#107 Boże Narodzenie
W ten Świąteczny dzień spotykamy się by porozmawiać jak przezywamy Boże Narodzenie. Rozmowa z o. Adrianem Urbankiem #Rekolekcje powołaniowe w Zakonie Paulinów: www.powolania.paulini.pl Masz pytania? Napisz: [email protected] #powolanie #zakon #rozeznanie #paulini #powołanie #podcast #jasnagóra #świętość
W studio z okazji. Nie, większej. Nie bądź takich stromnych. Większej radości. Tak, większej radości. Życzymy wam doświadczenia Bożej miłości. Bożej miłości. Jeszcze większej radości. Faktu. Bożego Narodzenia, pamiątki Bożego Narodzenia, ale przy paruzji będzie fajnie. To dopiero. Będzie radość. No ciekawe, ciekawe. No Boże Narodzenie, fantastyczny dzień. Mamy nadzieję, że świętujecie go dobrze i przy okazji właśnie zbywania naczyń teraz odpaliliście podcast. Także cieszymy się, że jesteście razem z nami w ten świąteczny dzień. Jak wygląda Boże Narodzenie w klasztorze? Niesamowicie. Niesamowicie. No to wiesz, banalna odpowiedź.
Pytanie jest bardzo trudne, także wiesz, musisz odpowiedzieć jakoś. Już wiemy, że jest radośnie. Jest radośnie, jest niesamowicie, jest pięknie. No, dzień przypomina niedzielę. Dlatego, że jest dniem uroczystości, pięknego przypomnienia, pamiątki narodzin Chrystusa. Ale przede wszystkim mamy tą świadomość, że nasze oczekiwanie zostało zaspokojone. z tego faktu, że Jezus kolejny raz mógł narodzić się w naszych sercach, no bo przede wszystkim to wspominamy, no i cieszymy się obecnością tej małej miłości, no bo zawsze jak pojawia się Bóg, szczególnie pod postacią małego dziecka, to zaskakuje, to jest najpiękniejsza radość, no bo Bóg mógł przyjść pod postacią kogoś niezwykłego, mocnego,
kogoś, kto by tupnął nogą i wszyscy by padli na twarz, a wybrał najbardziej pokorną postać, jaką mógł, czyli swoje uniżenie, wcielenie i narodzenie jako dziecko, jako człowiek. No i ja powiem tak, że ten dzień mnie zawsze tak zaskakuje, że Bóg szedł taką codzienność. Czyli z jednej strony dzień jak dzień, bo świat też nie zauważył jego narodzenia. Z drugiej strony taka radość na tych, którzy rozeznali i oczekiwali jego przejścia, albo dali się zaskoczyć. Ja bym tak to nazwał. No ciekawe, ale faktycznie ta postać, czy inaczej postać dziecka, ale ta lichość dziecka, ja mam to doświadczenie w tym roku szczególnie. Kiedy w mojej rodzinie byłem świadkiem właśnie dwukrotnych narodzin, w rodzinach moich braci właśnie przyszło na świat dwoje moich, jeden bratanek, jedna bratanica, tak się chyba mówi profesjonalnie.
Ja natomiast nie jestem takim profesjonalnym wujkiem, ale zmierzając do tego, co jest najważniejsze w naszym spotkaniu, to rzeczywiście widziałem, jak to dziecko jest bezbronne. To mi bardzo ten obraz został w głowie i właśnie w czasie tego adwentu, a zwłaszcza teraz, w tym czasie świątecznym, dużo sobie o tym myślę. że Pan Bóg naprawdę upokorzył się. Nie w takim sensie zniesławienia, ale w sensie pokory. Że ukorzył się przed człowiekiem. Że oddał się w ręce człowieka. Właśnie dokładnie. To pięknie powiedziałeś, bo dziecko bez pomocy, bez miłości, umrze. Potrzebuje troski. Widzimy czasami filmy, które pokazują życie zwierząt.
