61. Wigilia na Kampie
Wesołych świąt! Dziękuję, że wspieracie PPSN na Patronite, buycoffee, czy wykupując subskrypcje na Spotify. Bardzo dziękuję za pomoc materialną i mentalną, a teraz zapraszam do szczególnego, świątecznego odcinka. Wigilię spędzimy na praskiej Kampie, w moim ulubionym zakątku, z barwnym korowodem postaci: tych dobrych duchów, jak i schwarzcharakterów. Wyszła z tego opowieść wigilijna, w której kręcimy się w wokół jednej willi, jednej ściany, jednego pałacu, a w tle przygrywa zimowa Wełtawa i INXS. Odwiedzimy szalone wigilie w domu aktora Jana Wericha, spotkania praskiej kontrkultury, ze ślimakami, czulentem, szampanem i jednogryzkami. Zloty największych gwiazd kina i estrady. Wszystko pod specjalnym nadzorem władzy. Przejedziemy się na moment do lat 30., na scenę fenomenalnego Osvobozeného divadla, popłyniemy do Nowego Jorku, poczytamy napisy na ścianie Johna Lennona, zanim jeszcze zastrzeli go pod domem psychofan. To odcinek o połączeniu, o trwaniu, o nieoczekiwanych pobratymstwach, "ożenkach", przyjaźniach i układach, których nikt nie przewidział. Duplikują się nam bohaterowie, bliźniaczą, czasem z wyboru, czasem wepchnięci w swoje ramiona przez Historię. Prowadzą nas w tym odcinku duety, dwugłosy, nierozłączne, rzewne linie życia - na tych kilkuset metrach kwadratowych magicznej Pragi. Nie mogłem inaczej zakończyć tego roku...PG
Ale czyja jest wina w ogóle, że na tej ścianie tyle malunków i tyle napisów się znajduje? Bo na pewno nie samego Johna. No więc dzisiaj sobie ustalimy tych winowajców. Jednym z nich jest Jan Werich. Słynny aktor Jan Werich, który się w PPSN pojawia dosyć często. No ale ona się, ta ściana znajduje w miejscu, gdzie tuż za rogiem jest willa. Była garbarnia w majątku hrabiego Nostica, tuż za rogiem, właśnie na praskiej kampie. gdzie Jan Werich przez wiele lat mieszkał i fani pozostawiali mu różnorakie wiadomości. Tu, gdzie opój wykrzykiwał kiedyś nocną pieśń, żebyśmy zacytowali klasyka, rozbrzmiewają teraz wszystkie języki świata, no a każdy chce się na tej ścianie wypowiedzieć, tak?
Ale to nie tylko wina Wericha. to również wina poety Holana. Ta swoista ściana płaczu pod specjalnym nadzorem, bo Holan mieszkał w tej samej willi, co Jan Werich. Holan na dole, a Werich na górze. Rozpoczyna się klasycznie. No więc domorośli poeci wiedzieli o tym, że wielki poeta Holan się przechadza, albo przynajmniej mieli nadzieję, że się przechadza po okolicy, kradli ze szkoły kredę i po lekcjach pisali wiersze na tej samej ścianie, wierząc, że poeta je kiedyś przeczyta i może odkryje jakiś talent. To było jeszcze przed tym, zanim świat obiegła informacja, że w Nowym Jorku został zastrzelony John Lennon.
Ja myślę sobie jedno. Czystcy aktorzy, no ja już tutaj całkiem niedawno wymieniałem króla komików w Lastę Buriana, ale naprawdę czystcy aktorzy zawsze wiedzieli jak dobrze podjeść. No tak się żyje. I jak przyjmować wizytację? I to akurat tego dowiemy się z dzisiejszego Bożonarodzeniowego odcinka. Bo w każde wigilijne przedpołudnie do Wericha, jak już mówiłem, aktora już za życia legendarnego, ściągali goście z życzeniami, wpadali tam... chociaż na kilka chwil, aktorzy, współpracownicy z teatrów, z przemysłu filmowego, po prostu przyjaciele z praskiej bohemy, szczególnie w najgorszych czasach reżimowych. Wiadomo, życzenia dla mistrza, jakiś podarunek dla mistrza, ale w środku...
