Mentionsy Mentionsy
Przegląd zagraniczny
Przegląd zagraniczny

Czy Mołdawia utrzyma kurs na Unię Europejską?

27.09.2025 ·37 min 14 s

Tegoroczne wybory parlamentarne w Mołdawii mają ogromną wagę. Rozstrzygną, jaki kurs obierze ten kraj - będzie wzmacniał integrację z Zachodem, czy skieruje się w stronę Rosji? O tym w "Przeglądzie Zagranicznym" opowiedział Jakub Pieńkowski, analityk z Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych. Z kolei o tym, czy Europa jest w stanie całkowicie zrezygnować z rosyjskich surowców Andrzej Kohut rozmawiał z Wojciechem Jakóbikiem, analitykiem w Ośrodku Bezpieczeństwa Energetycznego.

Na Przegląd Zagraniczny w Radiu RMF24 zaprasza Andrzej Kohut. Jutro wybory parlamentarne w Mołdawii. W zeszłym roku Mołdawianie wypowiedzieli się w referendum w kwestii dołączenia kraju do Unii Europejskiej. Zwolennicy takiego kroku zwyciężyli, ale minimalnie. Również została wybrana na drugą kadencję proeuropejska pani prezydent Maja Sandu, ale przed tegorocznymi wyborami parlamentarnymi ta proeuropejska opcja w Mołdawii wcale nie ma wielkich powodów do optymizmu. O tym dlaczego będę rozmawiał z moim gościem Jakubem Pieńkowskim, analitykiem zajmującym się między innymi Mołdawią w Polskim Instytucie Spraw Międzynarodowych. Dzień dobry. Dzień dobry. Obserwując te wybory w Mołdawii, mam na myśli te zeszłoroczne prezydenckie i referendum, można było zauważyć w jaki sposób Rosja stara się w te wybory ingerować, w jaki sposób prorosyjskie siły faulują, jeśli można określić to tym sportowym terminem.

Nigdy nie grają w ten sposób, że wkładają jajka wszystkie do jednego koszyka, więc działania Szora były zdywersyfikowane i teraz także są zdywersyfikowane. On próbował i wtedy i próbował. Obecnie wystartować ze swoją partią, partią zwycięstwo, Wiktorię Pabieda. Natomiast ona nie została dopuszczona przez Sąd Konstytucyjny, przez Centralną Komisję Wyborczą do startu z racji tego, że stanowi ona swojego rodzaju reinkarnację partii Szora. Nazywała się tak jak jej założyciel, którą zdelegalizował Sąd Konstytucyjny z racji tego, że prowadziła ona działalność wywrotową, dążyła do podważenia konstytucyjnego porządku w kraju i była nielegalnie finansowana przez Rosję.

Tutaj w ogóle przypomnijmy, że PAS doszedł do władzy Maja Sandu jeszcze wcześniej nie dlatego, że obiecali członkostwo Mołdawii w Unii Europejskiej albo przybliżenie przynajmniej do Unii Europejskiej, ale mieli dwa sztandarowe postulaty, dwie sztandarowe obietnice. Jedne to było znaczące podniesienie poziomu życia Mołdawian. I to się nie udało. I tutaj z punktu widzenia wyborców to nie jest istotne, że władze nie ponoszą za to odpowiedzialności, a nawet, że władze całkiem nieźle mimo wszystko sobie poradziły, bo ludzie po prostu odczuwają to w swoich portfelach. A przyczyną jest to, że o ile PAS doszedł do władzy w 2021 roku, to już w 2022 roku Rosja dokonała pełnoskalowej inwazji na Ukrainę i to spowodowało także załamanie się rynku mołdawskiego.

