PIEKŁO JEST TU #188. Co działo się w ich świecie?
W sierpniu 2003 roku małżeństwo z ponad czterdziestoletnim stażem spędzało swój urlop na własnej działce nad jeziorem żywieckim, gdzie właśnie kończyła się budowa ich domu. Pewnej sierpniowej nocy doszło do wydarzenia, które obróciły losy tej rodziny do góry nogami. Ktoś zginął, ktoś usłyszał za to wyrok. Czy słuszny? Zapraszam do wysłuchania dzisiejszego odcinka.________Źródłahttps://docs.google.com/document/d/1FHuuGjPf1uNZEz-7NVoNOYR0Nxle84S-ZBd5JVF79ZE/edit?usp=sharing
A to wszystko co doprowadziło do tragedii miało swój początek w wielkiej miłości. A takie historie zawsze wzbudzają wiele emocji. Zapraszam Was do wysłuchania dzisiejszego odcinka. W Katowicach, największym mieście w województwie śląskim, na osiedlu Tysiąclecia od ponad 30 lat mieszkało małżeństwo Jan i Lucyna. On urodził się w 1937 roku, ona rok później. Pochodzili z innych stron, choć oboje wychowywali się na wsi. Poznali się natomiast w Lublinie, na uczelni, konkretniej na Uniwersytecie Marii Curie-Skłodowskiej. Lucyna studiowała tam medycynę, zaś o rok od niej starszy Jan miał już wykształcenie wyższe, które zdobył kończąc chemię na Akademii Rolniczej w Moskwie.
Na uniwersytecie pracował jako asystent na wydziale biologii. Drogi pary skrzyżowały się w 1960 roku i była to miłość od niemal pierwszego wejrzenia. Jan i Lucyna stanowili dobrą i zgodną parę, a łączyła ich nie tylko pasja do nauki i ogromna pracowitość, ale też miłość do podróżowania. Choć zazwyczaj podróżowali osobno, Lucyna na przykład do Stanów Zjednoczonych, gdzie mieszkał jej ojciec, który wyjechał tam w czasie wojny i do kraju już nigdy nie wrócił. A podróże Jana były różnorodne, ale związane głównie z pracą i nauką. Jeździł do wielu krajów europejskich na stypendia bądź sympozia, a jedno z takich stypendiów odbywał nawet w Kanadzie.
Para, która rok po tym jak się poznała, postanowiła się pobrać, jeszcze przez ponad dekadę mieszkała w Lublinie. PIEKŁO JEST TU. Dlatego kiedy w 1972 roku nadarzyła się okazja do przeprowadzki na Śląsk cała trzyosobowa rodzina zgodnie postanowiła z tej szansy skorzystać. Jan znalazł tam świetną ofertę pracy na stosunkowo nowej uczelni, bo na istniejącym wówczas dopiero od czterech lat Uniwersytecie Śląskim.
Ponadto, jako że była lekarzem, to prowadziła też leczenie swojego męża. Jan chorował bowiem na cukrzycę. Żona pilnowała, by odpowiednio się odżywiał, by przyjmował leki. Trzymała rękę na pulsie w każdej sytuacji. Jedynym w cudzysłowie obowiązkiem Jana było tak naprawdę rozwijanie swojej naukowej kariery. A to szło mu świetnie. Na Uniwersytecie Śląskim wraz z kilkoma innymi naukowcami stworzył Katedrę Fizjologii Roślin. Ale to on wkrótce stanął na czele tej katedry jako jej kierownik i pozostawał nim przez wiele kolejnych lat. Jak już nie trudno się domyślić jego zainteresowania skupiały się głównie wokół biologii.
