Beata Klimek: matka trójki dzieci zaginęła, czy zginęła?
Zaginięcie Pani Beaty Klimek poruszyło miliony Polki i Polaków. Tylko w "Pętli zbrodni" dziennikarz śledczy Uwagi TVN Jakub Dreczka, opowiada o wszystkich hipotezach dotyczących zniknięcia mieszkanki Poradza. Mija ponad pół roku odkąd matka trójki dzieci, będąca w trakcie rozwodu znika bez śladu. 7 października 2024 roku Beata Klimek odprowadza na przystanek autobusowy pociechy, po czym wraca do domu i słuch po niej ginie. Komu najbardziej było na rękę jej zniknięcie? Na to i inne pytania w najbliższej "Pętli zbrodni", odpowie dziennikarz śledczy "Uwagi" Jakub Dreczka, który sprawą interesuje się od samego jej początku.
Tak. Było powiedziane, że mama wyjechała, że niedługo wróci, ale poszukiwania już jak wiemy zaczęły się od razu od początku, czyli od niemalże pierwszego dnia. Sprawa pani Beaty Klimek poruszyła Polki i Polaków wzdłuż i wszerz jak Polska jest. Ja sama robiąc research do dzisiejszego spotkania Czytając o tej pani, kobiecie z ogromnym sercem, która nie może zajść w ciążę i wykonuje piękny, wielki gest, chcąc adoptować jedno dziecko, później się okazuje, że to dziecko ma dwoje rodzeństwa, więc bierze na siebie ogromną odpowiedzialność.
Zabiera trójkę dzieci pod swój dach razem ze swoim mężem, panem Janem. Po 20 latach małżeństwa stają się kompletną rodziną. Mąż, żona, trójka dzieci. Można by sobie wyobrazić, że ogromne szczęście na nich spływa, bo to jest w końcu spełnienie ich marzeń. O dziecku nagle się okazuje, że o dzieciach. I tak sobie myślę i się zastanawiam, jaką mamą była pani Beata, a jakim tatą był pan Jan? No na pewno była kochającą mamą, bo tak mówią wszyscy, którzy znali panią Beatę, którzy znają, ponieważ udzielała się też w miejscowym kole gospodyń wiejskich, czyli jakby ta społeczność się przenikała, ona przychodziła tam z dziećmi, angażowała też te dzieci do różnych zabaw.
Także widać było jej oddanie i takie matczyne poświęcenie. Co do ojca, czyli do pana Jana, z relacji przyjaciółki i tych osób z rodziny wynika, że na początku było dobrze, a potem niestety po paru latach troszeczkę się pogorszyło. Kazał dzieciom stać cały dzień z rękami do góry. Podobno pan Jan stosował kary w stosunku np. do najstarszego z synów. Takie, że ten syn musiał z wyprostowanymi rękoma kilka godzin stać w pokoju jako kara albo się przez parę miesięcy nie odzywał.
To jest relacja jednej Z przyjaciółek rodziny, z przyjaciółek pani Beaty. Także tutaj te relacje... Nie odzywał się do tego najstarszego chłopca ani słowem? Tak, przez trzy miesiące. No tak mówi przyjaciółka pani Beaty. No i to... To się zaczęło psuć już po paru latach, kiedy, tak jak mówił przyjaciółka, to nie pan Jan był najważniejszy dla pani Beaty, tylko najważniejsze stały się dzieci. I to trójka dzieci, także... Osoby nie mogły poradzić z tą sytuacją, że nie jest priorytetem w życiu pani Beaty? Tak mówiła Olga Siastrzenica, pani Beaty, że już nie był na tym pierwszym miejscu, już nie miał tyle czasu poświęconego, cytuję, nie miał robionych obiadów może zawsze, tylko na pierwszym miejscu były dzieci absorbujące, to jest trójka dzieci dorastających, które trzeba ubrać, nakarmić, odrobić z nimi lekcje, wyprawić do szkoły, zawieźć.
Zaprowadzić na przystanek, odebrać, pojechać na zajęcia dodatkowe. To wszystko było na głowie tej kobiety. Tym bardziej, że pan Jan wtedy pracował w Niemczech też. Jako głowa rodziny, żeby po prostu dobrze się im wszystkim żyło, ale też pobierał tam takie niemieckie 500+, więc w tym domu były pieniądze można powiedzieć. No tak jak mówi rodzina były, bo nie wiem jaka to jest suma, ale to jest w okolicach chyba za wszystkie dzieci 800 euro, czy prawie 1000, więc to jest sporo. Na wydatki polskie. Tak, więc on utrzymywał rodzinę, też pracował w Niemczech, więc zarobki są wyższe.