Bo Mołdawia była silnie powiązana z Ukrainą gospodarczą. Ukraina była ważnym rynkiem eksportowym. Plus jeszcze to, że wielu inwestorów to niespecjalnie odróżnia, gdzie jest Ukraina, gdzie jest Mołdawia. Wie, że to gdzieś jest na wschodzie, a na wschodzie jest wojna. Więc lepiej się tutaj nie angażować choćby... W samej Mołdawii był spokój. Plus jeszcze w 2021 roku, na początku rządów PAS, Rosja dokonała szantaży gazowych, odcinając dostawy, zmniejszając dostawy w sposób zupełnie nieuprawniony i zmusiła władze tak naprawdę do rezygnacji z dostaw taniego sztyckiego gazu i zakupu ich za granicą, bo liczyły po... Znaczy, że Mołdawia tego nie dźwignie i system gospodarczy całkowicie się wówczas załamie.

W pewnym momencie na ich państwo nadejść. Państwo nieduże, państwo nie dysponujące silną armią ani wielkim terytorium. Na ile to jest jakiś czynnik wpływający na wyborcze decyzje Mołdawian? Tutaj odróżnijmy dwie rzeczy. Rosyjscy żołnierze są w Naddniestrzu oczywiście, ale z tych tysiąca, może tysiące pięciuset takich prawdziwych Rosjan, to jest około stu kilkudziesięciu. Oficerowie. Ale chodzi o to, że to są Rosjanie z Rosji. Natomiast reszta to są miejscowi, którzy mają rosyjskie obywatelstwo i którzy nie mieli lepszego pomysłu na życie zawodowe, więc poszli do tego wojska. I to nie są siły, które są w stanie zagrozić czy Ukrainie, czy Mołdawii, no bo to jest tak niewielki garnizon, odcięty od wielu, wielu lat od dostaw zaopatrzenia uzupełnień z Rosji, bez ciężkiej artylerii, bez lotnictwa, bez śmigłowców, z kilkunastoma czołgami, nie wiadomo ile z nich jest sprawnych.

Więc Naddniestrze nie stanowi żadnego zagrożenia samo w sobie. Chodziło mi raczej o taki wymiar symboliczny, że kiedy człowiek wjeżdża do Naddniestrza, widzi ludzi umundurowanych w rosyjskich mundurach i to jednak ma pewien aspekt psychologiczny. Ale to tutaj Mołdawianie, obywatele Mołdawii podróżują przez tę faktyczną granicę. Mnóstwo ludzi w jedną i w drugą stronę przekracza je każdego dnia bez problemu, więc to akurat nie stanowi dla nich zagadnienia. To nie jest wyzwanie. Jest oczywiście Ten strach przed tym, że wojna na Ukrainie będzie trwać i Mołdawia, chcąc nie chcąc, będzie w tę wojnę jakoś wciągnięta. I tutaj pojawia się strach taki na kilku płaszczyznach, bo jedni się obawiają w konsekwencji tych działań, że Rosja po prostu zaatakuje Mołdawię.

Pewnego dnia dojdzie, zdobywając po drodze Hersa, Nikołajów, Odessę, w końcu się to kiedyś zdarzy. No i część tutaj Mołdawian, kierując się strachem, ma takie myślenie, że w takim razie trzeba się tej Rosji podporządkować, bo i tak nie jesteśmy w stanie jej się przeciwstawić. Oni i tak nas pokonają, a jeżeli będziemy się stawiać, to jeszcze nas dodatkowo zniszczą. Więc to jest taki niemalże syndrom sztokholmski. Istniejące w głowach części Mołdawian oczywiście są ci, którzy otwarcie kibicują Rosji. To jest na południu w Gagauzji, w Tarakli, także na północy kraju Rosja ma bardzo wielu sympatyków.

