w momencie, gdy miałem już ułożoną klasę kolegów i nauczycieli pod siebie, bo mój tato był dyrektorem i gdzieś tam miałem tę możliwość wyboru kolegów i koleżanek, pięć, sześć dni przed rozpoczęciem roku szkolnego dowiedziałem się, że zostanę wyrwany z korzeniami i wywieziony do internatu. Ale bomba.

Taka bomba i mogę wam obiecać, że płakałem przez dwa chyba lata. Pierwsze. Ja nie byłem w stanie. W niedzielę to są koszmary. Do dzisiaj już, znaczy teraz się śmieję, ale jak wchodzę do budynków podobnych jak Internet 14.LO i widzę farbę olejną na ścianach, to czasami mam naprawdę przyspieszone tętno. Jak w PTSD tam właśnie się założyła. Wjechany na grubo. I mogę znowu oddać tutaj dużo trenerowi Kościukowi, bo bardzo mną się zaopiekował w tamtych czasach i praktycznie codziennie przychodził do internetu, rozmawiał ze mną, starał się gdzieś tam mnie wspierać mentalnie, ale rodzice mieli być strasznie twardzi, bo to dźwignęli te moje histerie. I moment, w którym tak bardzo uwierzyłem, to moment, kiedy ja też zacząłem dużo lepiej grać. Pojawiły się też jakieś tam małe zainteresowania, gdzieś tam trener Kościuk podpytywał

wracałem do grania, ale tak naprawdę non-stop pełny dialog z rodzicami, z przyjaciółmi, z trenerem. Jak widzieliśmy, że to się kończy i że absolutnie uciekło mi to, no bo też trzeba być realistą, to po prostu wszyscy sobie powiedzieliśmy, dobra, no to zmieńmy wektor, nie? Postawmy na naukę. Ja w ogóle wtedy nie planowałem podróży w koszykówkę dalej. Myślałem, w ogóle chciałem być ratownikiem medycznym. Myślałem o fizjoterapii, więc gdzieś tam się przygotowywałem do matury. Ta koszykówka trenerska przyszła bardzo przez przypadek później. A powiedz mi jeszcze, jakbyś mógł przybliżyć naszym słuchaczom postać Roberta Kościuka, bo już kilka razy wspomniałeś jego nazwisko i to też pewnie dla ciebie była bardzo ważna postać. Jakaś może taki wzór ojcowski, bo jak przyjechałeś jako młody chłopak, no to szukałeś tych wzorców.

Jak wygląda ta wasza relacja? No i kim jest Robert Kościuk? Bo to też ważna postać we wrocławskiej książkówce. Bardzo celny strzał. Dla mnie to jest oczywista rzecz, kim jest Robert Kościuk. Rzeczywiście, bo wtedy się wychowywałem, on grał, biegał po parkiecie. Robert Kościuk to był reprezentant Polski. Był tak naprawdę chyba kapitan reprezentacji Polski podczas Eurobasketu. Bardzo dobry floor general z lat 90. Bardzo ambitny koszykarz, bardzo poukładany. Myślę, że jego obraz dzisiejszy też pokazuje, jaki reżim ma w sobie i realizuje dalej swój projekt. Jest to osoba, która jest bardzo wymagająca, naprawdę do bólu wymagająca, zero-jedynkowa w swoich zasadach.

To mi też bardzo pomagało, bo ja tak naprawdę też z domu wyniosłem dość solidne wartości i bardzo mi też pomagało to, jakim człowiekiem był Robert Kościół, czyli był zawsze dla nas bardzo kulturalny, bardzo rzeczowy. Cała relacja była oparta zawsze na dialogu. I to mi bardzo w nim imponowało w porównaniu do wszystkich innych trenerów, którzy w tamtych czasach gdzieś tam byli po drugich stronach parkietu. Myślę, że to pierwsza seria pytań. Za nami damy Maksimowi złapać chwilę oddechu, a już teraz na 91,6 FM at night od Aza. W Akademickim Radiu Luz wracamy do audycji Crunch Time. Z nami jest Maksym Papacz, czyli trener indywidualny w Śląsku Wrocław. Pierwszy segment poświęciliśmy na rozmowę o tym, jak hartowała się stal, czyli na tą twoją drogę młodzieńczą, koszykarską.

A teraz pytanie. Skąd wziął się ta myśl, skąd wziął się pomysł na pójście w trenerkę? I tutaj znowu wracamy do Roberta Kościuka, który do mnie po prostu zadzwonił jakby na drugim chyba roku studiów, może nawet na pierwszym i powiedział, że ma mało trenerów w grupach młodzieżowych i czy nie chciałbym spróbować z jakimiś takimi dzieciaczkami 10-11 letnimi, ma grupy dodatkowe. Szczerze wam powiem, że nawet trochę nie miałem ochoty próbować tego, bo po kontuzji i po tym wszystkim miałem mimo wszystko w sobie jakiś taki żal do tego, że nie mogłem kontynuować i nie czułem, że bycie trenerem... To jest moja droga i że będę się czuł spełniony, bo zawsze będę tęsknił do grania. Natomiast pojechałem, powiedziałem sobie, że nie można tak zrezygnować bez próby, chociaż jeden trening.

Wygraliśmy Mistrzostwo Wrocławia, zajęliśmy też trzecie miejsce wśród dziewczynek. No i wtedy otworzyły się właśnie Stany Zjednoczone. Pojechałem też na jakiś tam epizod międzynarodowy. Już wtedy wiedziałem, że to jest totalnie mój vibe. Wiedziałem też, że chcę iść w nową ścieżkę, czyli trening indywidualny i wszystko pojechało później dużo szybciej. A widziałeś w tych dzieciakach trochę siebie, a w sobie Roberta Kościółka? W ogóle. W ogóle w tych dzieciach nie widziałem siebie na pewno, bo wiecie, ja nie miałem żadnego experience'u takiego stricte treningowego w ich wieku, że ja nawet nie pamiętam siebie za bardzo z tamtych czasów, bo to były raczej WF-y, były jakieś tam pojedyncze zajęcia, a tutaj jednak to były jakieś takie zajęcia pozaszkolne, w którym miałem masę tych dzieci, wszystkie były wkręcone w basket, bo czasami w szkole masz WF, no to wiecie, jeden woli w piłkę, drugi w siatę.

a ty tam ich mijałeś i dawałeś dwutakty i czułeś się, że jesteś najlepszy na świecie. A tutaj jednak ten klimat był totalnie inny, ale w sobie Roberta Kościółka nigdy nie czułem, bo ja to też jestem trochę... Innym człowiekiem. Ja jestem bardzo płynącym na fali energii, czyli nie ma we mnie takich stricte zasad na co dzień. Uwielbiam interakcje międzyludzkie i bardzo dużo lubię ognia i podsycałem ten ogień, czasami się parzyłem nim, nawet na zajęciach, że byłem dominowany przez te dzieci, ale dla mnie ten taki real flame był najważniejszy. A wróćmy na chwilę do tego, co mówiłeś wcześniej, czyli że poszło już z górki. Wspomniałeś, że był epizod w Stanach Zjednoczonych i przeglądając właśnie twoje CV na stronie internetowej jest wspominka o New York Knicks, czyli drużynie wielkiej.

Pokazano wszystkie 8 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.