47. W Nowym Jorku od ponad 30 lat, rozmowa z Polakiem, który wyemigrował do USA w czasach PRL
Czy przylot do Nowego Jorku w latach 80-tych to był szok? Jak to się w ogóle stało? Czy życie w Nowym Jorku to bajka? I dlaczego wybierając się na wakacje do Nowego Jorku nie warto skupiać się wyłącznie na Manhattanie? O tym i o wielu innych sprawach rozmawiam w 47. odcinku podcastu z panem Wojtkiem, Polakiem, który ponad 30 lat temu zdecydował, że nie chce dłużej żyć w komunistycznym kraju i wyemigrował do Stanów Zjednoczonych.
I ja taki test zrobiłem, okazuje się, że nie mam żadnych przeciwciał, czyli jak dotąd nie przeszedłem tej choroby. Mam nadzieję, że... że już mnie nie dopadnie, bo trochę teraz się sytuacja poprawia. Natomiast firma płaci za to, ale tylko te testy przesiewowe, ale na początku nie zapewniono nam żadnych środków ochronnych. Na początku to było tak wszystko prowizoryczne bardzo. Teraz jest trochę lepiej, się troszeczkę poprawiło. Ale jeszcze chciałem powiedzieć o tym, że jak trafiłem do pracy na autobusy, to ja nie decydowałem o tym, gdzie mnie skierują i mnie skierowali na Brooklyn. No właśnie, o to miałam zapytać, bo pan mieszka na Queensie i teraz pan pracuje też w obrębie Queensu, w obrębie tej dzielnicy.
Tak, teraz też pracuję na Queensie, dlatego że w ogóle jak przyleciałem do Ameryki, to ten dom, w którym mnie tam zapewniono to zakwaterowanie, to był na Queensie, bo Queens się dzieli na takie mniejsze części. No nie wiem, po angielsku to się nazywa neighborhoods. Czyli takie sąsiedztwa, takie sekcje można powiedzieć, takie poddzielnice właściwie. I ta korona to była taka poddzielnica bardzo uboga, do tej pory jest. Ona nawet zasłynęła w czasie pandemii, dlatego że tam jest taki szpital, nazywa się Earnhus Hospital. Tam te słynne sceny były z tymi takimi ciężarówkami chłodniami, które stały przed szpitalem, bo odbierały po prostu zmarłych na koronawirusa i tam były te ogromne kolejki.
To jest bardzo uboga ta sekcja dzielnicy Queens. No a teraz mieszkam, no tam przeniosłem się jeszcze, byłem na Ozone Park. Właśnie są te sekcje, one są pozostałościami po dawnych miejscowościach. Po prostu takie wsie, miasteczka, które się wszystkie złączyły w jedną dzielnicę Queens. Te miasteczka, te wsie, każda z nich ma taki swój swoisty charakter, można powiedzieć taki odrębny charakter. Jedne są latynoskie, inne na przykład Astoria jest grecka, inne na przykład Woodside nazywają Małe Filipiny, bardzo dużo ludzi z Filipin mieszka. Jest chińska, nazywa się Flushing, znana. Bardzo, bardzo zróżnicowana dzielnica. Mówi się, nawet słyszałem taką informację, że to jest najbardziej zróżnicowane miejsca na ziemi.
że tutaj się mówi ponad 130 językami. I na Queensie mieszka też sporo Polaków, dlatego że bardzo dużo Polaków przeniosło się z dzielnicy Greenpoint, znana dzielnica Greenpoint, która jest sekcją taką pod dzielnicą Brooklynu, przeniosło się właśnie na Queens, do naszej dzielnicy, ze względu na to, że Greenpoint jest bardzo blisko Manhattanu i jest bardzo drogi. Stał się bardzo atrakcyjny dla innych narodowości, dla Amerykanów, którzy z Manhattanu się przenoszą właśnie na Greenpoint. I tutaj mamy właśnie polskie sekcje takie na komisji jak Ridgewood, bardzo znany i Muspet. No i właśnie ja tam wylądowałem. Przez pierwsze pół roku pracy pracowałem właśnie na Brooklynie, stąd trochę Brooklynu poznałem dzięki temu, bo pracowałem na autobusach właśnie na Brooklynie.
Ja jeżdżę na różnych liniach, nie jeżdżę na jednej tylko linii autobusowej. Tak w ogóle w Nowym Jorku jest ponad 300 linii autobusowych. Na Manhattan nie jeżdżę, dlatego że na Manhattan jeżdżą tylko autobusy ekspresowe. Ja unikam tych autobusów, bo nie chcę wpadać znowu w te korki na Manhattanie, których już doświadczyłem przez te 13 lat pracy na taksówce. Chcę od tego już odpocząć, bo swoje już tam normy wyrobiłem. Natomiast jeżdżę tylko po Queensie, ale jak pracowałem na Brooklynie, to jeździłem i na Queensie i na Brooklynie, także te dwie dzielnice dzięki temu byłem w stanie trochę poznać. I co Pana uderza w Nowym Jorku? Uderza mnie niesamowita różnorodność. Przejeżdża się przez te różne obszary dzielnicy i się wjeżdża na przykład, jedziemy przez dzielnicę grecką, są na modłę grecką różne budynki zbudowane, te fasady i tak dalej, restauracyjki greckie i nagle przejeżdżamy i za chwilę już jesteśmy w dzielnicy latynoskiej.
