Mentionsy Mentionsy
REPORTAŻ W RADIU KIELCE
REPORTAŻ W RADIU KIELCE

Kwatera Komendanta

20.09.2024 ·24 min 35 s · 7 rozdziałów

Izba Pamięci „Ponurego” i „Topoli” w Janowicach zniknęła, a i dom rodzinny Komendanta jest zagrożony. Tak naprawdę ten drewniany, prawie stuletni, dom w Janowicach pojawił się w świadomości wielu tysięcy ludzi w czerwcu 1988 roku, podczas pogrzebu mjr. Jana „Ponurego”. To wówczas szczątki Komendanta poległego pod Jewłaszami na Nowogródczyznie 16 czerwca 1944 roku powróciły w rodzinne progi. Witały go tłumy, a przez całą noc przed pogrzebem w maleńkiej izdebce czuwała przy nim warta honorowa. To z tego domu wyszedł do Nagorzyc kondukt pogrzebowy, który przez Michniów, Wykus i Rataje, trzeciego dnia dotarł do opactwa Cystersów w Wąchocku, gdzie „Ponury” spoczął w krypcie. Już wtedy Józef Piwnik ps. „Topola” zbierał rozmaite związane z bratem pamiątki, a potem nad gankiem pojawił się napis „KWATERA MJR PONUREGO”. Komendant został patronem janowickiej szkoły, a pamiątek wciąż przybywało. Przynosili je nie tylko żołnierze „Ponurego” i „Nurta” goszczący u „Topoli”: Marian Świderski ps. „Dzik”, Zdzisław Rachtan ps. „Halny” czy Edmund Rachtan ps. „Kaktus”, ale i wielu innych. Z czasem malutka izdebka stała się Izbą Pamięci. Powstały gabloty i dopóki żyli mieszkańcy domu nr 30 w Janowicach także odwiedzający Izbę turyści zostawiali tam proporczyki i inne przedmioty na znak, że tu byli. Po śmierci Józefa Piwnika i pani Guci rodzinny dom Piwników został zamknięty. Pamiątki zgromadzone w Izbie Pamięci rozpierzchły się po świecie. Przed domem, w samym środku Janowic, znajduje się jeszcze głaz z metalową tablicą podającą krótką biografię Jana Piwnika. Kiedyś to miejsce tętniło życiem, a dziś… Zapraszamy do wysłuchania reportażu „Kwatera Komendanta” autorstwa Magdaleny Smożewskiej-Wójcikiewicz w realizacji Tomasza Tamborskiego.

0:06 · Wstęp i opis miejsca 2

W KRĘGU WARTOŚCI Wieczór z reportażem. Witamy Państwa bardzo serdecznie. Magdalena Smorzewska-Wójcikiewicz i Tomasz Tamborski. Kiedyś to miejsce tętniło życie, ma dziś? Zapraszam Państwa do Janowic, do domu rodzinnego majora Jana Piwnika-Ponurego. Oto reportaż pod tytułem Kwatera Komendanta mojego autorstwa, a w realizacji Tomasza Tamborskiego.

No i później tu z Gucia, jak żyła, to jeszcze coś tam było. A później to, nie wiem dlaczego, ale część do Mochowska, a część to do Gromowców. Tak się właściciel zdecydował. No i co zrobić? Samo życie. To wchodzimy do domu rodzinnego Jana Piwnika-Ponurego, komendanta. Pusto, cicho. Smutno? Może jeszcze kiedyś będzie inaczej. Na drzwiach napis kwatera Ponurego i Topoli w Janowicach. Pusty. Tu jest część mieszkalna, która też jest pusta i taka opuszczona. Może nie pusta, tylko opuszczona, prawda? To jest najsmutniejsze wrażenie.

