3 mity o robotach dodatkowych #306
Roboty dodatkowe w ryczałcie – kiedy inwestor musi dopłacić?Ryczałt nie zawsze oznacza, że wszystko jest „w cenie”.W tym odcinku: – 3 mity inwestorów o ryczałcie, – co mówią sądy, – kiedy wykonawca może skutecznie domagać się dopłaty.Krótko, praktycznie, konkretnie. Dostęp do platformy Prawnobudowlani: zapisz się do Listy Oczekujących - https://mailchi.mp/kancelariamroz/zk02mzxpmb Szkolenia Akademia Kontraktów Budowlanych 4.0: Szczegóły i rejestracja - https://prawniknabudowie.com/akb/ Wolisz oglądać? Zajrzyj na kanał Prawnik na budowie na YouTube.Zajrzyj też na moje profile w mediach społecznościowych: LinkedIn Facebook Instagram
Kiedyś, jeszcze nie tak dawno, wszyscy robiliśmy do rzeki, tej samej, z której piliśmy. Doszliśmy do słusznego wniosku, że praktyka, mimo że powszechna, to nie najlepsza. Także też ryczałtowo spróbujmy te rzeczne, złe podejście wyprostować. Mit ryczałtu numer jeden, nie płacę, bo po to mam ryczałt, żeby nie myśleć o wszystkim. Skontruję go cytatem z wyroku, konkretnie Sądu Okręgowego w Warszawie, który napisał tak. Ryczałtowy system wynagrodzenia nie wyłącza obowiązku zamawiającego opisania przedmiotu zamówienia w sposób jednoznaczny i wyczerpujący, uwzględniający wszystkie wymagania i okoliczności mogące mieć wpływ na sporządzenie oferty.
To akurat przykład inwestycji publicznej. Swoją drogą przetargi sporo wkładu mają w spory budowlane w sądzie. Sąd podkreślał tutaj, że ryczałtowa formuła budowy to nie jest taki automatyczny pilot w Tesli. Czyli już jak sobie tę Teslę kupiłem, no to ręce za głowę, Teslo prowadź. Nie. Nadal trzeba popracować nad tym, żeby zdefiniować, co właściwie chcę jako inwestor dostać od wykonawcy. Jeżeli tej pracy nie wykonam, to bonusów ryczałtowych nie dostanę. Możesz pomyśleć o tym jak Texas Hold'em, jeżeli pogrywasz w pokera. Żeby wejść do rozgrywki, musisz wsunąć żetony, wpłacić czy to small blind, czy big blind.
Przecież wzięliśmy za projektu i buduj właśnie po to, żeby mieć w cenie wszystko. Jak nam powiedzieliście, że za te 23 miliony szkoła powstanie, zaprojektowana zostanie i zbudowana, to my Wam nawet 23 miliony i złotówki nie zapłacimy, ponieważ na 23 jest taki szklany sufit, którego nie przebijemy. I znowu, zderzmy to z tym, co piszą sądy. W tym przypadku konkretnie Sąd Apelacyjny w Łodzi. Zakres, jaki powinien obejmować program funkcjonalno-użytkowy nie pozostawia wątpliwości, że zamawiający jest zobowiązany na etapie przetargu znać dokładnie swoje wymagania, a więc z góry musi wiedzieć, czego chce. Wykonawca będzie zobowiązany do wykonania w ramach wynagrodzenia tylko takiego zakresu, jaki sprecyzował zamawiający w programie funkcjonalno-użytkowym.
A koszy to, kurczę, troszkę jednak przymało, bo doświadczenie pokazuje, że nam się wysypuje z nich, to dostawmy jeszcze jeden. No i to porusimy w ramach uzgodnień, bo przecież uzgodnienia mamy. Jeżeli trafiasz w ten scenariusz, jako wykonawca możesz powiedzieć, że nie tędy droga, nie mam tego w ryczałcie. Bo tak jak napisał sąd, zamawiający z góry musi wiedzieć czego chce i nie doda... bonusowych wymogów, czyli dodatkowy kosz, miejsca położone w określonym miejscu czy miejsca szersze, już po tym, jak zdefiniował, co chce dostać i podpisał nawet umowę z wykonawcą, wybierając go w przetargu. To już będą zmiany tego, co ustalaliśmy, a jeżeli mam robić coś innego niż to, na co się umówiliśmy,
Byłoby to sprzeczne z zasadami współżycia społecznego z uwagi na naruszenie równej pozycji stron. To zaś, jak słusznie wskazał Sąd Okręgowy, czyniłoby je nieważnymi, a umowa nie wiązałaby w omawianym zakresie. Co to oznacza? Z tym papierem jest jak z Twoim żołądkiem po wyjątkowo szalonej nocy. Wrzucić tam możesz wszystko, ale nie wszystko się tam przyjmie. To, co napisał Sąd, to bardzo prosta myśl. Jeżeli czegoś w praktyce nie da się wycenić, to nawet zapisanie, że to będzie moje jako wykonawcy i biorę na siebie ciężar tego i ryzyko wystąpienia, nie sprawi, że ten ciężar spadnie na moje barki i to nie ja będę tym, który z przysiadem się siłuje, próbując wstać ze sztangą robót dodatkowych.