A za jakiś czas, i to ja to widzę dlaczego, bo jak jeżdżę na przykład autobusem, to ja mam ludzi, którzy rozmawiają w tych językach i różne narodowości to są, różnie się zachowują, jedni są bardziej tacy bezpośredni, ciepli i tak dalej, przyjacielscy, inni bardziej stonowani, nie bardzo się tam odzywają. Jadę na przykład, jest taka sekcja Queensu Jackson Heights, dzielnica, dużo Hindusów na przykład mieszka. Na Brooklynie z kolei jest sekcja rosyjska. Jak się jedzie, są rosyjskie normalnie napisy. To się nazywa Brighton Beach. Little Odessa, taka restauracja, tam znane miejsca. Po prostu ta różnorodność uderza. Jest Coney Island, tam gdzie jest słynny konkurs najszybszego jedzenia hot dogów.
Często byli zajęci, bo oni już w taksówce pracowali. Często było tak, że oni już na telefonie byli, czy w ogóle na komputerze, ale czasami można było z nimi porozmawiać. Amerykanie są bardzo mili. Ogólnie rzecz biorąc, to nie można powiedzieć, żeby to byli ludzie jacyś zdystansowani. Oni nie traktowali taksówkarza jakoś kogoś gorszego czy niższego. Traktowali zupełnie po partnersku. Natomiast, co chciałem powiedzieć, wysadziłem go tam o 7.30 rano. No i później dalej jeździłem. I dostałem kurs na lotnisko La Guardia Airport, to jest takie lotnisko biznesowe bardziej, to jest krajowe lotnisko, też na Queensie, tylko że o wiele bliżej Manhattanu niż lotnisko to międzynarodowe. I nie wygląda najlepiej to lotnisko, prawda? Dokładnie, dokładnie, nie wygląda najlepiej to lotnisko, chociaż też są plany, żeby tam, to są plany, no właśnie, zobaczymy jak to będzie.
No już wtedy mówili, że wiadomo, to już nie jest przypadek. I takie mieliśmy szczęście, że jeszcze jeden zjazd był z tej autostrady, która prowadziła do tunelu, bo przez tunel się przejeżdża pod rzeką wschodnią, East River, przejeżdża się z Queensu na Manhattan. I na jeden zjazd przed tym oni powiedzieli, że wszystkie tunele, wszystko jest pozamykane, nie można na Manhattan już wjechać, no bo obawiali się, że będą dalsze ataki. I ta klientka, ta pasażerka mi mówi, słuchaj, bardzo cię proszę, jak najszybciej zjedź, no bardzo cię proszę zjedź. Ja mówię, że no oczywiście, że zjeżdżam, jak tylko jest to możliwe. Zjechaliśmy, ona mówi, że to podwieźmy pod najbliższą stację metra i ja ci dziękuję, no i tam oczywiście dobry napiwek mi dała, wyszła i tak dalej. I ja wracając do domu...
Proszę sobie wyobrazić, że jak wracałem do domu, to widziałem, że taki tłum ludzi stał na jednym z mostów, takich wiaduktów nad torami. Na Queensie to wszystko było. Dlaczego tam stali? Bo oni się patrzyli na tą płonącą wieżę. Jedna z tych wież dalej płonęła. I ja wtedy wysiadłem z taksówki, stanąłem na podłodze, także trochę wyżej niż ci ludzie, tak starałem się to widzieć. I wtedy usłyszałem ten odgłos tych ludzi, którzy tak mówili, o mój Boże, taki stęk tych ludzi. I jedną z tych wież widziałem, jak po prostu domek z kart się waliła. I taka myśl mi przyszła wtedy do głowy, że w tym momencie, kiedy ja to widzę, to tysiące ludzi tam umiera. No bo wiedziałem, że nie mieli szans uciec. Z takiego wysokiego budynku nie ma szans uciec.
I mimo, że już tam troszeczkę te restrykcje zaczynają być powoli znoszone, to jednak dalej widać u ludzi takie przygnębienie i taką niepewność, co będzie dalej. Szczególnie, że nadal jeszcze istnieje obawa, że to jeszcze może nawrócić i tak dalej. Po prostu są pewne różnice. Ale takiego Manhattanu... takiego Manhattanu i takiego Queensu jak teraz w czasach koronawirusa, no to po prostu to jest wydarzenie, jak to się mówi, lifetime experience, czyli wydarzenie życia, bo... W godzinach szczytu to po prostu po niektórych chodnikach, w niektórych miejscach Manhattanu to się po prostu nie da przejść. Są takie tłumy, taki ścisk, a teraz zupełna pustka. To naprawdę jest niesamowite doświadczenie. Wspomniał Pan kilka chwil temu o tym pasażerze, którego Pan zabrał 11 września do World Trade Center.
