Mentionsy Mentionsy
Paulina Matysiak
Paulina Matysiak

„Sukces” wolnego rynku — Polaków nie stać na mieszkania

07.04.2023 ·11 min 2 s

75% młodych Polaków mieszka z rodzicami, bo nie stać ich na mieszkanie. Wyznawcy wolnego rynku twierdzą, że wszystko gra, ale mówią to z perspektywy kogoś, kto w życiu już się ustawił. A co dla całej reszty? Patodeweloperka, kredyty i wynajem za horrendalne pieniądze. Na Lewicy mamy odwagę przedstawić konkretną alternatywę. Najnowszy odcinek jest polemiką do artykułu prof. Janusza Majcherka, który swoją absurdalnością postawił mnie na nogi. https://wyborcza.pl/7,75968,29627689,polityka-mieszkaniowa-prosimy-nie-strzelac-do-dewelopera.html Moja polemika: https://wyborcza.pl/7,75968,29649220,tylko-panstwo-rozwiaze-kryzys-mieszkaniowy-polemika-z-januszem.html --- Współpraca: Rafał Grabski, Sebastian Bednarski --- ✉️ Bądź na bieżąco i zapisz się na mój ⁠⁠⁠newsletter⁠⁠⁠ - raz w tygodniu dostaniesz podsumowanie moich ostatnich działań. 🖥 Zajrzyj na moją stronę: ⁠⁠⁠www.paulinamatysiak.pl⁠⁠⁠ 📱 Obserwuj mnie w mediach społecznościowych: ⁠⁠⁠Twitter⁠⁠⁠, ⁠⁠⁠Instagram⁠⁠⁠, ⁠⁠⁠YouTube⁠⁠⁠, ⁠⁠⁠TikTok⁠⁠⁠, ⁠⁠⁠Mastodon⁠⁠⁠, ⁠⁠⁠Facebook⁠⁠⁠

Bynajmniej powód jest jeden – niebotyczne ceny mieszkań. Kto zatem mieszka w tych 3 milionach lokali, o które zdaniem profesora wzbogacili się Polacy w ciągu ostatnich 30 lat? Cóż, z pewnością nie ci, którzy najbardziej ich potrzebują. Teza, że rynek efektywnie zaspokaja potrzeby mieszkaniowe jest w swoim absurdzie nadzwyczaj brawurowa, biorąc pod uwagę, że w Polsce według ośrodków badawczych brakuje od 1,5 do 2 milionów mieszkań. Te budowane przez prywatnych deweloperów są za drogie, zresztą częściej kupują je bogaci inwestorzy i wynajmują po wygórowanych cenach. Koszt wynajęcia kawalerki w niekoniecznie dużym mieście, wraz ze wszystkimi opłatami, może dobijać nawet do 3000 zł miesięcznie. Dla milionów Polaków to większość całego wynagrodzenia na rękę, a bywa, że nawet więcej.

Nikt tym samym nie zamknie nikomu drogi do kupna mieszkania na wolnym rynku, ale po prostu umożliwi wolność wyboru. Ponadto mamy w Polsce mnóstwo pustostanów w zasobach gminnych. Ich liczba sięga nawet 60 tysięcy. Najwyższa pora zrobić ich gruntowny przegląd i wyremontować z pomocą środków centralnych, aby mogły zasilić pule dostępnych mieszkań. Dużym błędem jest wyprzedawanie tego majątku. Lepiej by pozostał w rękach publicznych i by mógł służyć ludziom w potrzebie. Prof. Majcherek uważa, że polskie miasta potrzebują więcej zabudowy eleganckiej i apartamentowej, a nie komunalnej, która rzekomo jest byle jaka i tylko pogłębia ich degradacji. No cóż, panu profesorowi, chyba obce jest zjawisko gentryfikacji, kiedy to kolejne fragmenty miast z miejsc do życia dla wielu stają się dzielnicami luksusu dla nielicznych.

