Pikantne randki? Jak dbać o swoje granice od pierwszej wiadomości?
Ten odcinek podcastu powstał w ramach płatnej współpracy z marką Sprite, brandem Coca-Cola.Randkowanie dziś jest szybsze, bardziej intensywne i pełne emocji. Aplikacje randkowe dają nam ogromne możliwości poznawania ludzi, ale jednocześnie stawiają przed nami zupełnie nowe wyzwania: presję bycia „wyluzowaną”, trudności w stawianiu granic, ghosting czy ignorowanie sygnałów ostrzegawczych, które wysyła nam ciało.W tym odcinku rozmawiam z psycholożką i seksuolożką Martą Niedźwiecką o tym, jak odnaleźć się w świecie randkowania online, nie tracąc kontaktu ze sobą. Zastanawiamy się, dlaczego randkowanie stało się dziś tak „spicy", ekscytujące, ale też momentami przytłaczające oraz jak odróżnić przyjemne napięcie od sytuacji, które przekraczają nasze granice.To rozmowa o randkowaniu, które może być ekscytujące, ale jednocześnie bezpieczne i oparte na wzajemnym szacunku. O tym, że powiedzenie „stop” bywa jedną z najbardziej dojrzałych i atrakcyjnych decyzji i że przerwanie kontaktu też jest formą dbania o siebie.Jeśli randkujesz, myślisz o randkowaniu albo masz poczucie, że w tym świecie jest dziś za dużo bodźców i sprzecznych komunikatów, ten odcinek jest dla Ciebie.subskrybuj kanał: https://www.youtube.com/@natalia_kusiak IG: www.instagram.com/nataliakusiak o mnie: https://www.nataliakusiak.comPatronite: https://patronite.pl/pierwszarandka
Ten odcinek powstał w ramach płatnej współpracy z marką Sprite, brandem Coca-Cola. I nasze matki, babki w ogóle nie miały takich narzędzi, żeby marzyć o związkach budowanych na takich zasadach. Więc może róbmy z tego fajny użytek zamiast fantazjować o szejkach. Oh dear, to dobre pytanie. Nie, to jest pełne zdanie, jak mówi Jane Fonda. Tam nie trzeba nic dodawać. No bo zobacz, jak kogoś swajpujesz i widzisz tą osobę, to natychmiast sprawdzasz, co ta osoba ma na socialach, jakie ma zdjęcia. Intuicja to nie jest jakiś taki boski zmysł, który nas spływa, jak wystarczająco dużo razy na Bali polecimy. My mamy, kobiety nawet silniej, bardzo dobry zmysł obserwacji społecznej.
Jesteśmy do tego socjalizowane. Bardzo wiele z nas bardzo dobrze wie, co jest grane. Dużo ważniejsze jest nie to, kogo spotykasz, tylko kogo nie odrzucasz. Dziś rozmawiamy o randkowaniu, które stało się dzisiaj bardziej intensywne, bardziej spicy, szybsze, pełne emocji i o tym jak dbać o swoje granice, jak odnaleźć się w tym świecie aplikacji randkowych, dużych emocji. Będę rozmawiała z seksuolożką i psycholożką Martą Niedźwiecką. Cześć, witaj. Porozmawiamy o tym, czym jest bezpieczeństwo dzisiaj w randkowaniu online, czy ważniejsza jest intuicja, czy zasady.
I o tym wszystkim posłuchacie w tej rozmowie. Marta, czy twoim zdaniem faktycznie randkowanie dzisiaj stało się jakieś bardziej intensywne? Mamy wokół niego więcej emocji i więcej się dzieje niż dotychczas? Jeżeli to porównamy z czasami przed aplikacji, to na pewno 1000%, a jeżeli porównamy to z tym, co się działo z naszą obecnością w aplikacjach, powiedzmy, nie wiem, jeszcze 3-4 lata temu, to też widzę pewne przyspieszenie czy też pewne zmiany. Ten krajobraz się robi coraz bardziej skomplikowany, to tak bym powiedziała. Jeżeli słuchają nas jakieś przedstawiciele Gen Z, to im się może wydawać, że aplikacje randkowe były z nami od zarania dziejów i świata. Nie były. My pamiętamy te czasy, kiedy ich jeszcze nie było.
