Trzypisy | Nasłuch
W dzisiejszym odcinku Andrzej Bobiński i Wojciech Szacki dyskutują o sytuacji wewnętrznej PiS, o stagnacji sondażowej oraz o koteriach i frakcjach w partii Jarosława Kaczyńskiego. Zapraszamy!
Później nastąpił taki skok w okolicy kampanii prezydenckiej, pod koniec kampanii prezydenckiej, gdy ten odsetek zbliżył się do 90%. Teraz znowu jest to 82%, ale innymi słowy ta pula wyborców, która występuje i wpływa na sondaże wyborców wszystkich partii oraz niezdecydowanych jest plus minus taka sama. No i jeśli ona się nie zmienia, a zarazem nie ma specjalnie warunków do przepływów, bo są ostre podziały polityczne, te preferencje wyborcze są coraz bardziej utrwalone, to niespecjalnie mogą też się dziać ciekawe rzeczy w sondażach i te przedziały poparcia dla poszczególnych partii są w miarę stałe i PiS nie ma za bardzo jak rosnąć, zwłaszcza, że jest tak nie tylko na linii PiS-obóz rządowy, ale również na linii PiS-Konfederacja, zwłaszcza odkąd Jarosław Kaczyński zarządził ten ostrzejszy kurs wobec mniejszej prawicowej partii.
Natomiast tu też jest drugi problem, to znaczy to jest tłok po tej prawej stronie sceny politycznej, to jest też konkurencja z Konfederacją, ale może też z Grzegorzem Braunem, to znaczy wydaje mi się, że brak przepływów ze strony liberalnej jest w miarę oczywisty i wynika z wspomnienia tych poprzednich... ośmiu lat rządów PiSu. Natomiast to, co może martwić bardziej, to jest nieumiejętność albo tracenie wyborców na rzecz właśnie Konfederacji. No chyba ten odpływ już się dokonał, a teraz nastąpiła stagnacja, bo Konfederacja minimalnie straciła od wyborów prezydenckich. Partia Grzegorza Brauna z kolei... To jest bardziej zagadkowa historia, bo oni mają w okolicach 5%, ale te sondaże są bardzo zmienne. Przypuszczam, że tutaj też może wchodzić w grę to, że część wyborców nie chce się przyznawać do tego, że głosuje na partię Grzegorza Brauna.
w innych demokracjach europejskich. To znaczy sytuacja, w której taki alt-right czy nowa prawica rywalizuje z partiami starej prawicy, bardzo często kończy się sytuacją, w której jednak ta stara prawica zaczyna zanikać, a ta nowa prawica się bardzo szybko rozpędza. Myślę, że PiS jest na tyle sam alt-rightowy, że jakoś uniknie tego najgorszego losu i tutaj Jarosław Kaczyński już zrobił tyle kroków... w tę stronę i pewnie zrobi jeszcze kilka kolejnych. Mamy za chwilę ten marsz antyimigrancki organizowany przez PiS. Temat teoretycznie kojarzący się bardziej z alt-rightową konfederacją niż z PiS-em, ale to rzeczywiście jest takie zagrożenie. Natomiast jeśli wróciłbym do początku twojego pytania, czyli o źródła nadziei dla PiS-u i na ile ja uważam za zasadne, no to pierwsze źródło nadziei to jest to, że przybywa powoli wyborców niezdecydowanych, przynajmniej w badaniach CBOS-u to widać,
którzy nie znajdą dla siebie reprezentacji, przestaną chcieć głosować i wówczas ta sama liczba wyborców PiSu stanie się procentowo okazalsza w podziale tortów, w podziale mandatów późniejszych. Jeżeli PiS liczy na to, że sytuacja kampanijna nakręci poparcie dla PiSu, to też myślę, że muszą zdawać sobie sprawę, że jednak kampania też może nakręcić wyborców antypisowskich, ponieważ może powrócić strach przed rządami PiSu i np. Konfederacji, albo np. hasła polexitowe, które mogą się pojawić, mogą też nastraszyć jednak wyborców antypisowskich. bardziej liberalnych, którzy mogą się przestraszyć o przyszłość Polski w Unii itd. Zakładając jednak, że jest to jakiś tam problem, albo przynajmniej, że jest to wyzwanie dla Prawa i Sprawiedliwości, chętnie bym przeszedł teraz przez działania i pomysły PiSu na to, żeby jednak spróbować zwiększyć poparcie, wygenerować energię, pokazać, że PiS dąży ku zwycięstwu, że ma pomysł na to, jak odzyskać władzę.
