Wybory w Rosji. Czy dojdzie do sfałszowania wyników?
W Rosji trwają wybory do Dumy Państwowej. Szefowa rosyjskiej Centralnej Komisji Wyborczej Ałła Pamfiłowa przekazała, że system głosowania internetowego stał się celem silnego cyberataku. Czy dojdzie do sfałszowania wyników? Jakie znaczenie te wybory mają dla Władimira Putina? - o tym w Przeglądzie Zagranicznym Andrzej Kohut rozmawiał z Marią Domańską, analityczką z Ośrodka Studiów Wschodnich. O roli rebeliantów Huti w tym konflikcie mówił Paweł Rakowski autor "Nowy Bliski Wschód. Po wielkiej wojnie Izraela". "Iran już oficjalnie przyznaje, że ewentualne porozumienie zawrze dopiero z kolejnym prezydentem USA" – wskazał ekspert.
Ceny paliw znowu rosną, a w tle problemy z dostawami z Arabii Saudyjskiej. Państwowy koncern Saudi Aramco miał przekazać europejskim partnerom, że w październiku nie będzie zaplanowanych dostaw surowca. Powodem tych nowych problemów jest aktywność rebeliantów Houthi z Jemenu. Którzy między innymi w ataku dronowym uszkodzili ropociąg Wschód-Zachód przebiegający od Zatoki Perskiej do Morza Czerwonego przez terytorium Arabii Saudyjskiej, na który to ropociąg w ostatnich miesiącach pozwalał omijać Zatokę Ormus, ale także poczynili znaczące postępy w rejonie cieśniny Bab al-Mandab. Co to wszystko znaczy, jak to zmienia sytuację na Bliskim Wschodzie, ale także naszą sytuację jeśli chodzi o dostawy tego kluczowego surowca jakim jest ropa naftowa. O tym porozmawiam z moim gościem, a jest nim Paweł Rakowski, ekspert zajmujący się tematyką bliskowschodnią, autor książki Nowy Bliski Wschód po Wielkiej Wojnie Izraela.
Dzień dobry. Dzień dobry, witam Państwa. Zacznijmy od takiego prostego uporządkowania faktów. Kim są rebelianci Huthi i skąd nagle oni wzięli się w tej skomplikowanej bliskowschodniej układance? No cóż, rebrianci Houthi nie zdzieli się nagle. Oni są w Jemenie w sumie od 1994 roku, a od 2015 roku kontrolują większość północnego Jemenu i są na wojnie, czy to wojnie domowej, czy to zarabia w Saudyjsku. Tak właściwie w chwili obecnej toczący się konflikt już jest dziesiąta wojna z rzędu, którą to ci rebrianci mają szansę wygrać. A Ruch Houthi, znany też jako Ansurallah, to jest środowisko zaidytów, czyli nieszyitów, niesunnitów, ludność mieszkająca w północnym Jemenie, która słynie z waleczności, wojowniczości.
I skuteczności, jeśli chodzi właśnie o tą wojowniczość. Konflikt z Arabią Saudyjską ma bardzo długie podłoże. Trwa już ponad 100 lat. Ma oczywiście oblicze religijne, polityczne, a obecna faza rozpoczęła się w lipcu, kiedy to Delegacja rebeliantów Houthi wracała z Iranu z pogrzebu Ayatollah Hale'ego Khamene'ego. Arabia Saudyjska nie chciała tutaj, chciała nałożyć się blokadę na Jemen. Doszło do wymiany ognia, tzn. wymiany ognia pod tytułem Arabia Saudyjska zbombardowała lotnisko w Sanie, w stolicy tego kraju, a rebelianci Houthi, tak jak zawsze, uderzyli w obiekty naftowe w Arabii Saudyjskiej. Tak więc teraz mamy taką sytuację, że jak wojna amerykańsko-irańska rozpoczęła się 28 lutego, 2 marca wszedł do tego konfliktu libański Hezbollah, który jest bezpośrednio podporządkowany Iranowi, a rebelianci Houthi są tak jakby kolejną częścią tych macek irańskich, które co prawda nie są tak bardzo podporządkowane jak Hezbollah.