No i w trakcie tygodnia go nie było. Zjeżdżą na weekendy. Jaki to był dom państwa Klimek? Oni mieszkali z teściami, prawda? Oni mieszkali z teściami, to znaczy to są rodzice pana Jana, ale też brata pani Katarzyny, czyli siostry pani Beaty, no bo panowie wzięli... Wszystko zostało w rodzinie. Tak, panowie wzięli ślub. Z siostrami. Bracia wzięli ślub z siostrami, czyli rodzice pana Jana mieszkali właśnie w tym domu z panią Beatą, no a naprzeciwko, dosłownie po drugiej stronie drogi mieszkała pani Katarzyna z mężem, czyli z bratem pana Jana i ze swoimi dziećmi.
Ja bym powiedziała, że sytuacja idealna. Wsparcie obu sióstr, obu braci, jeszcze niedaleko dziadkowie, teściowie, więc można by powiedzieć, że taka sytuacja bardzo komfortowa dla tych rodzin. Taka uzupełniająca się. Najbliżsi krewni są tak naprawdę po drugiej stronie drogi, więc co tu więcej, jeśli chodzi o relacje rodzinne. To gdzie się i kiedy się zaczyna psuć? Mąż zastąpił Beatę inną kobietą. Zaczyna się psuć, kiedy pan Jan poznaje panią Agnieszkę, czyli obecną partnerkę.
No i w pewnym momencie opuszcza dom rodzinny. Ale jak to jest możliwe? Mężczyzna, który jest zajęty, który bardzo ciężko pracuje, jeździ do Niemiec, wraca na weekendy, ma trójkę dzieci, ma swoich rodziców, którzy pewnie są w takim wieku myślę emerytalnym, tak? Czyli też ich trzeba wspierać. Kiedy znajduje ten mężczyzna czas na romans? Nie wiem. Zapytałem, dlaczego odszedł od pani Beaty, dlaczego opuścił dom rodzinny. To było w pierwszym reportażu i powiedział mi, że po prostu coś się wypaliło, nie ma tej miłości.
A w perspektywie podziału majątku? Właśnie i podziału majątku, bo teraz tak. Pan Jan się wyprowadza z domu, którego jest współwłaścicielem z panią Beatą Klimek, u której gościnnie zamieszkują teściowie. Tak. Czyli teściowie mieszkają z właścicielką domu, współwłaściciel wyprowadza się do nowej kobiety, do nowej konkubiny, do pani Agnieszki. Kilka kilometrów dalej tak naprawdę do Łobza. To kilka kilometrów dalej zamieszkuje, a zamieszkuje kilka kilometrów dalej. Wynajęli po prostu mieszkanie. Wynajmuje to mieszkanie tam, żeby być blisko dzieci, żeby pomagać pani Beacie w ich wychowaniu.
No bo oboje świadomie podjęli decyzję o tym, że biorą do domu trójkę dzieci, adoptowanych dzieci. Tego nie wiem. Wiem, że przyjeżdża na weekendy, też odwiedza swój dom rodzinny, w którym już nie mieszka, też ma jakąś relację z dziećmi, nie wiem jaką już po tej wyprowadce, Ale co ciekawe, tak jak mówi tutaj najbliższa rodzina, że pojawia się też z nową partnerką tam właśnie w domu rodzinnym i widzą to dzieci i pytają kto to na przykład pani Beaty. Czyli zatrzymajmy, czyli nie doszło do rozwodu, a pan Jan świadomie wprowadza nową konkubinę
Pod dach pani Beaty. Może nie pod dach, tylko tak naprawdę na posesję przyjeżdża, no tak mi mówiła rodzina, że pojawia się w te weekendy, też potrafił przyjechać z nową partnerką, wiedząc o tym, że jest tam była żona, jeszcze nawet nie była, są tam dzieci, no są jego rodzice na dole. No i to też budziło duże kontrowersje. No właśnie ja sobie myślę z perspektywy kobiecej, że pani Beata musiała przechodzić przez piekło. Co mówią jej przyjaciółki? Bo z relacji, które ja przeczytałam, pani Beata bardzo kochała pana Jana. No, też mam takie relacje. Też rodzina o tym mi mówiła, że potrafiła znosić jakąś tam przemoc, czy fizyczną, czy psychiczną, bo przyjaciółka mówiła, że też do takiej dochodziło, też zwierzała się.