Tam często jak się narodzi jakieś tam małe zwierzątko, to po kilku minutach już biega, już ucieka, już wie, co ma robić. A dziecko przez kilka lat jest bezbronne, jest wręcz wymagające opieki. I dość pięknie pokazuje, że Pan Bóg tak się oddał ludziom w taki sposób, I od nas zależy, czy go przyjmiemy, czy nie. Dlatego dla mnie Boże Narodzenie jest takim, powiedzmy, z jednej strony dniem jak codzień, dniem wyjątkowym, bo jest radość, która wiąże nam się często z rodzinnymi spotkaniami, ale z drugiej strony też taką świadomością, że można Pana Boga przegapić. Czekając na Niego, można Go przegapić. Szkoda by było. Dlatego miejmy nadzieję, że zarówno my, jak i ci, którzy nas teraz oglądają, słuchają, cieszą się z tej radości, że Pan Bóg dał im taką chociaż odrobinę,
No i przede wszystkim, jak się patrzy na małe dziecko, to nie wiem, jakie trzeba mieć serca, żeby serce nie drgnęło, kiedy widzisz uśmiech dziecka. Bo to jest najpiękniejszy uśmiech, bo jest czysty. To dziecko po prostu patrzy i też jest piękne w takim małym dziecku. Jak się do ciebie uśmiecha, to robi to dlatego, że chce. Nie dlatego, że musi, ale jak się obrazi, to też autentyczny jest. Bóg, który przychodzi do nas, to jest ta tajemnica dzisiaj, o której rozmawiamy, o której chcemy rozmawiać. W sumie ciężko jakoś to tłumaczyć, ciężko o tym mówić. To jest chyba tajemnica, którą trzeba kontemplować. Są takie momenty, myślę, naszego życia, w których warto byłoby po prostu zamilknąć, nie? Ale nie chcemy wam dać cichej anteny, że tak powiem.
Ale z drugiej strony, może tak byśmy zaprosili do refleksji, szczególnie tych, którzy są rodzicami, bez względu na to, ile dzieci mają lat, żeby sobie przypomnieli te pierwsze momenty, kiedy dziecko się pojawiło, kiedy w nocy wstawali, kiedy dziecko wymaga opieki. No i jest niesamowite, kiedy człowiek się poświęca, spala i robi to dlatego, że chce, a nie dlatego, że musi. To jest niesamowite. My to oglądamy troszkę z innej perspektywy, bo możemy tylko towarzyszyć innym, kiedy wychowują swoje dzieci. Ale to też piękne świadectwa musiałyby być, gdyby ktoś opowiedział, co czuł, kiedy pierwszy raz dziecko wziął swoje ramiona. Co czuł, kiedy dziecko się uśmiechnęło, powiedziało, że kocha. No to możemy tego porównać do tego, co Bóg czuje, kiedy my odpowiadamy na Jego miłość.
No bo do tego można najpiękniej to sprowadzić, bo miłość dziecka uczy nas przede wszystkim tego, że świat ma przyszłość, że ma sens, że warto się starać. My to Boże Narodzenie przeżywamy troszkę inaczej, bo wiadomo, że w Kościele jest to radosny dzień, ale też dzień pełen pracy, bo mamy posługę jako kapłani, przy ołtarzu, w spowiedzi, no i też jest czas składania sobie życzeń. To, co próbaliśmy tutaj na początku zrobić, ale wyszło nam bardzo pięknie. Ja też to uważam, że całkiem nieźle. Na koniec spróbujemy jeszcze raz. Tak. I właśnie, to jest taki dzień pełen takiej radości, która niech będzie z nami. Ta perspektywa, że jak Pan Bóg daje słowo, to zawsze dotrzymuje tego słowa.
Czyli jeżeli Bóg mówi, że przychodzi, aby na ten świat zmienić, to zmienia. Ale trochę inaczej niż wszyscy, którzy na Niego czekają. Przykładem będą faryzeusze uczeni w piśmie, czy nawet Herod, który oczekiwał, wszyscy oczekiwali, ale się rozczarowali, bo nie zrozumieli tego, co Bóg przez wieki do nich mówił. I może dlatego wiele razy Pan Bóg nas zaskoczy, bo może my go nie słuchamy. Patrzymy, a nie słuchamy. Trochę tak jak z dzieckiem, nie? Dziecku możesz tłumaczyć, dziecko kiwa główką, za chwilę zrobi zupełnie coś innego. Chyba każdy z nas taki był, to przerabiał, więc wiemy, jak to jest. A ciekawe, jak nasi słuchacze, ci, którzy oglądają, przeżywają ten dzień.
