Mentionsy Mentionsy
Podcasty Crime+Investigation Polsat
Podcasty Crime+Investigation Polsat

Iwona Wieczorek: 16 lat bez odpowiedzi 🙍‍♀️ PODCAST

10.09.2026 ·56 min 10 s · 6 rozdziałów

Iwona Wieczorek zaginęła w nocy z 16 na 17 lipca 2010 roku. Ostatni raz kamera monitoringu zarejestrowała ją o godzinie 4:12 w rejonie gdańskiego pasa nadmorskiego. Od tamtej chwili jej los pozostaje nieznany.Przez lata wokół tej sprawy narosły setki teorii, medialnych doniesień i domysłów. My zajmujemy się nią po raz pierwszy.W tym odcinku prześledzimy to, co naprawdę wiadomo o zaginięciu Iwony Wieczorek - od wydarzeń ostatniej nocy, przez błędy pierwszego śledztwa, aż po najnowsze działania prokuratury i nowe tropy, które pojawiły się w 2026 roku.Oddzielamy fakty od spekulacji i sprawdzamy, które wersje wydarzeń nadal są brane pod uwagę przez śledczych.Co wydarzyło się z Iwoną po godzinie 4:12?🎧 Jeśli interesują Cię prawdziwe zbrodnie, podcasty kryminalne, psychologia mordercy i głośne sprawy kryminalne, ten materiał jest dla Ciebie.📺 Subskrybuj kanał, by nie przegapić kolejnych historii opartych na prawdziwych wydarzeniach.Subskrybuj nasz kanał 👉🏻 / @crimeinvestigationpl Zapoznaj się z naszymi programami na 👉🏻 https://www.crimeinvestigation.pl/ Obserwuj CRIME+INVESTIGATION na Facebooku 👉🏻 / crimeinvestigationpolsat Obserwuj CRIME+INVESTIGATION na Instagramie 👉🏻 / crimeinvestigationpolsat Naszą stację znajdziecie tu:POLSAT BOX 32/80CANAL+ 227VECTRA 710NETIA 97INEA 307ORANGE 42/463TOYA 354PLAY (MEDIABOX) 116PLAY (HORIZON/ 4K BOX) 405PLAY TV BOX 404T-Mobile (Magenta TV) 518Crime+Investigation Polsat to najchętniej oglądana w Polsce telewizja True Crime! Wejdź z nami do świata autentycznych zbrodni w poszukiwaniu prawdy, sprawiedliwości i lepszego zrozumienia przestępczych zachowań. Każda podróż ma charakter osobisty i emocjonalny, w której głos zabierają śledczy, specjaliści i osoby najbardziej dotknięte daną sprawą. Flagowe produkcje to m.in. "Opowiem ci o zbrodni", "Polskie zabójczynie" czy „Dożywotniacy”.

0:00 · Wprowadzenie i opis sprawy 7

Sprawa zaginięcia Iwony Wieczorek od lat pozostaje jedną z najbardziej znanych i najczęściej opisywanych zagadek kryminalnych w Polsce. Powstały o niej setki artykułów, programów telewizyjnych, podcastów, a nawet książki. Przez lata pojawiały się nowe tropy, kolejne hipotezy, relacje świadków i informacje z prowadzonego śledztwa. Wokół tej historii narosło też wiele domysłów, które z czasem zaczęły być powtarzane niemal jako fakty. Na naszym kanale YouTube zajmujemy się tą sprawą po raz pierwszy, choć w telewizji Crime and Investigation Polsat emitujemy znakomity trzyodcinkowy serial dokumentalny o tej sprawie, do obejrzenia którego serdecznie zapraszam.

W naszym podcaście spróbujemy uporządkować to, co przez lata wydarzyło się w śledztwie, oddzielić potwierdzone informacje od przypuszczeń i przypomnieć, co naprawdę wiadomo o ostatnich godzinach przed zaginięciem Iwony. Sprawdzimy także, na jakim etapie ta sprawa znajduje się dzisiaj, bo mimo upływu lat śledztwo wciąż trwa. Pojawiają się nowe dowody, wracają stare pytania. I nadal nie znamy odpowiedzi na najważniejsze z nich. Co wydarzyło się z Iwoną Wieczorek po tym, jak po raz ostatni zarejestrowała ją kamera monitoringu? 4.12. Ostatni ślad

17 lipca 2010 roku. Gdańsk. Kilka minut po 4 nad ranem. 19-letnia Iwona Wieczorek od ponad godziny szła pieszo z Sopotu w kierunku domu. O godzinie 4.12 zarejestrowała ją kamera monitoringu znajdująca się w pobliżu wejścia nr 63 na plażę w Gdańsku. To ostatnie potwierdzone nagranie Iwony Wieczorek. Na obrazie widać Iwonę idącą nadmorską promenadą. Szła normalnie. Nie wyglądała na osobę, która potrzebowałaby pomocy. Nie było widać, żeby ktoś ją prowadził albo zmuszał do określonego zachowania. Po prostu szła. Była już blisko domu. Do przejścia został fragment nadmorskiej promenady i okolice parku Regana.