Być może to zjawisko dotknęło także jakieś dzielnicy w Waszym mieście. Najbardziej ekstremalny przykład można dostrzec w Barcelonie, gdzie z atrakcyjnych dzielnic mniej zamożni, mieszkający tam od zawsze mieszkańcy, byli zmuszeni do wyprowadzki na peryferia, bo koszty życia zaczęły przerastać ich możliwości. I zgodnie z marzeniem pana profesora powstawały tam piękne apartamenty, ale dla bogaczy, dla turystów, dla inwestorów, co po prostu zrujnowało lokalną tkankę społeczną. Poznikały zwyczajne sklepy, w ich miejsce pojawiły się luksusowe lokale z usługami, na które zwykłych ludzi po prostu nie było stać. Taka dzielnica stała się wydmuszką z ładnym widokiem na Pocztówce, ale całkowicie bez duszy i bez prawdziwego życia. W pewnym momencie władze tego miasta postawiły gentryfikację tamę i podjęły stosowne działanie.

No i cóż, budownictwo komunalne może po prostu być eleganckie. Wystarczy obejrzeć piękne osiedla w Wiedniu, które oferują mieszkania z przystępnym czynszem. Koniecznie obejrzyjcie zdjęcia, które są dostępne w internecie. W tych mieszkaniach mieszkają zwykli ludzie, nie milionerzy. A swoim standardem biją na głowę niejedną deweloperską inwestycję w Warszawie. Liberałowie często mówią o Zachodzie, ale jak widać rzadko tam bywają. Bo też we wspomnianym artykule autor profesor Mike Herek wynosi pod niebiosa inwestycje deweloperskie. Cóż, jakoś przemilcza fakt, że część z nich urąga jakimkolwiek standardom. Bo mamy twory, których ze względu na swój żenująco mały metraż nie można formalnie nazwać mieszkaniami, bo tak naprawdę są lokalami usługowymi.

Pojawiają się grodzone osiedla na polu pośród niczego. Mamy wybetonowane spacerniaki nazywane placami zabaw czy blok tuż przy bloku. Tak blisko, że sąsiad może pożyczyć innemu cukier wychylając jedynie rękę przez okno w kuchni. W przypadku państwowego dewelopera coś takiego byłoby niedopuszczalne. Dla prywatnych inwestorów to kolejny sposób na zarobek, który wykorzystuje po prostu przymusowe położenie tych, którzy mieszkań potrzebują. A spójrzmy na osiedla, które były budowane w latach 70. czy 80., które fakt, budowano jak budowano, ale nadal są to jedne z lepszych miejsc do życia w miastach. Dlaczego? Bo na etapie projektowania wyznaczono miejsca na budynki użyteczności publicznej, takich jak szkoły czy przychodnie, Ale także lokale usługowe, w których można było zrobić zakupy, pójść do fryzjera.

Poza tym wytyczano drogi i torowiska tramwajowe, dzięki którym mieszkańcy mogli przemieszczać się po mieście. Z kolei bloki nie były stawiane zbyt blisko siebie, była między nimi zieleń, a po latach wyrosły pokaźne drzewa dające cień w słoneczne dni. Sama mieszkam na takim osiedlu w Kutnie. Po przemianach ustrojowych budownictwo państwowe i spółdzielcze odeszło w odstawkę, główne skrzypce zaczęli grać prywatni inwestorzy. Jakie zatem decyzje podejmowały poprzednie ekipy rządzące? No cóż, PiS i PO łączy jedno. Obydwa ugrupowania wolały napychać kieszenie deweloperom i bankom, a ich kolejne obietnice mieszkaniowe są tylko przepisanymi na nowo powtórzeniami tych błędów. Ostatnio mogliśmy nawet usłyszeć z ust przedstawicieli Platformy Obywatelskiej hasło mieszkanie prawem, nie towarem, ale jednak po szybkiej analizie postulatu tej partii, która opiera się na 0% kredycie na zakup własnego mieszkania, można raczej uśmiechnąć się z politowaniem, bo ktoś tu chyba nie zrozumiał do końca tych słów.