Miejmy nadzieję, że zamiast rozmawiać się o polityce, to chociaż pooglądają tutaj naszą próbę wytłumaczenia tego, czym jest ten dzień. Nie, nie chcemy nikomu tłumaczyć, czym jest Boże Narodzenie. Podpowiadamy, tak jakby to rozumiemy. Każdy ma swoje doświadczenie na pewno. I każdy ma w jakimś sensie swoje te refleksje. My tutaj prezentujemy, nie wiem, czy prezentujemy, to jest dobre słowo, ale spotykamy się z wami w tym dniu, nie przerywając. tego naszego cyklu spotkań po bratersku, ale też, aby podzielić się pewnym doświadczeniem i naszych refleksji na temat tego wydarzenia. Ja sobie myślę o dwóch rzeczach. To jedno to już powiedzieliśmy, o tym, że No właśnie, ten bezbronny Bóg przychodzi w pełnej pokorze do nas i my możemy zrobić z Nim co chcemy.
No wiadomo, to był żart i nie można traktować tego poważnie, ale też ta dzisiejsza tajemnica dnia dzisiejszego pokazuje, że Bóg jest wierny temu, co mówi. Że skoro Słowo staje się ciałem i Ono w Chrystusie Jezusie stało się ciałem jako Słowo Ojca, ale też Jego słowo o nas staje się ciałem. Jeżeli powiedział coś na temat naszego życia, to też staje się to ciałem przecież, nie? Kiedy Bóg obiecuje, zawsze słowa dotrzymuje, ale ja się tutaj zgodzę, to co ten współbrat powiedział, to co mówisz staje się ciałem. to, co mówimy, zostawia świat, ślad rzeczywistości, ale może też wieczności. Jeżeli powiesz komuś mocne słowo, ale negatywne, ono w nim zostanie, stanie się ciałem. Jeżeli powiesz komuś dobre słowo, ono zostaje, więc słowo, odpowiedzialność
Może słowo... Materializuje się trochę, nie? Dokładnie. Nie wiem, czy to jest poprawne, nie? No bo zostaje gdzieś tam świadomości w sercu któregoś człowieka. Ale jeżeli ktoś używa brzydkich słów, nawet sam przy sobie, no to też gdzieś zostawia to jakiś ślad. Zostawia to coś, co... Więc Pan Bóg tutaj pięknie mówi, że słowo staje się ciałem, a my też doświadczamy tego. No jeżeli ktoś powie mi piękne słowo, to ono zostanie bardzo długo ze mną. Jak mi powie, no negatywne, brzydkie słowo, też może zostać bardzo, bardzo długo, więc to też tak odnośnie świąt, składanie sobie życzeń, tego wszystkiego, słowo ma znaczenie. Nie chodzi o to, żeby mówić puste słowa, których nie chcemy w żaden sposób później potwierdzić, ale chyba w dzisiejszej rzeczy brakuje takiej normalności, czyli że ktoś nas traktuje normalnie, że możesz przyjść do kogoś, powiedzieć bez niczego, że jest ci trudno, źle, albo że jesteś radosny i nikt cię nie osądzi, nie oceni,
tylko ucieszy się tym, że mówisz mu, co naprawdę jest w twoim sercu. I chyba właśnie czas Bożego Narodzenia to taki czas prawdy, zaskoczenia i też takiej otwartości na drugiego człowieka. No bo możemy cieszyć się, że Bóg się narodził, ale jeżeli człowiek nie otworzy się na drugiego, no to co się zmieni? Nawet nasza rozmowa niewiele zmieni, jeżeli będą to tylko słowa, które nie będą odnosiły się do czegoś prawdziwego. Więc nawet składanie życzeń. Ja zawsze jeszcze pracuję w szkole. Pamiętam, jak czasami pytałem uczniów o składanie życzeń. To wszyscy twierdzili, to jest najgorszy moment świąt. No bo jeżeli ktoś z kimś nie ma relacji i teraz w ciągu dwóch minut, czy tam pół minuty sobie życzenia, masz nadrobić cały rok, kiedy na przykład masz niezłatwioną sprawę, albo jesteście tam poróżnieni, albo nie macie relacji i nagle udajecie, że coś się zmienia, no to te słowo tak jakby, no,