Nigdy tam nie dotarła. To właśnie te kilka minut po godzinie 4 stało się jedną z największych zagadek polskiej kryminalistyki. Kolejna kamera nie zarejestrowała już idącej Iwony. Kim była Iwona Wieczorek? Zanim Iwona Wieczorek stała się znana w całym kraju, wiodła zwyczajne życie. Rodzina, szkoła, znajomi i plany. Matka Iwony wspomina ją jako pogodne i radosne dziecko. Już od najmłodszych lat potrafiła postawić na swoim. Jeden z nauczycieli Iwony opisywał ją jako osobę zdecydowaną. Taką, która nie pozwala sobie, jak to mówią, pluć w kaszę.

Jeśli ktoś zaczepiłby ją na ulicy albo próbował ją obrazić, Raczej nie spuściłaby głowy i nie odeszłaby bez słowa. Była bezpośrednia i miała mocny charakter. Jednocześnie łatwo nawiązywała kontakty i lubiła być duszą towarzystwa. Miała wielu znajomych, była otwarta i ufna. Znajomi wspominają również, że Iwona była wyjątkowo wrażliwa na cudzą krzywdę. Matka Iwony twierdzi, że córka od dzieciństwa potrafiła stanąć w obronie słabszych. Nie przechodziła obojętnie obok konfliktów. Gdy widziała, że komuś dzieje się krzywda, zawsze reagowała. Iwona lubiła szkołę. Przygotowywała się do egzaminów. Przed nią były studia, wakacje, znajomi i plany typowe dla 19-latki.

Według wspomnień rodziny nie była osobą, która przygotowywała się do zerwania kontaktu z bliskimi. Nie wspominała o wyprowadzce czy wyjeździe. Przeciwnie. Tego feralnego dnia Iwona wstała wcześniej niż zwykle. Według matki była w wyjątkowo dobrym nastroju. Cieszyła się na wieczorne wejście. Pojechała z mamą do jej pracy i tam przygotowywała się do imprezy. Wyprostowała włosy, zrobiła paznokcie. Potem wróciła do domu. Po południu miała spotkać się z koleżanką Adrią, by potem wspólnie iść na imprezę. Około godziny 17 zadzwoniła jeszcze do matki. Powiedziała, że wychodzi i że prawdopodobnie będzie spała u koleżanki.

A jeśli nie, to wróci do domu. Rozmowa zakończyła się zwyczajnie. Bez kłótni. Bez żadnej zapowiedzi tego, co wydarzy się kilka godzin później. Matka zapamiętała ostatnie słowa Iwony. Kocham cię, buziaki. Pa, do jutra. To była ich ostatnia rozmowa. 16 lipca. Ostatni wieczór. Piątek, 16 lipca 2010 roku. To miał być zwykły wakacyjny wieczór ze znajomymi. Po południu Iwona poszła do swojej koleżanki Adrii. Dziewczyny miały przygotować się razem do wejścia, przebrać się, zrobić makijaż i spokojnie rozpocząć noc, którą planowały spędzić w Sopocie.

5:12 · Zaginięcie Iwony Wieczorek 17 lipca 2010 6

Około godziny 22.30 przyjechali po nie znajomi. Grupa nie pojechała jednak od razu do klubu. Najpierw udali się na działki należące do dziadków jednego z kolegów, Pawła. Tam odbywał się tzw. bifor, czyli spotkanie przed właściwą imprezą. Były rozmowy i alkohol. Wtedy nic nie wskazywało jeszcze, że ten wieczór będzie inny niż zwykle. Ale według relacji pojawiających się później w śledztwie i mediach, już na działkach Iwona częściej niż zwykle korzystała z telefonu. Wymieniała wiadomości z osobami, które nie znajdowały się razem z nią na imprezie. Do dziś nie wiemy jednak czy te rozmowy miały jakiekolwiek znaczenie dla późniejszych wydarzeń.