Że jesteśmy z takich, wiesz, jakbyśmy pamiętały czasy sprzed prądu albo... Internetu. Tak, tak. Ja akurat pamiętam. Ja też pamiętam. Nieważne. Ale myśmy przywykli do tej obietnicy, że nam będzie łatwiej poznawać ludzi przez tą aplikację. I teraz jak ktoś przychodzi i mówi, dobrze, Tinder ułatwia ci poznanie bardzo wielu osób. To jest prawda. Ale to nie znaczy, że ty się z tymi osobami zwiążesz w satysfakcjonujący dla ciebie sposób. To to jest taka wiadomość, którą ja bym chciała, żeby osoby, które nas słuchają, czy Gen Z, czy X, czy milenialsi wynieśli z tego słuchania, że bardzo wiele od tego, co się wydarzy z nami, jak chodzimy na randki, zależy od tego, czy my zrozumiemy, o co w tym chodzi.
Na przykład będziemy rozsądnie korzystać z Tindera albo w ogóle będziemy Wiesz, mieć dobre założenia, czego my tak naprawdę szukamy i co nam jest potrzebne. Czyli to zależy trochę od nas tak naprawdę, jak my będziemy używać tego narzędzia, czy zrobimy to z głową czy nie i czy będziemy oczekiwać, że on magicznie po prostu znajdzie nam męża i my za tydzień będziemy stać na ślubnym kobiercu zakochane po uszy. I z obietnicą szczęścia do końca życia, bo możemy stanąć za tydzień na ślubnym kobiercu, tylko nie wróżę tej relacji długiego trwania. Czy jednak podejdziemy do tego racjonalnie i ocenimy swoje oczekiwania w taki realistyczny sposób, zrozumiemy swoją ofertę i ofertę po drugiej stronie.
Będziemy czytać między wierszami. I włożymy w to jakąś pracę. Tak. Trudne. Trudne. Więc ta obietnica, że Tinder ułatwia, ona jest tylko Do tego momentu nawiązania kontaktu, czyli rzeczywiście potencjalnie ludzie z mojej epoki, czyli tacy, co już pamiętają świat bez dinozaurów, ale bez internetu też, łączyli się w pary, chodząc razem na studia, do liceum, pracując razem, chodząc razem na imprezy, na różnego typu wydarzenia, nie wiem, sportowe, związane z zainteresowaniami, poznając się znajomych i znajomych. W związku z tym mieli dużo bardziej ograniczoną pulę osób do wyboru. I to jest i dobrze i źle.
No tak. Dlatego, że jak mamy bardzo dużo wyborów, sama pewno tego doświadczasz jak, nie wiem, próbujesz sobie wybrać fajne ubranie i masz tak, że opcje, które oferuje ci internet są nieskończone. I w pewnym momencie myślisz sobie, zaraza, ja już nie wiem w ogóle czego ja chcę. Czy ja chcę długą suknię taką, czy chcę skórzane spody? W ogóle co mi jest potrzebne? I teraz, żeby Tinder mógł nam pomóc, to po pierwsze my potrzebujemy zrozumieć, co nam tak naprawdę jest potrzebne. Jakiego typu relacji my szukamy? Czy to ma być one night stand? Czy to ma być długofalowa relacja z opcją na być może związek albo małżeństwo?
I jakie potencjalnie osoby nas interesują, ale nie na zasadzie, żeby był fajny albo fajna, bo to nie jest zbyt precyzyjne. I zrozumieć, że tak jak mówimy, że to ułatwienie polega na połączeniu nas z potencjalnie bardzo dużą ilością ludzi. Ale co się wydarzy potem? To już jest poza mocą Tindera, troszeczkę też poza naszą kontrolą. Możemy tylko świadomie, wiesz, jakoś dokonywać jakichś wyborów, mieć... Ja nie do końca lubię ten pomysł z czerwonymi flagami, bo to jest trochę tak, jakby robić taki algorytm, kto się nadaje, kto się nie nadaje. No ale jeżeli ja rozumiem, czego ja potrzebuję i na pewno czego się wystrzegam, Mam jakieś zgromadzone doświadczenia.