fałszywe jest, a Bóg zawsze mówi prawdę, więc nie chodzi o to, żeby teraz komuś prawdę powiedzieć, tylko żeby spróbować inaczej, albo żeby to słowo zaowocowały cały rok. No bo po co Pan Jezus się narodził? Żeby nam uatrakcyjnić jeden dzień w roku? Żeby prezenty lepiej przyjąć? Żeby nam Wigilia spakowała? Żeby zobaczyć te same filmy? No szkoda by było od tego czasu, nie? No słabe by to było. No tak, to co radość tego, że znowu komedia o chłopaku, którego rodzina zapomniała zabrać gdzieś tam, gdzie lecieli, chyba do Nowego Jorku. No i my wiemy, oglądamy i tak sobie ładnie poradził, nie? To taki... Nie o to chodzi, nie o to chodzi właśnie, nie? Więc Boże Narodzenie może spotyczyć, zaskoczyć wszystkich. Bo można szykować, ale się rozminąć.
Także abyśmy się dzisiaj nie rozminęli z Jezusem Chrystusem, który przychodzi pod postacią małego dziecka, ale to jest Bóg. To jest Wszechmogący, Wszechpotężny, który daje się w taki sposób, żeby człowiek się go nie bał po prostu. Jakby przyszedł Bóg jako Jezus Chrystus, jako wojownik, jakiś potężny władca, ktoś, kto pokazuje siłę, no to wszyscy by padli na twarz. Tylko tam nie byłoby miłości. Lęk. Lęk. A jednak, tak jak mówimy, dziecko, no to trzeba się nim zająć. To, co zrodzone, musi być zaopiekowane. Także... No i jeżeli ktoś, kto nas słucha, ma małe dzieci, to wie, co to znaczy. Dokładnie. Tu zrobimy małą przerwę i was, którzy nas słuchacie w Radiu Jasna Góra, zapraszamy na kontynuację tej rozmowy właśnie na nasze media społecznościowe i portale podcastowe.
No właśnie, to co powiedziałeś, lęk, nie? Czy można bać małego dziecka? No niestety w dzisiejszym świecie lęk przed dziećmi widać. strach, lęk, jakaś taka... Ale myślę, że przed czym to jest lęk? Bo ja sobie tak myślę, bo to nie jest chyba ten lęk przed potężnym władcą, nie? Bo ja w tym sensie się nie wyobrażam, że ktoś się boi małego dziecka, nie? Bo zaczęliśmy mówić, że Pan Bóg przychodzi właśnie w osobie małego dzieciątka, No i nie przyszedł w postaci potężnego króla od razu, nie? Jakby w takim sensie, że władcy... Dał szansę zobaczenia inaczej. Tak, tak. No i teraz wydaje mi się, że lęk ewentualny, który pojawia się w obliczu małego dzieciątka jest innym tym lękiem.
Ja nie wiem, trzeba byłoby pewnie jakiegoś psychologa pytać, ale to chyba... jest lęk raczej wynikający z takiej troski, że ja się troszczę, pieczołowicie jakoś tam pielęgnuję to dziecko i tak dalej. To byłby piękny lęk. Myślę, że dzisiaj lęk dotyczy czegoś innego. Że dziecko to jest wyzwanie, zobowiązanie, że świat dzisiaj mówi bardzo mocno. Dziecko przekreśla twoje plany. To tak jak z Panem Bogiem. Przyjmiesz Pana Boga do twojego życia i z pewnych rzeczy musisz zrezygnować. No i, ale niektórych trzeba. Niektórych sam świadomie rezygnujesz, niektóre musisz zmienić. Dziecko zmienia. Perspektywa posiadania dzieci. No zmienia już, człowiek nie jest taki niezależny, nie może sobie w każdej chwili pojechać gdzie chce, pewna logistyka już się nawet zmienia, więc myślę, że tego się po prostu, jeśli człowiek boi, że straci wygodę, no ale wybraćmy sobie świat bez dzieci.