To ważne, bo w tej sprawie z czasem niemal każdy SMS, każda rozmowa i każdy człowiek pojawiający się tego wieczoru w otoczeniu Iwony był analizowany jako potencjalnie istotny. Po spotkaniu na działkach, grupa ruszyła do Sopotu. Pierwszym przystankiem był Klub Mandarynka. Nieistniejący już lokal był jednym z najważniejszych miejsc nocnego życia miasta. Znajomi spędzili tam pewien czas, a następnie przenieśli się w okolice słynnego Krzywego Domku, przy ulicy bohaterów Monte Cassino, tak zwanym Monciaku. Tam mieścił się Dream Club. Do środka mieli wejść około pierwszej w nocy. Od tego momentu atmosfera zaczęła się jednak zmieniać, przynajmniej jeśli chodzi o Iwonę.

Towarzystwo nie trzymało się przez cały czas razem. Poszczególne osoby wychodziły z klubu, przenosiły się pomiędzy lokalami, a potem wracały. Iwona natomiast miała coraz częściej spoglądać na telefon. Według późniejszych relacji nie bawiła się szczególnie dobrze. Była poddenerwowana. Niestety do dziś nie udało się jednoznacznie ustalić dlaczego. W niektórych relacjach pojawia się wątek jej byłego chłopaka, Patryka. Tego wieczoru miał bawić się w innym klubie. Według jednej z wersji Iwona miała otrzymać od znajomej jakąś informację na jego temat. Nie wiadomo jednak jaka dokładnie to była informacja i czy rzeczywiście wpłynęła na jej zachowanie.

Kłótnia w Dream Clubie Pewne jest natomiast, że od początku pobytu w Dream Clubie doszło do konfliktu pomiędzy Iwoną a jej znajomymi. Wtedy Iwona po raz pierwszy wyszła z lokalu. Znajomi ruszyli za nią, próbując przekonać ją, żeby zmieniła zdanie. Ostatecznie wróciła do środka. Na krótko. Bo niedługo później sytuacja się powtórzyła. Tym razem konflikt był poważniejszy. Padły wyzwiska. Według części relacji doszło również do szarpaniny. Iwona była zdenerwowana. Osoby przebywające wtedy z Iwoną nie potrafiły później zgodnie wyjaśnić o co dokładnie poszło. Ta kłótnia była momentem, który zadecydował o tym, że Iwona opuściła klub.

Sama. To właśnie wydarzenia w Dream Clubie stały się później jednym z najczęściej analizowanych fragmentów całej sprawy. Gdyby Iwona została z grupą jeszcze kilkanaście minut, albo wróciła z nimi taksówką, prawdopodobnie nie byłoby tej historii. Ale ona opuściła Dream Club. Była zdenerwowana i nie chciała wracać razem z grupą. Znajomi próbowali się z nią później kontaktować. Adria dzwoniła do niej po wyjściu z klubu. Iwona miała początkowo powiedzieć, że jest już pod domem i żeby na nią nie czekali. Nie była pod domem. Wciąż znajdowała się w Sopocie. Dlaczego skłamała? Tego również nie wiadomo. Być może chciała po prostu zakończyć imprezę.

Być może była nadal zła i nie chciała, żeby znajomi za nią szli. A może miała wtedy jakiś inny plan. Każda z tych możliwości jest tylko przypuszczeniem. Później Iwona i Adria ponownie się kontaktowały. W pewnym momencie Iwona poinformowała koleżankę, że znajduje się przy wyjściu na plażę. Według relacji chodziło o drugie wyjście od Sopockiego Mola. Około godziny 3.33 wysłała SMS-a. Treść tej wiadomości była później wielokrotnie przytaczana w mediach. Iwona pisała, że ktoś ją zaczepia. Nie wiadomo jednak kto. Nie wiadomo ilu było tych ludzi. Nie wiadomo też czy była to sytuacja groźna, czy po prostu typowe dla nocnego Sopotu zaczepki pijanych imprezowiczów.