Czyli kiedy mieliśmy już taką możliwość, jakieś jedno połączenie, to ono było dla nas, ono ważyło więcej, bo było dużo trudniej dostępne. Tak. Ale teraz wydaje mi się tak z mojej perspektywy, że jest tak, że jednak jeżeli tutaj coś nie działa, to jest nam bardzo łatwo szukać następnej opcji, następnej i następnej, bo one są i czekają. Masz rację, tylko znowu rzadko która rzecz w ludzkiej psychice jest jednoznaczna. I teraz jak spojrzymy na tę sytuację, Powiedzmy, randkowanie w 2002 versus randkowanie w 2026. W 2002 powiedzmy, że heteroseksualna kobieta pracująca gdzieś tam trzydziestoparoletnia miała dwóch potencjalnych, zainteresowanych nią, heteroseksualnych mężczyzn.
I teraz ona sobie zdawała sprawę, że w tej chwili wybiera między tymi dwoma, że oczywiście może nie wybrać żadnego, ale zdawała sobie sprawę, że jakby dostępna pula nie przekracza szczególnie tych dwóch albo tam powiedzmy trzech. I teraz no być może jeden był miłym Słodkim chłopcem, drugi był bad boyem. Narysujmy to tak, żeby było ten. Jeden ją trochę bardziej ekscytował seksualnie, może był jakąś taką barwniejszą postacią. Drugi natomiast być może nadawał takie komunikaty związane z gniazdowaniem, posiadaniem dzieci i rodziny. I ona chodząc z nimi na randki. Musiała włożyć trochę uwagi czasu pracy, żeby w tym ograniczonym zakresie optymalnie dla siebie wybrać.
I powiedzmy, że nie była zainteresowana rodziną i dziećmi, tylko była na etapie, chce się dobrze bawić, chce mieć fajny seks, wychodzić i w ogóle ten, więc dziękowała jednemu absztyfikantowi i zaczynała się spotykać z drugim. Tylko wkładała trochę pracy i musiało minąć trochę czasu, nim ona była gotowa do tego wyboru. A my teraz dokonujemy tego wyboru tak naprawdę bardzo często, nim zobaczymy się z kimś na pierwszej randce. No bo zobacz, jak kogoś swajpujesz i widzisz tę osobę, to natychmiast sprawdzasz, Co ta osoba ma na socialach? Jakie ma zdjęcia? Idąc na tą randkę, wiesz o niej 200 tysięcy razy więcej niż kiedykolwiek osoba na pierwszej randce wiedziała o potencjalnej partnerze, partnerce.
Już masz cały system przekonań na temat tej osoby. I tak naprawdę to pierwsze potencjalne spotkanie, oczywiście ono wnosi jakieś informacje, ale ono Nie ma takiego napięcia związanego z poznawaniem się, no bo bardzo dużo rzeczy już o sobie wiemy. I bardzo często towarzyszy nam taka ciekawość, która jest związana ze zbliżaniem się do drugiego człowieka, która jest ekscytująca. Bo myśmy strasznie dużo zrobili wcześniej pisząc do siebie, wymieniając zdjęcia, filmiki, oglądając wzajemnie swoje profile na innych platformach. I sposób podejścia do tej osoby jest dramatycznie inny niż tej dziewczyny w 2002 roku, która, wiesz, no jest jakoś sfokusowana na tych dwóch facetach i trochę się zastanawia bardziej, wie, że ma jakieś limity, trochę więcej wkłada w to uwagi, mniej jest w tym takiego przypadkowego, no dobra, w prawo, w lewo, cokolwiek, coś tu się wydarzy na pewno, jak nie dziś, to jutro.
I tu w ogóle nie chodzi o to, co jest dobre, co jest złe, tylko chodzi o to, żeby rozumieć, że teraz randkując, za pośrednictwem aplikacji najczęściej, my mamy zupełnie inny start do tej drugiej osoby, my inaczej ją oceniamy, te osoby nas inaczej oceniają. Bardzo często to jest dużo bardziej powierzchowne. Jest dużo więcej takiej gry w stwarzanie dobrych pozorów. Łatwiej jest być omamioną omamionym jakąś opowieścią drugiej strony, bo te sociale oferują nam pewien wizerunek i że nie ma co utyskiwać, że ojej, takie się czasy zrobiły, że ludzie się powierzchownie oceniają, tylko rozumieć, że to tak działa i w związku z tym, wiesz, nie dać się temu zabierać.
