Mentionsy Mentionsy
Quadrotes - Opowieści Grozy
Quadrotes - Opowieści Grozy

Wirus: Ostatni Akt - Creepypasta od Widza z Lektorem [PL]

02.11.2025 ·54 min 15 s

Zapraszam na opowiadanie autorstwa Pawła Kręcisza, które jest niekanonicznym zakończeniem serii pt. "Wirus" autorstwa śp. Brutaldropa. Wraz z autorem opowiadania żywimy nadzieję, że przypadnie Wam ono do gustu i sprawi, że w jakimś stopniu uda się dzięki niemu wyobrazić co wydarzyło się w świecie wykreowanym przez Krzyśka ponad 7 lat temu. Muzyka:"Aftermath" Kevin MacLeod (incompetech.com)Licensed under Creative Commons: By Attribution 4.0

Zapraszam na opowiadanie autorstwa Pawła Kręcisza, które jest niekanonicznym zakończeniem serii pt. Autorstwa śp. Brutaldropa. Wraz z autorem opowiadania żywimy nadzieję, że przypadnie wam ono do gustu i sprawi, że w jakim stopniu uda się dzięki niemu wyobrazić, co wydarzyło się w świecie wykreowanym przez Krzyśka ponad 7 lat temu. Nie wchodź łagodnie w tę dobrą noc. Szalej, szalej przeciw znikaniu świata. Dylan Thomas. Pamięci Brutaldropa. Wisła płynęła jak dawniej. Nurt uderzał o dziób barki, tworząc charakterystyczny chlupot.

Barka utknęła kilka dni temu. Najpewniej kotwica zakleszczyła się między zatopionymi konarami. Gdyby była jeszcze przywiązana do liny, mógłby ją odciąć i kontynuować spływ. Ale łańcuch... Oznaczał koniec podróży. Siedemset dziesiąty kilometr rzeki. Nowy dom. Przez chwilę rozważał użycie łodzi. Leżała na pokładzie, odwrócona do góry dnem. Porastający drewno mech spęczniał, zmieniając jej kształt i barwę. Wystarczyło pozbijać poluzowane deski, zasmałować szczelinę. Wystarczyło być młodszym, mieć siłę, by odwrócić łódź i zepchnąć ją do wody.

Wełt przygwoździł go do drewnianej ściany. Kobieta zeszła z wału, a po kilku minutach była już przy zdobycze. Podniosła do góry trofeum i pomachała nim w stronę barki. Starzec myślał, że śni. Odjął od oczu lornetkę i przetarł ślepia rękawem. Gdy spojrzał ponownie, zobaczył, że nieznajoma wsiada do jednej z łodzi cumujących w przystani. Kiedy dopływała do burty, rzucił jej linę i zapytał. — Kim jesteś? Kobieta uśmiechnęła się i pokręciła głową. — Cześć, tato. Wróciłam. To ja, Patrycja. Dopiero gdy zobaczył zdobycz. Fiolki, witaminy i strzykawki. Wszystko sobie przypomniał.

Nie rób tego. Zapłakałam. Patrycja odłożyła klucze. Dobrze, jeżeli tego nie chcesz. Bałem się, że może spotkać ją to samo, co spotkało tych wszystkich, którzy, jeden po drugim, powracali we wspomnieniach z poprzedniego życia. Podam ci kolejną dawkę. Dopiero teraz zrozumiałem, że trączące mnie od zawsze światło to ekran laptopa, a pomieszczenie wypełnione półkami z fiolkami, wężykami i ampułkami to jakiegoś rodzaju laboratorium. Gdzie my jesteśmy? spytałem, czując po raz pierwszy kołysanie. Na barce mojego ojca odpowiedziała pukając wstrzykawka. Podejdź, zrobię ci zastrzyk.

Poznałem ukucie. Zawsze po nim czułem się lepiej. Najgorszy był ból rąk, a gdy pytałem dlaczego tak jest, odpowiadała, że się zmieniają. Dobrze, niech tak będzie. Słucham? Zapytała, kiedy utylizowała strzykawkę w koszu. Po prostu zaczynam ci ufać. Wyznałem w końcu, przygotowując się do tego od jakiegoś czasu. Uśmiechnęła się mrużąc oczy. Mówiłaś, że trzymacie mnie tu od 20 lat. Powróciłem do tematu, który z jakiegoś powodu zaprzątał moje myśli. Ojciec opowiadał, że na początku prowadził badania na przystani gdzieś w górze rzeki. Jednak gdy na lądzie zrobiło się niebezpiecznie, przeniósł cały sprzęt na barkę, która z powodu niskiego stanu wody zatrzymała się na piaszczystej wyspie i tam pracował dalej.