10:00 · Poszukiwania i pierwsze śledztwo 12

Nie udało się połączyć tej wiadomości z konkretną osobą ani ze zdarzeniem, które mogłoby wyjaśnić późniejsze zaginięcie. Kontakt pomiędzy dziewczynami nadal trwał. Około 3.36 ustalały jeszcze, że Iwona odbierze swoje rzeczy pozostawione u Adrii. To istotny szczegół. Bo wskazuje, że Iwona nadal planowała wrócić w znane sobie miejsce. Nie zachowywała się jak osoba, która zamierza zerwać kontakt z otoczeniem i zniknąć. Adria wróciła taksówką do domu. Tymczasem Iwona nadal szła. Sama. Jej telefon był bliski rozładowania. A przed nią pozostał jeszcze fragment drogi przez nadmorskie alejki w kierunku Gdańska i kilka kamer, które zarejestrowały ostatnie minuty przed zniknięciem.

Za chwilę spróbujemy odtworzyć to, co uchwyciły kamery. Samotna droga do Gdańska W tym samym czasie Adria wracała już taksówką. Według późniejszej analizy około godziny 3.40 znajdowała się w okolicy swojego domu. Iwona natomiast nadal szła. Jedna z kamer zarejestrowała ją w rejonie ulicy Grunwaldzkiej. Potem skierowała się w stronę nadmorskich alejek. W pierwszych dniach po zaginięciu nie było to jeszcze oczywiste. Początkowo poszukiwania koncentrowały się przede wszystkim na Sopocie. Zakładano bowiem, że właśnie tam urwał się ślad.

Dopiero zabezpieczone nagrania kamer pozwoliły później zobaczyć coś niezwykle istotnego. Iwona opuściła centrum Sopotu i rzeczywiście szła w kierunku Gdańska, w kierunku domu. Kolejne minuty jej marszu można było rekonstruować tylko fragmentami. Kamera, przerwa, następna lokalizacja, telefon, wiadomość i znowu cisza. W pewnym momencie telefon Iwony przestał działać. Według ustaleń nastąpiło to jeszcze przed godziną czwartą. Najprawdopodobniej rozładowała się bateria. Od tej chwili znika jedno z najważniejszych źródeł informacji o jej przemieszczaniu się. Nie można było już do niej zadzwonić. Nie mogła wysłać kolejnej wiadomości.

Nie było też kolejnych połączeń, które pozwoliłyby ustalić jej położenie. Został monitoring. O godzinie 4.12 jedna z kamer zarejestrowała Iwonę w rejonie wejścia nr 63 na plaży w Gdańsku. To właśnie nagranie, od którego zaczęliśmy tę historię. Na obrazie widać dziewczynę idącą alejką. Za nią pojawił się również wysoki mężczyzna, który po nagłośnieniu sprawy stał się znany jako mężczyzna z ręcznikiem. Do jego postaci jeszcze wrócimy. Na razie najważniejsza była sama Iwona, bo o 4.12 była jeszcze widziana. Poruszała się samodzielnie. I znajdowała się już stosunkowo blisko domu.

Do przejścia pozostał fragment promenady i okolice parku Regana. Według materiału do kolejnego miejsca objętego monitoringiem pozostało około kilometra. Ale tam Iwona już się nie pojawiła. To jest jeden z najbardziej niepokojących elementów tej sprawy. Mamy obraz dziewczyny zmierzającej w stronę domu. Potem ślad znika. Nie możemy nawet założyć, że po przejściu przed kamerą poszła dalej w tym samym kierunku. Śledczy analizowali sposób pracy urządzenia. Kamera obracała się. Nie obserwowała przez cały czas jednego punktu. W pewnym momencie jej obiektyw odwrócił się od miejsca, w którym znajdowała się Iwona. To stworzyło krótką lukę, wystarczającą, żeby dziewczyna zmieniła kierunek.

Mogła pójść dalej. Mogła skręcić. Mogła też zawrócić. Nie wiadomo. Tu właśnie zaczyna się prawdziwa zagadka. Bo jeżeli Iwona kontynuowała drogę do domu, dlaczego nie zarejestrowała jej następna kamera? Jeśli spotkała kogoś znajomego, to kto to był? Jeśli wsiadła do samochodu, do którego? A jeśli wydarzyło się coś innego, jakim sposobem nikt nie pozostawił po sobie śladu, który pozwoliłby po latach jednoznacznie odtworzyć przebieg zdarzeń? Odpowiedzi na te pytania nie było. Następnego dnia nikt z bliskich nie wiedział jeszcze, że godzina 4.12 stanie się jedną z najważniejszych godzin w całej sprawie.