I jest jeszcze jedna historia, która wydaje mi się dosyć ważna, to znaczy my wszyscy potrzebujemy Takich społecznych głazków, jak to Miłosz Brzeziński kiedyś mówił. Informacji o tym, że jesteśmy spoko, że jesteśmy fajni. Lajków. Lajków. I teraz możemy potrzebować ich trochę i to jest dobrze, a jak potrzebujemy ich bardzo, to zaczyna być problem. Ponieważ jeżeli ja rzeczywiście, powiedzmy, szukam kogoś do związku, to jestem w stanie znieść Dużo elastyczniej. Ileś tam nawet odrzuceń, ghostingów, kiepskich potraktowań, bo myślę sobie, no dobra, no tak się poznaje ludzi. Nie? No nie wszystkie znajomości z imprezy są fajne, nie wszystkie znajomości z klubu są fajne, nie wszystkie znajomości ze szkoły są fajne.
Tak, to jest trochę taka instrukcja obsługi, takie BHP tak naprawdę, chyba tak to można byłoby określić, używania Tindera i aplikacji randkowych do tego, żeby dostać coś z tego, a nie tylko dawać. Tak. I przy okazji też nie dać się pokaleczyć, no bo ja rozumiem, że chociaż dużo rzeczy dzieje się w przestrzeni wirtualnej, no to ludzie te ciosy dostają i czują je jako realne psychicznie. No właśnie, jest coś takiego jak trochę, co ekrany i aplikacje nam zrobiły, jak odczłowieczanie tej osoby po drugiej stronie. Że jest nam, znaczy niektórym z nas, łatwo Zachować się w taki sposób, w jaki byśmy się nie zachowali twarzą w twarz. Tak. Zerwać kontakt z dnia na dzień, zgoustować, napisać coś, czego byśmy w życiu by nam nie przeszło przez usta.
To znaczy wydaje nam się, że to jest tak jak w realu, a nie jest. Nie widzimy mowy ciała, która nas informuje na przykład o stanie emocjonalnym drugiej osoby. Więc możemy być dużo okrutniejsi w słowach niż normalnie byśmy byli, bo nie dostajemy całej paczki z danymi, która normalnie do nas by dotarła. A na przykład w ogóle nie zastanowimy się nad tym, że jesteśmy w złym humorze albo opryskliwi, czy jacyś burowaci tego dnia. Wspada nam takie poczucie odpowiedzialności za to, co robimy i mówimy, bo czujemy się bezkarni. Chociaż tak naprawdę nie jesteśmy anonimowi, ale przeżywamy to, jakbyśmy byli anonimowi, bo nie ma tego społecznego kontaktu. I dużo łatwiej, jeśli mamy do tego dyspozycję, wchodzimy właśnie w to, co powiedziałaś, czyli takie utylitarne, przedmiotowe traktowanie innych ludzi, jakby oni nie byli żywymi osobami.
Tylko jakimiś takimi właśnie awatarami. No co widać, to nie trzeba na Tindera, to wystarczy zobaczyć, jak ludzie komentują nawzajem różne rzeczy u siebie na Instagramie na przykład czy na TikToku. I że to tak będzie i nie ma sobie co opowiadać, że... Że możemy coś z tym zrobić. Nie na taką informację liczyłam. Rozumiem, nie ma tutaj... Myślałam, że na przykład, jeżeli zaczynamy rozmowę z kimś i powiemy komuś, tylko jeżeli chcesz, jeżeli ci się odwidzi ta para, to tylko poinformuj mnie o tym, a nie zgołstuj to, że oni tego nie zrobią. Ja bardzo bym chciała, żeby świat tak wyglądał. Inaczej, ja nadal namawiam, żeby tak robić. Dla siebie. Bo to jest fantastyczne ćwiczenie w stawianiu granic na początku i określaniu jakby swojego stanowiska, bo to też jest bardzo ciekawa rzecz, której dotykasz, że my
Stawiamy te granice, no to zwiększa się nasze aktywne bezpieczeństwo, które same kreujemy. To mężczyzn też dotyczy, żeby było jasne. Natomiast jak my tak idziemy za tym, wiesz, bo konwersacja fajnie się rozwija. I nie ma żadnej wniesionej granicy. No to trochę ciężko jest inaczej. Z naiwnością jest zakładać, że druga osoba będzie miała 100% szlachetne intencje, będzie dżentelmenem w starym stylu i jak na przykład uzna, że nie, to wyśle bukiet kwiatów szampana, uprzejmie podziękuje i wiesz. Można być. Można, można. Podobno zdarzały się w historii tego świata takie... Był taki kawaler w dwudziestoleciu międzywojennym, Wieniawa Długoszewski, który słynął z wyjątkowo skutecznego
Podejścia do dam i wyjątkowo bujnego życia towarzyskiego. I podobno warszawska legenda głosi, że pewnej damie wysłał kiedyś bukiet kwiatów i szampana z liścikiem. Śniła mi się pani dzisiaj tak namiętnie, że postanowiłem podziękować. Takie rzeczy też się być może mogą zdarzyć na Tinderze. Któreś z was się zdarzyło? Zostawcie w komentarzu, absolutnie. Chciałabym też o tym usłyszeć. A czy w związku z tym myślisz, że randkujemy teraz w czasach, w których jest nam łatwiej przekraczać swoje własne granice? Ciśnie mi się odpowiedź tak, ale jak ona mi się ciśnie, to zawsze sobie myślę, a może nie.