Panie Jakubiu, musimy się zatrzymać. Czyli chce pan powiedzieć, że w stosunku do pani Beaty była stosowana przemoc fizyczna i psychiczna? Tak mówiła przyjaciółka między innymi. Czy również ekonomiczna, finansowa? Pan Jan zamykał dopływ gotówki do tego gospodarstwa? Tego nie wiem, bo różne głosy tutaj się pojawiają, że potem podobno przestał pobierać te niemieckie 500+, czy tam 800+. Niektórzy mówią, że pobierał, ale tutaj to jest niesprawdzone, więc nie wiem. No na pewno jak się wyprowadził, no to nie była taka dżentelmeńska, nie było to takie dżentelmeńskie rozstanie, tylko tak jak mówią przyjaciele i rodzina, że był to bój o to, żeby na przykład ten wyrok rozwodowy nie wskazywał na jego winę.
Ten o tym tak, o orzekaniu, o winie, jeśli chodzi o rozstanie ich i pewnie o tym, jak zostanie podzielony majątek. Jan obawiał się utraty majątku po wyroku rozwodowym. No bo właśnie to jest też istotne w zaginięciu pani Beaty. To jest tak, mówi się, że ten robi kto na tym korzysta. Pani Beata wniosła o rozwód o winie pana Jana. Pana Jana to bardzo rozsierdziło z relacji, do których ja dotarłam. Był bardzo zły o to. Zresztą stosował kilka takich wybiegów, żeby utrudniać życie pani Beaty i ich wspólnych dzieci, żeby im się żyło gorzej.
Zamykał chociażby dopływ ciepłego ogrzewania do ich części domu. Tak mówiła rodzina. Tak, tak. Ale też śledczy do tego dotarli, że faktycznie się pan Jan do tego gdzieś w pewnym momencie przyznał. I tak, bo staram się cały ten konflikt zrozumieć, bo ja bym nie chciała... I też tak, sąd nie może. Staram się podejść do tego wszystkiego obiektywnie i zrozumieć. Na razie jestem przerażona tym, W jakich warunkach przyszło żyć pani Beacie? Bo wyobrażam sobie, że po 25 latach, gdy to małżeństwo się rozpada i ona ma do wychowania trójkę dzieci, jest albo może być w depresji, bo kochała swojego męża i jeszcze mąż się pojawia z partnerką, nie wstydzi się tego, robi to w sposób taki no naoczny i taki bezprecedensowy.
Tak, to jest moja jedyna jakaś taka, jedyny wniosek jaki mi się nasuwa. I jeszcze do tego kupuje ziemię zaraz obok tego domu i ma zamiar wybudować się tam ze swoją nową konkurencją. No to jest też takie dziwne, bo z jednej strony idzie na drogę sądową, toczy batalie, nie działa dżentelmańsko w stosunku do swojej żony, z którą się rozwodzi, a chce tak naprawdę za ścianą mieszkać z nową kobietą. No to trudno sobie to wyobrazić. Pan Jan mówi o sobie, że jest wrażliwcem, który nigdy by nie podniósł ręki na pani Beatę.
I tak sobie myślę, panie Jakubie, pan rozmawiał z panem Janem i z panią Agnieszką. Co to są za ludzie? Ja z panią Agnieszką nie rozmawiałem. Nie udało się panu porozmawiać. Nie, nie. Z panią Agnieszką widziałem ostatnio tylko jak byliśmy podczas wykopów na działce pana Jana i widziałem ją tylko w samochodzie. No taka niezbyt do mnie była nastawiona pozytywnie. Tym bardziej, że chciałem porozmawiać z nimi jak byli w samochodzie, jechali do, dojeżdżali do domu. To była jedyna mojastyczność z panią Agnieszką tak naprawdę. Pytanie było. Z panem Janem. Jaki to jest człowiek pan Jan? Według pana, z waszych rozmów, bo musimy powiedzieć panie Jakubie, co jest mega istotne, że pan sprawą zajął się bardzo szybko.