Matka Iwony była przekonana, że córka nocuje u koleżanki. Rano poszła normalnie do pracy. Dopiero po południu do salonu przyszli znajomi Iwony. Szukali jej. Wtedy po raz pierwszy stało się jasne, że coś jest nie tak. Dziewczyny nie było u Adrii. Nie było jej u rodziny. Nie było jej u znajomych. Nie wróciła też do domu. Rozpoczęły się telefony, a potem poszukiwania na własną rękę. A kilka godzin później matka Iwony na komisariacie powiedziała zdanie, którego żaden rodzic nie chciałby nigdy wypowiedzieć. Chce zgłosić zaginięcie swojej córki.

Pierwsze godziny po zaginięciu. Sobota, 17 lipca 2010 roku. Matka Iwony była przekonana, że córka została na noc u Adri. Tak przecież wcześniej ustalały. Dlatego rano normalnie poszła do pracy. Mijały kolejne godziny. Iwona nie dzwoniła. Ale początkowo nie musiało to jeszcze oznaczać niczego niepokojącego. Była sobota. 19-latka wróciła z imprezy późno w nocy. Mogła spać. Sytuacja zmieniła się dopiero po południu. Według relacji matki Iwony około godziny 15 lub 16 do jej miejsca pracy przyszła koleżanka córki Kasia razem z grupą znajomych.

Szukali Iwony. Matka odpowiedziała, że córki nie ma. Była przekonana, że śpi u Adri. Wtedy właśnie usłyszała, że nie. I że właściwie od rana nikt nie wie, gdzie Iwona jest. Matka zaczęła telefonować do rodziny. Najpierw do babci Iwony w Gdyni. Nic. Potem do swojej siostry. Tam również nikt nic nie wiedział. Początkowo trudno było jej uwierzyć, że córka naprawdę mogła zniknąć. Ale gdy kolejne telefony niczego nie wyjaśniały, matka Iwony wyszła z pracy i pojechała do Sopotu. Zaczęła szukać córki sama. Przeszła okolice ulicy bohaterów Monte Cassino. Poszła w stronę mola.

Potem ruszyła pasem nadmorskim w kierunku Gdańska. Nie wiedziała jeszcze, że część tej samej trasy kilka godzin wcześniej pokonała Iwona. Patrzyła w miejsca, na które normalnie nikt nie zwracałby uwagi. Krzaki pod drzewa na trawniki. Do koszy. Szukała czegokolwiek. Torebki, butów, bransoletki. Jakiegoś przedmiotu, który powiedziałby jej, że córka tędy przechodziła. Niczego nie znalazła. Wieczorem rodzina zdecydowała, że zaginięcie trzeba zgłosić policji. Według matki Iwony około godziny 18 nad Trójmiastem rozpętała się gwałtowna ulewa. Gdy się rozpogodziło, pojechali na komisariat. Tam, jak wspominała później, pojawił się kolejny problem.

Matka twierdziła, że musiała nalegać, aby zgłoszenie zostało potraktowane poważnie. Czuła i była przekonana, że córce stało się coś złego. Prosiła, żeby działania rozpoczęto natychmiast. Po latach kontrola przeprowadzona przez Najwyższą Izbę Kontroli wykazała w tej sprawie konkretne nieprawidłowości. Jedna z nich miała fundamentalne znaczenie. Policja musiała zadecydować jak zakwalifikować zniknięcie Iwony. Od tej decyzji zależało jakie działania zostaną podjęte i jak szybko. Sprawa otrzymała drugą kategorię zaginięcia i właśnie to według Najwyższej Izby Kontroli było błędem. Okoliczności wskazywały bowiem, że Iwona powinna zostać zakwalifikowana do kategorii pierwszej, najwyższej.

Ta kategoria jest stosowana, kiedy istnieje realne zagrożenie dla życia lub zdrowia zaginionej osoby, albo okoliczności mogą wskazywać na przestępstwo. Różnica nie była wyłącznie formalnością zapisaną w dokumentach. Pierwsza kategoria oznaczała konieczność natychmiastowego intensywnego działania. W przypadku Iwony tak się nie stało, a skutki tej decyzji okazały się nieodwracalne. Jednym z najważniejszych potencjalnych źródeł informacji były kamery monitoringu. Iwona wracała przecież przez centrum Sopotu i Pas Nadmorski. Po drodze znajdowały się hotele, lokale, Sklepy i inne obiekty posiadające własne kamery. W 2010 roku takie systemy bardzo często przechowywały nagrania tylko przez krótki czas.

Pokazano pierwszych 25 dopasowań — doprecyzuj frazę, aby zawęzić wyniki. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.