I w 1996 roku prezydent Rzeczpospolitej Polskiej mianował go profesorem właśnie nauk biologicznych. Jan rozwijał swoją karierę przez cały ten czas na Uniwersytecie Śląskim, na którym stworzył mnóstwo naukowych publikacji i artykułów, a swoją ogromną wiedzę potrafił przekazać z pasją, więc zyskał sympatię zarówno studentów, jak i swoich współpracowników. Zaś przełożeni nazywali go najlepszym wykładowcą, co jednoznacznie świadczy o tym, że cieszył się bardzo dobrą opinią. Był cenionym naukowcem, którego nazwisko znalazło się nawet na liście współczesnych polskich uczonych. Ponadto został odznaczony Złotym Krzyżem Zasługi, ale źródła nie podają czym sobie na taki zaszczyt nomen omen zasłużył.
Stawiał się w niej zatem, będąc pod wpływem. Upiją się również przed ważnymi wydarzeniami, które odbywały się na Uniwersytecie Śląskim, kiedy jego obecność była albo konieczna, albo chociaż pożądana. Pijany stawił się również na obronie swojej własnej pracy doktorskiej. Przez problem alkoholowy odsunięto go od wielu obowiązków, w tym stracił posadę kierownika katedry, którą przecież od początku tworzył. Jak mówiły bliskie mu osoby, to wydarzenie niestety nie otrzeźwiło go, a wręcz pogłębiło jego problem, bo Jan nie mógł się z faktem utraty tego stanowiska pogodzić. Z czasem przestał pojawiać się w pracy. Miał tam nadal prowadzić zajęcia dydaktyczne, jednak za pomocą swojej żony lekarki, która stale wystawiała mu zwolnienia lekarskie, unikał pojawiania się na uczelni.
Było kilka kluczowych momentów w życiu Jana, które doprowadziły go do silnego uzależnienia. Śmierć teściowej, utrata stanowiska kierowniczego na Uniwersytecie Śląskim, a także wypadek, którego skutkiem była padaczka. Nie wiadomo dokładnie na czym ten wypadek polegał, ale jego życie po nim, a wraz z tym życiem również jego zachowanie, zmieniło się na gorsze. Jak mówili znajomi małżeństwa, po tym zdarzeniu coś mu się pomieszało w głowie. Lucyna nie mogła znieść jego towarzystwa. Czasem po kryjomu podawała mu leki uspokajające. Tak, żeby nie zrobić mu krzywdy, ale żeby Janek jak najszybciej poszedł spać. Bo zanim on kładł się spać, ona musiała wysłuchiwać godzinami jego monologów.
Choć nikt z władz Uniwersytetu Śląskiego nie chciał odpowiadać na pytania dziennikarzy, to z ich lakonicznych wypowiedzi można było wywnioskować, że było w tym ziarno prawdy. Proces Jana toczył się przed Sądem Okręgowym w Bielsku Białej i rozpoczął się we wrześniu 2004 roku. Choć pierwotnie prokurator postawił oskarżonemu zarzut pobicia ze skutkiem śmiertelnym, to ostatecznie w akcie oskarżenia znalazł się zarzut zabójstwa. Zanim doszło do procesu, Jan poddany był obligatoryjnej obserwacji psychologiczno-psychiatrycznej, która wykazała, że w momencie popełniania czynu miał ograniczoną poczytalność. Wpływ na to najprawdopodobniej miał spożyty tego dnia alkohol.
Pokazano wszystkie 8 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
W sierpniu 2003 roku małżeństwo z ponad czterdziestoletnim stażem spędzało swój urlop na własnej działce nad jeziorem żywieckim, gdzie właśnie kończyła się budowa ich domu. Pewnej sierpniowej nocy doszło do wydarzenia, które obróciły losy tej rodziny do góry nogami. Ktoś zginął, ktoś usłyszał za to wyrok. Czy słuszny? Zapraszam do wysłuchania dzisiejszego odcinka.
________
Źródła
https://docs.google.com/document/d/1FHuuGjPf1uNZEz-7NVoNOYR0Nxle84S-ZBd5JVF79ZE/edit?usp=sharing