2:10 · Historia domu i jego właściciela 2

Też, też. My tu szkody nie narobimy. A to w tej kuchni, pani Kasia? W czasie pogrzebu wydawała żur i chleb, a później jak żuru zabrakło, to herbatę i chleb. I tu był zapiecek. Tak, tu był zapiecek. To jest klasyczny układ takiego domku. Tam od tego jednego komina grzany pokój i jedyny pokój mieszkalny. W czasach mojego dzieciństwa tutaj mieszkałam, z mamą i z babcią. Czyli w kwaterze? Czyli w kwaterze, prawda? Nie wiedziałam, jakie to będzie znane miejsce później. Do trzeciego roku życia tutaj mieszkałyśmy, no i to po prostu był normalny dom mieszkalny, rodzinny, trzypokoleniowy wtedy.

I wszyscy się tutaj mieściliśmy. A potem bywałam już jako dorosła osoba u ojca po prostu. I po śmierci ojca pani Gustawa, Gucia nasza, bardzo, bardzo się życzliwie, serdecznie opiekowała i domem, i bardzo chętnie widziała gości i zwiedzających. Rzeczywiście była bardzo taką symboliczną dla tego miejsca osobą. Tak to najczęściej bywa, że po śmierci ostatniego mieszkańca, no to później tak to wygląda, jak wygląda teraz. A sufit, który powinien być na suficie, czyli farba, jest wszędzie, ale nie na suficie. Tak, w każdym razie na suficie jest dużo mniej tej farby niż w całym pomieszczeniu. No to jest typowe dla niezamieszkałych, nieogrzewanych, nieużytkowanych pomieszczeń.

4:40 · Obiekt Pamięci i jego sytuacja 2

Przedtem było we Wrocławiu, więc siłą rzeczy mieli ograniczone możliwości. Natomiast teraz są pełni zapału, chęci i myślę, że mogliby się rzeczywiście z powodzeniem zająć tym obiektem. To są ludzie doświadczeni. Zresztą mój brat ich zna. Szczepan Mróz jest bardzo znanym regionalistą, znawcą historii i przecież wielu z tych już nieżyjących kombatantów zna oczywiście mojego ojca również. Bardzo też był zaangażowany w wyposażanie. Tutaj tego miejsca ma duży sentyment do tego, więc to jest też ważne. No i nie jest to taka daleka odległość. Myślę, że mógłby się tym zająć, ale nie mam na to żadnego wpływu, prawda? To już właściciel musi zdecydować, jak by mógł to przeprowadzić, tą całą operację, bo niewątpliwie wszystkie formalności musiałyby się dokonać, żeby to mogło być skuteczne, bo obiekt niewątpliwie wymaga nakładów.

Wyposażali tą izbę. Często to były przedmioty rzeczywiście nie mające żadnej wartości, nawet materialnej, tylko wyłącznie sentymentalnej. Ja to często mówię, ale to naprawdę do tego się sprowadzało. No i teraz tak można powiedzieć, że to są przypadkowe przedmioty, bo ja nie odtworzę, jakiej całości fragment one stanowiły. Na pewno właśnie Szczepan Mróz ma dużą wiedzę na ten temat, prezes Stowarzyszenia Pamięci Ponury Nurt ze Starachowic. Na pewno Jacek Frydrych, komendant wojewódzki policji, który bardzo duży wkład też wniósł w urządzenie tej izby, łącznie na przykład z tymi gablotami. Być może właśnie mój brat Mieczysław Sokołowski też wie jak to wyglądało.

8:40 · Eksponaty i ich historia 4

Choćby ten portret Ponurego, na którym jest bardzo podobny. Nie wiem, kto to malował, ale to jest Ponurego na Nowogródczyźnie już. To co jest? Zaraz. No, też pamiątkowe, piękne. Żołnierzom Armii Krajowej zgrupowania Ponurego. Solidarność. Z Wrocławia, czerwiec 1987 rok. No to rok przed tym powtórnym pogrzebem Ponurego. I to jest na blasze miedzianej, bardzo fajnie zrobione. Proszę zobaczyć. No bardzo ładne. Portret policyjny. To w sumie bandera jest, bo jest z orłem. Co my tu jeszcze mamy? Patron naszej szkoły, major Jan Piwnik-Ponury.

A to chyba z szkoły naprzeciwka. Tu jeszcze jakiś portret. To jest szary, tam jest szary. Aha, tam jest szary, tak. Natomiast to, to jest reprodukcja obrazu Garwatowskiego, który się znajduje w Muzeum Wojska Polskiego. To, o ile sobie przypominam, to Halny dał do kwatery w Janowicach. Ja widziałem ten obraz w oryginale, on jest bardzo duży. On jest tak jak, prawie jak ta ściana. Tylko tu jest, autor zrobił pewien błąd, ponieważ w kieleckim nie było tego typu zaprzęgów. Ten pałąk nad żmietem konia, to jest już wschodnie. A tak poza tym, to jest piękna rzecz. Piękny obraz.

Ktoś poświęcił to Ponuremu, ktoś nawet tu się podpisał, tylko to jest tak wyblakłe, że trudno jest rozczytać. Ale tytuł jest widoczny. Padłeś za wolność Polski. Panie majorze, ja nie piwniku, ponury. Co tu dużo mówić? No naprawdę szkoda tego. Natomiast te rzeczy, które pozostały, to trzeba gdzieś zabezpieczyć, bo to nie może niszczyć. Tam jest proporczyk Krysiaków, tam obrazy, reprodukcje różnego rodzaju. Jest i oryginalny obraz Ponurego z Nowogródczyzny. No oryginalny w tym sensie, że nie jest to reprodukcja, natomiast no szkoda tego wszystkiego, jest naprawdę. Na pewno to po prostu musi być w takich stabilnych warunkach. Natomiast ja mam taką uwagę do tego, że te pamiątki są przekazane na własność do gromu. Część jest w gromie, a część jest u rodziny, ale wszystkie są aktem darowizny przekazanym do gromu.

A więc tam można próbować je jakoś odzyskać, ale to jest trochę już... jest zaszłość, prawda? Czyli wymagają po prostu większego zainteresowania. Na razie chociażby o to trzeba zadbać, bo rzeczywiście może się po prostu bezpowrotnie zniszczyć w takich warunkach. Proszę spojrzeć do góry. Ta farba olejna, która jest bardzo mocna, która się powinna trzymać, na skutek wilgoci ona odchodzi. To są płaty farby, które spadają na podłogę. No nie wiem, naprawdę nie wiem, co o tym sądzić. Pajęczyn, pełno pajęczyn. A pokój jest zamknięty, tak? Na cztery spusty i nikt nie ma klucza do niego. Może choćby zajrzymy przez okno, jak to wygląda, bo to powinno być widać. Chyba, że z tamtej strony jeszcze nie mokra.

13:30 · Problem utrzymania obiektu 6

Tam nie ma okna. Jak odpadnie, to tam się dostaje woda, śnieg i rozsadza. Proporczyk Grysiaków, ja go zdjęłam, jest po prostu mokry materiał, mokra tkanina. Szczepan, czy ty wiesz, kto na przykład robił te szkice? Trudno mi w tej chwili to powiedzieć. Szkic numer 4, akcja 7. Batalionu na Kazimierówkę. Ponury dowodził 7. Batalionem. 77-go lickiego pułku piechoty AK, bo taka była prawidłowość, że te oddziały, te pułki później AK-owskie, które walczyły na tym terenie, przyjmowały nomenklaturę pułków, które przed wojną tam stacjonowały. I tak na przykład pułk, w sumie to już był pułk, wtedy jak Armia Krajowa szła na pomoc powstaniu, przyjął nazwę drugiego pułku piechoty Legionów Armii Krajowej,

Tylko to jest przybite do tych dobozerii. Chodzi o Krysię Jana Borusewicza, no też tragicznie skończył, ale to był doskonały dowódca. Jego Niemcy później ciało obwozili tak jak dosłownie zwierzynę, tak traktowali jak mniej więcej Hubala po śmierci, jako trofeum. Tu na tym piecu były takie różne pamiątki, nawet był czerep pocisku 88 mm, ten, który wystrzeliwały tygrysy niemieckie. Ja go, pamiętam, przywiozłem z wykusu. Ciężko to było przynieść w plecaku, takie ciężkie. On był do połowy rozerwany, tak jakbyś w końcowej fazie lotu uderzył w drzewo. I ta część, która była na zewnątrz, się rozerwała, a ta, która pozostała... Pamiętam, sankami to przywoziłem, to było takie ciężkie, poczekałem do zimy, przywiozłem.