Natomiast część Mołdawian ze strachu przed tą Rosją jest skłonna zawczasu jej po prostu podporządkować i to też widać w tych nastrojach mieszkańców. Bardzo dziękuję za tą rozmowę. Jakub Pieńkowski tłumaczył zawiłości mołdawskiej polityki. Dziękuję. Dziękuję. A w Przeglądzie Zagranicznym Dania, która ma poważny problem, od kilku dni w pobliżu najważniejszych krajowych lotnisk, w tym tego największego w Kopenhadze, pojawiają się niezidentyfikowane drony i właściwie paraliżują ruch lotniczy. Ponieważ incydenty powtórzyły się w okolicach kilku lotnisk w bardzo krótkim czasie, Trudno mówić o tym, by doszło do przypadku. Premier Danii Mete Fredriksen mówi o ataku na duńską infrastrukturę krytyczną i nie wyklucza rosyjskiej odpowiedzialności.

Rosjanie dopuścili się w ostatnich tygodniach całego szeregu prowokacyjnych zachowań. Drony w Polsce, rosyjskie samoloty w estońskiej przestrzeni powietrznej, ale także samolot rosyjski przelatujący na bardzo niskiej wysokości nad niemieckim okrętem na Bałtyku. I rosyjskie samoloty w przestrzeni identyfikacyjnej wokół amerykańskiej Alaski. Działania wymierzone w Danii pokazują podatność części krajów europejskich na nowe zagrożenia. Dania nie dysponuje żadnym systemem obrony powietrznej zdolnym powstrzymać nadlatujące drony. A w Przeglądzie Zagranicznym Stany Zjednoczone, które chcą ratować Argentyny. Sekretarz Skarbu Scott Besant zapowiedział uruchomienie wartej 20 miliardów dolarów linii kredytowej dla Argentyńskiego Banku Centralnego, co miało zatrzymać szybko spadającą wartość lokalnej waluty, czyli peso.

Ten etos wojownika, o którym bardzo często mówi. Materiały wizualne odgrywają ważną rolę w polityce nowego sekretarza wojny. To jest Przegląd Zagraniczny w Radiu RMF24. W Przeglądzie Zagranicznym ważna sprawa europejskiej energetyki. Donald Trump krytykuje państwa europejskie, że wciąż kupują rosyjskie surowce i w ten sposób współfinansują rosyjską machinę wojenną. Zapowiada, że Stany Zjednoczone mogłyby wprowadzić dodatkowe sankcje przeciwko Rosji, ale Europa musi zrobić ten pierwszy krok i zrezygnować ze swojej surowcowej zależności od Rosji. Jednak czy to w ogóle jest wykonalne? Między innymi o tym będę rozmawiał z Wojciechem Jakubikiem, analitykiem w Ośrodku Bezpieczeństwa Energetycznego. Dzień dobry. Dzień dobry. To na początku ustalmy te podstawowe fakty. Jak dużo my, Europa, wciąż kupujemy od Rosji w czwartym roku wojny na Ukrainie?

Niepokojący sygnał w postaci wypowiedzi prezydenta USA, który mówił, że faktycznie Słowacja i Węgry mogą mieć problem z porzuceniem surowców rosyjskich i trzeba je zrozumieć. Otóż nie. Te kraje, tak samo jak Polska, Litwa, Czechy i inni, którzy byli zależni od surowców rosyjskich, powinny odrobić zadanie, szczególnie po 2022 roku, który pokazał kryzys energetyczny, pokazujący z kolei zależność od Rosji, która jest niebezpieczna dla nas i one też mogły podjąć te działania, które my w Polsce podjęliśmy, które podjęły np. Czechy czy Litwa i nie miałyby teraz problemu, więc gra się o to, czy pomagać im, czy znaleźć jakieś rozwiązanie kompromisowe, które

Wciągnie te kraje na pokład, czy też znaleźć jakąś ścieżkę omijającą ich opór, bo w grę wchodzi także przyjęcie rozwiązań handlowych, które nie wymagają konsensusu w Radzie Unii Europejskiej, ale mogą być przegłosowane większością kwalifikowaną i może się okazać, że Viktor Orbán i Robert Wico będą pariasami i przegrają głosowanie w tej sprawie. Choć trzeba zaznaczyć, że Robert Fico i Viktor Orbán też nie wykazują się w tej kwestii dobrą wolą. Oni raczej stawiają na współpracę, dalszą współpracę z Rosją również w tym obszarze energetycznym. W przypadku Węgier to również energetyka atomowa, prawda? Oczywiście tak, te kraje niestety prowadzą długoletnią politykę wchodzenia w zależność od Rosji w zamian za doraźne korzyści, być może czasami atrakcyjne oferty cenowe, być może pożyczki jak w przypadku elektrowni jądrowej Paczc na Węgrzech, ale w zamian za to, że w razie sporu te kraje będą wystawione na szantaż energetyczny Rosji tak samo jak każdy inny, kto próbował się przeciwstawić

Ośrodek Bezpieczeństwa Energetycznego, Moldova, European Union, Russia. Ośrodek Bezpieczeństwa Energetycznego, Moldova, European Union, Russia. USA może wynikać z polityki wewnętrznej, w której na przykład Viktor Orbán grał zawsze na dwóch fortepianach, próbował pokazywać się jako taki złoty środek między Unią Europejską a Rosją. Niestety w obecnych czasach należy wybierać i technicznie nie ma żadnego problemu. W skrócie, Węgrzy mogą sprowadzić ropę przez naftoport we Włoszech. W Chorwacji mogą skorzystać z gazoportu chorwackiego, w którym nawet mają pewne udziały.

Cały rynek europejski może być swobodnie zaopatrzony spoza Rosji. Jest temu także dedykowana infrastruktura w Polsce, bo Polacy od lat rozmawiają o dostawach do krajów Grupy Wyszehradzkiej i przez to, o czym mówi pan redaktor, tej woli współpracy na razie nie ma. Rozmawialiśmy więcej o ropie naftowej, którą przede wszystkim pozyskują Węgry i Słowacja, ale w przypadku gazu ta lista jest już dłuższa. Również udział Rosji, o czym mówił mój gość, w rynku europejskim jest większy. Czy tu też istnieje możliwość, że w pewnym momencie zejdziemy do zera, mówiąc kolokwialnie? Według deklaracji zejdziemy do zera z końcem dwudziestego siódmego roku, bo takie jest założenie programu RepowerEU ogłoszonego jeszcze w dwudziestym drugim roku właśnie w odpowiedzi na kryzys energetyczny podsycany przez Rosję przed inwazją na Ukrainie.

Dlatego też co do deklaracji politycznych wszyscy się na to zgodziliśmy. Słowacja, Węgry i te kraje zachodniej Europy sprowadzające lęgię z Rosji także. Natomiast nie wywiązują się z tego, nie ma wciąż sankcji. Które zmuszałyby do takiego ruchu. Natomiast Komisja Europejska przedstawiła propozycję legislacyjną, która zakłada stopniowe schodzenie ze wszystkich kontraktów gazowych z Rosją po kolei. Od tych krótkoterminowych po długoterminowe, także z końcem 26 roku od gazoskroplonego. Tutaj Amerykanie wpłynęli na tyle na Komisję, że ona teraz informuje o możliwości przyspieszenia Dzień dobry, witam wszystkich.

Te firmy kupują, nie mając za to żadnych konsekwencji, bo nie ma jeszcze sankcji na LNG rosyjskie, chociaż Polska i Litwa zabiegają o to od początku inwazji. Jeżeli zaś chodzi o Słowację czy Węgry, to tam są kontrakty długoterminowe i te państwa przy nich pozostają, nawet pomimo faktu, że takie kontrakty były przez Rosjan wielokrotnie naruszane, np. Polacy czy Bułgarzy mieli zakręcony kurek wbrew kontraktowi, potem Austriacy, Słowacy i Węgrzy najwyraźniej nie obawiają się tego ryzyka, pozostają przy gazie rosyjskim. Mało tego, pomagają Rosjanom przekierowywać dostawy po tym jak przesył przez Ukrainę się zakończył. Nie było nowej umowy między Ukraińcami i Rosjanami z powodów oczywistych.