Ale mają wielki wpływ i w chwili obecnej można powiedzieć, że Iran jest panem dwóch cieśni, czyli że do Cieszyny Ormos może sobie dopisać też Babal Manda, ponieważ to oni są najważniejszym graczem i najbardziej decyzyjnym graczem, jeśli chodzi o rebeliantów Houthi, którzy właśnie w wyniku ofensywy w zeszłym tygodniu zajęli ten strategiczny odcinek świata. I właśnie dlatego powiedziałem wcześniej o tym nagłym pojawieniu się ich na scenie. Oczywiście oni są obecni, tak jak Pan słusznie zauważył, od dekad tak naprawdę. Natomiast w tym konflikcie nie odgrywali roli. Po tym jak doszło do amerykańskich bombardowań w Jemenie w zeszłym roku, Houthi byli mniej aktywni. Dlaczego zaktywizowali się właśnie teraz i czy to jest odprysk ich konfliktu z Arabią Saudyjską, czy raczej widzieć w tym należy inspiracje ze strony Teheranu i jakąś kalkulację
Władz właśnie z Iranu. To znaczy oczywiście w zeszłym roku była kampania amerykańska podjęta przez Donalda Trumpa na odcinku jemeńskim. Donald Trump stwierdził, że Houthi są takimi twardzielami i takimi kozakami, że z nimi nie chce tutaj zadzierać bardziej. I co to jeśli chodzi o kwestie Houthi jest to, że Jemen jest krajem czwartego świata i tam poza lotniskiem w Sanie i portem Al-Hudaidat Tak właściwie nie ma gdzie za bardzo cokolwiek zbombardować, ponieważ nic nie ma. Tak więc oni tak właściwie nie mając słabych punktów naprawdę są bardzo mocni. Amerykanie tak właściwie nie chcą się angażować w ten Jemen. W ostatnich dniach pojawiły się doniesienia, że Amerykanie rozmawiają z rebeliantami Houthi, że nie chcą z nimi mieć, tak właściwie łączyć tego konfliktu.
Prowelianci Huthi zostali zaktywizowani najprawdopodobniej przez Teheran, jeśli chodzi o czas i miejsce. To znaczy wojna się rozpoczęła, tak jak już wiemy, w lutym. Natomiast to nie było danie jedyne, które mogło być w tym konflikcie. No i właśnie tutaj w pewien sposób Iran mógł zasugerować Robertom Kutim odnośnie tego, żeby się jakoś dołączyli do tego konfliktu. Oni się już dołączyli do tego konfliktu jakoś wiosną tego roku, natomiast właśnie tutaj ta intensyfikacja tych działań, a przede wszystkim skuteczność tych działań, którą widzimy w chwili obecnej, no to to są właśnie kwestie ostatnich tygodni, kiedy ta Arabia Saudyjska była zmuszona do tego, żeby bez amerykańskiej protekcji, bez amerykańskiego parasola
W ten sposób samotnie się zająć tym problemem, ponieważ to jest sprawa dla żywotnych interesów Arabii Saudyjskiej, czy też Izraela jest to, żeby po uregulowaniu kwestii amerykańsko-irańskich nie zostawały takie elementy, czy to jak Hezbollah, czy to jak Houthi, przynajmniej żeby to było osłabione na tyle, żeby był jakiś spokój w regionie. W Przeglądzie Zagranicznym rozmawiam z Pawłem Rakowskim, ekspertem od tematyki blisko wschodniej, autorem książki Nowy Bliski Wschód po Wielkiej Wojnie Izraela. W tej pierwszej części naszej rozmowy wspomniał Pan o możliwym impulsie właśnie z Teheranu, który zaktywizował Hutich. Ja mam pytanie, czy to element szerszego planu? Wiemy, że te memorandum, które zostało podpisane w czerwcu, było na 60 dni, więc się zakończyło.
Wznowiona została wymiana ciosów pomiędzy Stanami Zjednoczonymi a Iranem, ale w USA zbliżają się wybory. One już na początku listopada. Czy Teheran planuje wykorzystać tą datę? Czy planuje jakąś eskalację wcześniej, żeby przypomnieć amerykańskiemu społeczeństwu, w jak poważne kłopoty uwikłał je Donald Trump? Jak najbardziej. Iran planuje tutaj w pewien sposób wykorzystać zarówno amerykańskie i przede wszystkim izraelskie wybory. Iran już oficjalnie niejako przyznaje, że deal zrobi z Amerykanami dopiero z przyszłym prezydentem amerykańskim i z wielką satysfakcją będzie obserwował problemy polityczne Donalda Trumpa i Benjamina Netanyahu i w pewien sposób te problemy w jakiś tam sposób wspierał. Czy rebelianci Houthi są tutaj elementem, w którym to
Tak jest, tuż po przejęciu władzy przez Ronalda Reagana. Mam jeszcze pytanie o te rozmowy, które miałyby się toczyć pomiędzy Amerykanami a Houthi. Z jednej strony mieliśmy informację, że Mohammed Bin Salman prosił Amerykanów o militarną interwencję w Jemenie. Donald Trump miał odmówić. Z drugiej strony wypowiedź samego Donalda Trumpa sugerująca, Doszło do jakiejś rozmowy z przedstawicielami Houthi i Amerykanie postanowili się przynajmniej na razie nie angażować w tą sprawę, uznając, że ich ona nie dotyczy. Takie rozmowy rzeczywiście mogą mieć miejsce. Houthi to jest ugrupowanie, formacja, która byłaby skłonna zawrzeć jakieś porozumienie ze Stanami Zjednoczonymi, a później je respektować? Tak, tak, to jest o tyle ciekawe, że Billion Tom Hootie zależy na tym, żeby się sformalizować, to znaczy, żeby doprowadzić do jakiegoś dealu wewnętrznego, jak i też międzynarodowego.