tworzy i zobaczymy, jakie będzie miał relacje zarówno z PiS-em, jak i z Konfederacją i jaką rolę będzie chciał odgrywać w polityce, ale mamy pewien bałagan po tej stronie PiS-owskiej i on niewątpliwie też wpływa na to, co się dzieje i z niego też pewnie wynika ten zastój sondażowy. I po tej dygresji już przechodzę do odpowiedzi na twoje pytanie. Ja po marszu na razie przynajmniej rozmawiam w środę, marsz jest w sobotę. Ja się nie spodziewam, że stanie się coś wielkiego, że będzie tutaj w Warszawie pół miliona ludzi, ma być deszczowo, pogoda nie zachęca październikowa do spacerów po Warszawie. Sądzę raczej, że to będzie kilkadziesiąt tysięcy osób. Ciekaw jestem przemówień, ciekaw jestem tego, co powie Jarosław Kaczyński, kto poza nim zabierze głos, czy to będzie raczej vibe Dariusza Mateckiego i Roberta Bąkiewicza, czy to będzie trochę...
trochę inaczej ubrane w słowa. Zobaczymy, jaki będzie przekaz tego marszu. To zostało wymyślone, całe to przedsięwzięcie, jako reakcja na Konfederację i jej demonstracje z kolei antyimigranckie, które latem się odbyły w różnych miejscach w Polsce. Jest to chyba przede wszystkim przejaw rywalizacji z tą partią o tych antyimigranckich wyborców. Ten temat w momencie, gdy Jarosław Kaczyński zwoływał ten marsz, wydawał się bardzo głośny, bardzo nośny. Teraz być może ja mam jakiś stępiony słuch społeczny, ale wydaje mi się, że troszkę jest tego mniej. Ja bym to podbił. Porównując atmosferę w Polsce, w mediach, w mediach społecznościowych teraz do tej sprzed paru miesięcy, kiedy był ten ruch obrony granic, jeżeli dobrze pamiętam.
Tak naprawdę oni chcieliby trochę inaczej i z Unią Europejską i z Konfederacją pewnie i trochę innym językiem by mówili, ale ukrywają to i po prostu skupiają się na przykład na krytyce Zbigniewa Ziobry i mówią, że on nieudolnie reformował sądy. I więcej się mówi o przeszłości i o personaliach niż o przyszłości, a to właśnie z tego powodu, o którym przed chwilą wspomniałem, czyli tak jest bezpieczniej pod okiem Jarosława Kaczyńskiego. Wdałbym się z tobą w szybką polemikę, zanim przejdziesz do frakcji antymorowieckiej. Mam wrażenie, że bardzo silnie w tym wszystkim upodmiotawiasz Jarosława Kaczyńskiego. A ja zastanawiam się, czy nie jest tak, że po pierwsze to, co się dzieje, dzieje się nie za przyzwoleniem Jarosława Kaczyńskiego, tylko po prostu wynika z tego, że Jarosław Kaczyński nie ma żadnych narzędzi, żeby temu realnie przeciwdziałać.
To nie jest tak, że teraz Jarosław Kaczyński ma bardzo dużo do zaoferowania. Po drugie jest też ten horyzont czasowy i coraz częściej politycy PiSu uświadamiają sobie, że Jarosław Kaczyński za dwa lata może jeszcze będzie o tych listach decydował on, ale w kolejnym rozdaniu to już raczej nie. No poza tym istnieje życie poza PiSem. W sensie są pomosty do Konfederacji, nie dla wszystkich, ale są. Karol Nawrocki też nie wiadomo, co zrobi i jawi się jako przyszły, poważny ośrodek po tej prawicowej stronie sceny politycznej. Więc to jest też ta chyba zmiana, która zaszła. To znaczy, że kiedyś wychodząc z PiSu, tak naprawdę było wiadomo, że nic więcej już siebie nie czeka. No chyba, że zostaniesz Michałem Kamińskim i pójdziesz do Unii Europejskich Demokratów. Natomiast w tym momencie, no wychodząc z PiSu, możesz sobie wyobrazić jakąś przyszłość.
Tak, tylko że nie wiem, czy Konfederacja by przytuliła chętnie takich zbłąkanych PiS-owców. Po drugie, no nie zapominajmy, pomimo tego wszystkiego, co teraz powiedzieliśmy, no to jednak Jarosław Kaczyński wciąż ma olbrzymi autorytet i to nawet wśród tych polityków, którzy między sobą walczą. Ale to nie tylko chodzi o to, że oni patrzą na niego z podziwem jako na tego przywódcę, który ileś razy pokonał Platformę i ileś lat zapewnił władzy, ale również oni są świadomi tego, że dla wyborców to jest bardzo istotny związek, bardzo istotna postać symbolicznie. Więc występowanie ewentualne przeciwko Jarosławowi Kaczyńskiemu wiąże się z olbrzymim ryzykiem, że ci wyborcy się odwrócą. No przecież Zbigniew Ziobro, który był bardzo popularnym ministrem sprawiedliwości, jak odszedł z PiS i nawet bardzo unikał ataków na Jarosława Kaczyńskiego.