Te dostawy zostały przekierowane do Turcji przez gazociąg Turkstream, a potem na rynek Europy Południowej, właśnie na Słowację czy Węgry. I tutaj są kontrakty długoterminowe, czyli rozwiązanie Które ściślej wiąże z Rosją na dłuższy termin. Jest możliwość także wypowiedzenia tych kontraktów na mocy siły wyższej, jeżeli propozycja legislacyjna Komisji przejdzie. Rada Unii Europejskiej będzie na temat rozmawiać w nadchodzących tygodniach. Czy ten gaz, który przez rurociągi płynie przez Turcję na Węgry i na Słowację trafia również do państw trzecich? Czy to są ostateczni odbiorcy? Czy ten gaz gdzieś jeszcze dalej po Europie się rozprzestrzenia? Kontrakty długoterminowe służą realizacji dostaw do określonej firmy, która zamówiła ten gaz od innej firmy, więc jest to transakcja między dwoma podmiotami, chociaż potem ten gaz może być gdzieś odsprzedawany.

Ten problem, którego wszyscy się obawiali w 2022 roku, kiedy Europa zaczęła stopniowo rezygnować z rosyjskiego gazu, że w pewnym momencie po prostu gazu zabraknie. Straszyła tym rosyjska propaganda, sugerując, że Europa zamarznie w ciągu najbliższej zimy. Tak się oczywiście Nie stało. Ten problem jest już problemem z przeszłości. Dziś wiemy, że rynek gazowy bez Rosji jest możliwy. Wspominał Pan o tym, że jest on nasycony, czyli znajdziemy dostateczną ilość gazu na zapotrzebowanie państw europejskich. Zgadza się? Rosja nie może już nas szantażować gazem, bo nawet gdyby zakręciła wszystkie ostatnie kurki, to nic się nie stanie, sprowadzimy sobie gaz z innych kierunków. Natomiast są kolejne wyzwania, oczywiście przezorne zawsze ubezpieczone. Przecież nasz gaz dociera przez ciśnienie duńskie.

Przez Morze Bałtyckie i tam dochodzi do coraz większej ilości incydentów różnego rodzaju cybernetycznych, fizycznych, różnych aktów sabotażu. Na to trzeba uważać. Należy podpisywać kontrakty długoterminowe na dostawy spoza Rosji, bo przecież są też siły w Europie. Które będą chciały powrotu do gazu rosyjskiego i do tej zależności, pomimo faktu, że tak mocno się na niej stworzyliśmy. I niech tutaj memento będą wypowiedzi rosnącej w siłę Alternative Für Deutschland w Niemczech, która mówi o odbudowie gazociągu Norsim II, który obecnie jest zniszczony i nie dostarcza gazu z Rosji. Ten proces może się jeszcze cofnąć, ale polityka państw takich jak Polska, Litwa, zaangażowanie Stanów Zjednoczonych zwiększa szanse na to, że my długoterminowo nie będziemy już musieli patrzeć na Rosję.

Także to, co Rosjanie robią, czyli opowieści o zwrocie do Chin, poszukiwanie na gwałt klientów w Azji Centralnej, to wszystko pokazuje, że Rosjanie też widzą, że już prawie stracili Europę. Zostają ostatni klienci, I miejmy nadzieję, że zostaną przekonani, czy to przez Komisję Europejską, czy to przez Stany Zjednoczone, żeby iść drogą dywersyfikacji, bo to jest sposób na to, żebyśmy się już nie martwili, że Rosja znowu nam sprowokuje kryzys energetyczny. Sytuację na europejskim rynku gazowym tłumaczył Wojciech Jakóbik, analityk w Ośrodku Bezpieczeństwa Energetycznego. Bardzo dziękuję za rozmowę. Dziękuję bardzo.

Pokazano wszystkie 20 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.