Działo się przede wszystkim kulinarnie. Nie chodziło tylko o grzanie się w świetle i cieple wielkiego aktora i jego rodziny. No bo można było zagryźć kanapeczką oczywiście, chlebiczkiem, jednogryzką, wiedeńską paróweczką, wypić kieliszeczek czegoś sobie na rozgrzewkę. Więc absolutnie dom, willa otwarta. W ciągu kilku godzin... Przez to mieszkanie na piętrze potrafiło się przewinąć nawet 150 osób. Najwięcej roboty to miała wnuczka Jana Wericha, Fanynka, która siadywała przy drzwiach z zeszytem i zapisywała przybyłych, można powiedzieć, z kronikarską wręcz gorliwością imię, nazwisko.
Album, a więc Boże Narodzenie w Pradze, absolutny groundbreaking, blockbuster, chyba, nie no, mylę się, że to pod względem fonograficznym jest najpopularniejszy album samego Karla, jak i w historii XX wieku. Amen. Ale oczywiście, goście doskonale wiedzieli, kiedy ci stali bywalcy się pojawić, no bo trzeba było znać już z poprzednich roczników troszeczkę styl i ten przebieg i ten program tej wigilii, takiej wczesnej wigilii, takiego biforka troszeczkę u Wericha. Najlepiej było się pojawić około godziny 11, kiedy były podawane ślimaki i szampan.
Więc on się wpatrywał w tę dżunglę, pił tanie wino i pisał ten dialog taki z bohaterem, dialog z Hamletem. I to trwało aż 7 lat. Powstał właśnie dzięki temu największy poemat w XX-wiecznej czeskiej poezji. Wyjdzie on dopiero w latach 60. No wiadomo, przy pierwszych powiewach odwilże. Więc Holan miał zostać zapomniany, a Werich wręcz przeciwnie. O sobie sam po prostu nie dawał zapomnieć. I dla zakazanego poety Holana wiadomo, aktor był sługusem absolutnym reżimu. No a Werich? Cóż, nie wiem czy można mieć żal do aktora genialnego,
Czy można być poetą i nie być wydawanym? Chyba można, prawda? Ale aktor... On musi być w świetle cały czas. Werich był dla społeczeństwa bożyszczem. On wnosił wszystko to w reżimie komunistycznym, co najlepsze z tej przedwojennej awangardy. I ludzie to pamiętali, bo Werich się nagle przecież znikąd nie pojawił pod koniec lat 40. czy na początku lat 50. On w międzywojniu razem ze swoim przyjacielem Jizim Woskowcem jak również z innymi fantastycznymi artystami, ale dzisiaj miało być o duetach, więc mamy duet Werich-Holland, a teraz będzie oczywiście nieodłączne duo Werich-Woskowec.
Ich wspólne utwory sceniczne dopełniały piosenki, to jest właśnie ta postać, którą tutaj też trzeba wymienić, piosenki kompozytora Jarosława Jeszka, które do dzisiaj są hitami, które do dzisiaj są szlagierami, takimi evergreenami, wtedy się stawały hitami w zasadzie z dnia na dzień. Wybrzmiały przy premierze nowej sztuki, już to na drugi dzień Praga nuciła, a wydawcy śpieszyli ze świeżym po prostu zapisem nutowym dla zainteresowanych. Także V plus W, czyli Woskowec plus Werich To duo tak w szybkim czasie zaczęto nazywać.
Więc stworzyli oni nieodłączną parę aktorów, clownów, którzy też przede wszystkim, to warto podkreślić, komentują aktualne wydarzenia. To był ich taki gwóźdź programu. Oni wciągają publiczność do czynnego udziału w sztukach, to na pewno. Ja tego akurat w teatrze zawsze nie lubię i już jako dzieciak chodząc ze szkołą podstawową do teatru na przedstawienia dziecięce bałem się, że mnie zawsze wyciągną na scenę albo któryś z aktorów coś do mnie zacznie gadać. No ale nie wiem, być może dla Wericha i Woskowca bym zrobił wyjątek. Oni szydzą z każdego, kto na to po prostu zasłużył. Od czechosłowackich polityków, no a kończąc na musolinim
Na przykład w jednym z przedstawień pod tytułem Osioł i cień no to zamiast głosu osła puszczają na moment przemówienie samego Führera. Gdyby Werich z Woskowcem i Jeszkiem, kompozytorem, nie odlecieli na początku 1939 roku do Stanów Zjednoczonych, skończyliby w rękach gestapo. To jest absolutnie pewne. Oni byli na liście tych gotowych do aresztowania jako jedni z pierwszych. Wrócili po wojnie, żeby robić to, co robili, żeby bawić ludzi. Zamieszkali Werich z Woskowcem w jednym domu, właśnie w byłej garbarni hrabiego Nostica na praskiej kampie, w tym domu, o którym ja cały czas opowiadam.
I Woskowec wtedy na dole, a Werich na górze. Oni zawsze byli nierozłączni, ale tylko do czasu, bo obydwoje przeczuwali dokąd zmierza kraj. Komuniści z dnia na dzień umacniali swoje pozycje i na tą przedwojenną wolność twórczą, którą mieli w międzywojniu nie było absolutnie żadnych szans. Woskowec nie wytrzymał i na moment przed dojściem komunistów do władzy opuścił Czechosłowację na dobre. I po przybyciu do Nowego Jorku aż 11 miesięcy spędził na słynnej Alice Island, bo go podejrzewano, że do Stanów przyjechał szerzyć po prostu komunizm.
Także znów, Werich nie zdążył być sam, także znów miał swojego partnera, znów miał swojego brata, byśmy powiedzieli, z którym mu przyszło te wszystkie nieszczęścia raczej w duecie dzielić. Mówią, że Werich naprawdę chciał Holanowi pomóc. Pomóc w tych jego najgorszych czasach, kiedy wielki poeta był odrzucony, zakazany i przymierał głodem, ale Holan tą pomoc odrzucał. Werich palił cygara, dużo cygar, a Holan w tym samym momencie zbierał niedopałki papierosów po rabatach, które się znajdowały przed willą. Werich urządzał sobie uczty, tak jak mówiłem, a Holan wychodził zawiany przed dom, gdzieś upojony tym tanim winem.
wychodził przed popiersie ojca odrodzenia narodowego, który tam stoi zresztą do dziś, chociaż trochę jest tak ukryte w tej zieleni, popiersie Józefa Dobrowskiego, klękał tam Holan i modlił się o drobne lub zbawienie narodu czeskiego. No tak przynajmniej twierdził inny poeta, legendarny Egon Bondy. Tak jak Werich z Woskowcem jako to duo sceniczne byli nierozłączni do czasu, tak Werich z Holanem pozostali nierozłączni do samego końca. Nawet odejść postanowili prawie w tym samym momencie w 1980 roku na krótko... Przed wydarzeniem, które odmieni los tej ich słynnej ściany, na której ludzie pisali im wiadomości.
Bo Holan zmarł 31 marca, a Werich podążył za nim 31 października 1980 roku. No a Holan, tak jak nie lubił wychodzić z domu, no to on tej... Nie chęci się, nie pozbędzie, do opuszczania lokum nie chęci, nie pozbędzie się nawet po śmierci. Wtedy mieszkał już w innej części kampy, chociaż wciąż, chociaż wciąż nad tym śmierdzącym, diabelskim potokiem, nad tą Czertowką i klatka schodowa kamienicy była tak wąska, że pracownicy zakładu pogrzebowego nie mogli po prostu wykręcić z ciałem na schodach. No i zmarłego poetę wyniesiono przez taras na dachu do sąsiedniego domu i dopiero stamtąd powędrował na zewnątrz.
W połowie lat 60., właściwie to jeszcze na długo przed tym dniem, w którym 25-letni szaleniec oddał pięć strzałów, jeśli dobrze pamiętam, pod rezydencją Dakota na Manhattanie. I tak też w zasadzie zaczyna się ta historia ściany Johna Lennona, ten moment, w którym to John Lennon przejmuje absolutnie kontrolę gdzieś zaświatów nad tym kawałkiem muru, gdzie wcześniej tylko Jan Werich mógł czytać różnorakie wyznania miłości i uznania, a poeci pisali o guziczkach, licząc na to, że Holan w końcu wyjdzie z domu.
no to największy, największy czeski klaun, Werich, do niego cały czas wracam, stanął przed szansą rozpoczęcia kariery na Zachodzie. I to wcale nie będzie bez znaczenia za chwilę, jak się dowiemy. Aktor był w ogóle bliski wtedy, o tym się chyba dosyć mało mówi, nawet nad Wełtawą. Był wtedy bardzo bliski zagrania postaci Emsta Stawro Blofelda. głównego szwarc charakteru i szefa organizacji Spektr w jednym z filmów o przygodach Jamesa Bonda. To było w filmie Żyje się tylko dwa razy. Naprawdę? Poleciał Werich do Pinewood Studios pod Londynem.
Wziął udział w kilku dniach zdjęciowych nawet. No, ale zrezygnowano z jego usług, bo uznano, że wygląda bardziej jak, jesteśmy w odcinku wigilijnym, jak Santa Claus, no niż ucieleśnienie wszelkiego zła na ziemi, które musi pokonać James Bond, tak? Więc zawiedziony pan z praskiej kampy, jak się o nim też mówiło, powrócił do Czechosłowacji i najbardziej wtedy to tak chyba naprawdę liczył na spotkanie ze swoim przyjacielem Woskowcem, czy też już Woskowkiem. na jakimś neutralnym gruncie. No ale nie, jednak uznajmy to. Jakby prześledzić korespondencję Wericha i Woskowca, to tam się znajdzie list, w którym Werich przyznał, że cytuję, zesrałby się ze szczęścia, gdyby udało mu się w bondowce, jak Czesi mówią, wystąpić.
Któż by się nie cieszył i nie radował. No ale Santa Claus z praskiej kampy mógł dalej spokojnie przyjmować gości, organizować te swoje wywrotowe spektry artystyczne. W 1968 roku, wiadomo co się stało, w czasie praskiej wiosny podpisał Werich słynny manifest, tak zwane dwa tysiące słów. To był manifest napisany przez pisarza Ludwika Waculika. Gdyby Waculik wyemigrował do Stanów Zjednoczonych, to mówiliby na niego Wakulik pewnie. To mi przyszło teraz do głowy. Nie ma to znaczenia. To był tekst wyjaśniający... społeczeństwu w ogóle wagę tych wszystkich reform demokratycznych.
Ale jak wiemy, może i manifest list wyjaśnił, a jak się stało to wszystko, jak się to wszystko odkręciło, nie trzeba przypominać. I tego już było w zasadzie za wiele dla reżimu. Po wejściu Układu Warszawskiego do Czechosłowacji Werich przestaje występować w teatrze i w filmach, bo po prostu nie mógł. Nie doszły Blomfeldt, stał się dla władzy czarą. Czarą 2. Linia 2, tak byśmy to przetłumaczyli. Taki pseudonim figuruje w raportach STB z obserwacji właśnie willi, byłej garbarni nosticów, willi pod specjalnym nadzorem. Ale... żebyśmy oddali, jak takie wigilie wyglądały, no to wybrałem jedną wigilię.
24 grudnia 1974 roku. Więc wczujmy się w klimat. Te goloneczki słynne i ten czulent uwerichów już są na pewno gotowe. Dla wszystkich ludzi dobrej woli rozpoczyna się... wigilijny poranek, jakieś ostatnie przygotowania, no a dla bezpieki, jak donoszą raporty, zaczyna się tak zwany praski folklor. Praski folklor, jak wygląda, zaraz wyjaśnię, a u Wericha w willi na kampie zejść się ma, jak co roku, prawicowy front kulturalny. Tutaj cudzysłów oczywiście, to również zapis z papierów tajniackich.
Nikt do końca nie wiedział, co w ogóle Badawczy Instytut Planowania robi. co bada, czym się zajmuje, ale tam w środku się lokują dwaj agenci STB. I jest to dokładnie Szebela w ciemnym płaszczu oraz Spurni w brązowym kożuchu. No, właściwie to, wiemy to dlatego, że oni w swoim raporcie nie zapomnieli wspomnieć o częściach garderoby. Ja myślę, że to jest znaczący szczegół w tak świąteczny dzień, w taki poranek. I znowu zauważcie, że mamy tutaj duet, tak? Werich ma woskowca, Szebela ma Spurnego, no i w zasadzie to oni mogliby razem być postaciami wyciągniętymi z oswobodzonego teatru jakimiś bohaterami właśnie sztuki Wericha i Woskowca.
O 13 jest fajrand. Agent Szabela z agentem Spurnim mogą wrócić do domów, do rodzin. Po drodze kupić dzieciakom jakieś prezenty. Praski folklor się dla nich kończy. Ale mają prawo. Napracowali się tego dnia. Udało im się wychwycić prawie 40 gości. No ale co tam 40? Za kilka dni okaże się, że u Wericha jest 300 osób. kiedy nasi niestrudzeni, można powiedzieć, pogromcy wywrotowych frontów kulturalnych będą musieli się zmagać z kolejnym wydarzeniem. Nie mogą. Nie mogą, nie mogą odpocząć, bo wtedy Werich znów będzie czeskiego Glenna Millera, Karla Wlacha gościł z całą kapelą, z całą orkiestrą.
No i, mili Państwo... U Werichów o godzinie 20.00 będą się świeciły światła w całym mieszkaniu. Ja myślę, że jakbyśmy się nad tym zastanowili, ile razy oni tam do tego pałacu wracali i oglądali willę naprzeciwko. Cóż oni z tego okna tak naprawdę mogli zobaczyć ten szabela ze spórnim? Mogli widzieć, jak Werich na przykład wystawia sobie zimą piwko na parapet. Bo podobno na parapecie lubił sobie schłodzić. Naturalna lodówka, prawda? Mogli zobaczyć, jak Werich pośpiesznym krokiem... Prawie biegnąc wraca ze spaceru z wnuczką Fanynką. Ciekawe po co? No właśnie, a może po prostu przypomniał sobie, że jego gosposia podaje na kolację jego ulubione szparagi w cieście.
Jak ja lubię te wszystkie wyliczanki, jak ja lubię te wszystkie litanie, wydarzeń, które się gdzieś przed nami rozsypują. Mogli zobaczyć z Purnisz-Szebelą na przykład w drzwiach hrabiego Menzdorfa, który zmierza do Wericha. Tradycyjnie właśnie przed Wigilią wpadał ów jegomość na oprawianie ślimaków, o których ja już mówiłem. Mogli zobaczyć jak Werich z okna przewodniczy po kotowi Kiedy to właśnie znajomi, myśliwi spod Beneszowa, nie bacząc, że jest niedziela i nie bacząc, że oczywiście Werich mieszka w centrum miasta, gdzie obok jeżdżą tramwaje. przez most Legii, gdzie spacerują ludzie i ci myśliwi kładą na chodniku dary dla gospodarza.
Zestaw składający się z dwóch zająców, dwóch bażantów, dwóch kokoszek, przepiórek i gołębi. A na sam koniec, gdyby tego było mało, to jeszcze wyciągnął rogi, zadmą mu tam, zatrąbią na koniec i odjadą. Mogli zobaczyć, jak Werich przyjmuje wielką delegację ze swojej morawskiej winnicy. Ta delegacja przyjechała oczywiście w strojach ludowych, by dostarczyć mistrzowi wino. A jeszcze takie wtrącenie. A jeszcze takie wtrącenie, jak jesteśmy przy tym winie. Bo to przecież tutaj. To przecież tutaj, pod Pałacem Lichtensteinów i w okolicach Williwericha, wielki Michael Hutchens i Inexcess, wielki Michael, wyśpiewuje jedne z najpiękniejszych słów w historii muzyki rockowej przecież w teledysku.
Pokazano pierwszych 25 dopasowań — doprecyzuj frazę, aby zawęzić wyniki. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
Wesołych świąt! Dziękuję, że wspieracie PPSN na Patronite, buycoffee, czy wykupując subskrypcje na Spotify. Bardzo dziękuję za pomoc materialną i mentalną, a teraz zapraszam do szczególnego, świątecznego odcinka.
Wigilię spędzimy na praskiej Kampie, w moim ulubionym zakątku, z barwnym korowodem postaci: tych dobrych duchów, jak i schwarzcharakterów. Wyszła z tego opowieść wigilijna, w której kręcimy się w wokół jednej willi, jednej ściany, jednego pałacu, a w tle przygrywa zimowa Wełtawa i INXS.
Odwiedzimy szalone wigilie w domu aktora Jana Wericha, spotkania praskiej kontrkultury, ze ślimakami, czulentem, szampanem i jednogryzkami. Zloty największych gwiazd kina i estrady. Wszystko pod specjalnym nadzorem władzy. Przejedziemy się na moment do lat 30., na scenę fenomenalnego Osvobozeného divadla, popłyniemy do Nowego Jorku, poczytamy napisy na ścianie Johna Lennona, zanim jeszcze zastrzeli go pod domem psychofan.
To odcinek o połączeniu, o trwaniu, o nieoczekiwanych pobratymstwach, "ożenkach", przyjaźniach i układach, których nikt nie przewidział. Duplikują się nam bohaterowie, bliźniaczą, czasem z wyboru, czasem wepchnięci w swoje ramiona przez Historię. Prowadzą nas w tym odcinku duety, dwugłosy, nierozłączne, rzewne linie życia - na tych kilkuset metrach kwadratowych magicznej Pragi.
Nie mogłem inaczej zakończyć tego roku...PG