Bo z granicami to jest grzęska sprawa, czy zawsze była. Tylko może sposoby ich przekraczania są bardziej zróżnicowane i może bardziej podstępne. W tym sensie, wezmę ghosting jako przykład. I jak wracamy do tej dziewczyny w 2002 roku i ona ma tych dwóch absztyfikantów, jednego poznała w pracy, a drugiego poznała przez znajomych, to jak jeden przestaje się do niej odzywać, albo dwóch, to ona pyta koleżanki i kolegów i oni wywierają taki rodzaj społecznej presji na zasadzie, a co, przestajesz gadać z Magdą? Co się stało? A przestajesz gadać z Magdą? Co się stało? I on... Nawet jeżeli chce przestać gadać z Magdą, to dostaje taki komunikat społeczny, który ma bardzo duże znaczenie, że tam coś trzeba zrobić.
Jest taki, wiesz, regulacyjny docisk. I on może coś zrobić, nie musi, ale będzie większa szansa, że on tam się do niej odezwie i powie, sorry Magda, ale nie. Natomiast jeżeli ja spotykam kogoś, z kim nie wiąże mnie żaden społeczny... Nie mamy żadnych wspólnych znajomych na przykład? A co się zdarza? Co się zdarza? Albo nawet jeśli mamy znajomych, no to są tak dalece znajomi, że nie chcemy przekazywać tam informacji o tym, że ktoś nas olał. To nie ma tego społecznego regulatora, który kiedyś odpowiadał na sytuacje, które dzisiaj nazywamy ghostingiem, bo ludzie, owszem, mieli ochotę znikać, tylko były te właśnie rzeczy wynikające z tego, że myśmy mieli ze sobą fizyczny, a nie wirtualny kontakt.
Teraz jest łatwiej zrobić takie różne wyślizgi, nie wiem, albo użyć czyichś zdjęć, albo je przerobić, zrobić różne rzeczy, które Po prostu kiedyś albo technologicznie, albo społecznie były trudniejsze, natomiast naruszenia granic zdarzały się zawsze. Super złe sytuacje na randkach zdarzały się zawsze. Historia, o której ja myślałam, zadając to pytanie w ogóle, to taka presja, którą same na siebie możemy nakładać dzisiaj, że mamy jakieś takie wyobrażenie o tym, jak ludzie inni randkują i co inni robią i jak bujne życie miłosno-seksualne oni mają. I kiedy jesteśmy w sytuacji, kiedy piszemy z kimś na przykład przez jakiś dłuższy czas i dostajemy wiadomość na przykład, a wyślij mi jakiś tam...
Pikantne zdjęcie. I my sobie myślimy, o Jezus, to w ogóle nie jest moja historia, absolutnie nie chcę. Ale sobie myślimy, ale to co, on sobie pomyśli, że ja jestem jakaś sztywna, nudna, w ogóle mam jakieś straszne hamulce, to może powinnam. I że same sobie gdzieś robimy taki podkop. Tak. No tak, to jest trudna sytuacja. Nie chodzi o to, że ludzie nigdy się nie zasadzali na osoby, którymi nie są, tylko że na pewno przed zaistnieniem mediów społecznościowych nie było dokładnie tego, do czego się odniosłaś, czyli tej gigantycznej presji związanej z naszymi wyobrażeniami na temat tego, jak żyją ludzie.