Pan ją nagłośnił na Polskę zaraz kilka dni po zaginięciu pani Beaty. Bo tak naprawdę my byliśmy chyba jednymi z pierwszych, jak nie pierwsi, którzy z takim dużym rozmachem o tym zaczęli opowiadać i napędziliśmy trochę tą sprawę. Pan Jan ze mną rozmawiał na początku. Bo oczywiście chciałem poznać jego zdanie, zapytać dlaczego nie uczestniczy w tych pierwszych akcjach poszukiwawczych, dlaczego nie wrzucił tej informacji na swojego Facebooka. Jakby nie patrzeć, jest to jego żona obecna i przede wszystkim matka dzieci, która się tymi dziećmi opiekuje i prawdopodobnie będzie się opiekowała, miała się opiekować dalej.
No i byłem u Pana Jana. Pan Jan próbował mi wytłumaczyć, że Pani Beata wyjechała. Ale samochód stoi na posesji, prawda? Tak, ale że przyjechał jakiś biały bus, że ktoś po Panią Beatę przyjechał tego dnia, Że miała wszystkiego dość. Wręczył mi zdjęcia, które wykonał w ten dzień feralny, czyli 7 października. Zdjęcia mieszkania w środku i strasznego bałaganu. To było też po przesłuchaniu policji, po przeszukaniu policji domu, więc wiadomo, że to wszystko jest poprzewracane. Podał to jako przykład tego, że on też nie mógł wytrzymać z takim bałaganem, że żona już, mówiąc w cudzysłowie, nie ogarniała domu, że była zmęczona dziećmi sama, że nie było tego porządku.
Ale to jest zarzut, bo ja nie rozumiem. Kobieta, która może być w depresji, bo właśnie się rozwaliło jej życie, odszedł od niej żywiciel rodziny głównej. No tam były nawet jakieś myszy, czy szczury. A to jest wieś, więc to chyba... Nie, to nie wiem, czy to były faktycznie, bo myślę, że przy wejściu do samego mieszkania, czy nawet w tym przedsionku, Raczej nie leżałyby martwe myszy czy szczury, tylko ktoś by wziął i to sprzątnął. Nie sądzę, żeby pani Beata tak zostawiła to. Chce pan powiedzieć, że mogło to być miejsce zainscenizowane przez kogoś? Nie wiem, nie chcę tego wyrokować, ale wyglądało to dziwnie. I zresztą wtedy pierwszy raz jak byliśmy, to był z nami detektyw Andaua, który też...
A skąd pomysł, żeby pojechał z panem na miejsce zaginięcia pani Klimek detektyw? No, żeby też po swojemu jakby na to spojrzeć fachowym okiem, to jest też były funkcjonariusz i żeby móc skojarzyć pewne rzeczy, od razu pozbierać te informacje, które są na bieżąco. Także poprosiliśmy tutaj detektywa, żeby na to spojrzał fachowym okiem. Odtworzyliśmy wtedy w ogóle drogę. Ostatni dzień z życia pani Beaty? Pani Beaty, ale bardziej pana Jana, bo ostatni dzień odtworzyliśmy oczywiście w ten sposób, że mieliśmy jeszcze nawet monitoring, jak wychodzi o 7.05 z domu z dziećmi.
Zarejestrowanym, tak? Zarejestrowany w jej mieszkaniu. Ponieważ założyła sobie taki monitoring też ze względu na swoje bezpieczeństwo. Tak jak przyjaciółka mówiła, że dochodziło tam do przemocy, więc też chciała... Ja dotarłam do relacji, w których pani Beata bała się o własne życie. Nie czuła się bezpiecznie we własnym domu. Beata bała się o własne życie. Tak, więc ten monitoring był nakierowany na drzwi, na część kuchenną, na drzwi wyjściowe, tak żeby rejestrować osoby, które wchodzą do tego mieszkania. No i wyszła o godzinie 7.05.
Tak jak codzień odprowadzić swoje dzieci na przystanek autobusowy, o 7.15 odjeżdżał gimbus do szkoły. Ona wtedy wracała, przebierała się i jechała do ósmą do pracy. Tego dnia spotkała przyjaciół, znaczy sąsiadkę taką, Z którą jeszcze sobie porozmawiały. Ta sąsiadka też wystąpiła u nas w reportażu. I w jakim humorze, w jakim nastroju była pani Beata? Była zmęczona, głowa ją bolała. Dzień wcześniej byli na wycieczce w Poznaniu. Ona była z dziećmi. Była taka wycieczka zorganizowana przez sołectwo. I tam już też się tak źle czuła. To też ludzie, którzy uczestniczyli, mieszkańcy mówili, że taka była troszeczkę z boku z dziećmi, że też no może jakaś sprawa migrenowa, nie wiem.
