PodPoduchy Kids - Lisek Borysek - W poszukiwaniu zaginionych smaków (część siódma )
- Oooo... - Wykrztusił z siebie Wojtuś z szeroko otwartym pyszczkiem. - Biorąc pod uwagę rozmiar tych drzwi, ten kto tu mieszka musi być jakimś olbrzymem. - Stwierdził Lisek Wojtuś a Borysek nie wiele myśląc, pociągnął za sznur, a dzwon zabił donośnym głosem odbijając się echem od okolicznych szczytów. Z wnętrza klasztoru zdało się słyszeć czyjeś kroki, które stawały się coraz głośniejsze i głośniejsze. Chwilę później ustały, a ktoś kto znajdował się po drugiej stronie, podniósł ciężki pęk kluczy i włożył jeden z nich do dziurki. Coś strzelił, coś chrupnęło, zamek przeskoczył, a para wielkich niczym od stodoły drzwi, powoli zaczęła się otwierać na oścież. Jakieś było zdziwienie Lisków, gdy okazało się, że tym, kto z taką łatwością, a mówiąc precyzyjnie, jednym paluszkiem otwierał kamienne wrota, była... Z gościnnym udziałem Joanny Kołaczkowskiej
Lisek Borysek i Wojtus poszukują zaginionych smaków na szczyt zbocza.
Liski spotykają niezwykłe zwierzę, które przypomina krowę z Tybetu.
Liski dotarły do klasztoru, gdzie spotykają myszkę mnichę Boryska.
Borysek i Wojtuś są zaproszeni do klasztoru, gdzie spotykają mnichów i panda Amanda.
Wojtuś opowiada o swoich przygódach i odzyskanie smaków.
Panda Amanda przygotowuje kolację dla Liska Boryska i Wojtusa.
Liski i Wojtuś podczas kolacji rozmawiają o smakach i przygodach.
Liski i Wojtuś wracają do domu, mówiąc o przyszłych przygódach.
Rozdziały i streszczenia generowane automatycznie. Pełna transkrypcja nie jest publikowana — wyszukaj frazę, aby zobaczyć dopasowane fragmenty.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
- Oooo... - Wykrztusił z siebie Wojtuś z szeroko otwartym pyszczkiem. - Biorąc pod uwagę rozmiar tych drzwi, ten kto tu mieszka musi być jakimś olbrzymem. - Stwierdził Lisek Wojtuś a Borysek nie wiele myśląc, pociągnął za sznur, a dzwon zabił donośnym głosem odbijając się echem od okolicznych szczytów.
Z wnętrza klasztoru zdało się słyszeć czyjeś kroki, które stawały się coraz głośniejsze i
głośniejsze. Chwilę później ustały, a ktoś kto znajdował się po drugiej stronie, podniósł ciężki
pęk kluczy i włożył jeden z nich do dziurki. Coś strzelił, coś chrupnęło, zamek przeskoczył, a
para wielkich niczym od stodoły drzwi, powoli zaczęła się otwierać na oścież.
Jakieś było zdziwienie Lisków, gdy okazało się, że tym, kto z taką łatwością, a mówiąc
precyzyjnie, jednym paluszkiem otwierał kamienne wrota, była...
Z gościnnym udziałem Joanny Kołaczkowskiej