I potem się ktoś zostaje sam i ta samotność go dotyka, boli go. Więc dla wielu osób ten czas może być bardzo trudny. I tu jakby do nich mogło to trafić przesłanie, że Bóg szczególnie przyszedł do tych opuszczonych, no bo pałacu nie wybrał. Opuszczenie. Tylko byli Józef, Maryja i, tak jak nam tradycja podpowiada, jakieś zwierzątka, które tam w stajni, w stodole, bądź w oborze, czy w grocie, mogły tam z nimi być. Raczej nikt go tam nie przyjął po królewsku, a mimo to Bóg nie bał się przyjść do wszystkich, czyli nie musisz mieć pałacu w sercu, może być i obora, byle przyjąć Jezusa. No i to też jest takie piękne, no bo prawda jest taka, że my się zawsze będziemy bać miłości. Bo miłość sprawia co?
Że jesteśmy bezbronni. Tadeusz, jakby ktoś ci powiedział, że wszystko o tobie wie, to co byś sobie pomyślał? Właśnie nie wiem, bym się przestraszył. No tak, że wszystko o mnie wie, czyli... Czyli mnie może odrzucić, bo wie, jaki bym jestem, a Jezus mówi mi, to nie przeszkadza. Zaufaj, tylko pozwól się kochać. Właśnie to jest to. Nie przeszkadzać Panu Bogu. Więc no, ciekawe doświadczenie człowieka, bo przed miłością można uciekać, można ją maskować, można się uśmiechać, ale jak człowiek nie kocha, to umiera. Umiera. Codziennie umiera, ale nie umiera dla miłości, tylko dla, no właśnie dlaczego. Aż ciekawie to zabrzmiało, prawda?
Jak to może być? Na szczęście Bóg jest mocniejszy i to wszystko, nasze wyobrażenia, nasze lęki, depresje, cokolwiek, bo Bóg wchodzi, żeby zmienić, dać radość tam, gdzie jej nie ma. tylko czy zostanie rozeznany i przyjęty. Rozpoznany i przyjęty. Kiedyś Jezus, który rodzi się w tej grocie i położony w żłobie, kiedyś właśnie czytałem taki piękny komentarz mówiący o tym, że ten żłób to było miejsce paszy dla wołów. No i tak symbolicznie, że ten wół w naszym sercu, ten złoty cielec, który postawili sobie Izraelici zamiast Boga prawdziwego, też jest chyba przestrzenią piękną do interpretacji dla nas, że jakby to jest kwestia, to wszystko, o czym my rozmawiamy, na końcu jest pytanie, czym ja się karmię.
Piękne życzenia. Ja się podpisuję, dołączę do nich i powiem Amen. Dziękujemy, że jesteście z nami. Życzymy Wam wesołych, dobrych, spokojnych świąt. Bożych przede wszystkim. Z Panem Bogiem i do usłyszenia. Do zobaczenia. Edyta Stein mówiła, że powołania nie znajduje się po prostu po zestawieniu i przeanalizowaniu różnych dróg. Powołanie jest odpowiedzią otrzymaną w modlitwie. Proszę więc trwaj na modlitwie za siebie i za innych. A jeśli szukasz wsparcia zajrzyj na powołaniapaulini.pl i na nasze media społecznościowe.
Pokazano wszystkie 21 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
W ten Świąteczny dzień spotykamy się by porozmawiać jak przezywamy Boże Narodzenie. Rozmowa z o. Adrianem Urbankiem
#Rekolekcje powołaniowe w Zakonie Paulinów: www.powolania.paulini.pl
Masz pytania? Napisz: [email protected]
#powolanie #zakon #rozeznanie #paulini #powołanie #podcast #jasnagóra #świętość