to wtedy się robi nerwowo i wtedy te podziały nabierają większej wagi. A teraz to tak naprawdę, czy Jacek Sasin skrytykuje Mateusza Morawieckiego, a Morawiecki Ziobrę, to naprawdę nie ma żadnego znaczenia z punktu widzenia sondaży. No dobrze, to na koniec jeszcze spróbuję jednak zawalczyć o to, żeby podnieść ciśnienie, no bo w ostatnich tygodniach słyszeliśmy dosyć dużo plotek, które się pojawiały i ja zgaduję, że będą się pojawiały też w przyszłości na temat tego, że Mateusz Morawiecki wychodzi z PiSu, że może nie wychodzi, ale pomaga stworzyć jakąś partię satelicką, która będzie grała na wejście do Sejmu i stworzenie koalicji z PiS-em, że próbuje osłabić Konfederację.
że knują. Dosyć dużo jest różnych jakichś takich pomysłów na to właśnie kto lub co mogłoby powstać, jak mogłaby wyglądać propisowska trzecia droga, co można by zrobić, żeby dać Jarosławowi Kaczyńskiemu przestrzeń negocjacyjną, koalicyjną w przyszłym Sejmie, żeby nie był skazany na konfederację i rozmowę ze Sławomirem Mancenem i tak dalej i tak dalej. Ile z tego to są złe języki, ile z tego to są realne jakieś ruchy I co z tego wynika? Okej, to po pierwsze powiem, że rzeczywiście było sporo nagłówków, że Morawiecki liczy szable, Morawiecki idzie na swoje, jest wypychany z PiSu. Uważam to za spin i raczej więcej jest w tym nonsensu niż sensu.
Na pewno by nie uszczupliła zasobów Konfederacji, bo dla Konfederacji to byłby przeciwnik, całkiem wygodny zresztą w kampanii oponent. A Morawiecki równie dobrze mógłby mieć 4,2% ze swoją partią i wtedy to by oznaczało, że te głosy prawicowe by się rozproszyły, zmarnowały i to by ułatwiło sytuację Koalicji Obywatelskiej. Z tego samego powodu wyrzucenie Morawieckiego i zmuszenie go do budowy własnej partii również jest w tym momencie całkowicie bezsensowne. Morawiecki miał okazję, a raczej miałby okazję do takiego ruchu, gdyby Karol Nawrocki przegrał wybory, gdyby tuż po wyborach okazało się, że PiS nagle spada w sondażach, że już znikąd nadziei, znikąd ratunku i wtedy Mateusz Morawiecki mógłby wystartować na prezesa PiSu, przegrałby te wybory, ale wtedy by powstała taka masa krytyczna, która mogłaby sprawić, że Mateusz Morawiecki zostałby liderem prawicy, stanąłby na czele jakiejś nowej partii.
Ale tak się nie stało, Nawrocki wygrał. Natomiast i tu zmierzamy się z innym podziałem w PiS-ie, czyli na marzycieli realistów. Marzyciele uważają, że za dwa lata sytuacja będzie na tyle dobra dla PiS-u, że jest szansa na samodzielną większość, ewentualnie dotransferuje się jakieś pojedyncze sztuki z Konfederacji. a realiści uważają, że potrzebny będzie koalicjant. No i jeśli jesteśmy na miejscu Mateusza Morawieckiego, no to idealnym koalicjantem z jego punktu widzenia byłaby partia, której w tym momencie nie ma, która by zbierała resztki po trzeciej drodze, zwłaszcza po tej części hołowniowej trzeciej drogi, która by zainteresowała część wyborców Konfederacji, która by zainteresowała część wyborców, którzy szukają nowych bytów na scenie politycznej, jakiejś świeżości i taka partia,
centralnym punktem tej partii i umacnia się ten podział na tą frakcję Morawieckiego i antymorawieckiego, co też mu zasadniczo służy. A antymorawieccy z kolei chyba przede wszystkim chcieliby koalicji z Konfederacją, a przynajmniej z częścią Konfederacji, która by wykluczyła w ich mniemaniu Morawieckiego z kandydata na szefa rządu. Natomiast wydaje mi się, że po wielu minutach doszliśmy z mojej perspektywy do klutej rozmowy, to znaczy, że w tym momencie i tak chyba będzie przez najbliższy rok, po obu stronach sceny politycznej jest marzenie o bycie trzeciodrogowym, który pozwoli pozbierać tych wyborców i utrzymać bądź przejąć władzę. Problem jest taki, że w sytuacji, w której PiS zaczyna montować jakąś partię lub nie wiem, koalicja obywatelska zaczyna montować taką partię, to taka partia nie do końca jest bardzo wiarygodna, przez co może odebrać własnych wyborców i powoduje, że mieszamy w tym samym garnku, a niekoniecznie dotrzeć do tych wyborców, do których chcielibyśmy dotrzeć.
Pokazano wszystkie 14 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.