Po prostu nie, ponieważ mieliśmy do czynienia z żywymi ludźmi, I wiedzieliśmy, wiedziałyśmy, że inne nasze koleżanki z biura w tym samym wieku, rozumiesz, są na linii, powiedzmy, sztywności czy wyluzowania seksualnego gdzieś mniej więcej pomiędzy takimi średnimi. Być może miałyśmy jedną koleżankę, która miała wybitnie aktywne życie erotyczne, no ale do takich koleżanek miałyśmy pewno jedną albo dwie, ale znałyśmy je osobiście i wiedziałyśmy, jak to działa w realu. I to wszystko było niewyobrażone, tylko oparte o doświadczenie. A my teraz mamy, ja czasami mam wrażenie, taką ścianę z przekonań, w których jest od tego, jak żona sławnego piłkarza wychowuje dzieci,
Przez to, kto się jak ubiera, gdzie żyje, jak powinno wyglądać idealne życie seksualne, nie ma żadnych norm. Kiedy się ma dzieci, kiedy się nie ma dzieci, no bo. I w związku z tym my się coraz słabiej odnosimy, wracam do początku naszej rozmowy, do tego, czego my tak naprawdę potrzebujemy, bo ja potrzebuję nie wysyłać tego gołego zdjęcia. Dla mnie to jest na przykład za wcześnie, albo ja w ogóle nie lubię, albo źle się czuję teraz ze swoim ciałem, albo mam milion różnych powodów, dla których nie. I w normalnych warunkach, przez normalne rozumiem zdrowe, optymalne dla mnie, ja bym przytrzymała tą granicę, ale ze względu na tą ścianę przekonań, tych napierających wyobrażeń, ja sobie myślę, wyjdę na drętwą laskę i to robię.
Pokazano pierwszych 25 dopasowań — doprecyzuj frazę, aby zawęzić wyniki. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Ten odcinek powstał w ramach płatnej współpracy z marką Sprite, brandem Coca-Cola.
Rozdziały i streszczenia generowane automatycznie. Pełna transkrypcja nie jest publikowana — wyszukaj frazę, aby zobaczyć dopasowane fragmenty.
„Ten odcinek powstał w ramach płatnej współpracy z marką Sprite, brandem Coca-Cola."
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
Ten odcinek podcastu powstał w ramach płatnej współpracy z marką Sprite, brandem Coca-Cola.
Randkowanie dziś jest szybsze, bardziej intensywne i pełne emocji. Aplikacje randkowe dają nam ogromne możliwości poznawania ludzi, ale jednocześnie stawiają przed nami zupełnie nowe wyzwania: presję bycia „wyluzowaną”, trudności w stawianiu granic, ghosting czy ignorowanie sygnałów ostrzegawczych, które wysyła nam ciało.
W tym odcinku rozmawiam z psycholożką i seksuolożką Martą Niedźwiecką o tym, jak odnaleźć się w świecie randkowania online, nie tracąc kontaktu ze sobą. Zastanawiamy się, dlaczego randkowanie stało się dziś tak „spicy", ekscytujące, ale też momentami przytłaczające oraz jak odróżnić przyjemne napięcie od sytuacji, które przekraczają nasze granice.
To rozmowa o randkowaniu, które może być ekscytujące, ale jednocześnie bezpieczne i oparte na wzajemnym szacunku. O tym, że powiedzenie „stop” bywa jedną z najbardziej dojrzałych i atrakcyjnych decyzji i że przerwanie kontaktu też jest formą dbania o siebie.
Jeśli randkujesz, myślisz o randkowaniu albo masz poczucie, że w tym świecie jest dziś za dużo bodźców i sprzecznych komunikatów, ten odcinek jest dla Ciebie.
subskrybuj kanał: https://www.youtube.com/@natalia_kusiak
IG: www.instagram.com/nataliakusiak
o mnie: https://www.nataliakusiak.com
Patronite: https://patronite.pl/pierwszarandka