Ci, którym udało się uciec, rozproszeni się we wszystkich kierunkach. Nagle barka zakołysała się gwałtowniej niż zwykle. Patrycja zatoczyła się i prawie wylądowała na deku. Gdy tylko odzyskała równowagę, pobiegła na dziób sprawdzić skąd pochodził trzask. Łańcuch! Łańcuch zerwany! Krzyknęła, a na dowód jej słów obok łodzi przepłynęła wielka kłoda powalonego drzewa naniesiona wezbraną wodą Wisłę. Musimy odpalić silnik. Podbiegłem za nią, nie za bardzo wiedząc co robić. Silnik grzęził i gasł. Kolejna próba. Warkot i znowu cisza. W końcu akumulator się chyba wyczerpał, bo Patrycja wybiegła z kajuty i stanęła obok mnie.

Chodziła niespokojnie. Powtarzała coś pod nosem, patrząc w dół rzeki. Mamy problem, Artur. Powiedziała w końcu, splatając ręce za głowę. Dryfujemy. Koniec sielanki. Po kilku minutach uspokoiła się i uznała, że tak musiało być. Postanowiłem zażartować. Odnośnie tej sielanki przypominam, że ja spędziłem tu 20 lat za kratami. Dwadzieścia lat hibernacji i błogiej pustki, dodała klepiąc mnie po zbolałym barku. Zatrzymała dłoń, widząc mój grymas. Dalej boli. Dotyk nie był już tak nieznośny jak wtedy, gdy moja świadomość sklejała w pośpiechu porozrywane kawałki pamięci.

Patrycja, tak? Czy mówiłaś mi, że twój ojciec uratował mi życie, czy to moje kolejne przebudzone wspomnienia? Pewnie jedno i drugie. Odparła spoglądając na szary brzeg, w które wbijały się smutne drzewa. Tak, wspominałam ci o tym. Kto chciał mi zrobić krzywdę? Podobno ktoś, z kim podróżowałaś. Barka obróciła się powoli, odsłaniając drugi brzeg. Był równie ponury jak poprzedni. Czasami, gdy zamykam oczy, widzę pistolet wycelowany prosto we mnie. Ktoś stoi naprzeciw. Czasami twarz jest zamazana, czasami to zarażone, a innym razem ja sam pociągam za spust.

Najważniejsze, że tata trafił pierwszy. Odpowiedziała Patrycja. Dzięki temu twoja rana nie była śmiertelna i mogliśmy pracować. Zamyśliłem się. Nie potrafiłem do końca zaufać wspomnieniom. Wydawały mi się obce, jakbym naprawdę dostał drugą szansę, drugie życie i dodatkowy czas. Dość tego gadania. Pora na kolejną dawkę. Artur, Artur! Kiedy poszedłem sprawdzić co się stało, Patrycja stała po kostki w wodzie. Łajba przecieka, powiedziała zakładając ręce na biodra. Belka musiała zrobić dziurę w poszyciu, musimy uratować cały sprzęt. Około pół godziny później barkę niesioną przez prąd rzeki wessało w zatoczkę.

Wymaga trochę pracy, ale nie ma co się pchać w głąb miasta. Najpierw załóżmy tu przyczółek. Przez kilka godzin przenosiliśmy rzeczy z barki. Stół, krzesła, fiolki, laptop, bezużyteczne radio, medyczne graty. Szedłem za Patrycją jakieś 20 metrów i obserwowałem jak wchodzi do budynku. Wszystko szło wyjątkowo sprawnie, do czasu aż padły pierwsze strzały. Instynkt popchnął mnie do najbliższego budynku po drugiej stronie brukowanej ulicy. Drzwi puściły pod naporem ramienia, a ja wpadłem do środka. Rozumiałem, że nie do końca wyglądałem jak zdrowy człowiek. Ciało i twarz pokryte były bliznami.

Pokazano wszystkie 10 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.