A chodzi w nim o to, że mieszkanie nie może być traktowane jedynie jako komercyjne dobro, że wszystko załatwi jakaś dopłata do jego zakupu, ale powinniśmy uznać je za dobro szczególne, ważną potrzebę społeczną, którą po prostu państwo musi pomagać zrealizować. I nie wiem, w jakiej Polsce chciałby żyć profesor Majcherek, ale chyba w takiej, gdzie z dnia na dzień można kogoś wyrzucić z mieszkania albo niebotycznie podnieść czynsz. A teraz proszę się zastanowić nad tym, czemu młodzi ludzie w takich warunkach nie chcą zakładać rodzinę, czemu nie decydują się na dziecko, jeżeli ich sytuacja już teraz jest dość niestabilna. Okrona praw lokatorskich to podstawa w cywilizowanym kraju. Zresztą to właśnie publiczne budownictwo czynszowe rozwiązałoby ten problem. I zbyt dobrze znamy okrutne przypadki, kiedy to prawa lokatorskie są brutalnie łamane.

Wystarczy wspomnieć o tzw. czyszczeniu kamienic, kiedy to właściciel budynku najczęściej po reprywatyzacji chce stworzyć luksusowe mieszkania na sprzedaż czy wynajem, ale ma przed sobą tylko jedną przeszkodę, którą za wszelką cenę stara się usunąć. A tą przeszkodą są żywi ludzie, którzy w danym momencie mieszkają w tych lokalach. Podnosi im czynsz, odcina dostęp do mediów, wywiera presję, po prostu utrudnia codzienne życie. Dochodzi też do tragedii, dobrze znamy historię Jolanty Brzeskiej, która stanęła w obronie eksmitowanych lokatorów, za co została brutalnie zamordowana ponad 10 lat temu. Do takiej sytuacji nigdy nie powinno dojść, tymczasem nadal mamy do czynienia z czyszczeniem kamienic lokatorów. Ponadto zdaniem profesora ludzie uciekają z miast z tanimi mieszkaniami. Tu pan profesor pomieszał skutek z przyczyną, bo teza, że Polacy zamiast kupić mieszkanie taniej, to wolą drożej, jest naprawdę kuriozalna.

Problem wyludniania się mniejszych miejscowości jest poważny i jego przyczyny są różne. Najczęściej ludzie przenoszą się tam, gdzie znajdą lepiej płatną pracę. A często nie musieliby się wyprowadzać, gdyby do tej pracy mogli łatwo dojechać. Pan profesor niech sprawdzi, jak wygląda jakość i dostęp do transportu publicznego w Polsce Powiatowej, albo lepiej, jak w ogóle wygląda życie w Polsce Powiatowej, a potem bierze się za rozwikłanie zagadki opuszczania takich miejscowości. Zabawne, że największe zalety systemu budownictwa mieszkaniowego opartego o deweloperów i banki widzą ci, którzy nie muszą już o mieszkanie się martwić. Boomerzy, którzy już nieźle się w życiu ustawili, chcą jak zawsze urządzać nam, młodym, świat po swojemu. Nie zgadzam się na to, bo czas na konkretne działania i programy.

A tę odwagę i konkretny program ma w tej chwili tylko znienawidzona przez Majcherka Lewicę. Przedstawiliśmy ostatnio ambitny plan budowy 300 tysięcy mieszkań z przystępnym czynszem. To pomoże polskiej gospodarce nabrać wiatru w żagle, bo ktoś musi te mieszkania wybudować, wykończyć, wyposażyć, a tym kimś będą właśnie polscy pracownicy i przedsiębiorstwa. Nowi mieszkańcy przestaną się martwić, czy w danym miejscu i w danym miesiącu starczy im na wynajem, bo będą mogli spać spokojnie i zająć się swoimi pasjami, edukacją czy rozwijaniem własnych biznesów. I bez wątpienia skorzystamy na tym wszyscy jako społeczeństwo, kiedy po prostu pozwolimy obywatelom rozwinąć skrzydła, a państwo będzie im pomagać, a nie przeszkadzać. To wszystko na dzisiaj. Podziel się tym odcinkiem ze swoimi znajomymi.

Pokazano wszystkie 10 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.