Też była zmęczoną osobą, no bo cały czas z trójką dzieci sama, no to też wiadomo, że to jest obciążające. Do tego pani Beata była astmatyczką, nie? Więc... Tak, więc jak rozmawiałem z tą sąsiadką, z którą się widziała, to chwilę szły razem, jak autobus odjechał, właśnie opowiadała, że ją trochę głowa boli, no i że wieczorem czy po południu jeszcze jedzie na trening z chłopakami, Czyli miała ten dzień zaplanowany. Wyglądało to jak codziennie. Nic nie wskazywało na to, żeby ten dzień odbiegał od innych. Za chwilę miała pójść do domu i tak zrobiła, by tam się przebrać i pojechać na ósmą do pracy.
Poszła do domu. Wyszła do tego domu, w którym już był pan Jan? Pan Jan był na posesji. I pan Jan mi mówił, że widział ją po raz ostatni rano jeszcze, jak odprowadzała dzieci do szkoły i później jej już nie widział. Czyli tak jakby jak wróciła do domu, to pan Jan... Drogi powrotnej nie widział? Nie. To nie widział, tym bardziej, że tam jest bardzo duża działka, on gdzieś z tyłu pracował, mówił, że przerzucał drewno, coś takiego. Więc... Czy pan Jan spędził nocy w domu pani Beaty, spał u swoich rodziców? Nie wiem, tego nie wiadomo, bo tam były też dwie wersje. Moim zdaniem to przyjechał rano, ale tutaj tego nie zweryfikowaliśmy. Więc miała się przebrać, wyjechać przed ósmą do pracy, no i nie wyjechała.
Pani Beata nie trzymała samochodu na posesji swojego własnego domu? Trzymała. Tego dnia trzymała. A powiedzmy, dlaczego nie trzymała też wcześniej samochodu? No właśnie nie wiadomo, bo to też było poruszane. Zresztą pan Jan o tym mówił, że od dwóch tygodni znowu ten samochód był parkowany już na posesji tam, gdzie mieszkała, a wcześniej po drugiej stronie u swojej siostry. Nie wiadomo, no to myślę, że pani Beata to wie, ale to może być jakiś prozaiczny Dla mnie to jest ważne w kontekście znalezionych dokumentów, bo sądziłam, że samochód był na posesji u siostry i wtedy byłby problem w podrzuceniu takich dokumentów, czyli samochód był na posesji pani Beaty.
Pokazano pierwszych 25 dopasowań — doprecyzuj frazę, aby zawęzić wyniki. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Podczas rozmowy omówiono zaginięcie pani Beaty Klimek, matki trójki dzieci, i hipotezy dotyczące jej losu.
Rozmówcy omówili różne hipotezy dotyczące zaginięcia pani Beaty Klimek, w tym samobójstwo i morderstwo.
Rozmówcy omówili ogłoszenia wysunięte przez panią Klimek i relacje z okoliczności, które wskazują na jej sytuację domową.
Rozmówcy omówili sytuację pani Beaty Klimek jako matki trójki dzieci, a także relacje z jej mężem i rodzicami.
Rozmówcy omówili konflikt małżeński między panią Klimek a jej mężem, a także wprowadzenie nowej partnerki do domu.
Rozmówcy omówili sytuację pani Beaty Klimek po opuszczeniu domu przez jej męża, a także relacje z sąsiadami i relacje z jej synem.
Rozmówcy omówili relacje z nową partnerką pana Jana i jej przeszłość, w tym zaginiony mąż pani Agnieszki i jego zamordowanie.
Pan Jan odmówił wzięcia udziału w badaniu wariograficznym, podczas gdy pani Agnieszka zgodziła się na badanie. Podano informacje o wynikach badania wariograficznego pani Agnieszki i omówiono ich interpretację.
Pan Jan opowiedział o swoich relacjach z panią Beaty i opisał, jak codziennie odwiedzał jej dom po jej zaginięciu. Podano informacje o tym, że pani Agnieszka zamieszkała w domu pani Beaty po jej zaginięciu.
Podano informacje o badaniach śledztwa, w tym o badaniach wariograficznych i badaniach w ramach śledztwa. Rozmowa skupiła się na interpretacji wyników badania wariograficznego i relacjach z osobą, która mogłaby być zaangażowana w zaginięcie pani Beaty Klimek.
Rozdziały i streszczenia generowane automatycznie. Pełna transkrypcja nie jest publikowana — wyszukaj frazę, aby zobaczyć dopasowane fragmenty.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.