To jest jedna jedyna linia metra, która nie łączy się z Manhattanem. Ona jest między Brooklynem a Queensem. Natomiast wszystkie inne, jest 36 linii metra teraz w New Yorku, wszystkie inne łączą te dzielnice. Oni to nazywają outer boroughs, czyli dzielnice zewnętrzne, czyli Bronx, Brooklyn, Queens. Ze Staten Island, tak jak już mówiłem, nie ma połączenia metrem oczywiście, ale te trzy dzielnice mają bardzo dobre połączenia z Manhattanem, jeśli chodzi o metro. Ale problem polega na tym, że metro dojeżdża tylko do pewnych punktów tych dzielnic. Metro nie dojeżdża do samych krańców Nowego Jorku, bo metro zostało zbudowane w większości około 100 lat temu. I 100 lat temu te regiony, które teraz są tymi dzielnicami, to były po prostu pola uprawne, gospodarstwa rolne i tak dalej.
Dużo Polaków pracuje na przykład przy pracach tak zwanych dekarskich, dachy, nie dachy, to są prace niebezpieczne na wysokościach. Przez to chcę powiedzieć, że Życie tutaj nie jest takie łatwe, trzeba naprawdę pracować ciężko, ale jak ktoś pracuje ciężko i jakoś układa sobie finansowo życie i tak dalej, to jednak ma z tego na tyle dochodów, że może sobie pozwolić na wiele rzeczy. Nie mogę tak wprost powiedzieć, że życie w Nowym Jorku to w ogóle jest niewarte tego, że od razu trzeba by się wyprowadzać. A po drugie, ja na przykład mieszkam w dzielnicy Queens, która już jest częścią Long Island, można powiedzieć, czyli tej części takiej bardziej...
zielonej, większe przestrzenie, jeszcze mieszkam do tego w pobliżu granicy właśnie z Long Island, następne hrabstwo to jest Nassau County i ja tutaj w swojej okolicy mam bardzo fajne, duże parki, mam po prostu dużą przestrzeń, tak jak już wspomniałem kiedyś, no jeżeli ktoś wcześniej w naszej rozmowie, żeby ktoś tutaj przyjechał na Queens, w te regiony, gdzie ja mieszkam, no to w pierwszej chwili w ogóle by nie rozpoznał, że jest w Nowym Jorku. Jest zupełnie tak jak na przedmieściach, także nie są to takie złe warunki. Można powiedzieć, że jeżeli ktoś ma dobrą pracę, jeżeli ktoś ciężko pracuje, to w Nowym Jorku rzeczywiście da sobie radę, a warto też tu przyjechać turystycznie, dlatego że jest bardzo dużo miejsc, nie tylko na Manhattanie, naprawdę jest.
jest bardzo dużo miejsc do zobaczenia właśnie w tych innych dzielnicach i jak się te inne dzielnice zobaczy, to wtedy się ma takie bardziej całościowe pojęcie, bardziej takie realistyczne pojęcie o tym, jak to wygląda w ogóle ta metropolia, bo jak Pani mówi o tych 8,5 milionach mieszkańców, to to tak naprawdę można powiedzieć, że cała ta metropolia to ma około 15 do 20 milionów, bo ci, którzy dojeżdżają do pracy i często korzystają z infrastruktury, to oni mieszkają poza Nowym Jorkiem. I summa summarum to można powiedzieć o tym, że to jest 15 do 20 milionów mieszkańców. I jeżeli się jest tylko na Manhattanie, to się ma tylko wycinek po prostu tego, co tutaj naprawdę się dzieje, jak to wszystko wygląda. Zachęcam naprawdę do tego, żeby zobaczyć Brooklyn, zobaczyć Queens, pojechać na Bronx.
Na Bronx jest bardzo, bardzo piękne. Bronx Zoo, ogród zoologiczny jest w wspaniałym miejscu położony. U nas na Queensie jest Flashing Meadows Corona Park, bardzo znane miejsce, jak ktoś interesuje się sportem, tenisem, to tam są coroczne zawody tenisowe, US Open, też bardzo atrakcyjne miejsce do zwiedzenia. No naprawdę, jest co zobaczyć, jest co zwiedzać i zachęcam wszystkich, żeby zobaczyć całościowo Nowy Jork. Ale przyzna pan, że Nowy Jork to jest takie miasto, to jest takie miejsce ze względu właśnie na tę mieszankę kulturową i etniczną, które nie jest miejscem dla każdego. To bym się z panią zgodził, bo tutaj w Nowym Jorku nie bardzo dobrze się czują ludzie, którzy nie są tolerancyjni. którzy nie akceptują innych zachowań, poglądów.
Pokazano wszystkie 15 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.