Mamy taką dziwną sytuację, że od 2015 roku, czyli prawie już 11 lat, rebelianci Houthi kontrolują najbardziej ludną część Jemenu. Tak więc mamy rząd, który znajduje się częściowo w Arabii Saudyjskiej. Nikt nie wie zbyt wiele odnośnie tego rządu. Rebelianci Houthi chcieliby wykorzystać ten konflikt w Jemenie, obecną fazę konfliktu, do tego, żeby w ten sposób Chciałbym wyjaśnić sytuację wewnętrzną jak i międzynarodową, tylko przypomnę, że na chwilę obecną rebelianci Houthi mówią, że żegluga po Bab al-Mandab, czyli po tej ciśnienie, która łączy Europę z Azją jest swobodna i będzie dostępna. Oczywiście oni będą mogli chcieć jakąś kiedyś tam zapłatę i będą mogli wpływać. Na politykę europejską, czy to w kwestii palestyńskiej, czy to w jakiejś tamkolwiek innej.
Dlatego też to jest temat, który to bardziej Europę powinien interesować niż Stany Zjednoczone. Dla Stanów Cina, Babel, Mandat nie ma takiego znaczenia. Wtedy to wynika z geografii. Natomiast Houthi chce przejść tą samą drogą, jaką przeszedł on dziś w libańskich Hezbollah, czy teraz w chwili ubocnej przychodzi palestyński Hamas, czyli być elementem tego salonu. Oczywiście nie takiego powiedzmy to jeszcze z blichtrem i na świeczniku, ale wiemy o tym, że Amerykanie rozmawiają z różnymi organizacjami, z różnymi ludźmi, więc Houthi też chciał być częścią tego kolektywu. To jeszcze jedno pytanie na koniec, bo zauważa pan, że cieśnina Bappelmann Dapp nie ma dla Amerykanów aż takiego znaczenia, ale może mieć istotne znaczenie dla rynku ropy naftowej, jeżeli Saudom uda się wznowić w pełni tranzyt przez ropociąg wschód-zachód.
Czy w związku z tym tutaj Amerykanie będą w stanie pogodzić swoją niechęć do angażowania się w ten konflikt, porozumieć się z Huthimi tak, aby te zawirowania pomiędzy Huthimi a Arabią Saudyjską nie wpływały na rynki ropy w przyszłości? To jest możliwy układ, te zmienne są jakoś możliwe do pogodzenia? No cóż, na chwilę obecną ciężko tutaj rozpatrywać taki scenariusz, a na pewno oczywiście wszystko jest możliwe. Ja tylko przypomnę odnośnie tego rurociągu na wschód-zachód, że to nie jest kwestia tak prosta, że akurat to tylko załatają siedem dziur po rakietach i... Trzy do pięciu tygodni zdaje się podano, że to potrwa. Dokładnie, a po drugie, tylko przypomnę, że od wielu tygodni, od wielu miesięcy komendatorzy zwracają uwagę na to, że jakiś system ropociągów, gazociągów miałby pójść z Bliskiego Wschodu do Europy.
No właśnie ten przypadek tego rurociągu wschód-zachód pokazuje, dlaczego nie może pójść, to znaczy dlaczego cała ta koncepcja, którą Europa chciałaby, żeby była i Arabowie Tutaj straszą Iran, że oni go zrealizują. No to jest bardzo trudne do zrealizowania, żeby się uniesamodzielnić od Cieszyny Bab al-Mandab, a jeśli chodzi o odcinek europejski, to od Cieszyny Ormos i od Cieszyny Bab al-Mandab. Natomiast w pewien sposób długoterminowo musi być jakieś porozumienie. Iran chciałby zarabiać na Cieszynę Ormos, więc pytanie dlaczego to rebelianci hutni mieliby nie zarabiać na Bab al-Mandab. To jest sprawa tutaj podstawowa. Wydaje mi się, że tutaj w pewien sposób Iran bardzo mocno wziął Europę w pewien sposób za gardziel, tak samo i Amerykanów, tylko że Amerykanie będą tutaj pokazywali to, że kwestia Jemenu ich raczej nie interesuje, co wynika tak jak już mówiłem wcześniej z geografii.
Pokazano wszystkie 13 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.