A dzik mówił od razu, to do Janowic, do kwatery. No akurat wtedy ta kwatera powstawała i ona powstała wysiłkiem tych byłych partyzantów. Wszystko tu znosili. Ktoś tam gdzieś wyciągnął jakiś stary pistolet. No oczywiście niesprawny. To wszystko tu leżało. Te pamiątki pozostały. Przecież były jego osobiste pamiątki. Były Virtuti Militari, oryginalne. Rozkaz o nadaniu Virtuti podpisany przez generała Grota. Tu były jego osobiste pamiątki typu odznaka pułkowa 10. Pułku Artylerii Ciężkiej z Przemyśla. Naprawdę dużo pamiątek było osobistych Jana Piwnika. No nie wiem, jak skoro to zostało przekazane do gromu jako akt darowizny, to nie wiem, jak to można będzie odzyskać teraz. W depozycie zostało, czy to zostało w końcu przekazane, bo ja już nie wiem. Przekazane w darze. W darze? Tak. W darze.

No, w darze. Po to rodzina się starała 18 lat, żeby tu w Góry Świętokrzyskie sprowadzić szczątki, a teraz lekką ręką się oddaje w darze coś, co było gromadzone przez lata? No jak to jest możliwe? Część tych przedmiotów jest w gromie jednostce wojskowej 2305 w Warszawie, a część mojego brata ciotycznego w domu. Ale one wszystkie są przekazane w darze, tylko część jakby on ma, tak, fizycznie. Grom ma dużo tych pamiątek po cichociemnych. Ma patronat cichociemnych, prawda? Jest imienia, tak można powiedzieć, imienia cichociemnych i mają taką izbę, też izbę pamięci, salę tradycji to się nazywa, gdzie eksponują różne przedmioty po cichociemnych.

Rodziny przekazują właśnie albo w depozyt do gromu, Jak nie mają warunków na przechowywanie, albo darowują. Nie wszyscy mają sentyment do tych przedmiotów. I GROM to jest jednostka wojskowa. Trudno, żeby się zamieniła w muzeum. Bardzo o to dbają, o te pamiątki. Wystawy różne robią, jakieś tam spotkania. To trzeba przyznać, GROM naprawdę o to dba. Ale nie mogą się zajmować tylko tym. A takie bardziej właśnie osobiste pamiątki po Ponurem, no to na mój brat w Gdańsku. Wiele osób zwraca się do nas z zapytaniem, co z Janowicami? Co się stało? Dlaczego to jest niedostępne? No cóż, szkoda, że to tak niszczeje. To jest budynek, który w przyszłym roku będzie obchodził stulecie swego istnienia, ponieważ powstał w 1919 roku.

Tu nawet okna są z tego czasu, bo ja pytałem swego czasu Topoli, Jak żył i mówił, że tu są jeszcze okna z 1919 roku. To jest naprawdę szkoda, tego szkoda, bo to w sumie wiadomo, że jest to w tej chwili wartość prywatna, że należy do jednego z członków rodziny, ale na miłość boską, przecież Ponury nie jest własnością tylko rodziny, to jest nasze dobro narodowe. To jest tak samo ten dom, to myślę, że władze jakieś lokalne to powinny się tym zająć w jakiś sposób, żeby to wyglądało naprawdę, bo Co mogę więcej powiedzieć? Samorząd i wójt gminy Waśniów, Krzysztof Gajewski, bardzo wspierał i pomagał. Natomiast to jest własność prywatna. Samorządy, jak wiemy, mają pieniądze publiczne, prawda?