No i twierdził, że dopłatę za to ma dostać, no bo przecież na to się nie umawialiśmy. Zamawiający jako taką tarczę ochronną wyciągnął obszerny blok tekstu z umowy i ze specyfikacji, wskazując jak bardzo dokładnie ma rozpisane, że za wszystko płacić będzie wykonawca. I oddam zamawiającemu sprawiedliwość, rzeczywiście jedyna rzecz, która chyba tam umknęła to było stado jednorożców, które przegalopowało przez plac budowy, no i może prawa zastawu na nerkach wykonawcy nie zapisał. Czysto literalnie, patrząc na tekst, rzeczywiście ten problem gruntowy został w tej umowie zabezpieczony. Mimo to sąd stwierdził, że to zostanie w kwestii teorii.
W praktyce on dopłaci. On, czytaj, inwestor, dopłaci wykonawcy i to dopłaci niemało, ponieważ niemal pół miliona złotych było tam do dopłaty. Dlaczego? Z bardzo prostego względu. Jeżeli pracujesz w budownictwie drogowym, wiesz zdecydowanie lepiej ode mnie jako laika budowlanego, że pewnych rzeczy najzwyczajniej w konkretach przewidzieć się nie da. To, co znajdziesz w gruncie, jest jedną z tych rzeczy. Sąd uznał, że jeżeli w praktyce coś jest niewycenialne, czyli z góry nie mogę tego przełożyć na konkretne złotówki, z palca mogę strzelić jakąś kwotę, to będzie to ryzyko, które spoczywa na inwestorze, a nie na wykonawcy.
Także dbaj o swój interes, bo możesz usłyszeć od sądu to, co powiedział sędzia, ogłaszając wyrok w tej mojej sprawie. Wykonawca, który zaczyna realizować roboty dodatkowe bez aneksu, powinien zabezpieczyć możliwość pokazania w przyszłości dokładnie, że te roboty zostały wykonane, jakie konkretne i w jakich ilościach. Oprócz tego jest jeszcze drugi obszar istotny. Umowa. Pamiętasz ten papier, który podpisaliście i później do szuflady? On często ma zapisane, co konkretnie trzeba zrobić, jak się zachować, jeżeli te roboty dodatkowe występują. To jest mapa drogowa, którą jeżeli sami pracujemy przy jakiejś inwestycji, kreślimy na biuro budowy, do kontenera.
No to ktoś zrobił transparent z prześcieradła, ktoś podpalił od opony, ktoś zaintonował, nie rzucim ziemi skąd nasz ród i inwestor się ugiął. Stwierdził, że dobrze, spokojni mieszkańcy, będziemy odsuwać. I po tym ugięciu zwrócił się do wykonawcy, panie wykonawco, odsuwamy tą budowę. Generalnie, kiedy bawię się z synem klockami Lego i mamy tą właśnie swoją siatkę dróg, to jest łatwa rzecz, bo po prostu przesuwamy odrobinę, jest przeniesiona. Z budową w rzeczywistości tak łatwo nie jest. Tutaj pojawiło się sporo kosztów, największe z nich to była kolizja z siecią energetyczną. i potrzeba dzielenia działek w zdecydowanie większym zakresie niż przewidywano.
To jest już tylko i wyłącznie ich kwestia. I trzeba oddać wykonawcy, że wykazał się czymś, co w Meksyku nazywane jest grande cojones. Bo jak powiedział, tak też zrobił. I dopóki nie złapali go za ręce, zaczął robić tą drogę na tej niskiej rzędnej. Ale już jak go złapali, to wyrzucili z budowy, pokłócili się w sądzie. Long story short, wykonawca wygrał. Dlaczego? Ponieważ jeżeli nie zmieniono dokumentacji, nie zmieniono robót, to ciągle wiązała go poprzednia wersja. Wersja podpoziomowa. I sąd stwierdził, że jak długo robiłeś zgodnie z dokumentacją, robiłeś zgodnie z umową, więc nie można było stawiać ci zarzutów, że było coś nie w porządku.
Pokazano wszystkie 10 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
Roboty dodatkowe w ryczałcie – kiedy inwestor musi dopłacić?
Ryczałt nie zawsze oznacza, że wszystko jest „w cenie”.
W tym odcinku:
– 3 mity inwestorów o ryczałcie,
– co mówią sądy,
– kiedy wykonawca może skutecznie domagać się dopłaty.
Krótko, praktycznie, konkretnie.
Dostęp do platformy Prawnobudowlani: zapisz się do Listy Oczekujących - https://mailchi.mp/kancelariamroz/zk02mzxpmb
Szkolenia Akademia Kontraktów Budowlanych 4.0: Szczegóły i rejestracja - https://prawniknabudowie.com/akb/
Wolisz oglądać? Zajrzyj na kanał Prawnik na budowie na YouTube.
Zajrzyj też na moje profile w mediach społecznościowych: