Mentionsy Mentionsy
Podcast Wojenne Historie
Podcast Wojenne Historie

Władysław Sikorski "Przyszła wojna"

12.09.2025 ·1 godz 17 min

Jeżeli podoba Ci się odcinek możesz nas wesprzeć w serwisie 🔶PATRONITE.PL🔶https://patronite.pl/PodcastwojennehistorieAlbo postawić nam symboliczną kawę w serwisie 🔷BUYCOFFEE.TO🔷https://buycoffee.to/podcastwojennehistorie

Sikorski nigdy nie chciał zasiać zwątpienia, bo można byłoby na zimno stwierdzić, nie mamy szans. Kiedy Rosja Stalina albo Niemcy Hitlera ruszą na nas, Już nie mówiąc, że razem, ale każda jest osobna. Jeżeli ruszą na nas, to nie mamy żadnych szans. Armia Czerwona, Reiswera, Wehrmacht po prostu nas zgniotą. Takich wniosków nigdy żaden polski generał, tak publicznie, jak i w tajnych dezideratach, w tajnych raportach, nigdy nie zawarł. Bo to mogło oznaczać defetyzm. Więc książka Sikorskiego nie jest defetystyczna. Ale każdy, kto potrafi wyciągać wnioski, Każdy także, kto znał stan armii polskiej okresu międzywojennego, to po przeczytaniu tej książki mógł być przerażony, tak samo jak mógł być przerażony tym, jak będzie wyglądać przyszła wojna, bo tutaj Sikorski nie miał złudzeń, że ta wojna nadejdzie.

Jest to jednak na razie sprawa odległa i w bliskiej przyszłości nie widać jeszcze sposobów zużytkowania dla wojskowych celów tej mało znanej i nieopanowanej dotychczas potęgi. Czyli Sikorski pisze w 1934 roku, że on nie będzie rozważał koncepcji wojny atomowej, bo to jeszcze za daleko, ale że taka wojna pewnie kiedyś przyjdzie, pisze, ale to jeszcze nie ten moment. Hitler napadnie na Polskę bez broni atomowej, więc Sikorski nie analizuje wojny atomowej, bo to jeszcze czysta abstrakcja. Ale spójrzmy, to przecież samo w sobie niezwykle ciekawe. Jak na wstępie autor pisze, że to nie będzie opowieść o laserach. To nie będzie opowieść o wojnie radiotechnicznej, to nie będzie opowieść o wojnie atomowej, bo on jest człowiekiem, który twardo stąpa po ziemi. I to pewnie przyjdzie, ale jeszcze nie w tym momencie.

wobec braku międzynarodowej legislatywy i wspólnego obowiązującego wszystkie narody prawa, od czego jesteśmy niestety jeszcze daleko, nieco innego jak siła rozstrzyga o pokoju lub wojnie. No i Sikorski pisze wprost, że Niemcy zbroją się na potęgę, że celem Niemców, niezależnie od tego, czy rządzi w nich Hitler, czy Hindenburg, czy jest to demokracja, czy dyktatura, że państwo niemieckie okresu międzywojennego. jest strategicznym wrogiem Polski. Że Niemcy chcą wojny z Polską, a rządzi Niemcami wielki imperializm. I to są słowa niezwykle ważkie, bo napisane kilka miesięcy po podpisaniu umowy polsko-niemieckiej o normalizacji stosunków. Sikorski przestrzega to czasowe porozumienie Hitlera i Piłsudskiego.

Ma charakter czysto taktyczny dla obu stron, bo Niemcy dążą do odzyskania utraconych wschodnich prowincji. dążą do podboju wschodniej Europy i strategicznie nie możemy się z nimi dogadać, dopóki takie siły imperialistyczne sterują państwem niemieckim. I że nieważne, czy jest to Republika Weimarska, czyli Rzesza Niemiecka czasów demokracji, czy jest to tak zwana Trzecia Rzesza, czyli Rzesza Niemiecka czasów Hitlera, to nic nie zmienia. Oni się zbroją, bo chcą wojny. I pisze Sikorski tak. Łatwość, z jaką generałowie von Schleicher i von Hammerstein przeprowadzili tuż przed wybuchem Narodowej Rewolucji, znany zamach Stanów Niemczech, ujawniła również wpływ wojskowej kliki współpracującej na razie z rządem III Rzeszy.

Tutaj Sikorski odwołuje się do tego, że niezależnie od tego, jakie intencje wobec Polski ma np. Hitler i tzw. Narodowa Rewolucja, czyli nazizm, to armia niemiecka... Sama zniszczyła demokrację. Nieważne co chce Hitler, armia niemiecka chce wojny. I pisze nasz generał, nasz polityk tak. Symbolicznym stwierdzeniem tego faktu był wspólny hołd marszałka Hindenburga i kanclerza Hitlera złożony przez nich twórcą militarnej potęgi Prus. w grobowcach Fryderyka I i II w Poczdamie w chwili uroczystego rozpoczęcia nowej ery. Niemiecki sztab generalny pod zmienioną formą pozostaje nadal, podobnie jak w przeszłości, szczególnie po usunięciu generała Hammersteina, zdecydowanego zwolennika ścisłej współpracy z Rosją Sowiecką, jednym z decydujących czynników wewnętrznej polityce Rzeszy.

Drugim, niepodlegającym dyskusji rysem niemieckiej mentalności jest znaczenie, jakie się przypisuje roli siły we wszystkich bez wyjątku objawach narodowego życia. Nic przeto dziwnego, że książka kanclerza Hitlera Mein Kampf stała się w Niemczech prawdziwą Ewangelią. Siła jest tam przedstawiona jako jedyne źródło prawa i jako czynnik główny w stosunkach międzynarodowych, który rozstrzygnie o gruntownej rewizji Traktatu Wersalskiego. Akt przemocy, zastosowany w korzystnych warunkach w celu pewnego zagarnięcia rewindykowanych terytoriów, spotkałby się najprawdopodobniej w Niemczech prawie że z jednomyślnym uznaniem ludowych mas. I tutaj Sikorski ostro staje w kontrze do poglądu, który pojawia się wówczas w Polsce, że można się z Hitlerem dogadać.

Że Hitler to nie jest Prusak, że przecież to ci źli Prusacy i ta zła rajzwera, oni knują przeciwko Poznaniowi, chcą Górnego Śląska, ale Hitler Austriak? Nie no, Hitler na pewno nie jest taki zły jak Prusacy. To są słowa Piłsudskiego. że lepiej mieć Hitlera Austriaka u władzy w Niemczech niż tych antypolskich Prusaków. A Sikorski wali prosto z mostu. Nie ma znaczenia, czy jest to marszałek Hindenburg, czy jest to kanclerz Hitler. Dla obu Niemcy mogą realizować się w przyszłości wyłącznie poprzez siłę. To bardzo ważne słowa, ale... w polskiej polityce w Belwederze rozumiane. My nie szliśmy na współpracę z Hitlerem. My kupowaliśmy sobie czas, jak powiedział Piłsudski, czekając aż Zachód przestanie być parszywieńki i że sięgnie po miecz.

Sikorski publicznie nawołuje do tego w roku 1934, do czego Piłsudski publicznie nawoływać przecież już nie może. Mówi się, że miał koncepcję wojny wyprzedzającej, tak zwanej wojny prewencyjnej przeciwko Niemcom, ale Zachód nie był zainteresowany. Więc poszedł na współpracę, na unormowanie relacji z Hitlerem w tym sensie. A Sikorski mówi, unormowanie relacji z Hitlerem to krótkotrwałe. Prędzej czy później Niemcy rzucą się na nas. Niech Zachód się opamięta. I pisze Sikorski tak. Układy lokareńskie otwarły na oścież bramy dla niemieckiego nacisku i zapoczątkowały politykę jednostronnych ustępstw. Od tego czasu nie ma takiego na międzynarodowym terenie układu politycznego lub gospodarczego, którego by w Niemczech nie traktowano wyłącznie pod tym kątem widzenia.

To, mówi Sikorski, tylko zachęta dla Niemców, żeby znowu poczuli się pewnie. żeby znowu poczuli się silniej. Że nie tylko przeciwko Polsce, ale i przeciwko Francji, przeciwko Anglii obróci się ta krótkozroczność zachodnich polityków. Ale też zauważa Sikorski, że w tej układance przyszłej wojny dwóch jest najważniejszych graczy, którzy mogą do niej doprowadzić. To jest władztwo w Berlinie i władztwo w Moskwie. Że Rosja Radziecka jest państwem tak samo agresywnym i nieprzewidywalnym, jak odradzający się niemiecki militaryzm. Ale, mówi Sikorski, dojście Hitlera do władzy, zagorzałego antykomunisty, paradoksalnie obniża czasowo zagrożenie wojną, ponieważ Związek Radziecki wypada z naturalnego sojuszu z Niemcami skierowanego przeciwko Polsce i zaczyna szukać sojuszników w obozie wrogów Niemiec.

Co, jak zauważa Piłsudski, jest dla nas korzystne, bo chociaż Związek Radziecki jest Polsce państwem wrogim, to od roku 1934 przynajmniej chwilowo zmienia sojusze. Szuka porozumienia z Francją, Wielką Brytanią. Zrywa, bo tego też chce Hitler, relacje dobre z Niemcami, co jest korzystne dla Polski, ale czasowo. I pisze Sikorski o tych nazistowskich Niemczech i o tej radzieckiej Rosji tak. Roźwięk, jaki się zarysowuje pomiędzy narodami w następstwie normalnej rywalizacji, tych dwóch wielkich prądów zacierał się pozornie w okresie, w którym Sowiety brały czynny udział w walce z obowiązującymi traktatami, przynależąc do rewizjonistycznego opozu. Rewizjonistyczny obóz to Niemcy i ZSRR, ale pisze Sikorski tak.

I wtedy jednak było rzeczą jasną, że jedynym beneficjentem zbrojnego konfliktu, gdyby do niego doszło w Europie, byłaby sowiecka Rosja. Ujęcie władzy w Niemczech przez hitlerowski faszyzm oraz możliwość rozszerzenia zbrojnego konfliktu na Dalekim Wschodzie zmieniły sposób zasadniczy taktykę przeciwstawiających się sobie na tej podstawie narodów. Nie uchyliły jednak wcale niebezpieczeństwa nowoczesnej wojny, która powstać w przyszłości może także i z tego źródła. W tym nieco zawiłym wywodzie Sikorski mówi... Związek Radziecki może skorzystać na nowej wojnie europejskiej, może być zarzewiem nowej wojny europejskiej, ale wzrost japońskiego militaryzmu w Azji i dojście Hitlera do władzy w Niemczech powoduje, że Rosjanie stali się ostrożniejsi, że oni sami mogą teraz być wzięci w dwa ognie i przestają dążyć do destabilizacji Europy na rzecz Niemiec, no bo przecież idealnym rozwiązaniem dla bolszewików byłoby...

Czyli zagrożenie niemieckie nie jest jeszcze wystarczająco mocne dla Anglii i Francji, aby one się zjednoczyły we wspólnej polityce przeciwko Niemcom. Ten daltonizm, jak to mówi Sikorski, pcha Niemcy nie do pokoju, nie do porozumienia, tylko do odwetu. Wyrozumiałość i równość biorą za słabość. Niemcy chcą rewanżu. A kto w takim razie powinien stać na straży pokoju w Europie? Sikorski zauważa. Terytorialnej rewizji obowiązujących traktatów przeciwstawiają się energicznie państwa odbudowane na podstawie układu podpisanego w 1919 roku w Wersalu, bo jeżeli rzeczywiście jedyną racją istnienia każdego Niemca jest protest przeciwko traktatowi – Jak mówi Hitler, to racją bytu każdego Polaka, Czecha, Serba czy Rumuna jest zdecydowany opór przeciw jakimkolwiek próbom rewizji ich obecnego stanu posiadania.

Apisment nie prowadzi do pokoju, apisment prowadzi do wojny. Żyjemy bowiem, mówi Sikorski, w czasach niezwykłych nacjonalizmów, niezwykłej nienawiści między narodami Europy. Nacjonalizmy rozbuchały się straszliwie w państwie takim jak Niemcy. Nie da się takiego nacjonalizmu udobruchać. Trzeba go zmusić do spokoju siłą. Nie da się go udobruchać wrzucając pod pociąg jakieś małe narody. Nie da się go udobruchać ustępstwami. Sikorski przestrzega przed polityką Locarno, przestrzega przed przyszłym Monachium, że to nie powstrzyma Hitlera. Dlatego rozdział drugi swojej książki zatytułował Europa w stanie oblężenia. Dodał także konflikt na Dalekim Wschodzie i możliwość nowej wojny powszechnej.

słabnie, a Niemcy się jednoczą. Jeszcze na wielką wojnę poszły Niemcy jako federacja państw, gdzie byli różni królowie, różne bawarskie, pruskie i inne niemieckie armie. Niemcy nie były jednolite, nie były monolitem. W 1914 roku przestrzega Sikorski, ale od roku 1919 Niemcy się jednoczą, a Hitler, dodaje Sikorski, Decyzjami z 1933 i z 1934 roku w ogóle zlikwidował państwa wewnątrz Rzeszy. Niemcy stały się jednym państwem. Dopiero za Hitlera. Nie ma już więcej tak naprawdę państw związkowych. Jest Rzesza Niemiecka jako kraj. On się zjednoczył za Republiki Weimarskiej i za hitleryzmu, co wielokrotnie zwiększa moce Niemców, bo oni teraz wszyscy są ujednoliceni.

Każdy, kto myśli, że Rzesza Hitlera nie szykuje się do wojny, jest naiwny i pisze Sikorski tak. Czy III Rzesza przygotowuje na nową wojnę? I odpowiada. Na pierwszy rzut oka wydaje się rzeczą bardzo trudną uzgodnić motywy, którymi się kieruje w swej zagranicznej polityce kanclerz Hitler. Posługuje się on raz maską Bellony, a więc wojny, to znowuż maską pokoju. Czyż jednak ambasador Nadolny nie zapowiedział swego czasu w Genewie, że Adolf Hitler, podobnie jak zmarły Strasman, a nawet lepiej od niego potrafi przemawiać w razie potrzeby językiem Emanuela Kanta jako autora traktatu o wieczystym pokoju? Kanclerz Hitler zresztą jest chyba zbyt doświadczonym politykiem, ażeby nie rozumieć, iż w obecnej sytuacji III Rzesza zarówno dla względów wewnętrznej, jak i zewnętrznej natury nie jest jeszcze w stanie podjąć próby wykonania swego zagranicznego programu przy pomocy siły.

I dzisiaj podobnie jak w epoce hrabiego Schlieffena Niemcy powinny się liczyć z niekorzystną dla nich hipotezą wojny. prowadzonej równocześnie na dwa fronty, z jednej strony Francja i Belgia, do których może się przyłączyć Anglia, a z drugiej Polska i Czechosłowacja. Innymi słowy Sikorski mówi, to, że Hitler powiedział raz i drugi o pokoju, że chce pokoju, że przybiera maskę pokoju, nic nie znaczy. On po prostu potrzebuje czasu, aby podrosnąć. aby zwiększyć swoje siły. I dopóki tego nie zrobi, będzie opowiadał niestworzone farmazony. Będzie wysyłał Goeringa do Polski albo Goebbelsa i mówił, jak to ważne są relacje polsko-niemieckie. Że na razie bądźmy spokojni, bo jeszcze niemiecki potwór wojskowy nie okrzep na tyle, aby przystawić nam pistolet do głowy.

Nic przeto dziwnego, że kierownicy III Rzeszy usiłują zastosować w praktyce znaną germańską zasadę, która brzmi jedynie mocny ustala chwilę, w której zechce dobyć miecza, nie zaniedbując posunięć politycznych mnożą niemiecką siłę i zbroją się w gwałtowny sposób. Na razie kanclerz Hitler wykorzystuje na swojej linii dla sformułowanych przez siebie celów hasło jednolicenia niemieckiego narodu, tzw. Gleichschaltung, stosując je do Austrii. Posłuży on się tą samą metodą także w zagłębiu Sary i w ogóle względnie tam, gdzie istnieje mniejszość niemiecka, dostępna dla narodowo-socjalistycznej ideologii. Rozumie się samo przejście, że gdyby on mógł dojść do zrealizowania swych zamierzeń na drodze pokojowej, nie napotykając najmniej poważnych przeszkód, powstanie nowego imperium germańskiego, sięgającego od Morza Północnego aż do Adriatyku, byłoby tylko kwestią czasu.

Gdyby mu się udało mianowicie skierować ekspansję na Bałkany, co w obecnej chwili wydaje się Chimerą, sprzymierzyć się z Wielkimi Węgrami, a wchłonąć całkowicie Austrię, I gdyby siłę zbrojną III Rzeszy rozwinął równocześnie do zamierzonej potęgi, wówczas mógłby niewątpliwie dyktować swe prawa Europie. A więc Sikorski przestrzega. Mniejszość niemiecka w Danii, w Belgii, w Polsce, w Czechach. Hitler upomni się o każdego Niemca. A to będzie dopiero początek. I pisze Sikorski tak. Przywódcy III Rzeszy usiłowali wykorzystać dotychczasową inercję oraz brak solidarności zachodnich mocarstw, a w szczególności ostatnie polsko-francuskie rozbieżności, i zdawali się wierzyć w możliwość pozyskania dla swoich wschodnich planów zdobywczych najbliższego sąsiada Niemiec Polskę, zabiegając o życzliwą neutralność Polski w odniesieniu do Anschlussu.

Jeżeli bowiem program ogłoszony przez kanclerza Hitlera w jego dziele Mein Kampf nie jest programem wyborczym i jeżeli III Rzesza przygotowuje się istotnie do zgruchotania i zniszczenia Francji, a następnie do rozszerzenia III Imperium na wschód, Jeżeli pierwszym etapem realizacji tego planu ma być przeprowadzenie Anschlussu, po którym miałoby nastąpić utworzenie Zjednoczonej Europy i odebranie niemieckich kolonii, a następnie nawrót do starogermańskich tradycji i odbudowa I Imperium, czyli I Rzeszy, to zamiary te wystarczyłyby same przejść się całkowicie, ażeby nie tylko utrzymać Europę w stanie stałego oblężenia, ale i doprowadzić z czasem nieuchronnie do nowej wojny powszechnej, podobnie jak miało to miejsce w roku 1914. Wbrew poglądowi upraszanemu tendencyjnie przez notorycznych pacyfistów, którzy przymknęliby chętnie oczy na wyraźną nawet napaść zbrojną, poświęcając słabszego pod warunkiem zlokalizowania przyszłego konfliktu zbrojnego, za upowszechnieniem nowej wojny przemawiają również tak liczne pakty i układy międzynarodowe.

Czyli mówi Sikorski Anglikom i Francuzom. Nie uczcie się, jak wrzucicie nas albo Czechów pod pociąg, że to was uchroni przed wojną. A Hitler ma plany wręcz kosmiczne. Chce odbudowy nie potęgi II Rzeszy, tylko I Rzeszy. I chce rycerzy zakonnych niosących germański kaganek oświaty gdzieś pod Zatokę Fińską, lasy Litwy czy ziemię Ukrainy. No i ten ogląd strategiczny, na którym ja się dzisiaj skupiłem, on jest przygotowaniem czytelnika, jakie czyni Sikorski. Bo Sikorski stwierdza, że wojna będzie. To jest najważniejsze przesłanie jego książki. A skoro będzie, to w kolejnych rozdziałach nasz generał rozpisuje się, jak się do tej wojny przygotować. On poświęca poszczególne podrozdziały, lotnictwo, artylerii.

Przecenia siłę Francji przerażająco niestety przecenia nasze możliwości. I w tym względzie trochę niedocenia Niemców, ale cała ta książka jest jednym wielkim wołaniem, krzyczeniem, przestrzeganiem przed niemieckim imperializmem, przed rozwojem niemieckiej armii i jej nowych środków walki. Sikorski mówi, Hitler, który pójdzie na wojnę, będzie miał armię silniejszą niż cesarz Wilhelm i będzie miała ta armia nieporównywalnie większe możliwości rażenia. Ale musimy się wszyscy zjednoczyć, mówi Sikorski, aby ją powstrzymać. Niestety w 1939 roku nie mieliśmy na to żadnych możliwości ani żadnych sił. Generał Sikorski był przerażony, był w szoku jak zobaczył, że Wojsko Polskie rozpadło się w kilka tygodni. Jakby spełnił się ten najczarniejszy sen z jego książki o jakichś bezładnych masach Słowian ganianych przez Germanów.

Bo rzeczywiście tak Hitler uważał, że on narody słowiańskie podbije od tak Polaków, a potem narody Związku Radzieckiego uważał przecież za podludzi. Mocno się na tym przejechał, ale trzeba było dopiero Armii Czerwonej, żeby tą niewyobrażalną siłę uderzeniową wojsk lądowych Wehrmachtu w wymiarze operacyjnym powstrzymać. Potrzebna była głębia Związku Radzieckiego i miliony żołnierzy Armii Czerwonej, żeby zmierzyć się z tą potęgą Niemiec. Gdzie tam nam do powstrzymywania takiej siły? W 1939 roku było już po prostu za późno, ale Sikorski parę lat wcześniej przestrzegał, że jeżeli pozwoli się niemieckiej armii i niemieckiemu imperializmowi wyrosnąć za bardzo, jeżeli się rozmontuje system belgijskich, polskich, czeskich i francuskich sojuszy, to nic już Europy nie uchroni przed pożogą.

Pokazano wszystkie 22 dopasowania. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.