19:34 · Szanse na przyszłość obiektu 4

No tak, właścicielem jestem, aczkolwiek mieszkam dość daleko od Janowiec, w Gdańsku, no i też z tej odległości trudno jakoś właściwie administrować. Z jednej strony, jako zwykłe gospodarstwo rolne, no to można byłoby to komuś odsprzedać, z drugiej jednak jest to pamiątka po Janie Piwniku Ponury, no i należałoby ten Fajnie to jakoś upamiętnić. W związku z tym szukałem różnego rodzaju instytucji, osób, które byłyby tym tematem zainteresowane. Nie kryję, że zależało mi na tym, żeby, jeśli to miałoby przejść w jakieś ręce pod opiekę i stać się tym miejscem pamięci po komendancie, to żeby właścicielem okazała się jakaś instytucja państwowa, która by gwarantowała na dłuższy czas jego istnienie.

Jako że był policjantem, był żołnierzem, więc powiedzmy jakby te dwa resorty tym mogłyby się w jakiś sposób zainteresować. Również władze lokalne, ale to wymagałoby pewnych środków. Mówię to już w tej chwili na podstawie rozmów, które przeprowadziłem. No i jak do tej pory jeszcze ten temat nie został rozwiązany. Ja doceniam jakieś tutaj szlachetne gesty, jako że no rozmowy ze Szczepanem Rozem na temat jakiejś tam opieki nad tym miejscem były również w przeszłości. No ale tak jak powiedziałem na wstępie, chodziło by o to, żeby jeżeli to miałoby być właśnie miejscem jakiegoś upamiętnienia Jana Piwnika, Żeby nad tym miejscem, nad tym domem sprawował opiekę ktoś, kto byłby w stanie to utrzymać i nadać temu jakiś charakter.

Jest to jakby pewną powinnością, która na mnie przeszła w rodzinie i chciałbym, żeby taki jakiś finał pozytywny ta historia miała. Bardzo chciałbym, żeby być może też i za Państwa pośrednictwem instytucje do tego w jakiś sposób nadające się zastanowiły się nad możliwością przejęcia opieki nad tym miejscem. Jak mówię, w sposób trwały, instytucjonalny, z jakimś dalszym patrzeniem w przyszłość. A nie jakoś tak tylko doraźnie. Tak wspomniałem o tej policji, no ale policja wysłuchała tego z dużą uwagą i zanotowano wszystkie jakieś tam postrzeżenia czy oferty, no ale się nie odezwała. Szczepan się jest złoty człowiek, on chciał, żeby ktoś, kto ma na to fundusze, może to miejsce w jakiś sposób zagospodarować.

Pamiętam o tym stale, będę chciał to finalizować i ciągle jestem optymistą. To musiałby być jakiś pasjonat, który by rzeczywiście tam na miejscu... Mówię o takiej wersji, że wszystko zostałoby tak, jak było, a tylko byłby pasjonat, który by otwierał. Ale inna jakaś wersja przyszłościowa, instytucjonalna... No to pytałem też i w Muzeum, i w Mistniowie. Nadali takiej możliwości, żeby to na przykład włączyć do swojej placówki, to nie mają. Tu jest Ponury, tu są Góry Świętokrzyskie, nie gdzieś w Warszawie czy w Gdańsku. No przecież na miłość boską. To był reportaż pod tytułem Kwatera Komendanta mojego autorstwa w realizacji Tomasza Tamborskiego. O kwaterze, Ponurego i Topoli mówili Teresa Piwnik, córka Józefa Piwnika-Topoli, siostrzeniec Jana Piwnika-Ponurego, Mieczysław Sokołowski, Szczepan Mróz, prezes Stowarzyszenia Pamięci Ponury Nurt i sąsiad kwatery.

Pokazano wszystkie 20 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.